http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
310

Miłość z internetu cz. XII - czy to normalne?

  Naprawdę dla dorosłych. Wstyd mi przekazywać to o czym pisaliśmy. Nigdy nie wyobrażałem sobie że mogę mieć takie pragnienia co do kochania się z moją najdroższą. A może miałem ale nie wiedziałem że da się je opisywać i zastosować w realu, że tego się  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
Jestem nudziarą
Monika Szwaja
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu cz. XII - czy to normalne?

Naprawdę dla dorosłych. Wstyd mi przekazywać to o czym pisaliśmy. Nigdy nie wyobrażałem sobie że mogę mieć takie pragnienia co do kochania się z moją najdroższą. A może miałem ale nie wiedziałem że da się je opisywać i zastosować w realu, że tego się

Głupia Sztuka Akt II

Dalsze perypetie wspaniałych bohaterów :)

Miłość z internetu - czytaj części od I do XII

Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr

Miłość z internetu cz. XI - nauka kochania się I

Tylko dla dorosłych. Oryginał przekopiowany z korespondencji przez internet. Liczne błędy powstałe jak to bywa w wyniku szybkiego pisania i emocji powstałych podczas opisów marzeń miłosnych

Glupia Sztuka Akt I

Uwaga! Tego tekstu nie należy traktować poważnie.

Ze zwichniętym skrzydłem - cz.XV

POŻAR OBRAZEM ROKU. Karoline, spójrz na swoje życie, ruszyłaś przed siebie i ...udało się.

Władcy Kosmosu

Humorystyczne opowiadanie, którego bohater doznaje niezwykłych halucynacji.

Demoralizacja

Ciągle przed oczami – Ty. Cały świat to Twoje oczy. To nie Bóg patrzy na mnie z Nieba. Niebem jest Twoja piękna twarz.

Przywilej Świata Paraleli

Krótkie opowiadanie fanfiction, które zostało zainspirowane światem gry komputerowej o nazwie Universe na PC. http://www.gry-online.p l/S016.asp?ID=3306

Epitafium dla przydrożnego ścierwa

krótki opis

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1041
użytkowników.

Gości:
1040
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 80809

80809

Głupia Sztuka Akt II

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
17-11-28

Typ
I
-inny
Kategoria
Komedia/Przygoda/Inne
Rozmiar
40 kb
Czytane
205
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
17-11-28

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
P18-powyżej 18 lat

Autor: maciejbw Podpis: Maciej Wołk
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Dalsze perypetie wspaniałych bohaterów :)

Opublikowany w:

"Psychiatra" (zbiór opowiadań, ebook)

Głupia Sztuka Akt II

AKT II

SCENA I
(Świat rzeczywisty. Szpital psychiatryczny. Stefan leży na łóżku w swojej celi, budzi się)

STEFAN
Co ja tu robię? Dzisiaj muszę zabić księcia! Nie mogę siedzieć w tym szpitalu. Jeżeli dzisiaj nie wykończę księcia, moja szansa na zdobycie tronu przepadnie bezpowrotnie.
(Stefan próbuje bezskutecznie zasnąć i przenieść się do swojego urojonego świata. Zniecierpliwiony zrywa się z łóżka)

STEFAN
Niech to wszystko szlag trafi! Nie mogę wydostać się z tego świata! Jeżeli mi się nie uda przenieść do mojego królestwa, nie będę mógł zabić księcia i nie zdobędę tronu.
(Stefan zaczyna walić pięściami w drzwi)
Chcę się wydostać z tego świata! Natychmiast chcę się wydostać z tego świata!
(Drzwi celi otwierają się i wchodzi psychiatra)

PSYCHIATRA
Co się stało, panie Stefanie? Dlaczego pan tak krzyczy? Nikt panu tu nie zrobi krzywdy.

STEFAN
A któż dałby radę zrobić krzywdę najlepszemu wojownikowi na świecie? W dodatku nieśmiertelnemu. Niech pan posłucha, doktorze. Dziś po zachodzie słońca koniecznie muszę się udać do mojego królestwa, do pałacu księcia. Tymczasem nie mogę wydostać się z tej rzeczywistości. Tkwię w tym szpitalu i nie mogę przenieść się do Normalnii. A dzisiaj ma się tam wydarzyć coś naprawdę ważnego. Muszę koniecznie być tam dzisiaj po zachodzie słońca!

PSYCHIATRA
Niech pan się nie martwi, panie Stefanie. W Normalnii czas na pewno biegnie inaczej niż tutaj. Jestem pewien, że kiedy pan tam wróci, okaże się, że jest ta sama godzina, która była, gdy opuścił pan swój urojony świat. Naprawdę nie ma pan się czym przejmować.

STEFAN
Tak pan sądzi? Oby miał pan rację. Bo jeżeli nie będę dziś w pałacu księcia, nie zdobędę tronu. Książę musi zginąć z mojej ręki dziś po zachodzie słońca.

PSYCHIATRA
A więc szykuje pan mały zamach stanu?

STEFAN
Pomaga mi w tym czarownica.

PSYCHIATRA
Widzę, że budzą się w panu niskie i destruktywne instynkty. Powinien pan porozmawiać o tym z naszym psychologiem.

STEFAN
Kiedy ja nie chcę z nim rozmawiać. To kompletny idiota.

CHÓR PSYCHIATRÓW
Ułała, ułała,
nie chce z nim rozmawiać,
tralala.

PSYCHIATRA
Chyba że woli pan zażyć leki psychotropowe.

STEFAN
Prawdziwy z pana szantażysta. Przydałby mi się ktoś taki w pałacu.

SCENA II
(Gabinet psychologa. Stefan wchodzi do środka i siada naprzeciwko psychologa)

PSYCHOLOG
Witam, panie Stefanie. Pański lekarz opowiadał mi o pańskich ostatnich urojeniach. To niedobrze, że ma pan popełnić morderstwo.

STEFAN
Tron mi się należy. Jestem najlepszym wojownikiem. Natomiast książę to straszna fajtłapa. Wątpię, czy byłby w stanie udźwignąć miecz.

PSYCHOLOG
To nie usprawiedliwia morderstwa. Życie to rzecz święta.

STEFAN
Tylko dla tych, którzy na nie zasługują. A książę do tych ludzi nie należy. Odziedziczył królestwo po swoim ojcu, który, prawdę mówiąc, również był fajtłapą.

CHÓR PSYCHIATRÓW
Ułała, ułała,
zabij księcia!
Tralala.

PSYCHOLOG
Nie godzi się zabijać księcia.
Jeżeli go zabijesz,
nie dostąpisz wniebowzięcia
i w piekle zgnijesz.

CHÓR PSYCHIATRÓW
Ułała, ułała,
znów rymuje,
tralala.

STEFAN
Znowu zaczyna pan swoje pieprzone rymowanki?

PSYCHOLOG
Tylko bez nerwów, już mi przechodzi,
niepotrzebna złość urodzie szkodzi.

STEFAN
I znów pan mówi wierszem.
Czy jest pan nienormalny?
Niech się pan opamięta.
I skorzysta z sauny.

CHÓR PSYCHIATRÓW
Ułała, ułała,
Stefan się buntuje,
lecz również rymuje.
Tralala.

PSYCHOLOG
Za wszelką cenę musi pan powstrzymać się od morderstwa. Wiem, że bardzo pragnie pan zdobyć tron, lecz zabójstwo mogłoby bardzo niekorzystnie wpłynąć na przebieg pańskiej terapii.

STEFAN
Kiedy książę w ogóle nie zasługuje na tron. Muszę panu o czymś powiedzieć. Książę nosi dosyć długie włosy jak na mężczyznę. Sięgają mu niemal do pasa. Wie pan, doktorze, co mi ostatnio powiedział?

PSYCHOLOG
Co takiego?
Niech pan mówi,
bo ciekawość
wnet mnie zgubi.

STEFAN
Powiedział mi, że musi przyciąć włosy, bo mu się rozdwajają końcówki. Czy takie słowa w ustach mężczyzny uważa pan za normalne?

PSYCHOLOG
Ależ oczywiście, że nie. Mężczyzna, który martwi się, że mu się rozdwajają końcówki, rzeczywiście nie bardzo się nadaje na księcia. Władca powinien zajmować się sprawami narodu, a nie myśleć o fryzurze.

STEFAN
Więc czy nie uważa pan, że słusznie postąpię, jeżeli pozbawię go życia? Nie mam problemów z końcówkami. Nadaję się na władcę o wiele bardziej niż ten lalusiowaty przygłup, którego mam zamiar zabić. I nikt mnie nie powstrzyma.

PSYCHOLOG
A czy nie sądzi pan, że morderstwo odbije się negatywnie na pańskiej psychice? W końcu jest pan przecież człowiekiem takim jak ja lub ktokolwiek inny. Czy nie obawia się pan wyrzutów sumienia?

STEFAN
Na pewno nie jestem taki jak pan lub ktokolwiek inny, a już z pewnością nie jestem taki jak ten przygłupiasty książę. I wie pan co? Muszę panu jeszcze o czymś powiedzieć. Jeden z moich szpiegów podczas obserwacji księcia zauważył, jak ten długowłosy pajac w samotności bawił się lalkami. I to nie zdarzyło się raz. Mój człowiek często donosił mi, że książę bawi się lalkami w dom. O nie! Na pewno nie jestem taki jak inni. Będę królem!

CHÓR PSYCHIATRÓW
Ułała, ułała,
będzie królem,
tralala.

PSYCHOLOG
(zdenerwowany)
Jako pański terapeuta zabraniam panu zabijać księcia! Słyszy pan!? Zabraniam!

STEFAN
Nie ma pan nic do gadania.

PSYCHOLOG
(podniesionym głosem)
Jeżeli zabije pan księcia, doniosę o tym na policję!

STEFAN
Chyba nie sądzi pan, że policja zajmie się tą sprawą. Zresztą w moim kraju policja, a także armia, to ja. A wkrótce również zostanę władzą ustawodawczą. Więc niech pan mnie nie rozśmiesza.

PSYCHOLOG
(zmieszany)
Niech pan nie będzie taki pewny swego,
nasza policja dopadnie każdego!
Udowodni mu wszystkie winy,
nieważne, winny czy niewinny!

CHÓR PSYCHIATRÓW
Ułała, ułała,
psycholog znów rymuje,
tralala, tralala,
Stefan się denerwuje.

STEFAN
Niech pan wreszcie przestanie rymować.
Niech z łaski swojej przestanie wreszcie.
Gadając z panem, można zwariować.
Powinni pana zamknąć w areszcie.

PSYCHOLOG
Co też pan opowiada?
Moje rymowanie
to nie jest poważna sprawa,
Tylko upodobanie.

STEFAN
Raz dwa trzy,
chcę stąd wyjść.

PSYCHOLOG
Ja jeszcze nie skończyłem,
dopiero się rozkręcam.
Gdy pana zobaczyłem,
pomyślałem: „O, morderca”.
Odwróciłem się tyłem,
by mnie pan nie rozpoznał
i od razu nie uciekł...

STEFAN
(przerywa psychologowi wpół słowa)
Mam dość pańskiego rymowania. Wychodzę stąd. To pan powinien się leczyć, a nie ja. Rymowanie to bardzo poważna choroba pańskiego umysłu.

PSYCHOLOG
Rymowanie to nie choroba,
to rozwoju ducha droga.
Powinien pan także od czasu do czasu,
ułożyć wiersz zamiast robić tyle hałasu.
I niech pan nie myśli, że gabinet samowolnie opuści.
Wezwany wcześniej przeze mnie sanitariusz pana nie wypuści.

STEFAN
Ale ja już mam dość, kapuściana głowo.
Rymowanie jest straszliwą chorobą.
Wdziera się do umysłu,
nie dając czasu do namysłu.

CHÓR PSYCHIATRÓW
Ułała, ułała,
Stefan rymuje,
tralala, tralala,
bardzo się denerwuje.

STEFAN
(krzyczy)
Muszę wyjść, bo dostanę szału!
Czy chce pan, żebym dostał zawału?!
(Stefan wstaje i rozwala krzesło na głowie psychologa, pozbawiając go przytomności. Następnie ubiera jego fartuch i wychodzi na korytarz. Zaczyna rozmawiać z sanitariuszem, przygłupem, który w ogóle nie ma pamięci do twarzy, nie rozpoznałby nawet matki, z którą mieszka)

STEFAN
Mój pacjent doznał ataku szału, a później zemdlał. Proszę go zanieść do jego celi. I radziłbym podać mu podwójną dawkę leków psychotropowych. Pacjent ten strasznie bredzi. Nie zapomnisz powiedzieć psychiatrze o moich zaleceniach?

SANITARIUSZ
Na pewno nie zapomnę. Na wszelki wypadek zapiszę to sobie na ręce. Ma pan może długopis, doktorze?
(Stefan znajduje długopis w kieszeni fartucha i daje go sanitariuszowi. Ten zapisuje na ręce zalecenia Stefana i wchodzi do gabinetu, aby przenieść psychologa do celi. Stefan zamierza odejść)

SANITARIUSZ
Niech pan jeszcze poczeka, panie doktorze. Czy mogę o coś spytać?

STEFAN
Naturalnie.

SANITARIUSZ
Czy bije pan swoich pacjentów krzesłami po głowach?

STEFAN
Ależ nie! Jak mogło ci coś takiego przyjść do głowy? Mówiłem ci już, że pacjent doznał ataku szału. Wdrapał się na szafkę, skoczył na główkę, walnął głową w krzesło i rozwalił je.

SANITARIUSZ
A już myślałem, że jest pan postępowym lekarzem. Rozczarował mnie pan. Gdybym był na pańskim miejscu, codziennie musieliby dostarczać mi tyle nowych krzeseł, ilu pacjentów bym przyjął. Zapewniam pana, że głowa każdego z nich zapoznałaby się z krzesłem. Muszą wiedzieć, kto tu rządzi.

STEFAN
Masz całkowitą rację. A teraz zanieś pacjenta do jego celi, zanim się ocknie i dostanie kolejnego ataku szału.

SANITARIUSZ
Bez obawy. Jak się ocknie, zdzielę go w głowę tym dużym wieszakiem na ubrania, który stoi na korytarzu.
(Stefan odchodzi. Bez przeszkód opuszcza szpital. Wsiada do autobusu)

SCENA III
(W autobusie staruszka zaczyna rozmawiać ze Stefanem)

STARUSZKA
Piękna dziś pogoda, prawda?

STEFAN
(spoglądając przez okno na pochmurne niebo)
Rzeczywiście, bardzo piękna.

STARUSZKA
Jest pan lekarzem.

STEFAN
Dlaczego pani tak sądzi?

STARUSZKA
Poznałam pana po fartuchu.

STEFAN
Jak to? Po jakim fartuchu?

STARUSZKA
Zdaje mi się, że zapomniał pan zdjąć fartuch przed opuszczeniem szpitala.

STEFAN
(spostrzega, że jest w fartuchu.)
Ach, rzeczywiście, zapomniałem zdjąć fartuch. Jestem psychologiem w szpitalu dla umysłowo chorych. Na co dzień mam do czynienia z różnymi wariatami. Zapewniam panią, że są to typy spod ciemnej gwiazdy.

STARUSZKA
Pańska praca musi być bardzo niebezpieczna. Nie boi się pan?

STEFAN
Przyzwyczaiłem się. Ale na początku wcale nie było mi łatwo. Pewnego dnia przyjmowałem pacjenta w moim gabinecie. Ostrzegano mnie, że to bardzo niebezpieczny typ, ale zbagatelizowałem ostrzeżenia i kazałem sanitariuszowi wyjść na zewnątrz. Wtedy pacjent wyjął zza kołnierza dosyć dużą siekierę i wykrzyknął, że porąbie mnie na kawałki.

STARUSZKA
I nic się panu nie stało? Pewnie się pan przeraził.

STEFAN
Skądże! Błyskawicznie go znokautowałem. Jestem rycerzem.

STARUSZKA
Rycerzem? Co pan ma na myśli?

STEFAN
Jak to, co mam na myśli? Nic nie mam na myśli. Jestem rycerzem, i to najlepszym. Najlepszym wojownikiem w moim królestwie, a śmiem twierdzić, że także najlepszym na świecie.

STARUSZKA
Żartuje pan… Dzisiaj nie ma już rycerzy. Muszę przyznać, że ma pan oryginalne poczucie humoru.

STEFAN
Ależ rycerze istnieją. Jestem rycerzem. Ile razy mam to pani powtarzać?
(Na przystanku do autobusu wsiada druga staruszka, koleżanka tej, która rozmawia ze Stefanem. Staruszka podchodzi do rozmawiających)

DRUGA STARUSZKA
Witaj, Jadziu. Piękną mamy dzisiaj pogodę, prawda?
(W tej chwili na zewnątrz rozlega się grzmot i zaczyna padać deszcz)
Co u ciebie słychać?

STARUSZKA
Właśnie rozmawiam z bardzo miłym młodym psychologiem.
(zwraca się do Stefana)
Młody człowieku, zechciałbyś ustąpić miejsca mojej koleżance? Jest bardzo zmęczona.

STEFAN
Nie.

STARUSZKA
(oburzona i zdziwiona)
Słucham? Chyba źle mnie pan zrozumiał. Powiedziałam, aby zrobił pan miejsce mojej koleżance. Proszę wstać!

STEFAN
(na cały głos)
Jak śmiesz mi rozkazywać, starucho?!
(Wszyscy pasażerowie patrzą na Stefana.)

STEFAN
Na co się gapicie?! Odwrócić głowy! Natychmiast!!!
(Wszyscy odwracają głowy z wyjątkiem mężczyzny w wieku czterdziestu kilku lat, który patrzy na Stefana z wyraźnym oburzeniem. Stefan wstaje i podchodzi do mężczyzny. Chwyta go dłonią za szczękę)

STEFAN
Chyba coś powiedziałem, pachołku! Nie masz prawa patrzeć na mnie, jeżeli na to nie pozwolę! Chyba nie wiesz, z kim rozmawiasz, świński pomiocie! Stoi przed tobą przyszły książę Normalnii Wielkiej!
(Autobus zatrzymuje się na przystanku)
Dla ciebie podróż już się skończyła, psubracie!
(Stefan wyrzuca mężczyznę z autobusu. W tym samym czasie wsiadają kontrolerzy biletów. Wypadający z autobusu mężczyzna omal ich nie potrącił. Jeden z kontrolerów podchodzi do Stefana)

KONTROLER
Proszę bilet do kontroli.

STEFAN
Jaki bilet?! Nie mam żadnego biletu. Co to w ogóle jest bilet? Nigdy o czymś takim nie słyszałem.

KONTROLER
Więc musi pan zapłacić za przejazd bez ważnego biletu.

STEFAN
(krzyczy oburzony)
Mam zapłacić za przejazd?! Jak śmiesz, chamie?! Nie wiesz, z kim rozmawiasz! Na kolana, psubracie!

CHÓR PSYCHIATRÓW
Ułała, ułała,
głupia sztuka, głupia sztuka,
teraz będzie głupia proza,
tralala.


Zdziwiony kontroler skinął na swego kolegę. Zanim jednak tamten zdążył dojść do Stefana, ten kopnął pierwszego kontrolera w genitalia tak, że tamten musiał kucnąć z bólu.
– Mówiłem, na kolana, chamie! – wrzeszczał.
Tymczasem drugi kontroler doszedł do Stefana i chwycił go za ramię. Ten błyskawicznie uwolnił się z chwytu i uderzył na odlew łokciem, trafiając kontrolera w nos. Kanar upadł zamroczony. Drugi kontroler wciąż siedział na podłodze, wyjąc z bólu. Autobus zatrzymał się na kolejnym przystanku. Stefan chwycił obydwu kontrolerów za kołnierze, wywlókł ich z autobusu i wsiadł z powrotem. Dwie staruszki, z którymi miał przyjemność dyskutować przed paroma chwilami, patrzyły na niego groźnym wzrokiem. Oburzenie wykrzywiło ich twarze w nienaturalny sposób.
– Jak pan śmie tak się zachowywać?! – krzyknęła staruszka, której Stefan nie chciał ustąpić miejsca. – Co pan sobie wyobraża?! Nie wolno panu wyrzucać ludzi z autobusu!
– Mnie wszystko wolno, starucho – rzekł przez zęby Stefan, podchodząc do kobiety, która w momencie, gdy wyrzucał kanarów, zajęła jego miejsce. – Siedzisz na moim miejscu. Natychmiast złaź!
– Jak śmiesz?! – krzyknęła kobieta. – Nie ustąpię ci miejsca! Nie ma mowy! Po moim trupie!
– Jak sobie życzysz, stara wiedźmo – rzekł Stefan, a tajemniczy uśmiech rozjaśnił jego twarz.
Chwycił kobietę za klapy płaszcza i zmusił ją, żeby wstała. Następnie wprawnym ruchem, niczym zawodowy zapaśnik, zarzucił ją sobie na barki.
– Natychmiast mnie postaw, chamie! – wrzeszczała kobieta. – Natychmiast mnie puść!
Autobus zatrzymał się na przystanku. Gdy otworzyły się drzwi, Stefan cisnął staruszką, która wylądowała na brzuchu wsiadającego grubasa, przewracając go. Stefan, jak gdyby nigdy nic, wysiadł z pojazdu i ruszył ulicą w kierunku własnego mieszkania. Poznawał tę okolicę. Bardzo długo go tu nie było. W końcu trzy lata spędził w zakładzie psychiatrycznym. Kto wie, ile by go tam jeszcze trzymali, gdyby nie uciekł.
Rozpoznał blok, w którym mieszkał. Nie miał przy sobie kluczy, ponieważ zostały w depozycie szpitala. Ale się nie przejmował. Potrafił otworzyć każdy zamek za pomocą kawałka drutu. Wszedł na klatkę schodową. Schodami dotarł na drugie piętro. W kieszeni lekarskiego fartucha znalazł kilka spinaczy biurowych. Sprawnie poradził sobie z otworzeniem zamka i wszedł do środka. Rozglądał się oszołomiony po mieszkaniu – wydało mu się teraz zupełnie nowe. Niezwykle przestronne w porównaniu ze szpitalną celą, w której spędził trzy lata.
***
Tymczasem prawdziwy psycholog ocknął się w celi Stefana. W pierwszej chwili nie wiedział, kim jest i gdzie się znajduje. Po chwili przypomniał sobie, że jest psychologiem. Nie rozumiał tylko, co robi w pokoju bez klamek. Pomyślał, że umieszczono go tu przez pomyłkę. Postanowił wyjść na korytarz i dowiedzieć się, co się właściwie stało. Nagle sobie przypomniał. „Już wiem. Stefan uderzył mnie krzesłem w głowę i straciłem przytomność. Co jednak robię w tej celi?” – myślał. Podszedł do drzwi i przekonał się, że są zamknięte. Zastukał w nie lekko, lecz nikt nie odpowiadał. Poczekał chwilę, lecz w końcu nie wytrzymał. Zaczął walić z całych sił w drzwi i krzyczeć:
– Halo! Czy ktoś mnie słyszy?!
Akurat przechodził korytarzem psychiatra zajmujący się leczeniem Stefana. Podszedł do drzwi celi, zajrzał do środka przez małe okratowane okienko i rozpoczął konwersację.
– Dzień dobry, panie Stefanie. Dlaczego pan się tak denerwuje?
– Nie poznajesz mnie, Andrzej? – spytał zdziwiony psycholog. – To ja, Adam Kruk, psycholog. Pomagam pacjentom przystosować się do życia w szpitalu.
– Panie Stefanie – odpowiedział psychiatra. – Pacjentom nie wolno zwracać się do mnie po imieniu. Proszę mówić do mnie „doktorze”.
– Ależ to ja, Adam – protestował psycholog. – Przyjrzyj się mojej twarzy.
– Panie Stefanie – rzekł psychiatra. – Zajmuję się tyloma pacjentami, że naprawdę nie potrafię dokładnie zapamiętać ich twarzy. Ale pana skądś znam. Musi więc pan być jednym z moich pacjentów. I jest pan nim. Ma pan na imię Stefan.
– Ależ nie, nie! – protestował coraz bardziej przerażony psycholog. – Nazywam się Adam. Adam Kruk. Jestem psychologiem!
– W porządku, panie Stefanie. Od dzisiaj będę pana nazywał Adamem. Więc mówi pan, że już nie jest rycerzem. Jest pan teraz psychologiem, tak?
– Tak.
– A co z zamiarem zabicia księcia? – dopytywał się psychiatra. – Nie chce pan już przejąć tronu?
– Jakiego znowu tronu?! – wzburzył się Adam. – I o jakim znowu księciu pan mówi? A, już sobie przypominam. Były to wytwory chorej wyobraźni Stefana, który był moim pacjentem.
– Więc twierdzi pan, że był swoim własnym pacjentem? – spytał uprzejmie psychiatra.
– Ależ skąd. Co za bzdury pan opowiada. Nie byłem swoim pacjentem. Jak by to mogło być możliwe? Stefan był moim pacjentem.
– Rozumiem – rzekł psychiatra. – Stefan był pańskim pacjentem, więc z tego wynika, że był pan swoim własnym pacjentem.
– Czy pan jest nienormalny?! – oburzył się psycholog. – No niech pan pomyśli logicznie. Jak mógłbym być swoim własnym pacjentem?
– To pan niech mi to wyjaśni – odrzekł psychiatra. – To są w końcu wytwory pańskiej chorej wyobraźni, a nie mojej. Bo ja jestem zupełnie normalny. Psychiatrzy, musi pan wiedzieć, są najzdrowszymi umysłowo ludźmi na świecie.
– Właśnie widzę – rzekł psycholog ironicznym tonem.
– Wracając do pańskiej sprawy… Sam pan przecież twierdził, że Stefan był pańskim pacjentem, czyli był pan swoim własnym pacjentem.
– Ile razy, do cholery, mam powtarzać, że nie byłem swoim własnym pacjentem?! – krzyknął oburzony psycholog.
– Spokojnie – rzekł psychiatra. – Tylko spokojnie. Zacznijmy wszystko od początku. Naprawdę ma pan na imię Stefan.
– Nie! Jaki znowu Stefan?! Mam na imię Adam! Nazywam się Adam Kruk i jestem psychologiem.
– W porządku – rzekł psychiatra. – Ma pan na imię Adam. Lecz wcześniej, zanim zmienił pan imię, zwał pan siebie Stefanem i twierdził, że jest rycerzem. Chciał pan zabić księcia i przejąć władzę w królestwie. Teraz zmienił pan nazwisko na Adam Kruk i twierdzi pan, że jest psychologiem. Co spowodowało tę nagłą zmianę?
Psycholog poczuł, że cierpliwość zaczyna go opuszczać. Dyskusja z psychiatrą wydawała się bezcelowa. Nie wiedział, że jego kolega z pracy jest takim przygłupem.
– Niech pan posłucha – powiedział uprzejmie psycholog. – Proszę otworzyć drzwi i wypuścić mnie z tego ciasnego pomieszczenia. Pójdziemy do mojego gabinetu i wszystko sobie wyjaśnimy. Prawdopodobnie pański i mój pacjent, Stefan, zbiegł ze szpitala. Stało się to, gdy miał wizytę u mnie w gabinecie. Dostał ataku szału i zdzielił mnie krzesłem w głowę. Straciłem przytomność i obudziłem się w tej celi. Stefan może być niebezpieczny dla otoczenia. Powinien mnie pan wypuścić i razem powinniśmy rozpocząć poszukiwania.
– Aha – rzekł psychiatra. – Twierdzi pan, że pan, jako Stefan, pański pacjent, pacjent Adama Kruka, psychologa, zbiegł ze szpitala. No proszę. Nie przypuszczałem, że rozwinie się u pana aż tak zaawansowana schizofrenia. Miał pan pewne objawy świadczące o możliwości rozwoju tej choroby, lecz nie sądziłem, że to nastąpi. A jednak stało się. Więc twierdzi pan, że uciekł ze szpitala jako Stefan, i dlatego, że pan zbiegł, mam pana wypuścić, aby mógł pan zająć się poszukiwaniem samego siebie?
– Co pan, do cholery, za bzdury opowiada? – spytał psycholog, czując, że zaraz wybuchnie. – Miałbym szukać samego siebie? Przecież jestem tutaj, zamknięty w celi. Uciekł Stefan, pacjent tego szpitala, a nie ja. Ja jestem pracownikiem tego zakładu, a nie pacjentem. Czy nie może pan tego pojąć?!
– Ależ pojmuję to doskonale – ciągnął psychiatra. – Jako Stefan był pan pacjentem tego szpitala, a teraz jest pan Adamem Krukiem, psychologiem. Nadal jednak nie mogę zrozumieć, dlaczego przestał pan być rycerzem i został psychologiem. Poza tym niepokoi mnie pańska schizofrenia.
– Jaka schizofrenia?! Jaka schizofrenia?! – wrzeszczał psycholog, a cierpliwość opuściła go już całkowicie. Dostał ataku szału. Zaczął walić pięściami w drzwi i krzyczeć, aby go wypuszczono.
– Dobrze już, w porządku – rzekł psychiatra.
Iskierka nadziei rozjaśniła serce psychologa. „Może wreszcie ten idiota mnie wypuści” – pomyślał.
– Niech się pan uspokoi – ciągnął psychiatra. – Nigdzie pana nie wypuszczę. Jest pan niebezpieczny dla otoczenia i nie zamierzam pozwolić, aby taki wariat jak pan włóczył się po ulicach naszego miasta.
Słysząc te słowa, psycholog dostał kolejnego ataku szału. Wydawało się, że drzwi rozlecą się pod wpływem silnych uderzeń. Psychiatra wezwał sanitariusza i pielęgniarkę. Po chwili przybiegli.
– Siostro – zwrócił się do pielęgniarki. – Proszę przynieść leki psychotropowe. Pacjent dostał ataku szału. A najlepiej będzie, jeżeli zrobi mu pani zastrzyk.
Pielęgniarka znikła w jednym z gabinetów, a po chwili wróciła z dosyć dużą strzykawką zakończoną grubą igłą.
– Doskonale – rzekł psychiatra. – Niech pan będzie ostrożny – zwrócił się do sanitariusza. Był to ten sam człowiek, który zamknął nieprzytomnego psychologa w celi. Zrobił tak głupią minę, że nawet małpy w zoo by się jej powstydziły.
– Nic mi się nie stanie – odrzekł sanitariusz. Gwałtownie otworzył drzwi, uderzając stojącego za nimi psychologa. Gdy ten upadł na podłogę, sanitariusz błyskawicznie zaczął zakładać mu kaftan bezpieczeństwa. Na początku psycholog próbował się wyrywać, lecz gdy czoło sanitariusza wylądowało na jego nosie, ze zdziwieniem spostrzegł, że widzi mnóstwo gwiazd na pięknym, bezchmurnym, wieczornym niebie. Kiedy się ocknął, leżał już na łóżku ubrany w kaftan bezpieczeństwa. Zauważył pielęgniarkę z ogromną strzykawką. Gruba igła zbliżała się do jego ramienia.
– Co jest w tej strzykawce? – dopytywał się psycholog.
– To jest środek psychotropowy, który pomoże się panu uspokoić.
– Ale ja jestem spokojny – protestował psycholog.
– Tak, jest pan spokojny – wolno i monotonnie potwierdził psychiatra.
– Ale ja naprawdę nie jestem wariatem.
– Tak, rozumiem, nie jest pan wariatem – potwierdził psychiatra.
– Więc proszę mnie stąd wypuścić – rzekł oburzony psycholog.
– Niestety, nie mogę tego zrobić – odrzekł psychiatra.
– Jak to pan nie może?
– Panie doktorze – przerwała zmieszana pielęgniarka. – Czy mogę już zrobić zastrzyk?
– Oczywiście – odrzekł psychiatra.
Gruba igła zagłębiła się w ramieniu Adama Kruka, a zawartość strzykawki dostała się do jego krwiobiegu. Po chwili psycholog spostrzegł, że cały pokój wiruje. Nawet mu się to podobało. Nigdy w życiu nie był nawet pijany, więc skutki otrzymania leku psychotropowego były dla niego zupełnie nowym doświadczeniem. Psychiatra, pielęgniarka i sanitariusz wyszli z sali, zostawiając go samego. Pokój wirował z coraz większą prędkością, aż w końcu zapadła ciemność.
***
Adam odzyskał świadomość w komnacie jakiegoś zamku i ze zdumieniem spostrzegł, że siedzi na podłodze i bawi się lalkami. „Co ja do cholery robię?” – pomyślał i ze złości cisnął nimi o ścianę z taką siłą, że jednej z lalek odpadła głowa. Wstał i zaczął zastanawiać się, gdzie się znajduje i co tu właściwie robi, a także kim właściwie jest. Pamiętał, że jest psychologiem, ale miejsce, w którym teraz przebywał, w ogóle nie przypominało rzeczywistości, w jakiej się wychował. I te dziwaczne szaty, które miał na sobie.
***
Stefan siedział w swoim mieszkaniu, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Dzień strasznie mu się dłużył. Głowił się nad tym, jak dostać się do Normalnii Wielkiej. Wkrótce zaczął odczuwać lekkie zawroty głowy, które zaczęły się nasilać. Po chwili cały pokój wirował z ogromną prędkością, a kilka minut później Stefan widział już tylko ciemność. Gdy się ocknął, ku swojemu zadowoleniu spostrzegł, że przebywa w swoim namiocie na polu bitwy.
– Teraz rozprawię się z księciem – mówił sam do siebie. – Zdobędę tron i będę władcą tego kraju.
Zapadał zmierzch. Stefan dosiadł konia i ruszył w drogę do zamku. Godzinę później był już na miejscu.
Tymczasem psycholog Adam zdążył się już zadomowić w pałacu i zorientować się, na czyje miejsce wskoczył. Był bardzo dumny z tego, że jest księciem, a księżna znacznie podniosła tę dumę w jego sypialni. Teraz wypoczęty siedział wraz z księżną w sali tronowej odziany w luźne szaty.
Do komnaty wkroczył Stefan, a oczy wyszły mu na wierzch ze zdziwienia. Zamiast księcia na tronie siedział jego psycholog. W jaki sposób znalazł się tutaj? I w jaki sposób został księciem? Tego Stefan nie mógł pojąć. Podejrzewał, że psycholog zamordował księcia i przejął tron. Dziwne było jednak, że księżna zachowuje się tak, jakby nic szczególnego się nie wydarzyło. Widocznie była z nim w zmowie.
– To nie jest prawdziwy książę! – wykrzyknął Stefan. – To oszust!
Adam również rozpoznał Stefana i był nie mniej zdziwiony jego widokiem. Przypomniał sobie również jego opowieść o mającym nastąpić zabójstwie księcia. „Ale teraz to ja jestem księciem” – pomyślał zaniepokojony. „Nie mogę pozwolić, aby ten czubek mnie zamordował”.
– Straż! Aresztować tego człowieka! – wykrzyknął psycholog. – To zdrajca!
Dwóch strażników pochwyciło Stefana za ręce, a trzeci przystawił mu miecz do gardła.
– Kłamca! – protestował Stefan. – To on jest zdrajcą! Co zrobiłeś z prawdziwym księciem?! – wykrzyknął, zwracając się do psychologa.
– Ależ to jest prawdziwy książę, sir Stefanie – wtrąciła się księżna. – Zupełnie nie rozumiem, o czym mówisz. Chyba postradałeś zmysły. Nie poznajesz swojego władcy?
– To nie jest mój władca – odrzekł Stefan. – Mam niezwykłą zdolność zapamiętywania twarzy. I wiem, że to nie jest prawdziwy książę. Czy księżna naprawdę nie widzi, że to oszust?
– Dosyć tego! – wykrzyknęła księżna. – Straż! Zamknąć w lochu tego obłąkanego szaleńca!
Straż wywlokła Stefana z sali tronowej. Po chwili był już prowadzony piwnicami zamku do celi.
– Ta jest wolna – rzekł jeden ze strażników. Rozległ się zgrzyt zamka i strażnik otworzył drzwi. Pozostali dwaj wtrącili Stefana do środka, a następnie zamknęli drzwi na klucz.
Stefan z wściekłością zaczął walić w drzwi i grozić strażnikom.
– Nie wysilaj się, sir Stefanie. I tak nikt nie zwróci na ciebie uwagi. Nikt na górze nie usłyszy twoich hałasów – rzekł jeden z nich.
Stefan został sam w celi i zaczął zastanawiać się, jak się stąd wydostać. Musiał zdążyć przed końcem tej nocy. Gdy przybył do zamku, słońce już zachodziło. Teraz z pewnością był już wieczór. „Muszę się stąd wydostać jeszcze dzisiejszej nocy” – myślał. „Dzisiaj jest jedyna szansa na zdobycie tronu”.
W celi niespodziewanie pojawiła się czarownica.
– Jak to się stało, że książę przejrzał twoje plany, niedojdo?
– To nie moja wina – bronił się Stefan. – Psycholog ze szpitala psychiatrycznego, w którym przebywałem, w niewiadomy sposób znalazł się w Normalnii i zajął miejsce księcia. Znał moje plany, ponieważ mu o nich opowiadałem.
– Psycholog? Cóż za dziwaczne imię? – zdumiała się czarownica. – Chyba trochę pomieszało ci się w głowie, Stefanie. Obserwowałam dzisiaj księcia. Wyglądał zupełnie tak samo jak zawsze. Nie zauważyłam, żeby na tronie siedział jakiś Psycholog.
– Co robił książę? – zapytał Stefan.
– Dyskutował z księżną o twoim losie. Ona się upiera, aby ścięto ci głowę jutro o świcie.
– Czy książę mnie broni? – zapytał Stefan.
– Skądże znowu! – odrzekła czarownica. – Chce natychmiast pozbawić cię życia, gdyż uważa cię za człowieka wielce niebezpiecznego. I ma rację. Księżna jednak pragnie egzekucji publicznej, aby dać przykład, jak władca postępuje ze zdrajcami.
– Już ja dopadnę tę wredną sukę – powiedział Stefan.
– Lepiej by było dla ciebie, gdyby książę zwyciężył w dyskusji. Nie zapominaj, że jesteś nieśmiertelny. Ale jestem pewna, że ten pantoflarz pozwoli księżnej dopiąć swego. Przyniosłam ci więc eliksir. Gdy go wypijesz, z łatwością wyważysz drzwi i staniesz się wolny. Będziesz miał siłę dwadzieścia razy większą niż normalnie. Z łatwością poradzisz sobie ze strażą i pozbawisz księcia życia. Powodzenia!
Czarownica wręczyła Stefanowi buteleczkę z eliksirem i znikła. Myliła się jednak co do wyniku dyskusji księcia z księżną. Gdy tylko Stefan wypił eliksir, otworzyły się drzwi celi i do środka weszło czterech strażników z mieczami w rękach.
– Zabić go – krzyknął jeden z nich, zapewne ich dowódca.
Stefan poczuł w sobie ogromny przypływ siły. Jeden ze strażników zdążył jednak przebić serce Stefana mieczem. Ale on nie poczuł bólu. Czuł się zupełnie dobrze. Był nieśmiertelny. Eliksir też zaczął już działać. Wściekły Stefan wyciągnął miecz ze swego ciała i zwinął jego klingę niczym skórzany pasek. Uśmiechnął się z zadowoleniem ku przerażeniu strażnika, który zadał mu rzekomo śmiertelny cios. Inni strażnicy widząc, co się dzieje, zamarli w bezruchu, nie wiedząc, co robić. Ich przywódca nagle odwrócił się i zaczął uciekać. Stefan porozpychał pozostałych strażników na boki i rzucił się w pogoń. Dopadł przywódcę strażników przy schodach prowadzących do wyjścia z lochów. Roztrzaskał mu czaszkę niedbałym uderzeniem ręki. Strażnik upadł na ziemię, a krew zaczęła wydostawać się spod jego hełmu i wyciekać na podłogę. Sam hełm wyglądał jak pogięta puszka. Stefan pobiegł po schodach na górę. Strażnicy, którzy mieli go zabić, siedzieli w celi i nie mieli odwagi wyjść. Stefan wyszedł z lochów i skierował się do książęcej sypialni. Gdy tam dotarł, wyważył drzwi i wbiegł do środka.
Psycholog zerwał się obudzony ze snu olbrzymim hałasem. Zobaczył Stefana zbliżającego się w jego kierunku. „Przecież kazałem go zabić” – pomyślał.
Stefan już miał się na niego rzucić, ale Adam szybko sturlał się z łóżka i schował się pod nim. Księżna spała, nie podejrzewając niebezpieczeństwa. Dopiero gdy Stefan z ogromną siłą odsunął łóżko, aby dostać psychologa w swoje ręce, księżna przebudziła się i sennym wzrokiem patrzyła na to, co się dzieje, nie zdając sobie jeszcze sprawy z sytuacji. Tymczasem Adam, zauważywszy, że łóżko już go nie osłania, poderwał się błyskawicznie z podłogi i zaczął uciekać z komnaty. Stefan natychmiast ruszył za nim.
– Straż, straż! – krzyczał przerażony psycholog, który teraz pełnił rolę księcia.
Kilku rycerzy zagrodziło drogę Stefanowi. W rękach mieli miecze, a ich miny wyraźnie wskazywały na to, że chcą pozbawić go życia. Ten jednak zupełnie na to nie zważał i rzucił się naprzód, wskutek czego dwa miecze przebiły jego ciało w takich miejscach, że nie przeżyłby tego nikt. Stefan porozpychał strażników na boki. Siła pchnięć była tak duża, że wszyscy wylądowali na podłodze. Stefan pobiegł dalej, nie wyciągając nawet mieczy ze swego ciała. Strażnicy patrzyli na niego ze zdziwieniem i przerażeniem, dopóki nie zniknął im z oczu.
Tymczasem psycholog wybiegł na dziedziniec i zaczął zwoływać strażników, aby obstawili wyjścia z zamku. Ponad dwudziestu ludzi ustawiło się przed drzwiami w szyku bojowym, a psycholog kazał opuścić most zwodzony i przyprowadzić dla siebie konia. „Ale przecież nie umiem jeździć konno” – przypomniał sobie. Ponownie przywołał pachołka i nakazał przygotować karetę.
***
Stefan jak oszalały biegał po całym zamku i szukał psychologa. Wreszcie wyjrzał przez okno i zobaczył go wsiadającego do karety. Krew się w nim wzburzyła. Ruszył pędem w kierunku wyjścia. Po drodze napotkał kilku strażników, ale oni na widok człowieka biegnącego ku nim z dwoma mieczami przeszywającymi ciało natychmiast skierowali się w przeciwną stronę. Stefan bez przeszkód dostał się do wyjścia. Otworzył drzwi i zobaczył bandę strażników blokujących wyjście. Wyjął miecze ze swojego ciała i rzucił się do ataku. Wprawnie przebijał mieczami ciała strażników, pozbawiając ich życia. Sam również został kilkakrotnie dźgnięty, lecz nie wywarło to na nim żadnego wrażenia ku zdumieniu i wielkiemu przerażeniu przeciwników. Po chwili na polu walki pozostał tylko dowódca grupy. Nie rozumiał, jak człowiek może przeżyć kilkakrotne pchnięcia mieczem w serce. Zastanawiał się, jak zwycięsko wyjść z tej sytuacji. „Jeżeli zetnę mu głowę – pomyślał – wtedy powinienem pozbawić go życia. Jeżeli głowa raz zostanie ścięta, to już chyba nie wróci na swoje miejsce”.
Stefan szedł w kierunku strażnika, trzymając miecz opuszczony na dół. Sądził, że jego przeciwnik z przerażenia zacznie uciekać. Tymczasem on zadał Stefanowi błyskawiczne cięcie w szyję. Ku zdumieniu strażnika ostrze miecza przeszło przez szyję, jakby cięło wodę. W przeciwniku Stefana zamarło serce i wkrótce zostało przebite błyskawicznym pchnięciem. Strażnik upadł martwy na ziemię, a Stefan pobiegł po konia. Osiodłał go i ruszył w pogoń za psychologiem.
***
– Czy ta kareta nie może jechać szybciej?! – krzyczał psycholog do woźnicy.
– Konie są zmęczone – odrzekł woźnica. – Powinniśmy się zatrzymać na jakiś czas.
– Nie ma mowy – protestował Adam. – Jedziemy dalej. Stefan z pewnością już mnie goni. Pośpiesz konie! – rozkazał.
– Jeżeli będę je poganiał, konie padną z wyczerpania – oponował woźnica.
– Popędź konie albo zginiesz! – wykrzyknął Adam. – Rób, co mówię!
Woźnica nie miał zamiaru narażać swego życia dla kilku starych klaczy i zmusił je do szybszej jazdy. Wiedział, że prędzej czy później doprowadzi je do wyczerpania. Ale co go to obchodziło? To nie jego konie. Jest tylko woźnicą. I to nie jego goni rozwścieczony sir Stefan.
Zza chmur wynurzył się okrągły, jasny księżyc. Była pełnia. Stefan pędził na swym koniu, mając nadzieję, że dopadnie uciekającego psychologa. Widok księżyca w pełni wciąż przypominał mu, że tej nocy ma jedyną szansę zdobycia władzy. Musi tylko zabić księcia. To takie proste. A jednak książę wciąż żyje. „Wszystko przez tego psychologa” – myślał. „Zajął miejsce księcia i teraz utrudnia mi zadanie. Z prawdziwym księciem nie byłoby problemu. Załatwiłbym go podczas jego zabawy lalkami”.
W oddali Stefan usłyszał krzyki woźnicy popędzającego konia. „To musi być kareta psychologa” – pomyślał. Popędził konia i wkrótce ujrzał ją w odległości około piętnastu metrów od siebie.
Konie ciągnące powóz nie wytrzymały tempa. Biegły coraz wolniej, aż wreszcie wyczerpane padły. Stefan dojechał do powozu. Widząc go, woźnica zbladł z przerażenia. Natychmiast rzucił się do ucieczki. Ale Stefan nie zaprzątał sobie tym głowy. Nawet nie dobył broni. Otworzył drzwi karety i po raz kolejny ostrze miecza przebiło mu serce. Otrzymał kopnięcie w twarz. Zaskoczony, z mieczem tkwiącym w jego ciele, zatoczył się do tyłu i oparł się o drzewo stojące w pobliżu. Psycholog wyskoczył z powozu z tryumfalnym uśmiechem zwycięstwa na twarzy.
– I co? Pokrzyżowałem twoje plany? Teraz ja będę władcą tego kraju. Przez ciebie zamknęli mnie w szpitalu psychiatrycznym, ale to nieważne, skoro tutaj jestem księciem.
Stefan patrzył na niego i uśmiechał się drwiąco.
– Ale zaraz – rzekł zdziwiony Adam Kruk. – Dlaczego stoisz pod tym drzewem i się uśmiechasz zamiast leżeć martwym na ziemi? Przecież wbiłem ci miecz w serce!
– Niespodzianka, co? – rzekł tryumfalnie Stefan. Wyszarpnął miecz ze swojego ciała. Wiedząc, że psycholog z pewnością nie ma doświadczenia we władaniu bronią, rzucił mu miecz skierowany ostrzem w jego kierunku i krzyknął: „łap!”. Adam oczywiście nawet nie zareagował. W ogóle nie był przygotowany na to, że ktoś może mu rzucić miecz jak piłkę z okrzykiem: „łap!”. Zimne, stalowe ostrze przebiło jego serce. Poczuł przerażenie. Zakręciło mu się w głowie i upadł na ziemię.
***
Promienie słońca wpadające przez okno obudziły Adama Kruka.
– Ja żyję, żyję! – wykrzyknął uradowany psycholog. „Poznaję, jestem w szpitalu, w mojej celi. Widzę, że nawet zdjęli mi kaftan” – myślał. „Więc świat, w którym przebywałem, nie był rzeczywisty. Gdyby był, już bym nie żył. A teraz z powrotem jestem w szpitalu. Chociaż myślę, że w tamtym świecie byłoby mi lepiej. Tutaj w ogóle nie mam żadnego zajęcia. Zaraz pewnie przyjdzie ten idiota psychiatra i będzie ze mną prowadził idiotyczne dyskusje”.
Drzwi sali otworzyły się i wszedł psychiatra. „Wywołałem wilka z lasu” – pomyślał psycholog.
– Witam, panie Adamie – rzekł psychiatra z miłym uśmiechem na twarzy. – Jak się spało?
Miły wyraz twarzy psychiatry dał Adamowi nadzieję, że może ten człowiek jest jednak normalny i zrozumie, że zaszła pomyłka.
– Wie pan co? – zaczął psycholog. – Dzisiaj w nocy miałem ciekawe doświadczenie. Po zastrzyku straciłem przytomność, a następnie odzyskałem ją w świecie, który uroił sobie pański pacjent, Stefan. Czy nie sądzi pan, że to dziwne, że ja, Adam Kruk, psycholog, i Stefan, pacjent naszego szpitala, znaleźliśmy się w tym samym urojonym miejscu, w tej samej urojonej rzeczywistości?
– Nie widzę w tym nic dziwnego – odparł psychiatra. – Znalazł się pan w tym samym miejscu, co mój, a także pański pacjent, Stefan, ponieważ pański pacjent Stefan i pan, Adam Kruk, jak pan twierdzi, psycholog, to jedna i ta sama osoba. Tak więc...
– Niech pan posłucha – przerwał psycholog. – Udowodnię panu, że Stefan i ja to dwie różne osoby. Wie pan, co wydarzyło się dzisiejszej nocy? Otóż nasz pacjent Stefan zamordował mnie z zimną krwią. Chyba nie mogłem zamordować sam siebie?
– Obawiam się, że jednak pan to zrobił – odparł psychiatra.
– Co też pan opowiada?! – zaprotestował psycholog. – Co innego, gdybym to ja wziął miecz do ręki, powiedział sam do siebie: „Jestem Stefan i zabiję cię, Adamie”, a następnie sam przebiłbym sobie serce. Ale ja widziałem Stefana przede mną, a poza tym wyglądał zupełnie inaczej niż ja. I przebił mnie mieczem wbrew mojej woli. Niemożliwe więc, abyśmy – ja i Stefan – byli jedną i tą samą osobą.
– Niech pan posłucha – odpowiedział psychiatra. – Czasami każdy z nas chciałby być kimś innym albo marzy o zostaniu kimś, kim nie jest. Na przykład tchórz chciałby zostać bohaterem, ale mu się to nie udaje. Jednak obraz jego, jako bohatera, pozostaje w umyśle podświadomym do śmierci. Natomiast pan w swoim urojonym świecie widzi swój ideał i kogoś, kim pan pragnął być. Ale to jest pan. Stefan i Adam Kruk to jedna i ta sama osoba, i nic nie jest w stanie zmienić mojego przekonania.
– Więc nie wypuści mnie pan z tego szpitala? – zapytał zawiedziony Adam.
– Wie pan dobrze, że nie mogę wypuścić na ulicę człowieka, który twierdzi, że jest dwiema osobami.
Psycholog poczuł, jak narasta w nim wściekłość. Nie dość, że psychiatra nie rozumiał, co do niego mówi, to jeszcze przekręcał jego słowa. Adam wstał z łóżka i niespodziewanym, szybkim ciosem prawej ręki powalił psychiatrę na ziemię. Na szczęście dla Adama w pobliżu nie było sanitariusza.
Psycholog wyszedł z celi i schodami zszedł na dół. Jednak zanim zdążył opuścić szpital, poczuł silne zawroty głowy. Usiadł na ławce w korytarzu, który zaczął wirować z ogromną prędkością, aż w końcu wszystko ogarnęła ciemność.


Ciąg dalszy w moim ebooku pt. "Psychiatra"
http://www.empik.com/psychiatra-wolk-maciej,p1121683725,ebooki-i-mp3-p

Podpis: 

Maciej Wołk 1998
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

AUTOR WYŁĄCZYŁ OCENIANIE

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

AUTOR WYŁĄCZYŁ KOMENTOWANIE
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Głupia Sztuka Akt II Miłość z internetu - czytaj części od I do XII Miłość z internetu cz. XI - nauka kochania się I
Dalsze perypetie wspaniałych bohaterów :) Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr Tylko dla dorosłych. Oryginał przekopiowany z korespondencji przez internet. Liczne błędy powstałe jak to bywa w wyniku szybkiego pisania i emocji powstałych podczas opisów marzeń miłosnych
Sponsorowane: 305Sponsorowane: 303Sponsorowane: 302

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2017 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.