http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
311

Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień - 5

Autor płaci:
300

  Po świętach Krystyna i Miranda spotykają się ponownie. Czy Miranda odzyska swoją kartę i dlaczego tak bardzo jej na niej zależy.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W październiku nagrodą jest książka
Światła września
Carlos Ruiz Zafon
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień - 5

Po świętach Krystyna i Miranda spotykają się ponownie. Czy Miranda odzyska swoją kartę i dlaczego tak bardzo jej na niej zależy.

Róża cz. 1

Detektyw Hank Made otrzymuje od członka podupadającego rodu zlecenie odnalezienia pewnego niezwykle cennego przedmiotu.

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "Jubielusz". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Syrena

Zrozumiał, że był teraz na łasce tych, którzy go ścigali. W związku z tym, kiedy poczuł na barku czyjąś dłoń, podskoczył jak oparzony.

Kraina Niekończącej się Bajki - Polana Motyli

Miś rozłożył na trawie wielką mapę. Pochylając głowę, wpatrywał się drewnianym wzrokiem w nic nie mówiące krzyżyki i kółka.

Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień - 4

Co słychać u Krystyny i Mirandy i kim jest Kalina?

Tarot i koronkowe serwetki - Początek - 1(zmienion

Historia dwóch kobiet, którym los pozwala się spotkać. Pozornie różni je wszystko. Czy coś je łączy? Tęsknota, strach, miłość, samotność, marzenia...

Marzyciele

Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli.

Jedno i dwa

Sytuacja jakich wiele, która może zdarzyć się wszędzie.

Odprężanie na ekranie

Vincent i jego perypetie

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
480
użytkowników.

Gości:
480
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81073

81073

Tarot i koronkowe serwetki - Marzec - 3

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
18-10-09

Typ
P
-powieść
Kategoria
Pisarstwo/Przyjaźń/Psychologia
Rozmiar
18 kb
Czytane
187
Głosy
2
Ocena
4.25

Zmiany
18-10-21

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Marzanna6 Podpis: Marzanna
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Krystyna i Miranda różni je pozornie wszystko. Czy na pewno?

Opublikowany w:

.

Tarot i koronkowe serwetki - Marzec - 3

Po pracy, Krystyna wzięła z domu torbę w niebieską kratę, rozkładane krzesło i poszła na miejskie targowisko. Rozłożyła folię na drewnianym stole, wyjęła serwetki, które wcześniej starannie zapakowała w przezroczyste torebki. Rozkładała je teraz powoli i bez zaangażowania. Już od dwóch tygodni nic nie sprzedała. Ludzie nie potrzebowali jej serwetek. „Tyle ładniejszych i tańszych jest przecież w sklepach” - myślała. Właściwie to dziwiła się, że w ogóle ktoś je kupuje. Jednak przychodziła tu z nadzieją na chociażby minimalny zarobek. Jej pensja kasjerki w sklepie starczała zaledwie na opłaty i kiepskie jedzenie pozwalające przewegetować od pierwszego do pierwszego, a Krystyna miała marzenie.

Pragnęła odwiedzić swoją córkę, która wraz z rodziną od pięciu lat mieszkała za granicą. Chciała tam pojechać i zawieść prezenty dla wnuczki. Jej syn, Mateusz mieszkał obecnie w Krakowie. Tam też Krystyna nigdy nie była. Kraków podobnie jak Sztokholm wydawał się jej odległą krainą. Na podróż do syna także zawsze brakowało jej pieniędzy, ale Mateusz przyjeżdżał od czasu do czasu do miasteczka, a przy okazji odwiedzał ją, więc Krystyna nie wybierała się do Krakowa. Do Sztokholmu bardzo chciała pojechać a właściwie polecieć albo popłynąć. Obawiała się takiej podróży, ale nie widziała Zosi i swojej ukochanej Malwinki już ponad trzy lata i bardzo tęskniła. Ciułała, więc grosz do grosza wierząc, że w końcu to jej się uda.

- Co tam słychać pani Krysiu? – zagadnęła ją sąsiadka z ławy obok. Krystyna najchętniej udałaby, że nic nie usłyszała. Jednak wiedziała, że w przypadku Kowalskiej to nie zadziała.
- Jakoś leci – odpowiedziała, aby mieć to już za sobą i odwróciła się w przeciwną stronę udając, że jest czymś bardzo zajęta.
- Słoneczko dzisiaj świeci, wiosna – Kowalska nie dawała za wygraną.
-… - Krystyna milczała.
- Co pani tam tak układa? – Kowalska wychyliła się zza stołu, wyciągając mocno głowę do przodu.
- Układam, bo przyszłam tu do pracy a nie na pogaduchy.
- A co przeszkadza połączyć jedno i drugie – odparła obrażona i odwróciła się w drugą stronę. Kontynuowała przerwaną wcześniej rozmowę z Malinowską, która sprzedawała jajka.

Krystyna wygładziła rozłożone serwetki i usiadła na rozkładanym krzesełku. Spojrzała przed siebie. Rzeczywiście czuć było już wiosnę, teraz to zauważyła. Wprawdzie jeszcze w niektórych miejscach leżał brudny śnieg, jednak w powietrzu było już to coś, co niewątpliwie zapowiadało nową porę roku. Marcowe słońce grzało już inaczej, mocniej i dłużej.

Ludzie przechodzili obok ławy z serwetkami, ale Krystyna siedziała nieruchomo. Prawie nie było jej widać zza stołu. Czasem ktoś zatrzymał się, popatrzył, po chwili odchodził. Krystyna tkwiła na swoim miejscu milcząca i nieobecna.

Siedząc tak, zobaczyła z daleka tą kobietę. Znała ją z widzenia. Tu w miasteczku właściwie wszyscy się znali a zbliżająca się kobieta była bardzo charakterystyczna. Krystyna patrzyła w jej stronę z niechęcią i jednocześnie zdziwieniem. „Gdzie się kupuje takie buty?” – to była pierwsza myśl, jaka pojawiła się w jej głowie. Pomyślała tak, nie dlatego, że pragnęła mieć podobne. O nie! Były one w ocenie Krystyny przerażająco dziwaczne i brzydkie, długie aż za kolano, na ogromnym obcasie, ale to jeszcze nic, bo były w kolorze wściekłego różu i na dodatek lakierowane. Stroju kobiety dopełniało krótkie białe futerko i kusa spódniczka w kolorze coś pomiędzy purpurą a fioletowym. Kobieta maszerowała śmiało z wysoko podniesioną głową a jej kasztanowe loki miękko falowały na plecach. Kierowała swoje kroki prosto w kierunku stołu, na którym Krystyna miała rozłożone serwetki. Podeszła, zatrzymała się i delikatnie przekładała je dłońmi z długimi paznokciami. Krystyna niechętnie wstała i dyskretnie zerkała na dłonie oraz twarz kobiety, bo nigdy nie miała okazji widzieć jej z bliska.
- Piękne – powiedziała ona i uśmiechnęła się.
Krystyna próbowała odpowiedzieć uśmiechem, jednak wykrzywiła tylko nieznacznie usta nadal patrząc na dziwne wzory namalowanych na jej paznokciach.
- Naprawdę piękne. Sama pani je robi? – zapytała właścicielka długich paznokci wskazując serwetki.
- Tak – odpowiedziała. Powinna być bardziej zaangażowana w obsłudze pierwszej od długiego czasu ewentualnej klientki, jednak teraz nie mogła oderwać wzroku od jej rzęs, które zdaniem Krystyny wyglądały jak czarne szczoteczki ze zębów.
- Wezmę trzy – powiedział kobieta.
- … - Krystyna milczała.
- To ile za trzy? – zapytała ona.
- Ta większa dwadzieścia złotych a mniejsze po dziesięć.
- O to tanio – odparła – a te malutkie po ile?
- Po sześć złotych.
- To wezmę jeszcze cztery malutkie.

Kobieta w różowych butach podniosła dużą serwetkę swoimi drapieżnymi dłońmi i patrzyła przez nią na mdłe wiosenne słońce, które przedzierało się przez chmury, uśmiechała się przy tym szeroko. „Ma piękne zęby” –pomyślała Krystyna i jeszcze mocniej zacisnęła usta ukrywając własne uzębienie.
- Urocze – dodała ona i odłożyła serwetkę.

Krystyna pakowała sprzedane serwetki w foliową torebkę a kobieta szukała w wielkiej torbie portfela. „Gdzie on jest?” – mruczała pod nosem. Torebka była duża i jakby niepasująca do niej, taka jakaś normalna. Kobieta nadal przeszukiwała przepastną torbę i jej zawartość. „No tak” – pomyślała Krystyna – „takie już moje szczęście – pewnie zapomniała portfela a jutro już zapomni o moich serwetkach i nici ze sprzedaży.” Jednak ona nie dawała za wygraną. Podniosła torbę i wysypała jej zawartość na ławę obok serwetek. Krystyna za zdziwienia zrobiła wielkie oczy ale kobieta w kusej spódniczce najwyraźniej nie widziała w tym nic dziwnego, bo z radością wzięła mały czerwony portfelik i spokojnie odliczała pieniądze. W tym czasie Krystyna, obserwowała przedmioty, które leżały na ławie: kolorowy notesik, zamykana na zamek duża kosmetyczka, mniejsza kosmetyczka, dwie szminki, lusterko, zapalniczka, mała świeczka, podłużne pudełko z chińskim napisem i wystającymi ze środka drucikami, zielony aksamitny woreczek, z którego wysypały się jakieś karty.
- O matko – nagle kobieta krzyknęła. Niedbale rzuciła otwarty portfel na ławę i zaczęła zbierać karty. Każdą podnosiła delikatnie, oglądała z dziwnym zachwytem i mamrocząc coś pod nosem starannie wkładała do woreczka. Wyglądała w tym momencie jak oderwana od rzeczywistości, zapatrzona wyłącznie w te kolorowe kartoniki. Gdy pozbierała wszystkie, odetchnęła głęboko i dokładnie zawiązała woreczek a potem schowała go do torby. Zajrzała jeszcze raz do środka jakby sprawdzając, czy rzeczywiście tam go włożyła i jest bezpieczny. Dopiero później ponownie sięgnęła po portfel i przekazała Krystynie pieniądze. Zabrała się za zbieranie pozostałych przedmiotów, robiła to chaotycznie zgarniając wszystko do swojej wielkiej torby. Krystyna zaczęła jej pomagać bo obawiała się, że kobieta pobrudzi jej serwetki. Cieszyła się z zarobionych pieniędzy ale chciała, aby ona już sobie poszła. Gdy kobieta zebrała wszystkie przedmioty, Krystyna z ulgą pożegnała ją krótkim „do widzenia”.

- To ta wróżka – szepnęła Kowalska. Krystyna nie podjęła tematu. Patrzyła za odchodzącą. „Jak można się tak ubrać, jak trzeba być głupią i… pewnie puszczalską.” – rozmyślała, gdy kobieta przekraczała bramę targowiska odprowadzana wzrokiem wielu par oczu.
Krystyna poprawiając serwetki dostrzegła coś, co wystawało z pomiędzy nich. Była to jedna z tych dziwnych kart. Chciała ja oddać, podniosła rękę, nie miała już szansy, aby zawołać jej właścicielkę. Patrzyła na kolorowy kartonik przedstawiający postać ludzką i lwa. Przez chwilę zastanawiała się co z nią zrobić. Ostatecznie wsunęła ją do torebki pomiędzy dokumenty i kontynuowała wygładzanie pozostałych serwetek.

Marcowe słońce już zachodziło. Pomimo tego, że dzień należał do dość ciepłych to wraz z zachodem słońca zrobiło się zimno. Handlujący w większości zbierali się do domów. Krystyna szybko się spakowała. Cieszyła się, że nie handluje np. jajkami. Musiałaby czekać na samochód albo dźwigać niesprzedane produkty. Jej serwetki były lekkie, trochę kłopotu sprawiało jej nieporęczne składane krzesełko, jednak jeśli miałaby stać tu na widoku kilka godzin, to zdecydowanie wolała je przynieść i schować się za ławę. Poza tym nie miała daleko do domu i do nikogo się nie spieszyła. Wracała wolnym krokiem. Pomyślała o tym aby zajść do sklepu i kupić sobie jakąś sałatkę na kolację, jednak po chwili namysłu zrezygnowała.

W domu zjadła byle jaki posiłek, czyli jak zawsze kanapkę z najtańszą wędliną i wypiła herbatę. Usiadła w swoim fotelu, włączyła telewizor, wzięła do ręki szydełko i rozpoczęła kolejną serwetkę. Jej ręce zaczęły się mechanicznie poruszać przewlekając maleńkie oczka z białej nitki.

Podczas przerwy na reklamę Krystyna usiadła na wersalce i na starym aparacie telefonicznym wystukała numer do swojej córki. Wiedziała, że to spowoduje dodatkowe naliczenie do rachunku za telefon jednak uznała, że teraz gdy zarobiła dodatkowe pieniądze może sobie na to pozwolić. Czekała na upragniony głos, ale usłyszała wyłącznie sygnał. Potem spróbowała jeszcze zadzwonić do syna i tu także usłyszała wyłącznie sygnał.

***

Miranda idąc do domu rozglądała się radośnie. „To jest dobry dzień” – myślała. Czuła wiosnę w powietrzu. Bardzo lubiła tą porę roku, bo zawsze dawała jej jakąś nadzieja. Nie bardzo wiedziała na co, ani czego tak naprawdę pragnie, ale każdej wiosny czuła, że może w jej życiu coś zmieni się na lepsze.

Była bardzo zadowolona z zakupu, którego dokonała. Nigdy nie chodziła na targowisko jednak dzisiaj coś ją tam wołało, a Miranda wierzyła w takie rzeczy, więc gdy jej wewnętrzny głos kazał jej skręcić na krzywy chodnik miejskiego bazaru, poszła tam, a potem skierowała się prosto do ławy, na której leżały te cudne serwetki. Uwielbiała takie przedmioty i teraz z całego serca dziękowała swojej intuicji, która tam ją skierowała.

Po powrocie do mieszkania Miranda wyjęła serwetki z torby i rozłożyła na dużym stole w pokoju. Jak można zrobić coś takiego ze zwyklej nitki? Patrzyła oczarowana. Do tego brać za to tak mało pieniędzy. Rozglądała się po mieszkaniu i zastanawiała się gdzie znajdzie odpowiednie miejsce do wyeksponowania serwetek. Dużą zostawiła na stole, wcześniej przykrytym chabrowym płótnem. Biel serwetki oraz jej delikatne wzory wspaniale eksponowały się na ciemnym tle. Mniejsze położyła na komodzie stawiając na nich swoje ulubione gliniane koty. Najmniejsze schowała, póki co do szafy.

Miała jeszcze godzinę do spotkania z klientką. Przebrała się oraz usmażyła jajecznicę z cebulką i pieczarkami. Zjadła słuchając radia i patrząc w ścianę.

Z odrętwienia wyrwał ją dzwonek do drzwi. Pani Basia tradycyjnie przyszła piętnaście minut za wcześnie. Miranda zaprosiła ją do salonu i pospiesznie zabrała się za przygotowania do wróżby. Przypomniała sobie o nieuporządkowanych kartach, które byle jak zbierała ze stołu na targowisku. „Dlaczego one znalazły się w mojej torebce, nigdy przecież nie zabierałam ich ze sobą i dlaczego woreczek był poluzowany” – rozmyślała układając karty. Oddzieliła karty orkanów wielkich od małych i zaczęła porządkować według kolejności. Wielkich było dwadzieścia jeden a powinno być dwadzieścia dwa. „Pewnie jedna zawieruszyła się wśród małych” - pomyślała. Niecierpliwie przeglądała karty małych tajemnic życia, potem policzyła je i było ich dokładnie tyle ile miało być czyli siedemdziesiąt osiem ani jednej więcej. Nie ma! Jeszcze raz przejrzała wszystkie. Brakowało karty VIII orkanów wielkich – „Siły”.

Miranda pełna niepokoju, poza tym z niekompletną talią powinna odwołać spotkanie. Jednak zaprosiła panią Basie. Zapaliła świeczkę i usiadła przy stole. Po przeciwnej stronie miała swoją stała klientkę. Jej myśli wciąż krążyły wokół zagubionej karty i zupełnie nie była otwarte na symbole i archetypy przemawiające z kart. Poza tym miała jeszcze dzisiaj w planach randkę co dodatkowo rozpraszało jej myśli. To nie było zgodne z zasadami etyki, która zajmowała wiele miejsca na kursie Tarota, w którym kiedyś uczestniczyła. Dzisiejsza wróżba zupełnie nie powinna się odbyć i Miranda trochę obawiała się swoich kart. Wierzyła w nie bardziej niż w cokolwiek innego a jednak czasami traktowała je z dużym lekceważeniem. Wróżbę w zasadzie odbębniła. Odetchnęła z ulgą, gdy za panią Basią zamknęły się drzwi.

***
Teraz mogła w końcu zając się tym, na co tak bardzo czekała od samego rana. Właściwie to od wielu poranków i wieczorów, bo z Krzysiem nie widziała się od tygodnia. „Jest zajętym człowiekiem” – usprawiedliwiała go. „Poza tym ma kłopoty, ale dzisiaj zapomni o wszystkim. Już ja się o to postaram. Będzie mu tak dobrze, że nie będzie chciał już ode mnie wychodzić. Będzie pragnął mnie tak bardzo jak ja jego i załatwi w końcu swoje sprawy, aby już na zawsze być tylko ze mną” - rozmyślała krojąc warzywa oraz przygotowując rybę. „Krzyś uwielbia ryby. Dziś będzie pieczony pstrąg z duszonymi warzywami” – kontynuowała rozmyślania.

Pstrąg dochodził w piekarniku a warzywa na parze. Miranda kończyła makijaż i poprawiała seksowną spódniczkę, gdy na wyświetlaczu swojej komórki zauważyła upragniony numer. Cała w skowronkach odebrała telefon, by po chwili opaść zrozpaczona na kanapę. Łzy płynęły po jej policzkach rozmazując drogi tusz.

Siedziała przez kilkanaście minut jak odrętwiała. To nie był pierwszy raz, ale ona zawsze chciała wierzyć, że ostatni. Tym razem też próbowała przekonywać samą siebie, że kiedyś w końcu coś się zmieni jednak dzisiaj było to trudniejsze niż zwykle. „Krzysztof nigdy nie zrealizuje składanych obietnic. Nigdy nie wyprowadzi się z domu. Zawsze będzie tak jak jest, bo to jest dla niego idealna sytuacja. Kochanka w ukryciu, która tak bardzo się stara oraz jego ułożone życie rodzinne. Byłby głupcem gdyby chciał to zmienić. Gdyby zrezygnował z części swojego wygodnego życia” – przemawiał głos w jej głowie, który usilnie, jednak nieskutecznie próbowała ignorować.

Krzysztof z pewnością głupcem nie był. Jeszcze przed chwilą uważała, że jest cudownym atrakcyjnym mężczyzną teraz myślała, że jest egoistycznym dupkiem, ale przecież nie głupcem. Jest mądry, inteligentny i dobrze sobie to wszystko wykalkulował. Miranda wyłączyła nadpalonego pstrąga i rozgotowane warzywa. Potem wzięła wino, pudełko czekoladek, owinęła się w koc i włączyła telewizor. Na ekranie telewizora prezentowali swoje życie bohaterowie telenoweli. Jej oczy zamglone od łez, wina i nadmiaru cukru nie widziały zbyt wiele, ale nie o oglądanie serialu przecież chodziło. Chciała tylko dać sobie złudzenie, że nie jest sama.

Sama, sama, sama odbijało się echem w jej duszy, umyśle i wszystkim dokoła. Miranda zasnęła.

***
„To nie jest dobry dzień” - pomyślała pomimo tego, że przez okno zaglądało już poranne słońce. Poczuła spuchnięte powieki, suche gardło i zdrętwiałe cało. Na podłodze leżała pusta butelka po winie, porozrzucane chusteczki i pozłotka od czekoladek. Jej spódniczka była pognieciona i podciągnięta do góry, odsłaniała bieliznę i dziury w rajstopach. Na szczęście nikt poza Kicią jej teraz nie widział, a Kicia była przyzwyczajona.

Spała w nogach kanapy i nie zwracała uwagi na gramoląca się do życia Mirandę. „O matko ile jeszcze” – mówiła do siebie ale już sięgała do komórki, aby sprawdzić czy jej Krzysiu (mimo wszystko tak go w myślach nazywała) pisał do niej. Niestety! Nic, żadnej informacji o nieodebranych połączniach czy choćby najkrótszej wiadomości tekstowej. „Pewnie budzi się teraz w swoim małżeńskim łożu, obok swojej pięknej żony i nie ma najmniejszego pojęcia o moim smutku i bólu” – pomyślała. „Jeśli bym mu powiedziała co czuję, zbagatelizowałby wszystko. W najlepszym przypadku kupiłby mi kwiaty i uznał, że nic się nie stało, że w zasadzie to i tak swoją obecnością odkupuje swoje winy. Niestety miałby rację.”

Miranda nie miała jeszcze siły aby iść do łazienki. Wzięła na kolana Kicię. Stawiała się trochę jak to ona, ale ostatecznie łaskawie pozwoliła się przytulić. Siedziała tak, wdychając jej ciepło i zazdroszczą Kici tego, że jej do życia wystarcza ona sama. „Może powinnam sprawić sobie psa? Może on okazywałby mi więcej zrozumienia i zainteresowania w trudnych chwilach. Jednak, co wtedy poczułaby Kicia? Nie mogłabym jej tego zrobić” – pomyślała i patrząc z miłością przytuliła policzek do jej puszystej sierści.

Nagle odsunęła Kicię, zerwała się z kanapy i pobiegła do stołu, przy którym wczoraj rozkładała fałszywą wróżbę. Przeglądała karty starannie a jednak nieco nerwowo. Przeliczała i oddzielała kolejne dwory i… liczyła od nowa. Nic to nie dało. Jednej brakowało. Opadła zrozpaczona na krzesło. Oczywiście mogła sobie kupić nowy komplet kart. W obecnych czasach to żaden problem. Mogła wybrać lepszą, ładniejszą wersję. Jest teraz tego mnóstwo i nawet nie trzeba wychodzić z domu. Wystarczy Internet, …ale to już nie byłyby te karty. Te, które są związane z jej najpiękniejszym wspomnieniem.

"Ciemny pokój, magiczna atmosfera i przenikliwe oczy. Najpiękniejsze i najbardziej niesamowite oczy, jakie kiedykolwiek widziałam. Potem jego dłonie, które czarowały moje ciało, a ono robiło dokładnie to, co one mu kazały. Najpiękniejsze romantyczne przeżycie i te karty jak jakaś zapłata za moje dziewictwo".

Nie to nie tak!

Miranda odsunęła od siebie wspomnienie o zapłacie a pozostawiła wspomnienie magii jego pięknych oczu. Teraz jakby wstąpiły w nią nowe siły. Umyła się, ubrała, nawet zjadła śniadanie i już po kilkunastu minutach maszerowała na rynek w swojej kusej spódnicy i na wysokich obcasach.

Z daleka zauważyła, że ława na której wczoraj leżały serwetki jest pusta. Zapytała kobietę, która obok sprzedawała miód o sprzedawczynie serwetek. Jednak ona stwierdziła, że Krystyna rzadko przychodzi i właściwie nigdy nie wiadomo kiedy. Nikt nie wie gdzie mieszka, bo jest gburowata i niesympatyczna. Nigdy nie wiadomo, kiedy się pojawi i kiedy odejdzie. Z nikim się nie przyjaźni, nikt nie ma do niej numeru telefonu ani adresu.

Miranda dowiedziała się tylko tyle, że sprzedawczyni serwetek ma na imię Krystyna i nikt jej nie lubi. Wróciła do domu i postanowiła, że musi odnaleźć tę kobietę i zapytać ją o kartę. Zdawała sobie sprawę, że ona mogła ją wyrzucić. Dla niej nie miała żadnej wartości. Ale może nie? „Może uda się mi ją odzyskać a wraz z nią moje słodko – gorzkie wspomnienia”.

Podpis: 

Marzanna 09. 10. 2018
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 300 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Róża cz. 1 Sen o Ważnym Dniu Syrena
Detektyw Hank Made otrzymuje od członka podupadającego rodu zlecenie odnalezienia pewnego niezwykle cennego przedmiotu. Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "Jubielusz". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny). Zrozumiał, że był teraz na łasce tych, którzy go ścigali. W związku z tym, kiedy poczuł na barku czyjąś dłoń, podskoczył jak oparzony.
Sponsorowane: 310
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 205
Auto płaci: 200
Sponsorowane: 150

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.