http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
310

Miłość z internetu cz. XII - czy to normalne?

  Naprawdę dla dorosłych. Wstyd mi przekazywać to o czym pisaliśmy. Nigdy nie wyobrażałem sobie że mogę mieć takie pragnienia co do kochania się z moją najdroższą. A może miałem ale nie wiedziałem że da się je opisywać i zastosować w realu, że tego się  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
Jestem nudziarą
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu cz. XII - czy to normalne?

Naprawdę dla dorosłych. Wstyd mi przekazywać to o czym pisaliśmy. Nigdy nie wyobrażałem sobie że mogę mieć takie pragnienia co do kochania się z moją najdroższą. A może miałem ale nie wiedziałem że da się je opisywać i zastosować w realu, że tego się

Głupia Sztuka Akt II

Dalsze perypetie wspaniałych bohaterów :)

Miłość z internetu - czytaj części od I do XII

Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr

Miłość z internetu cz. XI - nauka kochania się I

Tylko dla dorosłych. Oryginał przekopiowany z korespondencji przez internet. Liczne błędy powstałe jak to bywa w wyniku szybkiego pisania i emocji powstałych podczas opisów marzeń miłosnych

Glupia Sztuka Akt I

Uwaga! Tego tekstu nie należy traktować poważnie.

Ze zwichniętym skrzydłem - cz.XV

POŻAR OBRAZEM ROKU. Karoline, spójrz na swoje życie, ruszyłaś przed siebie i ...udało się.

Władcy Kosmosu

Humorystyczne opowiadanie, którego bohater doznaje niezwykłych halucynacji.

Demoralizacja

Ciągle przed oczami – Ty. Cały świat to Twoje oczy. To nie Bóg patrzy na mnie z Nieba. Niebem jest Twoja piękna twarz.

Przywilej Świata Paraleli

Krótkie opowiadanie fanfiction, które zostało zainspirowane światem gry komputerowej o nazwie Universe na PC. http://www.gry-online.p l/S016.asp?ID=3306

Epitafium dla przydrożnego ścierwa

krótki opis

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1037
użytkowników.

Gości:
1036
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 80831

80831

Znikająca miłość

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
17-12-06

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Melodramat/Przyjaźń/Fantastyka
Rozmiar
32 kb
Czytane
72
Głosy
1
Ocena
5.00

Zmiany
17-12-14

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Bejtmen Podpis: a bejtmen story
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Miłość w czasach niedalekiej przyszłości, a może lekka satyra na obecne społeczeństwo

Opublikowany w:

Znikająca miłość

Rozdział I

Tom przebudził się, spojrzał na zegarek i momentalnie zasnął ponownie. Obudziły go hałasy dobywające się z drugiego pokoju.
– Nate, wstawaj, trzeba pojechać i zapłacić za salę. Chyba nie myślisz, że ja wszystko ogarnę sama.
– Dobrze mamo, przecież się nie pali.
– Jak nie? Zaraz obiad. Wstawaj już. Zjemy razem i pojedziesz zapłacić.
Tom wiedział, co za chwilę go czeka i zdążył już zacząć się ubierać. Chwilę później drzwi do jego pokoju otworzyły się z impetem.
– Tom, wstawaj! Zaraz obiad. Ile można spać?
Ubrany i gotowy na nadchodzący dzień, poszedł do kuchni, w której siedzieli już tata i mama.
– No, gdzie on jest. Nate! Obiad!
Chwilę po tym zjawił się też Nate.
– Jak tam brachu pierwszy dzień pełnoletniości? – zapytał od razu Tom.
– Pierwszy dzień znikania, chciałeś powiedzieć, przygotuj się, bo za dwa lata też zaczniesz.
Mama momentalnie weszła mu w słowo.
– Dajcie spokój z tym znikaniem, nikt z tego domu nie będzie znikał.
– Marie już tak łatwo cię nie wypuści, nie?
Nate spojrzał wymownie na Toma i uśmiechnął się od ucha do ucha.
– A ty? – zapytał chwilę później Nate.
– Co ja?
– No jak tam z tą twoją. Jak ona się nazywała? Alice?
– To tylko koleżanka.
– Dobra, dobra, zawsze się tak zaczyna. Ale przyjdzie dzisiaj na urodziny? To ją zapraszałeś?
– Przyjdzie, tata nas podwiezie, prawda, tato?
Tata jak zwykle nie angażował się w rodzinne dyskusje, a jego nieodłącznym atrybutem do posiłku stała się gazeta.

Godziny mijały w zastraszającym tempie. Cała rodzina już przygotowywała się do wieczornego wyjścia.
– Dobra, to ja jestem gotowy – powiedział Tom.
– Tata już czeka w samochodzie, my z mamą też zaraz wychodzimy – odpowiedział Nate.
Tom wsiadł do auta i razem z tatą pojechał po Alice. Kiedy znajdowali się przed domem dziewczyny Tom wysiadł i udał się w stronę drzwi wejściowych. Nie zdążył nawet zapukać, a drzwi otworzyły mu się przed nosem.
– Cześć – rzuciła momentalnie.
– No hej. Ładnie wyglądasz – powiedział Tom i sam błyskawicznie się zarumienił.
– Dziękuję, ty też.
Alice ze swoimi długimi brązowymi włosami i zielonymi oczami robiła na chłopakach nie małe wrażenie. Tom tym bardziej poczuł się skrępowany, widząc ją w krótkiej niebieskiej sukience. Zdał sobie sprawę, że nigdy nie widział na oczy tak pięknej dziewczyny. To potęgowało w nim tylko uczucie onieśmielenia, chociaż nie powinien się tak czuć. Sam wysoki, schludnie ubrany i zawsze starannie uczesany. Był niczym młodsza wersja jego brata Nate'a, który od zawsze cieszył się powodzeniem u dziewczyn. Różniła ich w zasadzie tylko budowa ciała. Tom chudy i nieco zamknięty w sobie. Nate za to o nienagannej sylwetce młodego sportowca.
– To my już jedziemy, pa, mamo – krzyknęła w stronę zamykających się drzwi Alice.
Tom otworzył jej tylne drzwi samochodu. Alice wsiadła i przywitała się z tatą Toma.

Kilka minut później wszyscy byli już na sali, gdzie miała odbyć się impreza urodzinowa Nate’a. Znajdowała się tam cała bliższa rodzina. Ciocie, wujkowie i kuzynostwo. Wszyscy usiedli do kolacji, potem przyszedł czas na ciasto i obowiązkowo wielki urodzinowy tort. Wszyscy ustawili się naokoło stojącego w środku wraz z tortem Nate’a. Zaczęło się gromkie „sto lat”. Wujkowie i tata przekrzykiwali nawet skromną orkiestrę, która już przygotowywała się do tej późniejszej części wieczoru.
– Niech żyje, żyje nam! – śpiewali wszyscy.
– A kto?! – krzyknął wyraźnie rozbudzony tata.
– Nate! – odparł tłum.
– No to synek, ty wiesz, czego ja ci życzę. Żebyś był tak fajny, jak zawsze, żeby ci się wszystko w życiu powiodło i przede wszystkim, żebyś zawsze pamiętał o rodzinie, tej, którą tutaj masz i tej, którą pewnie niedługo założysz.
– No właśnie, żeby nam za szybko nie zniknął – dodał jeden z wujków z drugiego końca sali.
Słysząc to, Marie, dziewczyna Nate’a momentalnie ucałowała go w policzek.
– Niech wujek się nie martwi. Ja już się o to zatroszczę.
Wszyscy złożyli Nate’owi życzenia i usiedli, aby skosztować urodzinowego tortu. Po wszystkim orkiestra zaprosiła na parkiet. Nie musieli długo szukać tanecznych zapaleńców, bo prawie wszyscy poderwali się na równe nogi i ruszyli do zabawy. W tym czasie Nate podszedł do Toma, który siedział z Alice przy stole.
– No i jak tam szanowni państwo?
Tom i Alice spojrzeli się na siebie. Nate kontynuował:
– Skąd się znacie tak w ogóle?
– Ze szkoły – odparła Alice.
– Chodzimy razem do liceum – nie pozostawał dłużny Tom.
– Tom mogę cię na moment prosić? – zapytał Nate.
Odeszli na bok.
-No stary, ładna ta Alice, bierz ją do tańca, zakręć tu i tam. Chyba nie muszę ci tłumaczyć, o co chodzi.
– Nie, nie, ale wiesz, znamy się dopiero kilka miesięcy. W szkole wszyscy za nią szaleją.
– Ale przyszła tu z tobą, to już coś znaczy. I nie wyjeżdżaj mi zaraz z tymi swoimi miłościami.
Nate i Tom wrócili na miejsca.
– To jak Alice, zatańczymy? – zebrał się na odwagę Tom.
– Czekałam, kiedy zapytasz.
I tak to się zaczęło. Rozpoczął się taniec śmierci. Zawsze zaczyna się tańcem, a kończy śmiercią. To naturalny cykl życia świata takiego jak ten, gdzie ludzie samotni znikają. A w tańcu, tak jak i w życiu, potrzebny jest drugi człowiek. Osoba, która cię poprowadzi, nauczy wyczucia rytmu, dotrzyma kroku i dzięki której nie znikniesz. Będziesz tańczyć aż do spokojnej śmierci.

Tom i Alice ledwie się znali, ale w tańcu wyglądali co najmniej jak para z kilkuletnim stażem. Impreza powoli dobiegała końca. Na parkiecie pozostali tylko najwytrwalsi, reszta siedząc przy stole burzliwie dyskutowała. Tom i Alice siedzieli trochę dalej i przyglądali się uczestnikom.
– A wujek Rob i ciocia Doyle?
– No nie wiem, mi wyglądają, jakby znali się już od dzieciństwa.
– Tak, mama mówiła, że dorastali na jednym osiedlu. Ale za to kuzyn Mike na każdą rodzinną uroczystość zmienia partnerkę.
– Który to?
– Ten z tą brunetką, co jej się twarz rozmazuje.
Alice wybuchła śmiechem.
– Rzeczywiście. Oni za to kompletnie do siebie nie pasują.
– Wiesz, ludzie dzisiaj zrobią wszystko byle nie zniknąć, a dla mnie liczy się coś więcej niż to. Może mówię tak, bo to jeszcze mnie nie dotyczy. Sam nie wiem.
– Ja chciałabym się zakochać. Poczuć coś, a nie jak większość być z kimś dla samego bycia. Ale wiesz jak to jest. Dzisiaj nie można być samemu. Takie życie.
Zdziwienie na twarzy Toma sięgało granic. Poczuł, że może właśnie spotkał kogoś idealnego. Kogoś, kto potrafi go zrozumieć. Uśmiechnął się do Alice i powiedział:
– Dziękuję, że tu ze mną przyszłaś.
– Nie ma sprawy, miałabym przegapić taką imprezę?

Rozmawiali jeszcze przez jakiś czas o rzeczach zupełnie błahych. W końcu każdy powoli zaczął zbierać się do wyjścia. Tata i Tom pojechali odwieźć Alice do domu, a potem sami udali się do siebie. Tak minął cały ten dzień. Tom poszedł do swojego pokoju i momentalnie zasnął. Śnił o przyszłości. Wymyślał najróżniejsze scenariusze, w których pojawiała się Alice. Wiedział, że ma jeszcze sporo czasu do zaczęcia znikania i pragnął wykorzystać go jak najlepiej. Wykorzystać go na uczucie rodzące się do Alice.



Rozdział II

2 lata później...

– To wpadnę przed tym do ciebie.
– Wiesz co, nie. Muszę z Tobą porozmawiać. Może spotkamy się na mieście?
– Jak to porozmawiać? Możesz mówić teraz.
– Właśnie nie mogę.
– To o co chodzi?
– O 14 w parku, tam gdzie zawsze.
Tom odłożył słuchawkę. Był już lekko podenerwowany. Głowił się, o co mogło chodzić. Nagle usłyszał pukanie do drzwi swojego pokoju.
– Można? – odezwał się głos.
– Marie? Wchodź śmiało.
– No solenizancie! Wszystkiego najlepszego! Oficjalne życzenia i prezent dopiero wieczorem. I jak się czujesz? Wyższy? Grubszy? Ale włosów to ci chyba od wczoraj przybyło.
Marie potrafiła rozładować każde napięcie. Była otwarta, dowcipna i miła dla każdego. Krótkie ciemne włosy i czarne oczy dodawały jej zadziorności. To skarb mieć taką dziewczynę, aż zazdroszczę Nate'owi – pomyślał Tom.
– Chyba nic się nie zmieniło, a przynajmniej nic widocznego. O tyle dobrze, że jeszcze mnie widać.
– Tutaj jesteś – powiedział Nate, wchodząc do pokoju. – Co robicie?
– Pytałam Toma czy już mu wyrosła ta dziura na plecach, którą ma każdy, kto ukończy 18 lat.
Tom otworzył oczy tak szeroko, jak tylko się dało.
– Pamiętam, coś strasznego, myślałem, że nie wytrzymam z bólu, ale na szczęście już się zabliźniło – dodał ochoczo Nate.
– Kiedy to się zaczyna?! No! Mówcie!
– Już go nie straszcie. Marie, pomożesz mi w kuchni, proszę? – powiedziała mama, przechodząc obok pokoju Toma.
– Oczywiście pani Parker. To tylko żarty Tomcio – odparła Marie, udając się w stronę kuchni.
Tom momentalnie odetchnął z ulgą, ale nadal zastanawiał się nad słowami Alice. Dlaczego chce się ze mną spotkać w parku, przecież i tak muszę po nią później wpaść, bo idziemy na imprezę – zastanawiał się Tom.
– Już się tak nie przejmuj, nic ci na plecach nie wyrośnie.
– Nie, nie o to chodzi.
– A co jest?
– Alice chce ze mną pogadać i to chyba coś ważnego, bo nie chciała mówić przez telefon.
– Ty, ale chyba wy jeszcze nie... Może jest w...
– Nie no co ty, stary. My dopiero...
– Dobra, to się nie masz czym martwić. Może szykuje jakiś specjalny prezent na dzisiaj.
Tom nic na to nie odpowiedział. Zaśmiał się jedynie pod nosem i pomyślał, że Nate może mieć rację. To część urodzinowego prezentu, a więc nie będzie komplikował planu Alice i stawi się na 14 w parku.

Idąc w ustalone miejsce, mijał zakochane pary, małżeństwa i dzieci biegające po lekko przysypanym śniegiem trawniku. Świat piękny i przede wszystkim prawdziwy. Myślał o tym, że nie ma już ludzi bez miłości. Każdy dzieli swoje szczęście z drugą osobą. Chciał wierzyć w ten idylliczny świat i być jego częścią. Ale nie sposób było nie odnieść wrażenia, że to tylko zgubna ułuda. Niemniej dla niego liczyło się coś więcej. Coś, co dawałoby mu szczęście czy poczucie spełnienia. Tym czymś jak mu się wtedy wydawało była miłość.
Z oddali zobaczył siedzącą na ławce Alice. Podniósł głowę wysoko i przyśpieszył krok.
– Cześć, już jestem – powiedział i pocałował ją w policzek.
– No widzę.
– To o czym chciałaś porozmawiać?
Usiał obok niej i uważnie patrzył na język jej ciała. Siedziała prawie nieruchomo, bawiła się opuszkami palców. Wzrok miała opuszczony. Tom zaczął zdawać sobie sprawę, że wcale nie musi być to część urodzinowego prezentu.
– No mów, po co mnie tu ściągałaś?
– Przepraszam, nie chciałam, żeby tak wyszło. Akurat dziś.
Był już wyraźnie zmieszany. Złapał ją za rękę i przybliżył się, aby spojrzeć jej w oczy. Ale ona w jednej chwili się od niego oddaliła.
– Hej, co się stało? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że...
Alice dopiero wtedy popatrzyła na Toma. Tak jakby chciała, żeby dokończył zdanie, żeby on powiedział to pierwszy. Tom jednak zamilkł.
– Mam kogoś – szepnęła.
W jednym momencie wstał i z podniesionym o co najmniej dwa tony głosem powiedział:
– No tak! Masz mnie! Jeśli nie pamiętasz, to jesteśmy razem! Już od roku, oficjalnie!
– Ja już nie chcę być z Tobą, musiałam ci to w końcu powiedzieć.
Tom przestał już krzyczeć, zamiast tego zaczął chodzić wzdłuż ławki, od lewej do prawej strony.
– No to wybrałaś moment. Gratulacje. Myślisz, że właśnie tak się to robi? Jesteś ze mną, a w następnym momencie teleportujesz się do kogoś innego. To jest ta twoja cała pieprzona miłość?
-Teraz kocham kogoś innego. Przepraszam. Słuchaj, naprawdę nie chciałam mówić ci tego dzisiaj, ale nie mogłam cię okłamywać już dłużej, nie mogłam brnąć w to dalej. Jack i ja...
– Oh, więc Jack? To jak, długo już jesteście razem? Jakieś plany na przyszłość? Imiona dla dzieci?
– Proszę cię, nie kłóćmy się ten ostatni raz. Może kiedyś się spotkamy i będziemy jeszcze z tego żartować.
– Może ty będziesz z tego żartować. Ja do tego czasu już zniknę, zaczynam od dzisiaj. Cześć.
Założył na głowę kaptur i ruszył w stronę domu. Miał ochotę krzyczeć i biec, ale tylko płakał.

Gdy wrócił, zaszył się w swoim pokoju, położył na łóżku i zasnął. Jakiś czas później obudził go Nate.
– Imprezę urodzinową czas zacząć brachu!
Tom miał dwa wyjścia. Obrazić się na cały świat albo założyć maskę i zagrać rolę normalnego Toma, jednocześnie wdrażając swój plan znikania w życie. Wybrał to drugie, jednak nadal nie wykluczało to pierwszego.
Cała rodzina udała się do wcześniej zamówionego lokalu. Inni członkowie familii w większości już na nich czekali. Istna powtórka z rozrywki, tylko że gorsza – pomyślał Tom.
Ale grał dalej swoją rolę, nie dawał po sobie poznać, że cokolwiek jest nie tak. Wmówił wszystkim, że Alice poważnie się rozchorowała i nie mogła dzisiaj przyjść.
Wieczór mijał na w przyjemnej, rodzinnej atmosferze z taneczną zabawą w tle. Tom wyszedł się przewietrzyć, aby choć na chwilę zdjąć maskę pod tytułem "wszystko w porządku". Usiadł na schodach przed wejściem i spróbował wziąć głęboki oddech.
– O co chodzi z tym całym znikaniem? – zapytała go mała dziewczynka, która nieoczekiwanie usiadła obok niego. Po chwili zorientował się, że to kuzynka Phoebe. Nie można jej nie zapamiętać. Ta mała rudowłosa piękność, to jedna z najbardziej wygadanych osób w całej rodzinie.
– Czemu pytasz?
– Słyszałam, jak tato mówił, że wujek Mike, to ma cholerne szczęście, że jeszcze nie zniknął. Zresztą u nas w szkole też o tym mówią, a ja do końca nie wiem, jak można zniknąć.
– To dość proste. Kiedy kończysz 18 lat, rozpoczyna się twój wyścig z czasem. Ludzie bez miłości po prostu znikają na twoich oczach. Przynajmniej kiedyś tak myślałem. Dzisiaj już wiem, że tylko ludzie, którzy nie mają pary, znikają. Miłość nie jest już nikomu potrzebna. Jesteś samotna – znikasz, wygasasz od środka i rozpływasz się w powietrzu, nie ma cię. Wiesz? Mam teorię, że ludzie zamieniają się wtedy w wiatr.
– Czyli tak jakby umierają?
– Odchodzą na zawsze.
– Więc wujek Mike ma jednak to cholerne szczęście.
– Ludzie doskonale odnaleźli się w tym świecie. Mogą wcale nie kochać drugiej osoby, a z nią być i tym samym unikać znikania.
– A skąd wiesz, ile zostało ci jeszcze czasu?
– Tego nigdy nie wiadomo. Im bardziej jesteś samotna, tym szybciej znikasz. Zazwyczaj trwa to kilka miesięcy.
– Znałeś kogoś, kto zniknął?
– Brat mojego taty, Mark. Nie pamiętam go dobrze, byłem wtedy bardzo mały.
– Brat wujka Sama? Zgroza.
– Tak, Nate mi opowiadał. Wujek Mark rozstał się ze swoją żoną i tak to się skończyło. Ja też się dzisiaj z kimś rozstałem.
– Z tą słodką Alice? No nie.
– I chyba niedługo się przekonam czy ludzie mogą być wiatrem. Ale teraz koniec tego gadania. Chodźmy do środka, bo się przeziębimy.
Phoebe błyskawicznie ruszyła z powrotem do sali. Tom spojrzał tylko na rozgwieżdżone nocne niebo, a mroźne powietrze przemknęło mu po skroni.



Rozdział III

Jakiś czas później…

Dni upływały Tomowi w zastraszająco wolnym tempie. Większą część jego doby wypełniała szkoła i sen. Wieczory poświęcał na czytaniu i oglądaniu czego tylko się dało. Pragnął nadrobić stracony czas, który niczym piasek uciekał mu przez palce. Był świadomy, że kiedyś na jego dłoniach tego piasku zabraknie, a wtedy on sam również zniknie. Ale pogodził się z tym. Podjął decyzję i choćby nie wiadomo co się działo, spełni swój plan.
Wracając ze szkoły, idąc chodnikiem i mijając dziesiątki sklepowych witryn, przez nieuwagę potrącił przechodzącą obok osobę.
– Uważaj jak chodzisz – krzyknął pogardliwie Tom.
– Przepraszam – odpowiedział mu głos.
– Summer?
– Tom?
Znał ją, teraz był już o tym przekonany. To Summer Finn. Takich osób się nie zapomina. Podobno imię zawsze w jakiś sposób oddaje charakter czy wygląd jego posiadacza. Summer była tego najdobitniejszym przykładem. Jeśli mógłby porównać ją do świata roślin, to jej złote włosy i czerwone usta były symbolem największego rozkwitu, jaki mógł sobie tylko wyobrazić. Summer była w jego oczach ucieleśnieniem ambicji, chęci i odwagi. Kimś, kto niesamowicie go inspirował. I nie była drogocenną istotą, była zwykłą dziewczyną, ale o tym przekonał się dopiero po czasie.
– Przepraszam, zagapiłem się.
– Nic nie szkodzi. To moja wina. Przepraszam, śpieszę się. Cześć.
Tom nie zdążył nawet o cokolwiek zapytać, a Summer zniknęła już za rogiem. Kątem oka zauważył leżący na ziemi portfel, ale tak szybko jak się pojawiła, tak szybko też znikła.
Po powrocie do domu, Tom jak to zwykle bywało, chciał jak najszybciej zaszyć się w pokoju i kontynuować swój rytuał dnia w postaci książki lub filmu. Przeszkodził mu w tym Nate. Wyraźnie poddenerwowany z pewną dozą agresywności oznajmił Tomowi:
– Rozmawiałem z Alice.
– No i?
– Powiedziała mi o wszystkim. Zamierzałeś nam to też kiedyś przekazać? – zapytał ironicznie.
– To nie Twoja sprawa.
– Trochę jednak moja. Skoro nie jesteście już razem od kilku miesięcy, a Ty nie miałeś w tym czasie nikogo, to chyba wiesz, co się stanie, prawda? Pomyślałeś o tym?
– Podjąłem decyzję.
– Czekaj, czekaj. Chcesz zniknąć? I mówisz o tym tak po prostu?
Nate zaczął niespokojnie chodzić po pokoju. Tom w tym czasie zrelaksowany leżał na łóżku i przeglądał jedną z książek. Nate kontynuował:
– Człowieku, co jest z Tobą nie tak? Wyjaśnisz mi to?
– Ale tutaj nie ma co wyjaśniać. To proste. Cała ta presja na bycie z kimś i to tylko dlatego, żeby nie zniknąć. Kiedyś była…
– …miłość? – dokończył Nate. – Ale tego już nie ma. Zrozum to i przestań wierzyć w jakieś antyczne idee.
– No właśnie, może ja nie chcę żyć w takim świecie, pomyślałeś o tym?
– A ty pomyślałeś o nas? O rodzicach? Jak oni będą się czuć?
– To moje życie.
Stojący przy biurku Nate zauważył leżący na nim tajemniczy przedmiot. Podniósł go, aby sprawdzić zawartość. To portfel Summer Finn.
– Zostaw – krzyknął Tom. – Muszę jej to oddać.
– To ta Summer, o której myślę?
– Ta sama.
Nate również dobrze ją znał. Wiedział, ile dawniej znaczyła dla Toma i może teraz jeszcze coś znaczy. W ułamku sekundy narodził mu się w głowie pewien plan. Zostawił już brata w spokoju i poszedł do siebie. Odszukał Summer w internecie, znalazł jej numer telefonu i zadzwonił.
– Cześć. Summer? Summer Finn?
– Kto mówi?
– Nate Parker, brat Toma Parkera. Mieszkaliśmy kiedyś obok siebie.
– Tak, pamiętam. Wpadłam dzisiaj na Toma na mieście. Coś się stało?
Nate opowiedział jej o całej sytuacji.
– Proszę, gdybyś mogła z nim tylko porozmawiać. Wiem, że minęło dużo czasu, ale ze względu na waszą dawną relację, może ciebie posłucha.
Summer bez wahania zgodziła się. Przez wzgląd na dawne czasy – pomyślała. Była osobą jakie dzisiaj trudno już spotkać. Zawsze uczynna, pomocna, o silnych przekonaniach i wartościach, mająca w życiu jasne cele. Taka była Summer. Fantasmagorią w najczystszej i najrzeczywistszej postaci.

Na drugi dzień umówili się na spotkanie w pobliskiej kawiarni. Tom przyszedł dużo wcześniej. Nie powinien być zdenerwowany, a jednak nerwowo przebierał nogami, jakby jak najszybciej chciał stamtąd wyjść. O umówionej godzinie – niemal idealnie – pojawiła się Summer. Charakterystyczny filmowy efekt spowolnienia czasu podczas jej wejścia, zdawał się dla Toma czymś w pełni naturalnym. Usiadła naprzeciwko niego.
– Długo się nie widzieliśmy.
– To prawda. Proszę, twój portfel, stan gotówki bez zmian.
– Mam nadzieję, że za miesiąc nie przyjdzie żadna rata za kredyt, co?
– Ano właśnie, byłbym zapomniał. Wziąłem drobną pożyczkę na mieszkanie. Nie dużo, spłacisz raz-dwa.
– Żaden problem. Zawsze służę pomocą.
– To, co u Ciebie? Nie odzywałaś się od wyjazdu.
Summer wyraźnie posmutniała. Nie wiedziała co odpowiedzieć. Na osobę tak rozmowną jaką była, wydawało się to wręcz niemożliwe. W końcu jednak zaczęła opowiadać, o tym, jak jej rodzina i ona sama chciała odciąć się od swojego poprzedniego miejsca zamieszkania. Tom słuchał i wiedział, ile kosztuje ją to wyznanie. Również jego bardzo to bolało.
– Strata najlepszego przyjaciela z dzieciństwa była dla mnie ciosem, ale wiedziałam, że musimy zacząć od nowa, z czystą kartą. Nieważne jakie byłyby tego konsekwencje. Ale nigdy o tobie nie zapomniałam. Chciałam się odezwać, ale wiedziałam, że nie mogę.
– Nienawidziłem cię wtedy. Od najbliższej mi osoby w życiu do nienawiści w ułamku sekundy.
– Przepraszam.
– Nie musisz. Teraz patrzę na to inaczej. Teraz zrozumiałem, że tak musiało być. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku.
– Tak, dziękuję. Tyle się dzieje, że nie wiem nawet, od czego zacząć.
Rozmawiali jeszcze przez długi czas. Los znów ich ze sobą zetknął. Może to czysty przypadek, a może od początku gdzieś było tak zapisane. Tom po raz pierwszy od dawna poczuł coś na kształt radości. To pierwszy dzień od wielu miesięcy, który nie był tylko kolejnym w drodze do osiągnięcia wcześniej obranego „celu”. Zbierając się do wyjścia Summer zapytała:
– Spotkamy się jeszcze?
– Chętnie, jeśli chcesz.
– Pojutrze mam wolny wieczór. Mógłbyś do mnie wpaść. Powspominamy jeszcze.
I tak, nawet o tym nie myśląc i nie planując, rozpoczął się w życiu Toma nowy etap. Powiedziałby pewnie, że to ostatni przystanek. Ale kto wie. Może życie napisze mu wreszcie zadowalający scenariusz.

Nadszedł ów wieczór. Tom udał się pod wskazany adres. Summer otwierając mu drzwi, powiedziała:
– Wchodź, śmiało! Czuj się jak u siebie.
Nadal była tą samą Summer, jaką ją zapamiętał. Olśniewającą pod każdym względem. Najlepszą przyjaciółką, ale też pierwszą miłością, nawet jeśli jeszcze wtedy nie zdawał sobie z tego sprawy. Kiedy tak oboje siedzieli i rozmawiali, Tom mógł wreszcie zapomnieć o otaczającym go świecie, o planie, o ludziach, o społeczeństwie, którym gardził. W jego oczach ta najbliższa przyszłość jawiła się jako kolorowy abstrakt. Wiedział, że może być to tylko zgubna ułuda. Ale wreszcie miał w co wierzyć i trzymał się tego.
Summer zaczęła wypytywać co u niego. Tom nie chciał znów zadręczać się myślami i wyjawiać jej swojego planu znikania. Odpowiadał zdawkowo, jednak ona nadal zarzucała go pytaniami. W pewnym momencie powiedziała:
– Podobno wszyscy się o Ciebie martwią.
– O co ci chodzi? Skąd wiesz?
– Cieszę się, że spotkaliśmy się po tym wszystkim i nie chciałabym cię teraz okłamywać. Rozmawiałam z Nate’em. Powiedział mi o tobie, Alice i twojej decyzji.
– A więc to dlatego chciałaś się spotkać? Nate kazał ci, żebyś spróbowała mnie przekonać?
– Po prostu mi powiedział, a ja nie chcę, żebyś tak skończył. Martwię się o ciebie.
Tom poderwał się z miejsca i ruszył w stronę wyjścia.
– Daruj sobie, możesz już skończyć grać. A ja myślałem, że rzeczywiście chciałaś się ze mną spotkać.
Sekundę później słychać było już tylko odgłos trzaskanych drzwi. Tom wrócił do punktu wyjścia, złamany po raz kolejny.

Kolejne dni znów zaczynały ciągnąć się w nieskończoność. Dławiący rytuał codzienności przerywał tylko na odrzucanie kolejnych przychodzących połączeń i unikanie brata. Pewnego razu po powrocie ze szkoły do domu, mama oznajmiła Tomowi:
– Masz gościa, siedzi u ciebie w pokoju.
Tom wiedział, kim jest tajemnicza osoba. Wchodząc do pokoju i nawet na nią nie patrząc, podniesionym głosem powiedział:
– Co ty tu robisz? Jeszcze nie masz dość? Wyjdź, proszę.
– Chcę z tobą tylko porozmawiać i obiecuję, że już sobie pójdę i będziesz mógł o mnie zapomnieć.
– O tobie się nie da zapomnieć – wyszeptał pod nosem. Po czym dodał na głos:
– Jeśli myślisz, że zmienię swoją decyzję, to możemy się już teraz pożegnać.
– Nie chcę cię przekonywać, żebyś ją zmienił. To twoja decyzja, muszę to uszanować.
– Jak to? Gdzie się podziały twoje moralizatorstwa?
– Oni naprawdę bardzo się o ciebie martwią. Ale jeśli tak postanowiłeś, to nic mi do tego. Jestem tylko znajomą z przeszłości. Jak niby mogłabym cię przekonać? Nie wiem co Nate o mnie myślał, powinnam go przeprosić.
Tom spojrzał na nią, a przez głowę przebiegło mu tysiąc myśli, wziął głęboki oddech i ze spokojem oznajmił:
– A może nic mu nie mów. Może będzie lepiej jeśli pomyśli, że jego plan skutkuje.
– Wiesz, ja mam chłopaka i…
– Nate nic o tym nie wie. Niech myśli sobie różne rzeczy. Mnie zależy na tym, żebyśmy byli przyjaciółmi, jak dawniej, jeśli nie masz nic przeciwko.
– Z chęcią – zakończyła Summer.
Po tych słowach Tom odczuł ulgę. Ostatnie miesiące, a może tygodnie jego życia ma szanse spędzić z Summer. Wtedy jeszcze nie wyobrażał sobie lepszego zakończenia.



Rozdział IV

Nastało upragnione lato. Wszystko szło w dobrym kierunku, a przynajmniej tak się wszystkim wydawało. Tom i Summer znów stali się przyjaciółmi, jakimi byli w dzieciństwie. Spędzali ze sobą sporo wolnego czasu. Spotykali się, kiedy tylko była ku temu okazja. Summer układało się ze swoim chłopakiem. Tom wiedząc, że traktowała swój związek poważnie, nie chciał jej niczego psuć. Był szczęśliwy, że ma ją znów u swego boku, nawet jeśli brzmiało to nad wyraz. Kiedy jechali gdzieś razem, siedzieli w domu albo spacerowali po mieście, Tom czuł się, jakby jego pragnienia wreszcie zaczęły się spełniać. Dla niego ten czas był czasem idealnym. A nawet jeśli ideały nie istnieją, to był to czas dokładnie taki, jaki chciałby, żeby był. Zdał sobie sprawę, że nie zamieniłby tego na nic innego, że gdyby mógł, przeżyłby ten czas ponownie, dokładnie tak samo. Wiedział, że kiedyś nadejdzie koniec, ale nie panikował. Cieszył się każdym momentem ich przyjaźni.
Nate był już spokojny o brata. Zapewne podejrzewał, że Tom wreszcie zazna wyidealizowanej miłości i wszystko jakoś się ułoży. Niedługo później oznajmił, że razem z Marie planują w przyszłym roku ślub. Każde z nich posiadało satysfakcjonujący je skrawek szczęścia.

W pewnym momencie Tom otworzył oczy, słysząc jednocześnie:
– Wstawaj, chodź tańczyć.
Już powoli przypominał sobie, gdzie się znajduje. Poszedł z Summer i jej znajomymi na okoliczną imprezę.
– No już, chyba nie przyszedłeś tu, żeby cały czas siedzieć – powtórzyła Summer.
Odwrócił się w jej stronę i zobaczył tylko tył jej głowy. Włosy tak lśniące, że nie jedna księżniczka Disneya by pozazdrościła – pomyślał. Nim jeszcze na dobre ogarnął całą sytuację, poczuł jej dotyk. Trzymała go za rękę tak, jak prowadzi się za sobą dzieci w ogromnym tłumie. Nie mógł nic zrobić, nawet nie śmiał się sprzeciwiać, po prostu dał się prowadzić. Obserwując go podczas tańca, można było zauważyć jak celebrował każdy moment. Każde przybliżenie – wdech, oddalenie – wydech. Widać było jak wiele dzieje się w jego oczach. Język może ukryć prawdę, ale oczy – nigdy! – powiedziałby Bułhakow. Kiedy piosenka się skończyła, Summer oznajmiła, że musi iść się przewietrzyć. Tom pozostał jeszcze na parkiecie, ale po chwili również postanowił zaczerpnąć świeżego powietrza. Wyszedł z sali i zobaczył ją siedzącą na murku przed wejściem. Gwiazdy i księżyc już jaśniały na niebie. Panował lekki półmrok. W białej sukience w świetle księżyca wyglądała jak niezbadane zjawisko pojawiające się raz na tysiąc lat – tak przynajmniej pomyślał. Usiadł obok niej i przez jakiś czas trwali w ciszy. Żadne z nich nie śmiało jej przerwać. Lekka mgła dodawała magiczności tej chwili. Tom popatrzył w gwiazdy i powiedział:
– Wiesz, między zerem a jedynką istnieje nieskończony szereg liczb jak 0,2, 0,23 czy 0,233. Jednak między zerem a dwójką jest ich jeszcze więcej tak jak pomiędzy zerem a milionem. To możliwe, że jedne nieskończoności są większe od drugich? – powiedział, po czym spojrzał na jej oczy i usta. Chciał jeszcze dodać, że dla niego, to ona jest taką nieskończonością. Większą niż wszystkie istniejące. Ale zanim któreś z nich zdążyło się odezwać, przez drzwi weszła grupka znajomych i jej chłopak. Wszyscy rozmawiali jeszcze przez moment na zewnątrz, a potem udali się do środka. Wszyscy z wyjątkiem Toma. To był ostatni raz, kiedy wierzył, że oczekiwania staną się rzeczywistością.

Wrócił do domu i położył się spać. Nazajutrz Summer próbowała się z nim skontaktować, ale Tom nie chciał już z nikim rozmawiać. Powtarzało się to każdego kolejnego dnia. Nawet jeśli Summer przychodziła do Parkerów, to Tom zręcznie jej unikał. Ta sztuka udawała mu się przez kilka następnych tygodni. Summer w końcu odpuściła.
Aż wreszcie pewnego dnia wychodząc ze sklepu, spotkali się. Dość nieoczekiwanie, tylko wzrokiem. Stanęli naprzeciwko siebie. Tom chciał stamtąd jak najszybciej uciec, ale jej wzrok mu nie pozwalał. Oczekiwała wyjaśnień, choćby najbardziej błahych, jakichkolwiek. On nie chciał znowu przez to przechodzić.
– Dlaczego już się nie odzywasz? – zapytała.
– A dlaczego miałbym? – odburknął, chcąc mieć tę rozmowę jak najszybciej za sobą.
– Jeśli nie chcesz, to nie musisz. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele tak nie robią.
Tom nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Milczał więc. Ona ponownie przerwała zgryźliwą ciszę.
– Ostatnio jak się spotykaliśmy, było fajnie, nie?
– Idealnie – stwierdził, a na jego ustach pojawił się niewymuszony uśmiech.
– Myślałam, że będziemy to powtarzali, a ty nagle przestałeś się odzywać.
Patrzyła na niego znacząco, oczekując odpowiedzi na niezadane pytanie.
– Co mam ci teraz powiedzieć? Wolisz usłyszeć prawdę, po której może mnie znienawidzisz? Czy po prostu możemy uznać, że ostatnie epizody nigdy się nie wydarzyły?
– Wolałabym prawdę – powiedziała z przekonaniem.
Tom zaśmiał się i pokręcił przecząco głową. Patrzył na swoje buty albo na budynki obok. Patrzył na pustkę, która ich otaczała, tylko nie na nią. Zaczął niepewnie.
-Wiesz... Kiedy „znowu” zaczęliśmy naszą przyjaźń, byłem w rozsypce. Czekałem tylko, aż nadejdzie mój dzień zniknięcia. Ale potem zdarzyło się coś, czego nie potrafię wytłumaczyć. Kiedy ze sobą rozmawialiśmy, to… zwykła rozmowa z tobą była czymś niezwykle przyjemnym. Wtedy w ogóle nie byłem smutny, co dawno mi się nie zdarzyło.
Co jakiś czas robił przerwy, aby dokładnie zastanowić się nad tym, co chce powiedzieć. Myślał nad każdym słowem. Ona tylko stała i słuchając go, starała się patrzeć mu w oczy, dając czas.
– Wiem, że powiedziałaś, że jesteś z Jakiem, ale wtedy mi to nie przeszkadzało.
Nawet przez chwilę myślałem, że to żart, ale nie to się liczyło. Dawno nie przeżyłem z kimś tak wspaniale spędzonego czasu. Dawno z nikim nie dzieliłem mojego czasu tak osobiście. Po naszym ostatnim wspólnym wyjściu coś we mnie pękło. I wtedy zdałem sobie sprawę, że zacznę za tym tęsknić. Za tobą. Za spędzaniem czasu z tobą. Bo chciałem go coraz więcej i więcej. I już wiedziałem, byłem pewny. Przyjaźń mi nie wystarczy. Z czasem utonę w tym po uszy, a ty mnie nie uratujesz. Ja będę oczekiwał czegoś więcej, a ty nie będziesz mogła mi tego dać.
Zatrzymał się słowem, by otrzeć łzy. Dopiero teraz patrzył jej w oczy.
– Uznałem, że tak będzie lepiej. Zakończyć to dokładnie w tamtym momencie. Ty miałaś Jake’a, a ja swój plan znikania. Teraz czuję się, jakbym zgubił dokądś drogę.
I jeśli ktokolwiek mógłby mnie uratować, to byłabyś to tylko ty, ale chyba teraz jest już za późno, zawsze było i zawsze będzie, za późno.
Na koniec dodał tylko:
– Zazdroszczę mu, wiesz?
Popatrzył na nią raz jeszcze. Pragnął zapamiętać ten widok na zawsze. Może w głębi duszy czekał na odpowiedź. Może myślał, że choć raz szczęśliwe filmowe zakończenie przeniknie do rzeczywistości. Uśmiechnął się więc szczerze. Popatrzył jej głęboko w oczy i w ułamku sekundy zniknął.



KONIEC

Podpis: 

a bejtmen story 05-12-17
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

Autor płaci 20 poscredy(ów) za komentarz (tylko pierwszy) powyżej 300 znaków.

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Głupia Sztuka Akt II Miłość z internetu - czytaj części od I do XII Miłość z internetu cz. XI - nauka kochania się I
Dalsze perypetie wspaniałych bohaterów :) Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr Tylko dla dorosłych. Oryginał przekopiowany z korespondencji przez internet. Liczne błędy powstałe jak to bywa w wyniku szybkiego pisania i emocji powstałych podczas opisów marzeń miłosnych
Sponsorowane: 305Sponsorowane: 303Sponsorowane: 302

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2017 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.