http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
401

Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 7

Autor płaci:
300

  W życiu Mirandy i Krystyny następują kolejne zmiany. Na razie pozornie niewielkie jednak wszystko zaczyna się od zmiany myśli.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Władca Pierścienia
J.R.R. Tolkien
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 7

W życiu Mirandy i Krystyny następują kolejne zmiany. Na razie pozornie niewielkie jednak wszystko zaczyna się od zmiany myśli.

Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 6

W opowieści o życiu nie może zabraknąć miłości. Co Krystyna i Kalina wiedzą o romantycznej miłości i czy w ogóle potrafią kochać?

Tarot i koronkowe serwetki - Początek - 1

Historia dwóch kobiet, którym los pozwala się spotkać. Pozornie różni je wszystko. Czy coś je łączy? Tęsknota, strach, miłość, samotność, marzenia...

Syrena

Zrozumiał, że był teraz na łasce tych, którzy go ścigali. W związku z tym, kiedy poczuł na barku czyjąś dłoń, podskoczył jak oparzony.

Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz.

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw

Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania

Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?

na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy

Róża cz. 1

Detektyw Hank Made otrzymuje od członka podupadającego rodu zlecenie odnalezienia pewnego niezwykle cennego przedmiotu.

Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień - 5

Po świętach Krystyna i Miranda spotykają się ponownie. Czy Miranda odzyska swoją kartę i dlaczego tak bardzo jej na niej zależy.

Historia sztuki

Jestem obrazem Impresjonisty

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
489
użytkowników.

Gości:
489
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 80938

80938

Aura bestii - wersja pełna, dłuższa.

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
18-03-19

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Akcja/Horror/Thriller
Rozmiar
22 kb
Czytane
625
Głosy
1
Ocena
4.50

Zmiany
18-06-13

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R12-powyżej 12 lat pod nadzorem i za zgodą rodziców lub dorosłych

Autor: Amba Podpis: D
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
John widzi więcej niż inni, co niekoniecznie musi być dla niego dobre... Opowiadanie napisane jakiś czas temu, ale niech zostanie w tej formie.

Opublikowany w:

nigdzie

Aura bestii - wersja pełna, dłuższa.

-John! John! Wstawaj na śniadanie! - usłyszał z dołu wołanie mamy. Nie spał już od jakiegoś czasu, jednak nie miał jeszcze ochoty na zejście na dól i zmierzenie się z kolejnym dniem, szczególnie że ten miał być wyjątkowy. Nie musiał dziś iść do szkoły – i to była dobra wiadomość, bowiem choć nie miał problemów z nauką, nie przepadał za czasem spędzonym w szkolnych murach, gorzej było z przyczyną usprawiedliwiającą jego absencję. Przyszedł wynik badania tomograficznego mózgu, a właściwie to nie przyszedł...
Ale może od początku – John, prawie zwyczajny nastolatek, niedawno obchodził 18-tkę i cieszył się z uzyskania pełnoletności, z tej okazji dostał swój pierwszy samochód, wysłużonego grata mającego prawie tyle lat co on i licznik mil, który przekręcił się niejeden raz – to wszystko jednak na co stać było jego matkę, a jemu dało możliwość przemieszczania się, potocznie zwaną – wolnością. W szkole szło mu przeciętnie, może nieco lepiej – choć był zdolny to wolał chodzić własnymi ścieżkami, co niekoniecznie zdobywało uznanie w oczach nauczycieli – nie mogąc jednak go uziemić całkowicie obniżali oceny. Chodzenie własnymi ścieżkami nie zjednywało też kolegów – w ledwie kilkutysięcznym miasteczku unikanie ludzi nie stanowiło jednak problemu, choć i nie czyniło duszą towarzystwa. Ot, gość prawie jak wszyscy. Prawie, była bowiem przyczyna takiego stanu rzeczy – John bowiem widział. Na początku, a było to w wieku około lat sześciu – nie wiedział nawet, co widzi – wokół ciał innych ludzi zaczął dostrzegać świetliste obwódki, jakby promienie. Początkowo nie przywiązywał do tego faktu żadnej wagi, z dziecięcą ufnością przyjmując ten fakt za normalny, w miarę upływu lat otoczki wokół ludzi stawały się dla niego coraz bardziej wyraziste, niosły też coraz więcej informacji – mówiły o charakterze i nastroju posiadacza. Kiedy nauczył się czytać i zaczął sam szukać wiedzy odkrył, że inni nazywają to aurą.
Dowiedział się też, że nie wszyscy widzą aury, a właściwie to w jego miasteczku nie spotkał nikogo, kto również by je widział – co gorsza wspominanie o nich nie przysparza mu popularności, a przynajmniej nie w pozytywnym znaczeniu – koledzy zaczęli uważać go za dziwaka, wygadującego niestworzone rzeczy i czytającego dziwne książki. Książki nie przyniosły zbyt wiele wiedzy, co z tego, że niektóre opisywały aury skoro sam wiedział – i widział je – nic nie mówiły jednak o wykorzystaniu czy kontrolowaniu tego zjawiska. Przekopując kolejne ich stosy nie dowiedział się wiele więcej, np. taki mesmeryzm mówi o istnieniu w człowieku pewnych sił magnetycznych, uzdrawiających lub szkodzących – ale nauczyć się więcej z nich nie szło, szybko zamieniały opisy w nawiedzony bełkot o gwiazdach, czakramach, obcych i tym podobnych rzeczach.
Z czasem specjalny zmysł Johna, który sam nazywał mało wyszukanie „widzeniem” wyostrzył się, a ćwiczenie go przyniosło kolejne rezultaty – oprócz nastroju mógł widzieć także i charakter danego człowieka, a jeśli przeżycia związane z jakimś faktem lub przeżyciem były wystarczająco silne – czasem wręcz zobaczyć obrazy. Przechodząc koło konduktu pogrzebowego widział żałobników otoczonych czarnymi nitkami aury – bo im smutniejszy nastrój tym ciemniejszy kolor – i widział przez chwilę obrazy, jakie snuli żałobnicy – Fred, mój kochany Fred, taki był żywy i kochany... - wspominała matka i John widział Freda, jak wpada do domu z podwórka, by ukraść ze stołu bułkę i wrócić do zabawy. Pstryk – i następny obraz, jak jedzie na rowerze. Pstryk – on i ktoś jeszcze odpoczywa nad wodą, rowery leżą z boku. Pstryk – woda zamyka się nad nim, jakieś ręce próbują mu pomóc, niestety...
Wkrótce nieco pożałował posiadania swego daru – raz, że przebywanie z ludźmi oznaczało dla niego kakofonię atakujących informacji, dwa – że przekonał się, iż ludzkie charaktery kryją w sobie sporo rzeczy, których wolałby nie wiedzieć. Gdy szedł przez tłum było to jakby każdy odwrócił się do niego i krzyknął coś lub pokazał zdjęcie:
Te małe kotki, wsadziłem je do worka i siup do jeziora, nie były potrzebne, już po kłopocie;
Lody, lody, na pewno pójdziemy na lody, powiem tacie, by kupił mi waniliowe
Nie oddam mu tej kasy, nie interesuje mnie, że nie ma za co zapłacić czynszu, niech go wywalą
jeśli znów mnie złapią to dostanę dwa lata jak nic, ale muszę mieć na działkę bo głód mnie wykończy...
Na szczęście tam gdzie mieszkał – jak już wiemy w kilkutysięcznym miasteczku okazji do przebywania w tłumie nie było za wiele, unikając jednak ludzi zyskał opinię odludka i dziwaka - cóż poradzić. W każdym razie jakoś dawał sobie radę, a przebywając wśród tych samych ludzi często przestawał zwracać uwagę na nich – w końcu ile razy może nas uderzyć fakt, że rzeźnik sprzedaje nieświeże mięso a policjant bierze łapówki? Nie obnosił się więc ze swym darem, świadom faktu że i tak jest uważany za wystarczająco dziwnego.
Sielanka choć umiarkowana trwała latami i może trwałaby i dalej, ale coś oczywiście musiało pójść nie tak. Wraz z „widzeniem” pojawiły się bóle głowy, początkowo niewielkie i krótkotrwałe, później bywało z tym gorzej, aż raz stracił przytomność. Lekarz z mieściny próbował środków przeciwbólowych, kiedy to nie pomogło stwierdził, że niewiele może zrobić – i skierował na badanie tomograficzne do większego miasta.
Chcąc nie chcąc John pojechał tam – badanie nie było nawet nieprzyjemne, wsadzili go do białej tuby, potrzymali i wyciągnęli. Technik wykonujący badanie stwierdził, że nie do niego należy interpretacja wyników, a w ogóle to - Proszę się nie ruszać, już, proszę wstać, ubrać się i wyjść, wyniki przyjdą pocztą, dziękuję, następny!
Dwa dni temu pocztą jednak nie przyszedł wynik badania, a jedynie lakoniczne pismo stwierdzające, że takowy wynik jest już gotowy i proszą stawić się osobiście z osobą opiekująca w szpitalu. Od tamtej pory John bez przerwy myślał, co to może oznaczać – i po dwóch prawie bezsennych nocach myślał, że już wie. Widocznie jego „widzenie” powoduje jakieś anomalie w budowie mózgu, badanie je wykryło i teraz zamkną go gdzieś w tajnym ośrodku i będą robić na nim doświadczenia, aż umrze lub jeszcze gorzej... Przynajmniej tak podpowiadała mu lektura książek o mutantach i kilka filmów o tej tematyce, które obejrzał.
Rozważał myśl o ucieczce i ukryciu się, nie bardzo miał jednak pomysł dokąd, poza tym jedna myśl ciągnęła go jednak ku możliwej zgubie – może spotka tam innych takich jak on i razem wywalczą sobie drogę na wolność... To też widział w jednym z filmów.

Zszedł na dół, zjadł śniadanie, pożegnał się z mamą i wsiadł do swego krążownika szos, jak żartobliwie nazywał tego starego gruchota i pognał w stronę miasta. Zaparkował przy szpitalu i wszedł do recepcji. Rozejrzał się. Nigdzie nie było widać uzbrojonych strażników, pewnie jednak czekają na piętrze. W recepcji dowiedział się o numer gabinetu i wsiadł do windy. Korytarz był prawie pusty – może czekają w środku? Tam jednak był tylko doktor, który poprosił go, by usiadł, co John skwapliwie uczynił.
-Miał pan przyjechać z opiekunem, tak było na wezwaniu...
-Matka nie mogła się zwolnić z pracy, poza tym jestem już dorosły, o co chodzi?
-No tak... Ale wie pan... - doktor wyraźnie się zmieszał i speszył. Popatrzył na datę urodzenia i przez chwilę zastanawiał się nad czymś.
-Woleliśmy by był pan z kimś, bo wiadomość, jaką mam dla pana nie jest wesoła – zaczął doktor, a zimne ciarki przebiegły plecy Johna – stwierdziliśmy pewne zmiany w pana mózgu...- urwał, jakby znów niepewny czy kontynuować
-I? - wydobył jedynie z siebie John.
-Hmm... No cóż...To tętniak, stadium nieoperacyjne...
Johna jakby piorun strzelił, nie takiej wiadomości się spodziewał.
-Co teraz? - spytał.
-No więc wie pan, my... - zaczął znów niepewnie doktor.
-Ile mi zostało, doktorze? - w międzyczasie John nieco poskładał myśli i wygłosił kwestię, którą znał z filmów i nie sądził, że przyjdzie mu wygłaszać kiedykolwiek
Obecnie stan medycyny nie pozwala nam... - doktor próbował uniknąć odpowiedzi, w tej samej chwili John zobaczył jednak obraz dwóch kart kalendarza – dwa miesiące zatem, pomyślał.
-Dziękuję, panie doktorze, pozwoli pan, że wyjdę na chwilę, ochłonę – poprosił
-Oczywiście, gdyby pan coś... - ale John był już przy drzwiach.
Kilka minut później był już w swoim aucie, myśląc o tym co się wydarzyło. Dwa miesiące, może nawet nie i koniec, po wszystkim. Ma tak odejść, ot tak...? Jednego dnia będzie, drugiego już nie – i nawet nikt o nim nie wspomni, nic po sobie nie zostawi, nie zrobi w swym życiu nic dobrego...Nie, nie tak to sobie wyobrażał, to nie może się tak skończyć.
Nagle wpadł na pomysł. Nie mając wiele do przeżycia nie miał też i wiele do stracenia. Odpalił silnik i ruszył.

-Może ten będzie dobry? - sprzedawca wskazał na drugi w rzędzie rewolwerów wystawionych w gablocie.
Nie, ten, ten duży na końcu. -John nigdy nie strzelał z broni, jedyne co o niej wiedział, to że rewolwery się nie zacinają, w przeciwieństwie do pistoletów. No i dobrze, by był duży, to daje więcej szans... szans na co dokładnie nie wiedział, ale duży rewolwer dawał więcej pewności, był też zaskakująco ciężki i John ledwo mógł z niego wycelować.
Magnum 44, taaa, niezły wybór... masz na niego pozwolenie?
Ups, o tym akurat nie pomyślał, jak ma kupić rewolwer bez pozwolenia?
No wie pan, ja... - zaczął niepewnie.
Taa, wiem, słuchaj, sprzedam ci ten mały, a jak chcesz postrzelać do wiewiórek to nacinasz końce naboju na krzyż a te małe tałatajstwa rozbryzgują się po okolicy hehehh – dźwięku, który wydał sprzedawca trudno było nazwać śmiechem.
Naprawdę mógłbym?
Przymknę oko, ale będzie cię to kosztowało stówę ekstra, no i oczywiście nie znamy się.
Tak oto stał się uboższy o oszczędności swego życia, za to bogatszy o rewolwer i paczkę naboi. Nożem naciął ich czubki, dum-dum tak się nazywały, znał to z jakiegoś reportażu o wojnie w Afryce, dają dużo odłamków i są tak zabójcze, że zakazane praktycznie wszędzie w cywilizowanym świecie. On jednak miał inne zadanie i inną zwierzynę. Otóż była jeszcze jedna przyczyna jego niechęci do szkoły oraz paru innych miejsc. Ludzie o aurze tak ciemnej, że aż czarnej, dotyk których umysłu przerażał go i brzydził, sam nie wiedział co bardziej. Właściwie nie byli to ludzie, to były Bestie, jak ich sam nazywał, Bestie bez których świat byłby na pewno lepszy.

Tak rozmyślając kierował swe kroki w kierunku gabinetu dyrektora szkoły. Dyrektor – szanowana w miasteczku persona – wychowywał z małżonką bliźniaczki. O tym, co im robił wiedział tylko on i one – tak było aż do czasu, gdy John po raz pierwszy wszedł do gabinetu dyrektora, wysłany przez wychowawcę z powodu kilku spóźnień na lekcje. To, co zobaczył patrząc w aurę dyrektora sprawiło, że zwymiotował na dywan, czym oczywiście cała szkoła żyła później przez cały miesiąc. Oczywiście nie mógł nikomu się tą wiedzą pochwalić, nie znajdował też rozwiązania tej sytuacji, co strasznie mu ciążyło. Aż do dziś.
Korytarz szkolny był pusty, trwały lekcje, nikt więc nie przeszkodził mu w drodze do celu. Zatrzymał się przed wejściem do sekretariatu i patrząc na trzymany w ręce rewolwer uzmysłowił, że jego plan ma luki – ma wejść ot tak z bronią w ręku – a co na to sekretarka? Zatknął rewolwer za pasek z tyłu spodni, przykrywając koszulką i wszedł do pomieszczenia. Na szczęście nie było nikogo – sekretarka wyszła widać gdzieś na chwilę... lub była u dyrektora, słyszał bowiem jego głos z gabinetu, przytłumiony zamkniętymi drzwiami. Wsłuchał się chwilę w niego, ale nie usłyszał drugiego rozmówcy – widać dyrektor miał rozmowę telefoniczną. Odczekał, aż ją zakończy i pchnął drzwi. Dyrektor spojrzał na niego zaskoczony, nie powiedział jednak nic, oczekując że chłopiec zacznie rozmowę. John podszedł do biurka, sięgnął ręką za pasek i wyjął rewolwer, mierząc w dyrektora.
-Czego... - niepewnie zaczął dyrektor, lecz głos uwiązł mu w gardle na widok broni. Ręce nerwowo wędrowały mu po biurku, jakby szukając czegoś do zasłonięcia się. John i tak nie odpowiedział mu, gardło bowiem miał tak ściśnięte, że nie mógł wydobyć głosu. Jeszcze wchodząc do gabinetu był pewien tego co robi, teraz jednak najchętniej uciekłby daleko stąd.
Miotały nim skrajne uczucia, to chciał zabić dyrektora, to znów wyjść i schować się gdzieś.
-Zabij, zabij
Nie, nie potrafię
To po co tu przyszedłeś? Jesteś bezużyteczny. Zabij.
Nie dam rady, chcę stąd wyjść.
Już za późno, widział cię, pamiętasz co zrobił tym dziewczynkom? - wołały głosy w jego głowie.
Tę rozterkę przerwał strzał. Ręka jakby sama nacisnęła spust i głowa dyrektora eksplodowała. John widział to przez może ułamek sekundy, nim szarpnięciem odwrócił głowę i zwymiotował. Opadł na kolana, żołądkiem wciąż targały torsje, nawet kiedy nie miał już żadnej treści do wyrzucenia z siebie. W końcu doszedł jakoś do siebie, otarł usta ręką i wstał z kolan. Głowa dyrektora nie eksplodowała może całkiem, jak mu się początkowo wydawało, lecz i tak nie wyglądała dobrze – brakowało jednej skroni, zamiast niej ziała spora dziura. Widok ten ponownie rzucił Johna na kolana, ale że żołądek miał już pusty tym razem trwało to krócej, wstał po chwili dokładając wszelkiej staranności by nie spojrzeć w stronę biurka – dyrektor bez dwóch zdań był martwy, a on nie chciał tego już oglądać.
Na chwiejnych nogach wyszedł z gabinetu. Rozbrzmiał dzwonek i korytarz wypełnił się zwykłym gwarem uczniów. Nikt nie podniósł jeszcze alarmu, niedaleko szkoły była ruchliwa ulica, często też chłopcy zabawiali się strzelając petardami – miasteczko żyło spokojnie i nikt nie spodziewał się strzelaniny. Z powrotem zatknął rewolwer za pasek z tyłu spodni, przykrywając go koszulką i wyszedł na korytarz. Uczniowie mijali go nie zaczepiając, niektórzy z nich jednak zwrócili na niego uwagę – pewnie wyglądał jak własna śmierć, pomyślał. Chcąc uniknąć wścibskich spojrzeń i ewentualnej zaczepki skręcił w pierwsze lepsze drzwi, jakie napotkał. Był to korytarz techniczny, niedostępny zwykle dla uczniów, John jednak znał szkołę lepiej niż inni, pomagał bowiem w dekorowaniu sali na święta i zabawy. Nie mógł trafić lepiej – korytarz ten schodził do podziemia, a następnie prowadził do sąsiedniego budynku, który służył za magazyn potrzebnych i niepotrzebnych rzeczy. Szansa, że wymknie się niezauważony rosła, aż do chwili gdy wychodząc zza rogu natknął się na woźnego. Jego również otaczała czarna aura, znak Bestii w ludzkim ciele. To ułatwiło sprawę – John sięgnął po rewolwer i wystrzelił dwukrotnie. Jedna kula bzyknęła gdzieś po ścianie, druga trafiła woźnego w brzuch. Z jękiem opadł na kolana, rękoma starając się zatamować krwawienie. John podszedł bliżej, wycelował w głowę, odwrócił wzrok i wystrzelił. Kątem oka odnotował jednak, że coś bryzgnęło na ścianę. Poszedł dalej, nie sprawdzając rezultatów strzału.
Wyszedł drugim budynkiem, nie zwracając niczyjej uwagi, w głównym budynku zaczynało się robić jakieś zamieszanie, prawdopodobnie odkryto już ciało. Auto zaparkował trochę dalej, bliższa wejściu część parkingu zarezerwowana była dla nauczycieli, tak więc nikt nie zauważył jak odjeżdżał. Zatrzymał się kilka ulic dalej, kompletnie nie wiedząc co robić – jego plan powstał pod wpływem impulsu i fakt, że udało mu się go przeprowadzić już był prawie cudem, nie mówiąc o szczęśliwej ewakuacji. Nie miał zupełnie pomysłu co działać dalej, nie uśmiechało mu się jednak oddanie w ręce Policji – a więc pozostawała ucieczka. W budynku szkoły i dookoła niego było pełno kamer, kwestią czasu i to raczej niedługiego było namierzenie go jako podejrzanego – do domu nie mógł więc wracać. Postanowił wyjechać z miasta, póki jeszcze może.
Na rogatkach spotkała go niespodzianka – wyjeżdżając zza zakrętu znalazł się w kolejce kilku stojących aut, na poboczu dostrzegł policyjny radiowóz – a więc już zamknęli drogi pomyślał i chciał się wycofać, ale kolejne auto już za nim stanęło udaremniając manewr. Nie mając wyjścia posuwał się do przodu, obserwując Policjanta sprawdzającego poprzedzające go auta. Kiedy przyszła jego kolej funkcjonariusz burknął coś zamiast przywitania i spytał dokąd się wybiera. John odparł, że jedzie do miasta odebrać zamówione wcześniej książki. Znał z widzenia tego Policjanta, leniwy grubas myślący tylko o jedzeniu pączków... On również znał Johna z widzenia i nie miał o nim zbyt wysokiego mniemania – co mógł go obchodzić ten mól książkowy, co wyraził dobitnie w lekceważącym spojrzeniu. John przez chwilę miał ochotę sięgnąć po rewolwer, leżący obok niego na siedzeniu pasażera, ukryty pod rzuconą niedbale koszulką i wpakować mu kulę w brzuch, zmazując ten lekceważący uśmieszek z twarzy, szybko zmitygował się jednak, że nie może. Policjant był może leniwym i aroganckim dupkiem z ogromnym ego, ale to wszystko – jego aura nie emanowała czernią, nie był Bestią. Na szczęście fakt, że Policjant znał go i nie wyobrażał sobie w roli sprawcy strzelaniny sprawił, że przejechał bez problemów.
Jadąc na północ drogą starał się ułożyć plan działania, niewiele jednak przychodziło mu do głowy. Prowadzenie auta rozpraszało go, zjechał więc w boczną leśną dróżkę, pojechał nią kilka minut by nie być widocznym z głównej drogi i zatrzymał auto, starając się zebrać myśli. Zamiast tego uświadomił sobie coś innego. Coś działo się z jego „widzeniem”, wcześniej jednak od momentu strzelaniny był zbyt zajęty i zaaferowany szybkością wydarzeń, by zwracać na to uwagę. Otóż korzystając ze swego daru mógł wyczuwać ludzi a właściwie ich aury nawet ich nie widząc – krótko mówiąc schowanie się przed nim w szafie nie wchodziło w rachubę. Teraz też coś czuł, z krzaków po drugiej stronie polany, na której zatrzymał auto. Nie widział jednak nikogo, sama aura też była dziwna, jakby pulsująca – przechodząc od w miarę normalnej w czerń Bestii. Las dookoła był cichy, złudnie spokojny. Postanowił zbadać, co kryje się w tamtych krzakach, dla nabrania animuszu zabierając ze sobą rewolwer. Wyszedł z auta kierując się prosto na źródło aury, cokolwiek to było zaraz będzie martwe – pomyślał. Nie zdążył jednak ujść kilku metrów, gdy aura ponownie zapulsowała, po czym... zniknęła. Zaskoczenie sprawiło, że aż otworzył usta – coś takiego nigdy mu się nie zdarzyło. Jeszcze bardziej zdziwiło go ponowne pojawienie się jej w innym miejscu – tym razem nieco bardziej w prawo, na niewielkiej górce. Wprawdzie rosło na niej kilka krzaków i niewielkich drzewek, ale nie tak gęsto, by stanowić schronienie dla człowieka. Co się działo? Jak to możliwe? Pytał sam siebie. Wiem! Jest tylko jedno wytłumaczenie, pewnie nie jest jedyną osobą z takim darem, władze muszą mieć spec-jednostkę z ludźmi jak on i widocznie wysłali ich za nim. Ale skąd wiedzieli i jakim cudem działali tak szybko, przecież on sam nie wiedział, że zatrzyma się tutaj w lesie... Nie czas jednak na myślenie, trzeba działać. Skoro potrafią zakłócić jego dar – muszą być co najmniej tak dobrzy jak on. A skoro chcą, by myślał, że są na górce przed nim – to pewnie są... Olśniony tą myślą rzucił się na ziemię z zamiarem przetoczenia się i wycelowania rewolweru w miejsce tuż za nim, jak niejednokrotnie widział w filmach. Wyszło nieco gorzej, po chwili leżał faktycznie na ziemi, stłuczony bark pulsował, udało mu się jednak nie upuścić broni, choć o wycelowaniu w zaplanowane miejsce nie było mowy. Nie było też potrzeby – za nim była tylko pusta polana i las.
Tymczasem aura jakby naigrywając się z niego sczerniała jeszcze bardziej, zapulsowała i... znów zniknęła. Chwilę później pojawiła się ponownie, a nawet nie jedna lecz trzy. - Okrążają mnie – pomyślał John, gorączkowo starając się znaleźć wyjście z sytuacji. Niepotrzebnie oddalał się od auta, stało wprawdzie kilkanaście metrów od niego, lecz musiałby zejść z polany, na środku której stał a właściwie klęczał po podniesieniu się z ziemi. Wolał zachować jak najwięcej wolnej przestrzeni obok siebie, by nie podeszli go znienacka. Plan miał jednak pewne wady – skoro przeciwników było najprawdopodobniej kilku – ostrzeliwanie się mogło stanowić problem. Zapasowe naboje leżały w aucie, do którego za nic nie chciałby teraz podchodzić, ile zostało w rewolwerze? Miał 6 komór, jeden nabój zużył na dyrektora, dwa na woźnego, nie, aż trzy na woźnego to już razem cztery, dodatkowo jedna, pierwsza komora była pusta – tak poradzili mu w sklepie, ze względów bezpieczeństwa ponoć lepiej nie ładować pierwszej komory by broń przypadkiem nie wystrzeliła sama. A więc pięć komór było pustych, pozostawała zatem zaledwie jedna kula – to odkrycie sprawiło, że włosy na karku stanęły mu dęba. Więc może oddać tylko jeden strzał... Gdy tak stał i myślał, wszystkie aury zdążyły zniknąć, teraz było ich już sześć i wszystkie pulsowały sobie jakby naigrywając się z niego. Coraz częściej też przybierały ciemną barwę, jakby grożąc chłopcu. Wkrótce migały dookoła niego jak lampki na choince, nie pozwalając skupić się na pojedynczej z nich, jednoznacznie też przybrały czarną barwę – był pewien, że gdzieś tam, w lesie czai się Bestia. Ale jak to możliwe, czyżby rząd zatrudniał złoczyńców jako swych agentów? Choć w sumie czemu nie, kto lepiej zrozumie i wyeliminuje czarne charaktery? Wiedział, że musi coś wymyślić i to szybko, kręcił się teraz dookoła swej osi stojąc na środku polany, w miarę jak aury migotały wokół niego – by nie dać się podejść znienacka – gdy nagle zrozumiał. Jeśli agent-Bestia w jakiś sposób potrafi rzutować nieprawdziwe aury, wszystkie one będą pojawiać się w tej samej odległości od niego, tak więc wystarczy zaobserwować gdzie one się pojawiają by znaleźć położenie agenta.
Odnotował w pamięci położenie wszystkich zmieniających się aur, teraz już nieprzeniknionie czarnych i groźnych – faktycznie tworzyły one okrąg. Uśmiechnął się do siebie, zadowolony z pomysłu – tak więc zabije jeszcze choć jedną Bestię. W myślach odnalazł środek okręgu. Zaskoczenie zbiło go przez chwilę z tropu, to przecież niemożliwe – pomyślał. Sprawdził jeszcze raz, wszystko się zgadzało. Znalazł Bestię. Był pewien, zabierze jeszcze jedną z nich do grobu.
Opadł na kolana i spojrzał na trzymany w ręku rewolwer. Tylko jedna, ostatnia kula. To nic, wystarczy. Nie mógł nie trafić.
Uniósł broń, przystawił lufę do skroni i wypalił.

Podpis: 

D 2014
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Tarot i koronkowe serwetki - Maj - 6 Tarot i koronkowe serwetki - Początek - 1 Syrena
W opowieści o życiu nie może zabraknąć miłości. Co Krystyna i Kalina wiedzą o romantycznej miłości i czy w ogóle potrafią kochać? Historia dwóch kobiet, którym los pozwala się spotkać. Pozornie różni je wszystko. Czy coś je łączy? Tęsknota, strach, miłość, samotność, marzenia... Zrozumiał, że był teraz na łasce tych, którzy go ścigali. W związku z tym, kiedy poczuł na barku czyjąś dłoń, podskoczył jak oparzony.
Sponsorowane: 200
Auto płaci: 300
Sponsorowane: 200
Auto płaci: 300
Sponsorowane: 200

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.