http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
401

Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 7

Autor płaci:
300

  W życiu Mirandy i Krystyny następują kolejne zmiany. Na razie pozornie niewielkie jednak wszystko zaczyna się od zmiany myśli.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Władca Pierścienia
J.R.R. Tolkien
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 7

W życiu Mirandy i Krystyny następują kolejne zmiany. Na razie pozornie niewielkie jednak wszystko zaczyna się od zmiany myśli.

Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 6

W opowieści o życiu nie może zabraknąć miłości. Co Krystyna i Kalina wiedzą o romantycznej miłości i czy w ogóle potrafią kochać?

Tarot i koronkowe serwetki - Początek - 1

Historia dwóch kobiet, którym los pozwala się spotkać. Pozornie różni je wszystko. Czy coś je łączy? Tęsknota, strach, miłość, samotność, marzenia...

Syrena

Zrozumiał, że był teraz na łasce tych, którzy go ścigali. W związku z tym, kiedy poczuł na barku czyjąś dłoń, podskoczył jak oparzony.

Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz.

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw

Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania

Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?

na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy

Róża cz. 1

Detektyw Hank Made otrzymuje od członka podupadającego rodu zlecenie odnalezienia pewnego niezwykle cennego przedmiotu.

Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień - 5

Po świętach Krystyna i Miranda spotykają się ponownie. Czy Miranda odzyska swoją kartę i dlaczego tak bardzo jej na niej zależy.

Historia sztuki

Jestem obrazem Impresjonisty

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1057
użytkowników.

Gości:
1057
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81076

81076

Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień - 4

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
18-10-14

Typ
P
-powieść
Kategoria
Pisarstwo/Przyjaźń/Psychologia
Rozmiar
16 kb
Czytane
426
Głosy
4
Ocena
4.25

Zmiany
18-11-04

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Marzanna6 Podpis: Marzanna
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Co słychać u Krystyny i Mirandy i kim jest Kalina?

Opublikowany w:

.

Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień - 4

KWIECIEŃ


Świąteczny poranek przywitał mieszkańców miasteczka deszczem. Kalina stała przy oknie w swojej sypialni i obserwowała ludzi, którzy najprawdopodobniej wracali z mszy rezurekcyjnej. Sznur kobiet i mężczyzn w świątecznych ubraniach płynął z kierunku, w którym znajdował się kościół, a następnie na uliczkach osiedla rozpraszał się i zanikał stopniowo w klatkach bloków mieszkalnych. Ludzie pozdrawiali się życząc sobie najprawdopodobniej wesołych świat i smacznego jajka. Wracali do domów aby zjeść obfite, świąteczne śniadania z rodziną i przyjaciółmi.
Przymknęła oczy, aby w wyobraźni zobaczyć ciotkę jak wraca z porannej mszy w swoim wysłużonym nieśmiertelnym brązowym płaszczu. Widziała ją, jak idzie sama w swoich znoszonych pantoflach i w beżowych grubych rajstopach, które zawsze kupowała za duże i potem one zsuwały się jej z nóg tworząc harmonijkę w okolicach kostki.

"W tamtym czasie zawsze chodziłam w Wielkanocny poranek na mszę do olsztyńskiej katedry. Nie znosiłam tego, chciałam spać o tak wczesnej porze, nie chciałam zakładać białych drapiących rajstop, nie znosiłam sztywnej sukienki i kokard we włosach, które musiałam nosić do piętnastego roku życia.
Po powrocie z kościoła siadałyśmy we dwie przy odświętnie nakrytym stole i w milczeniu zjadałyśmy świąteczne śniadanie. Pomimo obficie zastawionego stołu jadłam bardzo mało. Każdy kęs stawał mi w gardle pod czujnym okiem ciotki, która nieustannie kontrolowała moją postawę, kąt nachylenia głowy i odległość łokci od tułowia. Każdą jej uwagę a nawet znaczące spojrzenie odbierałam jak wyrok pozbawiający mnie i tak nikłego poczucia własnej wartości. Z czasem doszłam do perfekcji w zachowywaniu pozorów i właściwej postawy ale zawsze jadłam mało. Miało to też pozytywną stronę bo dzięki temu zawsze byłam szczupła."

Tego dnia Kalina na śniadanie ugotowała sobie jajka na twardo, zjadła je z majonezem i szczypiorkiem oraz kromką wczorajszego chleba. Poza barankiem w złotym pozłotku stojącym na jej komodzie, świątecznymi życzeniami od Krzysztofa z filmikiem o głupawym zajączku oraz jajkami na śniadanie, nic nie świadczyło o tym, że jest to niedziela Wielkanocna. Po śniadaniu, które zjadła będąc w piżamie ponownie położyła się do łóżka i długo oglądała telewizję. Postanowiła, że będzie to zwyczajna niedziela. Będzie długo leżeć w łóżku a potem pójdzie na spacer, tak jak zawsze. Codzienne spacery stanowiły dla niej niezbędną rutynę, rodzaj obowiązku, który narzuciła sobie sama, coś w rodzaju pracy, pochłaniacz czasu i coś jeszcze, z czego nie do końca zdawała sobie sprawę.

Po obiedzie, który stanowiła zupa z proszku pośpiesznie ugotowana i zjedzona wprost z garnka przystąpiła do przemalowywania Kaliny na Mirandę. Będąc Kaliną chodziła w domu w kapciach i luźnych piżamach, a na zewnątrz prawie nie wychodziła. Miranda spała w jedwabnych koszulkach, a wychodząc na ulice miasteczka trzymała wysoko podniesioną głowę i z satysfakcją zbierała spojrzenia ludzi.

Dopięła włosy, aby wyglądały na dłuższe i gęstsze, zakręciła loki, makijaż wykonywała bardzo starannie. Czas mijał, ale wciąż pozostawało go tak bardzo dużo. Przymierzała ubrania przed wielkim lustrem, przebierała się wielokrotnie starannie dobierając każdy element stroju. Nie wszystkie z rzeczy, które wybrała na dzisiejszy spacer wydawały się Kalinie gustowne, ale Miranda je uwielbiała a to jej miały się podobać. Założyła więc: siatkowe rajstopy, krótką spódniczkę, jaskrawą bluzeczkę i jej ulubione białe, krótkie futerko, oczywiście szpilki. Miranda zawsze nosiła szpilki. Po chwili zastanowienie zrezygnowała z futerka. Mogłoby się zniszczyć na deszczu. Zamieniła je na lateksowy żakiet do tego wzięła duży, seledynowy parasol. Spojrzała w lustro.

Patrzyła na Mirandę przez dłuższą chwilę, a jej uśmiech z jakiegoś powodu gasł i… rozpłakała się. Zdjęła buty i rzuciła w kąt, usiadła na podłodze. Dłońmi zaciśniętymi w pięści rozmazywała tusz i szminkę na swojej twarzy z takim samym entuzjazmem jak przed chwilą się malowała. Teraz była nikim.

Siedziała słuchając tykania zegara i bicia własnego serca, które waliło pod jej obcisłą koszulką jakby właśnie przebiegła maraton. Zrobiła kilka głębokich wdechów i ostrożnie wstała. Czując zawroty głowy przytrzymała się ściany i przeszła do łazienki.
Po kilkunastu minutach ubrana w czarne spodnie i szary sweterek wyszła z mieszkania i wsiadła do zaparkowanego przed budynkiem srebrnego nissana. Ruszyła przed siebie.

***

Po około godzinie jazdy krętymi warmińskimi drogami była na miejscu. Zostawiła samochód na miejskim parkingu. Przeszła kawałek znajomymi uliczkami i przemoczona stanęła przed kamienicą na ulicy Kołłątaja. Miejsce to wzbudzało w niej mieszane uczucia. Stała zamyślona i mokła na deszczu.

"W zasadzie moje życie tutaj mogłabym uznać za beztroskie. Zawsze miałam jedzenie i ubranie, własny czysty pokój, ciszę i spokój. Nie musiałam się o nic martwić i jeśli tylko spełniałam oczekiwania ciotki, (a nie było ich aż tak wiele) mogłam beztrosko istnieć. Mogłam uczyć się, czytać książki, rozmyślać. Zdobywałam, więc najlepsze oceny, co nie było trudne, bo przecież lubiłam się uczyć, zakładałam wybierane przez ciotkę ubrania i nie domagałam się innych, nie odzywałam się niepytana, nie przyprowadzałam do domu znajomych i zawsze byłam przed osiemnastą na kolacji, którą zjadałam w ciszy i skupieniu.
Wzajemne rozmowy ograniczałyśmy do pożytecznej wymiany zdań i tylko w tych rzadkich sytuacjach, gdy znajdowałyśmy się wśród ludzi ciotka czasami obejmowała mnie ramieniem i wypowiadała coś na znak pochwały. Oczywiście pochwały siebie. Bo oto ona kryształowo czysta i porządna kobieta dała dom i opiekę sierocie, aby mogła się uczyć i wyrosnąć na uczciwą kobietę. Nie dodawała oczywiście, że pobierała za to całkiem solidną zapłatę, mogąc żyć za moje pieniądze."

Kalina weszła po skrzypiących schodach. Starannie wytarła buty o wycieraczkę i dopiero nacisnęła dzwonek. Nadal posiadała własny klucz do tego mieszkania, jednak nie uznała za właściwe go teraz użyć. Po chwili oczekiwania, usłyszała dobiegające przez drzwi kroki ciotki Danuty. Staruszka wyjrzała przez wizjerek i powoli otworzyła stary skrzypiący zamek.
Stała milcząca w otwartych drzwiach, wyglądała tak jak zawsze, bez najmniejszego cienia emocji na twarzy. Miała na sobie tą samą co kiedyś świąteczną bluzkę i czarną spódnicę do połowy łydki. Jej siwe włosy były starannie ułożone. Kalina poczuła też delikatny zapach perfum „Pani Walewska”. „Wciąż je produkują” – zdziwiła się. Odruchowo spojrzała na jej nogi, w okolice kostki i uśmiechnęła się lekko.
- Dzień dobry ciociu.
- Dzień dobry Kalinko. Dlaczego nie założyłaś sukienki, czy niczego cię nie nauczyłam – powiedziała, jakby kwestia stroju była najważniejsza a one widziały się wczoraj, lub co najwyżej tydzień temu. Danuta odwróciła się i poszła w kierunku pokoju zupełnie nie zwracając uwagi na to, że jest Kalina jest mokra i nadal stoi na wycieraczce.

Dziewczyna weszła i zamknęła drzwi mieszkania, zdjęła kurtkę, następnie w łazience osuszyła włosy i twarz. Weszła do pokoju. Na stole stały dwa nakrycia. Usiadła. Ciocia kontynuowała posiłek nie zwracając na nią uwagi. Na stole były jajka, pieczona biała kiełbasa i jeszcze kilka tradycyjnych potraw. Nie było tego wiele jednak jak dla jednej staruszki to i tak zdecydowanie za dużo. Włożyła na talerzyk kawałek pieczonej kiełbaski i łyżeczkę chrzanu. Jadły w milczeniu. Po posiłku Kalina zaproponowała, że zaparzy kawę. Ukroiła też kawek babki oraz sernika, który tradycyjnie znalazła w kuchni. Gdy wróciła do pokoju staruszka siedziała na kanapie. Kalina sprzątnęła ze stołu i wyniosła naczynia do kuchni. To od zawsze należało do jej obowiązków. Postawiła na stole kawę i ciasto.
- Co u cioci słychać? – odezwała się pierwsza wbrew obowiązującej od zawsze zasadzie.
Danuta spojrzała podejrzliwie jednak Kalina w jej spojrzeniu dojrzała cień aprobaty.
- Nic nowego – odpowiedziała w końcu, kierując wzrok przed siebie, gdzieś poza okno.
- Jak cioci zdrowie?
- Nie narzekam – powiedziała swoim stanowczym, nieznoszącym sprzeciwu głosem – kilka dni temu byłam u kardiologa, moje serce jest bardzo słabe – dodała cicho, jakby zawstydzona.
- Jeśli czegoś ciocia potrzebuję to proszę zadzwonić, przyjadę.
- Dziękuję ci moje dziecko.

„Moje dziecko” zabrzmiało w uszach Kaliny jakoś dziwnie. Czasami ciotka tak się do niej zwracała, ale wyłącznie przy obcych. Nigdy, gdy były same i nigdy tak jak teraz, bo dzisiaj te słowa zabrzmiały jakoś inaczej, jakby z nutą ciepła. Kalina spojrzała na tą starą kobietę i poczuła nie strach, złość, niechęć, tylko współczucie.

Wypiły kawę i zjadły ciasto w milczeniu. Kalina czuła się coraz bardziej zmęczona. Zawsze tak było, gdy przebywała długo w obecności ciotki, tak jakby ona samą swoją milczącą obecnością wysysała z Kaliny energię. Kiedyś uciekała do swojego pokoju oczywiście wpierw prosząc ją o pozwolenie. Teraz też tak zrobiła.

Weszła do swojego dawnego pokoju i zamknęła drzwi. Wszystko tu było jak kiedyś. W szafie równym rzędem wisiały jej stare ubrania, które zostawiła z rozmysłem chcąc pod każdym względem rozpocząć nowe życie. Uchyliła okno i zamyśliła się.

"Ciotka Danuta nigdy mnie nie kochała, to pewne. Od początku miałam wrażenie, a nawet byłam pewna, że denerwuję ją i drażnię, ale mimo to nie pozwoliła mi pozostać w domu dziecka i za to byłam jej wdzięczna i starałam się jak mogłam spełniać jej oczekiwania.
Czy chodziło jej o pieniądze? Chyba nie! Właściwie to Ciotka zachowała się bardzo przyzwoicie, bo oszczędnie nimi gospodarowała, została mi przecież całkiem spora sumka. Kto wie czy zostałoby coś z tego gdybym zamieszkała u ciotki Marianny, która z jakiegoś, wtedy dla mnie niezrozumiałego powodu także zapragnęła mnie przygarnąć, chociaż miała trójkę własnych dzieci.
Więc dlaczego zaopiekowała się mną?"

Kalina, nadal rozmyślając o przeszłości oglądała swoje książki, które stały na półkach tak, jak je kiedyś zostawiła. W biurku wciąż były notatki ze studiów. Usiadła na łóżku przykrytym starą kapą, tą samą, która leżała tu, gdy jako jedenastolatka stanęła w drzwiach tego pokoju. Poprawiła książki i wygładziła burą kapę, zamknęła szufladę biurko i okno. Przeszła do salonu.

Ciocia drzemała przed telewizorem. Była taka mała i krucha.
- Ciociu już jadę – odezwała się cicho.
- Oczywiście – powiedziała otwierając oczy i wolno podniosła się z kanapy. Podeszła do Kaliny, patrzyła z trudnym do odgadnięcia grymasem twarzy jak ona zakłada kurtkę. Kalina gotowa do wyjścia, niespodziewanie nawet dla samej siebie, zatrzymała się i przytuliła jej stare kruche ciało.
- Co robisz? Pognieciesz mi ubranie – bez przekonania wyszeptała staruszka. Kalina odsuwając się dostrzegła w jej oku coś jakby łzę. „Czyżby Ciotka Danuta potrafiła płakać?” – pomyślała i wyszła na świeże powietrze.

Spacerowała jeszcze kilka godzin po olsztyńskiej starówce. Pogoda dopisała, świeciło piękne kwietniowe słoneczko.

***

Krystyna wielkanocny poranek rozpoczęła mszą rezurekcyjną. Tego dnia założyła sukienkę i świąteczny płaszcz. Na co dzień najchętniej chodziła w kurtce i spodniach, jednak na takie dni jak dzisiejszy miała inne ubranie i nawet buty na obcasie. Niewygodne, bo obcierały jej pięty, ale dzisiaj chciała wyglądać lepiej niż zwykle.

Po powrocie z kościoła, do którego poszła bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby ducha już w przedpokoju zdjęła z nóg pantofle i założyła znoszone kapcie. Usiadła na okrytej odświętną kapą wersalce i zadzwoniła do Mateusza a potem do Zosi. Odebrała tylko córka, jeszcze zaspana i najwyraźniej niezadowolona z porannego telefonu. Złożyły sobie tradycyjne życzenia i obietnicę powtarzaną od lat, że następne święta spędzą razem. Nigdy nie precyzowały, która, do której miałaby przyjechać, ale zawsze to sobie powtarzały. Tym razem też tak zrobiły, po czym Zosia rozłączyła się pozostawiając matkę w zdecydowanym niedosycie. Krystyna chciała jeszcze tyle powiedzieć córce, o wiele zapytać i przede wszystkim usłyszeć przynajmniej przez telefon swoja ukochaną Malwinkę. Jeszcze przez chwilę siedziała ze słuchawką przy uchu a potem ciężko westchnęła i zamrugała powiekami czując niewielkie zawilgocenie, które niespodziewanie pojawiło się przy jej oku.

Krystyna nigdy nie płakała i była z tego powodu dumna. Rozczulające się i wrażliwe kobiety uważała za głupie i bezwartościowe. Chciała być silna i była silna. Nie miała innej możliwości. Tak uważała. Więc skąd ta łza? Otarła ją śpiesznie rękawem świątecznej bluzki rozglądając się na boki jakby w obawie, że ktoś mógłby ją zobaczyć.

Zadzwoniła jeszcze do teściowej – byłej teściowej. Złożyła jej tradycyjne życzenia, ponieważ tak robiła od lat i tak wypadało. Wysłuchała przy okazji opowieści o tym jak to cudownie wiedzie się Januszkowi. Przez kilkanaście minut teściowa nie pozwalając dojść Krystynie do słowa opowiadała o jego nowej pracy, narzeczonej, pięknym domu, podróżach i ogólnej szczęśliwości Januszka.
- Dzisiaj polecieli do Paryża, wyobrażasz to sobie? – Krystyna zupełnie sobie tego nie wyobrażała, nigdy przecież nigdzie nie latała. – Jak dobrze, że wyprowadził się stad i rozpoczął nowe życie – dodała na zakończenie swojego monologu.

Krystyna milczała z pokora przyjmując ból, który zadawała jej ta przecież tak naprawdę obca kobieta. Osoba, która powinna już dawno zniknąć z jej życia tak jak kilka lat temu zniknął jej syn. Jednak ona nie zamierzała odejść a Krystyna nie potrafiła jej do tego zmusić.
- To, o której przyjedziesz do mnie? Pokażę ci zdjęcia – dodała matka Janusza.
- O piętnastej – odparła zrezygnowana Krystyna.

Dopiero, gdy tamta odłożyła słuchawkę Krystyna wreszcie zabrała się za szykowanie sobie śniadania. Miała zaproszenie od siostry na świąteczne śniadanie jednak wolała je zjeść sama. Świąteczny poranek celebrowała z masochistyczną przyjemnością uświadamiając i przypominając sobie jak bardzo jest beznadziejna i samotna. Z trudem przełykała kawałki pożywienia przygotowanego dzień wcześniej. Potem włączała telewizor, aby dodać sobie iluzji, że nie jest sama. Po dwóch godzinach ponowiła próbę dodzwonienia się do syna. Tym razem odebrał i chociaż miała wrażenie, że trochę mu przeszkadza to ucięli sobie całkiem miła pogawędkę i tradycyjnie obiecali, że kolejne święta spędzą razem.

Czas wlókł się a Krystyna gapiła się w telewizor, w którym tego dnia nie było jej ulubionych seriali. Nagle wstała gwałtownie jakby wyrwana z letargu, w którym wegetowała od rana. Chwyciła torebkę i wyjęła z niej kartę, którą wsunęła pomiędzy dokumenty kilka dni temu. Położyła na stole. Na kartoniku widniała jakaś postać. „Chyba to jest kobieta?” – zastanawiała się. Miała pochyloną głowę, obok niej stał lew, ona trzymała go za głowę. Namalowana kobieta wyglądała na bardzo spokojną. Krystyna wpatrywała się w kartę i dostrzegała nowe elementy. Karta miała numer osiem zupełnie jak znak nieskończoności nad głową postaci w białej sukni. Krystyna czuła się dziwnie dobrze siedząc tak i patrząc na ten kolorowy kartonik. Wydawało się jej, że minęła zaledwie chwila jednak zegar wskazywał już szesnastą. „Miałam iść do teściowej” – pomyślała z niepokojem jakby nie dopełniła ważnego obowiązku, z którego teraz będzie się musiała mocno tłumaczyć i sięgnęła po słuchawkę telefonu.
- Mamo dzisiaj nie przyjdę – powiedział Krystyna stanowczym głosem, o który sama siebie nie podejrzewała. Najwyraźniej zrobiło to wrażenie także na matce Janusza, bo przez chwilę w słuchawce brzmiała nienaturalna cisza.
- Dlaczego? – zapytała po chwili i już nabierała powietrza, aby kontynuować…
- Nie będę miała czasu – Krystyna z niespotykaną odwagą weszła jej w słowo i odłożyła słuchawkę. Siedziała jeszcze przez chwilę patrząc na stary aparat telefoniczny, ale on milczał.

Z wyraźną ulgą wstała, odłożyła kartę na półkę kredensu, poprawiła włosy przed lusterkiem w łazience i pomalowała usta. Potem założyła buty, płaszcz i wyszła z domu.


Za tydzień ciąg dalszy mojej opowieści. Wcześniejsze części są oznaczone odpowiednio numerami 1, 2, 3. Zapraszam do czytania. Jestem wdzięczna za każdy komentarz lub ocenę.

Podpis: 

Marzanna 14. 10. 2018
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 6 Tarot i koronkowe serwetki - Początek - 1 Syrena
W opowieści o życiu nie może zabraknąć miłości. Co Krystyna i Kalina wiedzą o romantycznej miłości i czy w ogóle potrafią kochać? Historia dwóch kobiet, którym los pozwala się spotkać. Pozornie różni je wszystko. Czy coś je łączy? Tęsknota, strach, miłość, samotność, marzenia... Zrozumiał, że był teraz na łasce tych, którzy go ścigali. W związku z tym, kiedy poczuł na barku czyjąś dłoń, podskoczył jak oparzony.
Sponsorowane: 200
Auto płaci: 300
Sponsorowane: 200
Auto płaci: 300
Sponsorowane: 200

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.