http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
215

Miłość z internetu cz III - wpadka

  Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
W kole stań dziewczyno
Nalo Hopkinson
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu cz III - wpadka

Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach

Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz.

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw

Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania

Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?

na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy

Róża cz. 1

Detektyw Hank Made otrzymuje od członka podupadającego rodu zlecenie odnalezienia pewnego niezwykle cennego przedmiotu.

Kraina Niekończącej się Bajki /Królestwo Pszczół/

No dobrze, już dobrze, ale to jedyne miejsce w Krainie Niekończącej się Bajki, gdzie, jakby zatrzymał się czas. Nic tu się nie zmienia prawie od zawsze. Pszczoły pochodzą z czasów dinozaurów - naukowcy szacują, że pojawiły się 120 milionów lat temu.

Szalony

Dawno nic nie pisałem. Chyba najwyższa już pora wrócić.

Recepta

Na wszystko jest lekarstwo. Nie zawsze jednak je bierzemy...

Nie :-( Święta!

Obok Johna McClane'a, łysawego gościa bez butów, w brudnych spodniach i podartym podkoszulku, usiadł Czerwony Kapturek... Z "życzeniami". ..

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1898
użytkowników.

Gości:
1895
Zalogowanych:
3
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 80905

80905

Klejnocik

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
18-02-17

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Pisarstwo/Komedia/-
Rozmiar
20 kb
Czytane
1188
Głosy
1
Ocena
5.00

Zmiany
18-07-13

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: jolsokolowska079sok Podpis: Jolka
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Od tej pory miałam inne życie. Nie jest ono warte opowiadania, bo to już historia. Poza faktem, że mając niespełna 21 lat, postawiona przez życie pod ścianą...

Opublikowany w:

Klejnocik

Ugryzłam kolegę z ławki. Wiedziałam, że to okropne. No, nie mogłam się pohamować, nie kontrolowałam się i tyle. Irytowało, że Klejnocik tak potwornie się wstydził. Gdy coś próbował do mnie powiedzieć jego twarzyczka przybierała kolor przejrzałego pomidora. Nie wiedziałam, co o tym myśleć, prowadziło to wprost do nieufności. Nikomu nie można wierzyć, tak mówiła babcia Halinka. I to nie było czcze gadanie, była najlepszą babcią na świecie i uczyła mnie życia. Sprawa nigdy, by się nie wydała, gdybym nie spaliła buraka. Spuściłam oczy, ale nasza nauczycielka głupia nie była. Przyjęła moje wygibasy, ukłony i wzruszenia ramion z powątpiewaniem. Gówniaro, jeżeli jeszcze raz sprowokujesz Klejnocika, to wyrzucę cię na korytarz, powiedziała, nie odkładając swojego iPada. Nie wytrzymałam, nikt mnie dotąd tak nie nazywał, nawet kochana babcia. Podniosłam wrzask. No i zrobił się mega problem, przybył dyrektor osobiście. Ależ miał posępną minę, gdy prowadził mnie korytarzem do swojego pokoju. Zamknął drzwi i wywiesił tabliczkę nie przeszkadzać. Oj, będzie przesłuchanko! Bałam się jak diabli. Na moje szczęście, tego dnia, to był jedyny incydent z udziałem nieletnich w naszej szkole i po przeprowadzeniu rozmowy dyscyplinującej z rodzicami zwolniono mnie do domu. Jednym plusem całej sytuacji, był fakt, że Klejnocik następnego dnia nie przyszedł do szkoły. Zapadł się pod ziemię. Rozmydlił się. Nie pozostawił po sobie żalu, raczej ulgę.

****

Od tej pory miałam inne życie. Nie jest ono warte opowiadania, bo to odległa historia. Poza faktem, że mając niespełna 21 lat, postawiona przez życie pod ścianą, opuściłam dom i wyjechałam do Nowego Jorku: bez pieniędzy, bez przyjaciół, bez perspektyw. W kieszeni kilkanaście dolarów, a cały majątek stanowił prezent od matki — śnieżnobiały strój kelnerki. Na ziemi obiecanej zaczęłam wszystko od nowa. Ameryka to nie Ząbkowice. Musiałam wziąć życie swoje w ręce i przestać się mazać. Spełnię obowiązek i będę silna i zdrowa. Nigdy nie obejrzę się wstecz. Będę artystką. Pokażę, na co mnie stać, postanowiłam.
Żeby mieć, za co żyć, zaczęłam pracę w księgarni. Przed jej zamknięciem chowałam się w toalecie, a później spałam na terenie sklepu, żeby zaoszczędzić na wynajmie mieszkania. W księgarni poznałam ciemnoskórego, legendarnego jazzmana Freda Smitha. Daleko mi było do niego, ale tworzyliśmy niezwykłą parę, napędzającą się do twórczych i życiowych poszukiwań. Przy nim obudziły się w tobie złe moce, skwitowała w liście babcia Halinka. To prawda, stałam się inna, nie tylko wizualnie. Inspirująca, ambitna i zamknięta w sobie jak butelka wyłowiona z morza po latach dryfowania w przestworzach, dobry surowiec na artystkę. Malowałam, nagrywałam płyty, których nikt nie słuchał, pisałam wiersze, które przeczytało może z 50 osób. Ale zwyczajnie robiłam to, co robiłam, bo musiałam, bo to było moje powołanie. Ten etap życia opisałam w dobrze przyjętej, sprzedającej się powieści. Napisałam ją w biegu, wydałam przez przypadek, do dziś dziwię się czytelniczemu sukcesowi. Nie opowiada jednej historii, jest trochę jak korkowa tablica, do której można przyczepić zdjęcia, notatki, pocztówki i listy miłosne do najważniejszego dla mnie mężczyzny, o którym już wspomniałam.

Nad moim pisaniem jeszcze długo unosił się duch Freda Smitha. Był taki piękny! Zmarł w 1994r, z przedawkowania, w wieku 45 lat. I choć od tej chwili minęły przeszło dwie dekady, nostalgia i żal za wspólnym z nim życiem wcale nie osłabły, wokoło otaczały te same brudne talerze i smaki. Miejsce Freda straszyło pustką, wiązało ciało, obdzierało z wiosennych marzeń. Towarzyszyli mi też inni zmarli, ojciec i babcia Halinka, którą śmierć dopadła niedługo po Fredzie. Po ich odejściu, zmienił się temat i nastrój mojej prozy— łkała w kącie. Zmieniła się też perspektywa, z której pisałam. Przelewałam na papier rozmyślania o codzienności, samotnych spacerach po plaży i Central Parku, przy kawie. Grałam na myślach słowem, wnosząc do opisywanej rzeczywistości intelektualny i poetycki punkt widzenia. Może to nie była wyjątkowa cecha, ale uważałam, że w epoce płytkiego ekshibicjonizmu może być niezwykłą wartością. Nie każdy zaakceptował przemianę, wydawcy byli odmiennego zdania. Mój świat pękł. Powoli garbiłam się po ciężarem zwracanych maszynopisów. Czasami paczka wracała, zanim zdążyłam wrócić z poczty. Raz odesłano mi kupkę popiołu. Chyba z Bogiem nie było mi po drodze. Nie mogłam się nadziwić jak to możliwe, że jeden początkujący pisarz dostaje milion dolarów, a inny musi wysłać w kosmos kotlet jagnięcy, żeby zwrócić uwagę na swoją książkę. Oczywiście mogłam się pocieszać, że Pasję Życia Irvinga Stone,a zanim rozeszła się w 25 milionach egzemplarzy, odrzuciło 16 wydawnictw. Redaktorom zdarzało się nie docenić nawet noblisty — Panie Kipling, Pan po prostu nie umie posługiwać się angielskim. Odmawiając Nabokovowi publikacji Lolity, wydawca pokusił się o sugestię, żeby zakopać książkę gdzieś głęboko na jakieś tysiąc lat.
Świat wydawniczy odsłonił bezlitosne oblicze, pokazał skąd się biorą bestsellery. Co robić? Uciec czy trwać w tym fachu, ogarniał lęk, że dom zajmą z powodu długów. Potrzebowałam kasy, kończyły się pożyczone od matki pieniądze. Nie poddałam się, nie zniechęciłam. Przeciwnie.
W głębi duszy wiedziałam, że dobry agent to podstawa. Przeczyta maszynopis, zreferuje, przekona wydawcę. Najlepiej zacząć trzy lata przed rozesłaniem książki. Napisałam e—maile do prawie wszystkich znajomych, z prośbą o ułatwienie kontaktu. Odpowiedź nie nadchodziła. W czerwcowy czwartek los się uśmiechnął, Leo Sen polecił właściwego człowieka. Niepozorny lecz niezwykły, ma dobry węch, na pewno pomoże ci przerwać złą passę. Masz moje błogosławieństwo, oto adres.

****


Słońce się dopalało, a ja oczekiwałam na swojego geniusza w marokańskiej restauracji blisko Central Parku. Zajęłam stolik dogodny do obserwacji, otwierając dla niepoznaki zeszyt z notatkami. Minął mnie o metr, rysopis się zgadzał. Chuderlawy, blady. Poruszał się szybko pomiędzy stolikami, z prawego ramienia zwisała wielka skórzana torba, musiała być niewiele lżejsza od niego. Nie zapominam twarzy: ten sam rozbiegany wzrok, skwaszona mina, pod lewą pachą rulon z żółtej, ortalionowej kurtki. Myślałam, że z wrażenia zemdleję. To żadna paranoja ani sen, przetarłam oczy, przede mną stał Klejnocik, we własnej osobie. Zdradziła go twarz. O Boże! Nawet nie pamiętałam jego imienia i nazwiska, maltretowałam umysł, wyciągając rękę na powitanie.

— Patti Szostak. Byliśmy umówieni... — wyrzuciłam z siebie jednym tchem.

— Mike Erwan. Miło mi poznać.


W jego uścisku wyczułam nerwowe napięcie, ale przyglądał mi się uważnie, rozrywając zimnym wzrokiem na części pierwsze. Co sobie wyobrażasz buraku z zadupia. Nie tak prędko, pomyślałam i ostentacyjnie zaciągnęłam zamek błyskawiczny w żakiecie.


W drzwiach do sedna wisi kotara z uprzedzeń i referencji, wystarczy ją odsunąć, przemknęła mętna myśl. Chyba to fragment jakiegoś wiersza? Nieważne. Pomogło. Ewakuowałam z siebie wariatkę.

— Mike, znikłeś bez śladu. Siedzieliśmy w jednej ławce, w szkole, w Ząbkowicach, pamiętasz? Ta szrama na policzku to moje niechlubne dzieło!

Spojrzał na mnie podejrzliwie.

— Nie przypominam sobie. Skleroza. Ale dziękuję, że pani przyszła — wysapał słabym głosem, czerwieniąc się po czubki uszu Bez pytania usiadł naprzeciwko, nie zdejmując czapki z daszkiem i dalej się gapił. To było jak obmacywanie w zatłoczonym metrze.

— Nasze spotkanie to przypadek, tak? — warknęłam.

To było silniejsze ode mnie, nie wytrzymałam, na śmierć zapominając o tolerancji. Kiedyś babcia wyjawiła mi jej tajemnicę. Tolerancyjni są ludzie bez moralnego kręgosłupa, mówiła. — Wyrozumiali są ci, którzy mają coś na sumieniu. Tolerancja i wyrozumiałość to siostry słabości. Ale do rzeczy: Klejnocik westchnął, jakby słyszał moje myśli. Siedział zasępiony, patrząc w swoje smutne oblicze w szybie. Gdy się odwrócił, spoglądając mi prosto w oczy, przeszył mnie dziwny dreszcz. Podziałało jak chluśnięcie lodowatą wodą, przestałam się rzucać. Niepojęte!

— Wierzysz w przypadki? Ty, człowiek rozumu? Z pewnością, to wszystko nie mieści się w głowie, ale darujmy sobie złośliwości, już czas, bierzmy się do pracy. Chcę wiedzieć o tobie wszystko.

Ostatnie zdanie wysoce zaniepokoiło, ale stuliłam uszy po sobie, nie tracąc czujności. Klejnocik nie przestawał mówić. Gdy dotarła do nas kelnerka, w popłochu zamówiłam butelkę wody i lód, ocierając kroplisty pot z czoła. Nawet pohukiwanie zegara nie zagłuszało dotkliwego szumu w skroniach.

— Do tego pytania będzie pasowała woda mineralna. Dobry wybór — oznajmił krótko.

— A jakie to pytanie?

— Czy masz słuch muzyczny?

Kompletny brak zdolności interpersonalnych, pomyślałam i o mało nie spadłam z krzesła. Klejnocik wykazał się refleksem, dolewając mi do szklanki wody. Duży łyk zimnego płynu okazał się nieoceniony.

— Co ma muzyka do pisania? — zapytałam, wzruszając ramionami.

— No cóż, moja droga, pisanie powieści to jak improwizacja w jazzie. Nie pyta się jazzmana, co pan zagra? Ma jakiś motyw, serię akordów, na którą musi mieć wzgląd, ale potem bierze trąbkę czy saksofon i zaczyna. To kwestia pomysłu. Daje raczej wyraz różnym wewnętrznym rytmom. Czasem wychodzi to dobrze, czasami nie.

Taka była odpowiedź w telegraficznym skrócie. Szybko okazało się, że Klejnocik to postać niebanalna. Mówił o nawykach, przyzwyczajeniach, o rutynie i o tym, co przeszkadza w procesie pisania.

— Patti, będę bezlitosny — mówiąc, otwierał usta, jakby chciał zjeść dzień. — Zdradzisz swoje metody pracy? Czy masz marzenia? Czy męczą cię tak, że musisz się ich natychmiast pozbyć? — pytał po kolei.

To już była perfidia.

— Och — zaczęłam, patrząc niepewnie. — Dopóki tego nie zrobię, nie zaznaję spokoju. Wszystko odstawiam na bok — honor, dumę, przyzwoitość, bezpieczeństwo, szczęście — byle napisać książkę. Gdybym musiała okraść swoją matkę, też bym to zrobiła. Jestem zdyscyplinowana, dzięki przyjemności, którą czerpię z pracy. Zaczynam od kubka gorącej kawy. Najlepiej pracuje mi się w określonych godzinach, zwykle między dziesiątą rano, a pierwszą po południu. Nie mam szczególnych wymagań, żadnego wielkiego, bajecznego biurka ani pokoju o ścianach wyłożonych korkiem.

Teraz już wiedział, nawet próbował się uśmiechnąć. W oczach poczułam gorącą wilgoć. Poza tym ból głowy właśnie dał o sobie znać jak łódź atomowa wynurzająca się z głębiny, przyprawiał o mdłości. Zniecierpliwienie sięgało szczytu, kiedy aplikował mi swoją magiczną tabletkę.

To wszystko ociera się o obłęd, pomyślałam na godzinę przed zamknięciem restauracji. Klejnocik uparcie trzymał się swojego, podchodząc do sprawy nadzwyczaj serio. Zamówił kolejne dwie butelki wody, wyciągając z torby parę opasłych tomów, które co chwila wertował, jakby poszukując potwierdzenia dla swoich intencji. Odzywał się tyle ile trzeba, nie zadawał więcej pytań, z kamienną twarzą ignorując wszelkie zaczepki. Nie od razu zajął się książką, za to zabrał się za mnie, z godną podziwu gorliwością. Jeśli coś przychodzi łatwo, to nie daje satysfakcji, powtarzał. Pojawiał się i znikał w toalecie, to irytowało. Na koniec powiedział, że jest przeciwny wszelkim edytorom tekstu, ponieważ sprawiają wrażenie, że rzeczy wyglądają na skończone o wiele za wcześnie. Pisaniu powinno towarzyszyć wrażenie wykonywania pracy tradycyjnej, niepozbawionej wysiłku.

Czułam się dziwnie, nie opuszczały złe przeczucia, ale nie uprzedzajmy faktów.

***


To miała być wspólnota intencjonalna, nastawiona na ciężką pracę i kontemplację. Oczekiwałam, że Klejnocik okaże się odizolowanym od świata geniuszem.

— To zaszczyt dla mnie — powiedział trochę za głośno, zapewne z powodu skrępowania.

Byłam zachwycona, ale już po tygodniu nastąpiła głęboka przemiana. Pracowałam w pocie czoła, zmieniając styl pisania, detale, koncepcję.

— Co o tym sądzisz? — zapytał. — Dla mnie opracowanie koncepcji to najtrudniejsza sprawa.

Tak, to Klejnocik wytyczał ścieżki, nie owijał w bawełnę, niczego nie lukrował.

— Nie zdrabniaj! Nie kłam, to się zemści! Taka łatwizna jest w złym guście! Rób takie książki, które sama chciałabyś kupować.

I tak w kółko, gdy gasłam on ponownie wysyłał promień. Nadszedł listopad i wreszcie – Wydaje mi się, że sama koncepcja nie sprawi nam kłopotu. Spojrzałam nieśmiało na tablicę korkową wiszącą nad biurkiem. Właśnie przypiął do świeże notatki z setką, a może tysiącem nowych pomysłów. Zagryzłam wargi i rzewnie płacząc, uciekłam swoim starym samochodem, gotowa skończyć ze sobą raz na zawsze. Przeszło miesięczna męka to było za dużo, nawet jak dla mnie. Przyznaję, miałam zamiar skoczyć z pobliskiego Brooklyn Bridge – jednego z najstarszych mostów wiszących na świecie. Z byle, jakiego, bym nie skoczyła, to tak na marginesie. Klejnocik wysłał za mną patrol policyjny jak za piratem drogowym. Do dziś, nie wiem jakich użył argumentów.

— Niedoszła samobójczyni, wstyd — kpił, owijając starannie kocem.

— Słyszałam, że jesteś postacią barwną — odpowiedziałam, kładąc mu rękę na ramieniu. — Ale nie spodziewałam się, że aż tak barwną.

Lato wciąż trwało. Upłynął zaledwie jeden miesiąc, a przyniósł tyle zmian.

Któregoś ranka przyszyło mi do głowy ruszyć się na piknik, by rosę poprosić o spokój1. Uklękłam na piasku, ocean cudownie lizał stopy. Wokoło dreptały mewy, wzdłuż plaży rybacy wyciągający z wody złotawe ryby. Boże, właśnie tego potrzebowałam. Po godzinie przyjechał swoim pomarańczowym autkiem i wszystko straciło smak. Z daleka było słychać jego krzyki. Nie mógł przestać! Nie mógł, wywołując wibracje w sieci neuronów. Cała drżałam. Ujął moją dłoń i powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu.

— Powieści nie pisze się ot tak. Pracuj tak długo, dopóki nie poczujesz czegoś na kształt uderzenia prądu.

— No dobra — westchnęłam, posyłając zbolały uśmiech.

Nie słuchał tłumaczeń, zabrał do domu, tylko w kąpielówkach. Nowy biustonosz przepadł wraz z resztą ubioru.

— To hańba, że paradujesz bez bielizny, odezwał się łagodnie. — To była tylko podróba — dodał, choć było widać, że biustonosz jest oryginalny.

Pędziliśmy obwodnicą. Ledwie starczało czasu, by zauważyć oszałamiające piękno przyrody.

Kiedy radio podało o zbawiennym działaniu kota, postanowił sięgnąć po ten środek uspakajający. Sęk w tym, że zakupione zwierzątko wydawało się zepsute — nie działało. Aż do dnia, kiedy praktyczny Klejnocik uzyskał od weterynarza instrukcję obsługi kota... I wtedy nastąpiła zaskakująca przemiana — na dotąd ponurej twarzy pokazał się uśmiech.

— Nie ma tu smoków i księżniczek, zapamiętaj raz na zawsze — oświadczył, gdy porażona niezwykłym widokiem, opuszczałam na podłogę hołubioną przez lata butelkę drogiego wina.

Szybko w oczach Klejnocika pojawiła się czułość, ale udawałam, że tego nie widzę. Interesy — mówiłam do siebie, nawet gdy posadzka pod prysznicem parzyła kolana.

Gdy brałam się za pisanie, tworząc fabułę, obchodził się ze mną jak z jajem, chodził na palcach niczym baletnica. Nie robił wyrzutów, gdyż wiedział, że jedno źle wybrane słowo może doprowadzić do zawalenia się całej budowli. Chcę, żebyś była szczęśliwa, powtarzał, otwierając na oścież okno. Opisując marzenia, podzieliłam je na pół, aby słodyczą zalać smutek.

— Tak objawia się olśnienie — wyszeptał lakonicznie.

Uczyłam się jak być rozpoznawalną w metrze i sztuki udzielania wywiadów. Wszystko zależy w jakiej ramie ogląda się wydarzenie, podsumowywał wysiłki. Odkrywanie nowych światów w internecie straciło dawny urok, bo emituje pobudzające niebieskie światło, tłumaczył. Na dodatek zużył baterię w laptopie i nie zaprzątał sobie głowy ładowaniem.

— Dlaczego nie piszesz ręcznie? Dlaczego zatraciłaś tę jakże przydatną umiejętność?

Klejnocika cieszyła celowość mojego pisarskiego wysiłku, był inteligentnym strategiem. Przynosił prezenty: bransoletki, filmy, które sprawiały, że się rumieniłam, bieliznę uszytą z trzech sznurków i malutkiego kawałka koronkowego materiału. A może to była aluzja erotyczna? Trudno było wyczuć, co mu chodzi po głowie.

Poświęcałam mu cały czas, nikt nie przeszkadzał. Przyjaciele byli daleko. W domu pachniało pierogami z kapustą i cebulką. Kawę i pączki zamawialiśmy przez internet. W uszach dźwięczały słowa. Rozumiałam, kiwałam głową. On patrzył na mnie, ja na niego. Zajęcia jak rozbłyski światła, mrok weekendów, potem znowu światło. Wakacje w mieszkaniu i galerii, jak ryba w akwarium.Tęsknota za zanieczyszczonym powietrzem, hałasem, dudnieniem ulewnego deszczu, chrzęstem żwiru pod butami. Dlaczego uważasz, że jestem niegodna przyjemności, kiedy nie różnię się niczym od innych? Mnie to boli. Wiem, że ciebie też, Klejnociku. Czy naprawdę tego chcesz? Takie i inne myśli zaprzątały mi głowę w tajemnicy przed całym światem.

Spaliśmy w jednym pokoju. Oczywiście, on na łóżku polowym pod kocem. Zgodziłam się dyplomatycznie, więc nie mogłam mu mieć za złe. Na godzinę przed ciszą nocną przesuwał dłonią po moich plecach, rozsuwał pośladki aż przechodziły ciarki. Czułam jego zniecierpliwiony oddech i wzrastającą temperaturę ciała utrudniającą wieczorną hibernację. Dążył uparcie do konkretu, stawał na wysokości zadania, zaspakajał potrzeby. Odpłacałam mu radością. Interesy — myślałam.

W Święto Dziękczynienia postawił na stole wielką parującą miskę i ciasto dyniowe. Bez szemrania wcinałam szpinak, gotowaną na parze marchew i miksowany zielony groszek. Trwało to w nieskończoność. Żułam i żułam aż rozbolały szczęki. Pod koniec kolacji, już tylko połykałam. Prawdopodobnie tak wygląda wąż pochłaniający szczura. Ohyda!

— Przepraszam — powiedział z pełnymi ustami makaronu. — Na początku nikt tego nie lubi. Po kilku razach zrozumiesz.

Posłałam przeszywające spojrzenie, ale zamilkłam, gdyż miałam ogromną ochotę na indyka. Postanowił, że wpierw pożrę górę sałaty, zanim pozwoli mi na coś tłustego. Kiedy skończyłam jeść, odezwał się z powagą w głosie:

— Lubię cię, Patrycjo Szostak. Jesteś zaskakującą istotką.

Wstał i zostawił do posprzątania talerz i okruchy na podłodze. Szok, grom z jasnego nieba! W za ciasnych spodniach czułam się jak w pasie wyszczuplającym.

— Nie oddychaj zbyt głęboko — w porę przestrzegł.

Zaśmiałam się, chyba po raz pierwszy od wielu tygodni, gotowa zrobić wszystko. Przede mną całe życie, przecież obiecał, że już wkrótce będę wolna.


****

Nie minął rok jak wyszłam cało z literackiej opresji, skłonna uwierzyć, że dwoje młodych nowojorczyków, o kompletnie odmiennych temperamentach i wspólnej książkowej pasji, jest zdolna postawić na głowie wydawniczy świat Nowego Jorku. Klejnocik mnie ocalił. Wokół mojej książki zrobiło się gorąco, oferty spływały jedna po drugiej. Książka okazała się bestsellerem, osiągając szczyt listy New York Timesa.

Aktualnie pochłania mnie pisanie nowej powieści. Książka jest dziennikiem cichej, niewypowiedzianej wojny, którą nastoletnia Patrycja toczy z konwenansem, oczekiwaniami rodziny i szkoły, tradycyjnymi rolami przypisywanymi dziewczynkom w konserwatywnym grajdołku małego miasta. Jedynie Klejnocik dziwak i outsider, kolega ze szkolnej ławki przywraca dziewczynce wiarę we własny intelekt i wspiera jej aspiracje.

— Taką masz pracę, musisz pisać. To obowiązek, mus i powinność — rozległo się z łazienki. — Właśnie biorę prysznic! Kończę, będę za sekundę.

Słyszałam jak prycha i dyszy. Po chwili wyszedł w samym ręczniku, jeszcze z jego ramion unosiła się para. Ostatnio nie poznaję mojego Klejnocika, jest chudszy i bardziej wątły, wręcz wymizerowany. Ogromny wysiłek odcisnął się na jego ciele, żyły na szyi nabrzmiały, nabierając niebieskiego koloru, ale przez twarz przemyka cień zrozumienia, w ułamku sekundy pojmuje to, co skrywa moje wnętrze.

Wstałam, podbiegłam i pocałowałam go głośno w policzek.

— Och! Jesteś taka śliczna — powiedział, obejmując mnie w pasie.

Mali przyjaciele mogą okazać się wielcy..., zapisałam nocą w pamiętniku.

Podpis: 

Jolka luty 2018
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz. Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?
XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy
Sponsorowane: 110Sponsorowane: 108Sponsorowane: 107

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.