http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
311

Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień - 5

Autor płaci:
300

  Po świętach Krystyna i Miranda spotykają się ponownie. Czy Miranda odzyska swoją kartę i dlaczego tak bardzo jej na niej zależy.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W październiku nagrodą jest książka
Światła września
Carlos Ruiz Zafon
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień - 5

Po świętach Krystyna i Miranda spotykają się ponownie. Czy Miranda odzyska swoją kartę i dlaczego tak bardzo jej na niej zależy.

Róża cz. 1

Detektyw Hank Made otrzymuje od członka podupadającego rodu zlecenie odnalezienia pewnego niezwykle cennego przedmiotu.

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "Jubielusz". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Syrena

Zrozumiał, że był teraz na łasce tych, którzy go ścigali. W związku z tym, kiedy poczuł na barku czyjąś dłoń, podskoczył jak oparzony.

Kraina Niekończącej się Bajki - Polana Motyli

Miś rozłożył na trawie wielką mapę. Pochylając głowę, wpatrywał się drewnianym wzrokiem w nic nie mówiące krzyżyki i kółka.

Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień - 4

Co słychać u Krystyny i Mirandy i kim jest Kalina?

Tarot i koronkowe serwetki - Początek - 1(zmienion

Historia dwóch kobiet, którym los pozwala się spotkać. Pozornie różni je wszystko. Czy coś je łączy? Tęsknota, strach, miłość, samotność, marzenia...

Marzyciele

Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli.

Jedno i dwa

Sytuacja jakich wiele, która może zdarzyć się wszędzie.

Odprężanie na ekranie

Vincent i jego perypetie

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
968
użytkowników.

Gości:
968
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 81062

81062

Tarot i koronkowe serwetki - Początek - 1(zmienion

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
18-09-23

Typ
P
-powieść
Kategoria
Przyjaźń/Psychologia/Pisarstwo
Rozmiar
11 kb
Czytane
508
Głosy
1
Ocena
3.50

Zmiany
18-10-21

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Marzanna6 Podpis: Marzanna
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Historia dwóch kobiet, którym los pozwala się spotkać. Pozornie różni je wszystko. Czy coś je łączy? Tęsknota, strach, miłość, samotność, marzenia...

Opublikowany w:

.

Tarot i koronkowe serwetki - Początek - 1(zmienion

CZERWIEC


Wielu kupujących było w sklepie a kolejki do kas ciągnęły się niemal przez połowę jego długości. Zbliżał się czerwcowy długi weekend związany ze świętami Bożego Ciała i wielu klientów robiło zakupy jakby zbliżała się wojna, a nie po prostu jeden dzień bez handlu. W takiej sytuacji unieruchomienie choćby jednej kasy groziło katastrofą, gdyż zarówno klienci jak i pracownicy balansowali na granicy wyczerpania nerwowego. Krystyna pracowała od szóstej rano, ale pomimo poirytowania i zmęczenia zgodziła się dłużej zostać w pracy. Było już po siedemnastej, gdy w końcu mogła zamknąć kasę i po rozliczeniu się z utargu wyjść ze sklepu.

Powolnym krokiem wracała do swojego mieszkania. Szła ulicami miasteczka patrząc głównie na własne stopy. Obojętnie mijała ludzi i ignorowała pozdrowienia, które ktoś czasem jej przekazywał. Minęła kilka budynków, pocztę i szkołę, przeszła przez przejście dla pieszych i skręciła z wyłożonego kostką polbrukową chodnika w piaszczyste podwórko. Ominęła hałaśliwie zachowujące się dzieci oraz nie mniej rozgadane mamusie, które siedząc na ławce od rana do wieczora zawsze miały coś sobie do powiedzenia. Weszła do klatki schodowej i wolno dostawiając nogę do nogi wspięła się po drewnianych skrzypiących schodach na drugie piętro kamienicy.
Postała chwilę przed drzwiami mieszkania uspakajając oddech i kluczem otworzyła drzwi. W środku panowała kompletna cisza. Krystyna spokojnie zdjęła buty w przedpokoju i założyła zniszczone kapcie. Weszła do kuchni, położyła na stole reklamówkę z drobnymi zakupami, które zrobiła wychodząc z pracy. Nadal milcząc, zajrzała do dużego pokoju oraz łazienki. Janusza, jej męża najwyraźniej nie było. Rozejrzała się w poszukiwaniu kartki, którą mieli w zwyczaju sobie zostawiać wychodząc z domu bez wcześniejszego uzgodnienia jednak nigdzie jej nie znalazła.
Krystyna przygotowała sobie herbatę i kanapki. Zjadła posiłek w pokoju, przed telewizorem, zerkając od czasu do czasu na zegarek i nadsłuchując kroków na korytarzu. Później wyprostowała zmęczone nogi i położyła się na wersalce, przytuliła policzek do małej poduszki, obejrzała popołudniowy serial i wieczorne wiadomości, a potem zmęczona zasnęła.

Obudziła się w nocy. Była w ubraniu i leżała na nierozścielonej wersalce. Było jej zimno a telewizor nadal brzęczał wyświetlając teraz sceny jakiegoś nieprzyzwoitego filmu. W pierwszym momencie, Krystyna nie bardzo mogła określić gdzie jest i co się z nią dzieje. Dopiero po chwili powróciła jej świadomość. Wstała energicznie i z nadzieją zajrzała do pokoi dzieci licząc na to, że po powrocie do domu, Janusz nie chciał jej budzić i położył się w dawnym pokoju Mateusza lub Zosi. Nigdzie go jednak nie było. Nadal była w domu sama a zegar wskazywał trzecią piętnaście. Nie miała pojęcia, co w tej sytuacji powinna zrobić. Janusz nigdy nie znikał w taki sposób. Odkąd się poznali i zostali małżeństwem ich życie a w tym postępowanie Janusza było bardzo przewidywalne. Praca potem dom, w którym zawsze coś miał do zrobienia, a to cieknący kran, a to chyboczące się krzesło, które trzeba było naprawić. Miał niewielu znajomych a jego życie towarzyskie podobnie jak Krystyny praktycznie nie istniało.

W pierwszym odruchu chciała zadzwonić do teściowej. Potem pomyślała o jedynym znajomym Janusza, którego kiedyś poznała. „Gdzieś tu musi być jego numer” – nerwowo przeglądała notes leżący obok starego aparatu telefonicznego. Zatrzymała się jednak w tych poszukiwaniach, bo zrozumiała, że pora na telefonowanie do zupełnie przecież obcego człowieka jest całkowicie nieodpowiednia. Usiadła więc i próbowała racjonalizować nieobecność Janusza, ale każda wymyślona sytuacja wydawała jej się tak niedorzeczna i niepasująca do jej męża, że odrzucała ją natychmiast, gdy tylko pojawiała się w jej głowie.

Więc gdzie był? Co robił? Zadając sobie wciąż te pytania bezsennie dotrwała do szóstej rano i zadzwoniła do teściowej.

***

Martwy wyraz twarzy, z którym wypowiadała te niezrozumiałe słowa zdumiał Danutę. Zastanawiała się gdzie podziała się ta, tak dobrze rokująca i podporządkowana dziewczyna. Przecież tak bardzo starała się wychować to osierocone dziecko na dobrą i uczciwą kobietę. Spokój i opanowanie, które zawsze towarzyszyło metodom wychowawczym, które stosowała powinny przynieść oczekiwany skutek. A jednak coś poszło nie tak.

Danuta obserwowała Kalinę, która miotała się po mieszkaniu jak oszalałe zwierzę nawet nie próbując zrozumieć, o co jej chodzi. Czuła wewnętrznie irytację jednak jej postawa i wyraz twarzy z pewnością nie zdradzał emocji, które przeżywała. Postanowiła przeczekać ten niezrozumiały napad furii i odpowiednio zająć się Kaliną. Teraz, gdy wróciła do domu po pięciu latach studiów i jej życie mogłoby wreszcie się ułożyć wykrzykiwała słowa w sposób, który łamał wszelkie wpajane jej przez tyle lat zasady. Ostatecznie Danuta weszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi zostawiając Kalinę w przedpokoju gdzie rozgrywała się ta żałosna scena. Usiadła na kanapie próbując uspokoić zbyt szybko bijące już przecież niemłode serce. Po chwili usłyszała trzaśnięcie drzwi i w końcu nastała cisza. Kobieta jeszcze przez jakiś czas analizowała sytuacją. W końcu włączyła telewizor i postanowiła nie zawracać sobie głowy tym dziwnym zachowaniem dziewczyny. „Może to przez narkotyki” – pomyślała nagle. „Tak na pewno. Teraz młodzież to bierze”. Miała nadzieję, że poprzez stosowne wychowanie uchroni przed tym Kalinę. Jednak najwyraźniej, zostawiona sama sobie bez nadzoru na studiach uległa wpływom środowiska.

Danuta wstała i zajrzała do jej pokoju. Na środku stała nierozpakowana wielka walizka, z którą dzisiaj wróciła do domu. W szafie wisiały w równym rzędzie sukienki. W szufladzie była bielizna. Na półce stały nadal te same książki i drobiazgi. Szuflada biurka była niedosunięta jednak tego Danuta nie dostrzegła. Ostatecznie uspokojona chrząknęła znacząco i wróciła do oglądania wiadomości.

***

Kalina z małą torbą na ramieniu, w której znajdowały się jej wszystkie dokumenty także te związane ze spadkiem po rodzicach wsiadła do srebrnego nissana zaparkowanego z tyłu kamienicy. Stał zakurzony i dawno nieużywany, na szczęście było w nim trochę paliwa. Usiadła za kierownicą i odpaliła silnik. Ruszyła przed siebie. Nieważne gdzie, aby dalej od tego miejsca. Jej kamienna twarz nie wyrażała żadnych emocji gdy tankowała paliwo i jadła na stacji benzynowej byle jakie jedzenie. Potem przez kilka godzin krążyła bez celu po ulicach miasta. Ubrana nadal była w szarą garsonkę i jedwabna bluzkę z żabotem. Było jej gorąco i niewygodnie. Rajstopy przykleiły się do spoconych nóg a włosy w kolorze dojrzałych kasztanów miała związane w ciężki węzeł na plecach, który dodatkowo ogrzewał ją jak szalik. W głowie nadal miała stukot pociągu i skrzypienie kółek nędznej walizki, którą zupełnie niedawno ciągnęła po bruku starego miasta. Walizka chybotała się na boki i Kalina zastanawiała się, co będzie, gdy odpadną kółeczka, które ledwo się trzymały. Z każdym krokiem dziękowała w duchu, że jeszcze są. Jej serce, które wtedy biło jak oszalałe teraz było jakby zamrożone, i pozwalało zaledwie na mechaniczne wykonywanie bezsensownych czynności.

W końcu bez pomysłu i zastanowienia przekroczyła granice miasta i mknęła przed siebie wąską i krętą warmińską drogą. Z każdym kilometrem jej samochód nabierał prędkości i już od jakiegoś czasu przekroczył tą określoną przepisami a teraz zbliżał się do granicy zdrowego rozsądku. Wraz z oddalaniem się od kamienicy na ulicy Kołłątaja serce Kliny jakby topniało i wylewało zmarzlinę potokiem łez. Kalina gnała przed siebie wycierając rękawem garsonki cieknący nos i łzy, które lały się nieprzerwanym strumieni. Wystarczyło jakieś dzikie zwierzę, których mnóstwo jest w warmińskich lasach albo równie jak ona nierozsądny kierowca jadący z naprzeciwka i wszystko mogło skończyć się w ułamku sekundy.

Zachowywała się jak samobójczyni wyprzedając samochody na zakrętach pomimo słabej widoczności. Pokonała kolejny zakręt i jechała drogą przy której stały drzewa grube jak kominy fabryk. Nagle zahamowała, powodując tym kolejne niebezpieczeństwo dla innych uczestników ruchu i tylko uwaga i ostrożność kierowcy, którego Kalina przed chwilą wyprzedziła a teraz gwałtownie zahamowała przed sama maską jego samochodu pozwoliła na uniknięcie tragedii. Ona nie zwracając uwagi na pokrzykiwanie zdenerwowanych kierowców skręciła w boczną i jeszcze bardziej wąską i krętą drogę. Jechała trochę wolniej jakby znalazła swój cel. Tak jakby istniał na świecie chociażby jeden człowiek, który na nią czekał. Zbliżała się do małej osady ludzkiej. W oddali widać było pojedyncze blade światła. Zatrzymała samochód przez tabliczką informującą o nazwie miejscowości, do której dotarła. Patrzyła przez chwilę odczytując trzy litery składające się na jakże wymowną nazwę „Raj”.

Wysiadła z samochodu. Przechodziła się i z całych sił wdychała powietrze. Oparła się o drzewo i postała tak przez chwilę. Wiatr osuszał jej twarz która była cała mokra. Poprawiła włosy, związując je na nowo gumką w węzeł. Wytarła nos w chusteczkę, spojrzała w lusterko, które wyjęła z podręcznej torby nadal leżącej na siedzeniu pasażera, wytarła rozmazany makijaż.

Wsiadła ponownie do samochodu i bardzo wolno pojechała przed siebie. Minęła przydrożną kapliczkę oraz mniej i bardziej okazałe domy mieszkańców „Raju”. Zapadał zmierzch, ludzi kręcili się w obejściach albo ogrodach, ktoś rozpalał grilla, jakaś matka nawoływała dzieci, które marudząc odmawiały powrotu do domu. Dojechała do kolejnej tabliczki informującej o końcu miejscowości. Zawróciła w otwartej bramie ostatniego domu. Wracając zatrzymała się przed sklepem, który nadal był otwarty a przed nim siedzieli amatorzy tanich, mocnych trunków.
- Przepraszam czy jest tu jakiś pensjonat? Hotel? – zapytała.
- Pani, jaki hotel, to przecież dziura jest – odpowiedział jeden z nich.
- Jakiś nocleg? Ktoś może wynajmuje pokoje, na przykład turystom?
- Turystom? – mężczyzna spojrzał do góry zastanawiając się być może nad ewentualnym adresem a może nad znaczeniem słowa „turysta”. Nic mi nie wiadomo – dodał po chwili a pozostali pokiwali głowami.
- Zaraz. Papuzińska miała kiedyś letników – odezwał się drugi z nich zwracając się bardziej do kompanów niż do Kaliny.
- Co ty. To był jej kuzyn. Ten wiesz, co wyjechał do Warszawy.
- Acha – odpowiedzieli zgodnym chórem jakby nagle wszystko stało się jasne.
- Pani – odezwała się kobieta, która chwilę wcześniej wyszła ze sklepu i bez skrępowania przysłuchiwała się rozmowie – najlepiej niech pani jedzie do miasteczka to kawałeczek jakieś trzy kilometry, tam znajdzie pani jakiś hotel.
Tak zrobię powiedziała Kalina i pierwszy raz tego dnia się uśmiechnęła.


Dziękuję za przeczytanie do końca. Jeśli zainteresowała Cię ta historia koniecznie daj mi znać. Za tydzień ciąg dalszy (kolejna niedziela). Pozdrawiam.

Podpis: 

Marzanna 23. 09. 2018
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 300 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Róża cz. 1 Sen o Ważnym Dniu Syrena
Detektyw Hank Made otrzymuje od członka podupadającego rodu zlecenie odnalezienia pewnego niezwykle cennego przedmiotu. Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "Jubielusz". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny). Zrozumiał, że był teraz na łasce tych, którzy go ścigali. W związku z tym, kiedy poczuł na barku czyjąś dłoń, podskoczył jak oparzony.
Sponsorowane: 310
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 205
Auto płaci: 200
Sponsorowane: 150

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.