http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
355

Miłość z internetu - czytaj części od I do XII

  Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Nawiedziny
antologia
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu - czytaj części od I do XII

Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr

Artefakt 2 Operacja Ateitis

Borys Dragulic powraca w drugiej część cyklu. Dwie pierwsze i dwie zupełnie nowe już w 2018 roku ukażą się jako książka wydawnictwa DJ Studio!

Miłość z internetu cz III - wpadka

Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach

Miłość z internetu cz VIII- pierwsze nasze święta

Przymykam oczka i mam Twój języczek w swoich ustach który się panoszy rozpychając moje policzka, to znowu przesuwa się po moich ząbkach, to znowu walczy z moim języczkiem.

Glupia Sztuka Akt I

Uwaga! Tego tekstu nie należy traktować poważnie.

Flow

Lato w śródziemnomorskim kraju.

Awaria na planecie Zarg

Krótkie opowiadanie w kategorii fan fiction, które zostało zainspirowane światem gry komputerowej o nazwie Diggers oraz Diggers 2: Extractors.

Miłość z internetu cz I - historia prawdziwa

Trudna miłość. Miłość wymagająca cierpienia związanego z brakiem bliskości drugiego partnera. Prawdziwe opowiadanie o miłości po przez internet

Władcy wydobycia, rozdział 7

Przygody mechanika i obieżyświata Rolfa Kunerskiego w zniszczonym i zdewastowanym świecie. Postapokaliptyczny klimat obejmujący takie miejsca jak Polska, Niemcy czy Białoruś.

Władcy Kosmosu

Humorystyczne opowiadanie, którego bohater doznaje niezwykłych halucynacji.

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1062
użytkowników.

Gości:
1060
Zalogowanych:
2
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 80718

80718

Ze zwichniętym skrzydłem - cz.X

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
17-09-14

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Przygoda/Prawo/-
Rozmiar
16 kb
Czytane
299
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
17-09-30

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: jolsokolowska079sok Podpis: Jolka
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Bałam się usiąść na kanapie, byłam okropnie speszona. Kiedy się w końcu odezwałam, spytałam tylko: - Dlaczego?

Opublikowany w:

Ze zwichniętym skrzydłem - cz.X

Może mi jeszcze ktoś lub coś

da drugą szansę zwaną życiem

nieważne diabeł bóg czy los…*)



****

Trzecia na ranem. Powróciła bezsenność, uważa się za moją najlepszą przyjaciółkę. Prawie nie spałam, leżę zwinięta w łóżku, wpatruję się w ścianę, zawieszona gdzieś między niebem a piekłem. Na samą myśl o dzisiejszym spotkaniu, robi mi się gorąco. Boję się konfrontacji z tym draniem. Wcale nie jestem dzielna, a on wygląda na starego wyjadacza. Takim zawsze jest mało i nie mają skrupułów. Coś przy drzwiach szeleści? To tylko Kuba, ale mnie przestraszył! Och ta bezsenność! Będę miała podkrążone oczy i trudności z koncentracją. Co mi jest? Znowu wszystko widzę w czarnych barwach. Chociaż spędziłam wspaniały dzień z Antoniną czuję się pusta, zużyta, bezwolna, niepotrzebna, jakby w moich żyłach stała woda. Niepojęte… Muszę przez to przejść, nie mam wyjścia. Wiercę się w łóżku, zrzucam kołdrę, boksuję się z poduszkami. Zatruwają mnie pytania, przeraża to, co czuję. Mecenas skłaniał mnie, żebym mu zaufała. Zakpił sobie ze mnie? Nie potrafię powstrzymać się od takich myśli.


****

- Pani Karoline Eluard?

Otarłam spocone ręce o spodnie i podniosłam się niespiesznie z krzesła.

- Tak - odparłam zdecydowanie zbyt szybko.

– Pan mecenas prosi do gabinetu - oznajmiła młoda sekretarka.

Posłałam jej słaby, nerwowy uśmiech.

– Dziękuję!

Ruszyła przede mną długim korytarzem, kołysząc biodrami. Nasze kroki tłumił puszysty, szary dywan. Sekretarka zatrzymała się przy drzwiach na końcu korytarza i otwarła je, zapraszając do środka ruchem ręki. Skinęłam głową i minąwszy ją wkroczyłam do gabinetu. Dyskretnie się rozejrzałam: na ścianach wisiały staroświeckie czarno - białe fotografie, zajmowały krótszą ścianę, od razu rzucały się w oczy. Przystojny, szczupły mężczyzna w średnim wieku, o hojnie przyprószonych siwizną włosach, na mój widok podniósł się z fotela.

- Cała przyjemność po mojej stronie - odezwał się przytłumionym głosem.

Wyciągnęłam dłoń, on ją delikatnie uścisnął. Cofnął się o krok, przedstawił się niewyraźnie, uśmiechając się, jego wzrok przebiegł w dół mojego ciała. Zamarłam, wstrzymując oddech, ręce wepchnęłam do kieszeni. Ubrana byłam w stary, niemodny żakiet, czarne dżinsy i szpilki. Stałam tak jak nieszczęście wpatrzona w niego i nie wiedziałam, co powiedzieć. Był szykownie odziany, pasował do nieskazitelnie urządzonego wnętrza gabinetu. Szary garnitur w prążki wyglądał na kosztowny, na pewno był szyty na miarę. W gabinecie stała kanapa i trzy fotele. A byliśmy sami?! Mój adwokat nie pojawiał się i nawet mnie nie uprzedził! Bałam się usiąść na kanapie, byłam okropnie speszona. Kiedy się w końcu odezwałam, spytałam tylko:

- Dlaczego?

Zmarszczył gęste, czarne brwi i się roześmiał się krótko, z nutą zaskoczenia.

- Czemu, pani chce wiedzieć?

Przegarnęłam nerwowo włosy, palce mi znieruchomiały. Coś w tym człowieku zwracało moją uwagę - dość spotkałam w życiu zarozumiałych urzędników - ale coś w wyglądzie. Teraz rzuciło mi się w oczy.

- Pan wybaczy, mam swoje powody.

Cisza. Milcząc, wpatrywaliśmy się w siebie. Moje wnętrzności skręcały się w spirale, kwas podchodził do gardła. Nagle zadzwoniła jego komórka. Przeprosił mnie grzecznie i odebrał telefon. Prawie nic nie mówił, ale z każdą sekundą robił się coraz bladszy, ręce mu zaczęły gwałtownie drżeć.

– Błagam, musi dać się coś zrobić.

Wyciągnął chusteczkę z wewnętrznej kieszeni i cicho jęknął. Mina, która od początku mnie denerwowała, zniknęła. Głos w słuchawce telefonu nie przestawał trzeszczeć.

– Zabiję szczeniaka. Musiałem walczyć zębami i pazurami o wszystko, co w życiu osiągnąłem. Nie jesteśmy tacy sami, ani do siebie podobni.

Tymi słowami zakończył rozmowę i wstydliwie ukrył telefon w kieszeni marynarki.

- On dla mnie jest wszystkim. Jest pani kobietą, to może zrozumie pani ojca. To mój syn w panią wjechał.

– Co takiego?

- Chyba mówię wyraźnie? Coś z Augustinem jest nie tak. Zeszłej nocy oblał benzyną stację obsługi Renault w Ruiel, rzucił zapałkę i usiadł na ławce. Gdy przyjechała straż pożarna, nie ruszył się z miejsca. Było za późno, żeby ratować budynki, samochody spaliły się, co do jednego. Strat nie oszacowano, jest za wcześnie, ale podobno są ogromne. Dyżurny oficer właśnie mnie o tym poinformował.

- Gdzie on jest teraz?

- Na posterunku policji. Kiedy jeden ze strażaków walczących z pożarem, poprosił, żeby się oddalił od ognia, odparł, że podziwia swoje dzieło. Augustin przyznał się do podpalenia, aresztowali go. Jestem tym zdruzgotany. Syn jest nieletni, sąd go wyśle do poprawczaka. Nie pomogę mu, nie mogę, nie tym razem!

Nie takiej reakcji oczekiwałam. Byłam w szoku, prawie odebrało mi mowę.

- Jeszcze po tamtym incydencie nie pozbierałem się, nie byłem gotów na dzisiejszą rozmowę. Przepraszam. Dzielna z pani, dziewczyna.

Potrząsnął głową, zmrużył oczy. Rozważał coś. - Ten wzrok. Czy w jego spojrzeniu widać było uznanie? Nie, nie mogę mu odpuścić, to by mnie zabiło! Wsunął dolną wargę w zęby i czekał. Też nabrałam wody w usta i stałam z trudem trzymając pion, zrobiło mi się niedobrze.

- Wiem, że pani studiuje, ufunduję hojne stypendium, podpiszemy umowę. Wszystko da się załatwić! Proszę! Rozumiemy się? Syn poniesie karę. Trochę przypomina zachowaniem swoją stukniętą matkę. Rozwodzimy się. No i jak, zostaniemy przyjaciółmi?

Oczywiste kłamstwo! Ton jego głosu był zimny, aż się wzdrygnęłam. Zacisnęłam szczęki i pięści.

– Przestań, tak do mnie mówić, ty gnojku! Wszystko sprytnie ukartowałeś, tracisz twarz - pomyślałam podirytowana.

Nie umiałam odczytać wyrazu jego twarzy. Najeżyłam się, przyglądając się wymownie.


- Nie dam panu, żadnej odpowiedzi, a na pewno nie dziś. Muszę to wszystko spokojnie przemyśleć i omówić z moim adwokatem. Zapewne pan się spieszy do syna?

Mężczyzna bezgłośnie uderzał wypielęgnowanymi palcami jednej ręki o palce drugiej.

- Czułem, że pani to powie. Rani mnie, ale mimo wszystko go kocham, to mój jedyny syn. Straszny głupiec ze mnie, większy, niżby się wydawało.

- To mnie pan ma za idiotkę! Zobaczymy się na sali sądowej. Żegnam.

Kiedy to mówiłam, ogarniał mnie spokój, ulatywało w niebyt napięcie. Denerwować się to mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych, szkoda, że tak późno doszłam do tego wniosku. Uśmiechnął się i zrobił taki gest, jakby zamykał usta na klucz i go wyrzucał. Wstałam i wyszłam z kancelarii. Wracałam do domu w zupełnie innym nastroju, mimo, że wiedziałam, że będę musiała stawić czoło niewiadomej. Nie byłam pewna jak moja sprawa potoczy się dalej. Mimo to uśmiechałam się, podtrzymując w sobie ogień. Czułam, że stało się coś, czego nikt mnie nie odbierze, był to szacunek do samej siebie. Nie ma większej siły. Nie ma.

****

Następnego dnia zaszyłam się w domu, potrzebowałam ciszy i samotności. Mój czas ostatnimi dniami był bezlitośnie rzeczywisty, chciałam się nad nim pochylić , musiałam się zastanowić się co robić dalej. Utknęłam gdzieś między owsianką, a rachunkiem do zapłacenia za wodę. Cóż, proza życia. Nakarmiłam kota, zrobiłam porządek w kasetach z farbami i w szafie. Przy okazji odkryłam, że wkrótce będę musiała sobie kupić parę nowych rzeczy. Niektóre z moich ubrań świeciły prawdziwymi dziurami. Smutna prawda, wydałam wszystkie oszczędności, nie było ich wiele, z to wydatków mnóstwo.

- Karoline, wszystko będzie dobrze! - powiedziałam do swego odbicia w lustrze.

Zaparzyłam filiżankę mocnej herbaty, usiadłam na krześle w kuchni i patrzyłam jak paruje. Moje myśli nie były wesołe:

- Jutro porozmawiam z Markiem, zobaczymy na co mnie stać, przecież dłużej nie mogę być na jego utrzymaniu. Sumienie zaczyna mnie męczyć. No tak, muszę poczekać teraz ma ważniejsze sprawy, czeka go operacja. Wszystko, co mi zaprząta umysł musi poczekać, wystygnąć jak moja herbata.

Tak bardzo chciałam się teraz do kogoś przytulić i to natychmiast. Poczułam, że się rumienię. Ciepło na policzkach było miłe, zamknęłam oczy. Miewałam takie chwile coraz częściej.

Zanosi się, że umrę z samotności **). Czasem wyobrażam sobie, że Victor mnie dotyka, całuje, kocha się ze mną - wyszeptałam.

Seks dodawał mi pewności siebie i tę tęsknotę też muszę znosić. Umysł mnie ostrzegał, ale sama myśl o seksie wywołała określony skutek, poczułam znajomy dreszcz na skórze. Po dłużej chwili wyrywałam się z objęć marzeń. Echo bólu i rozczarowania Victorem jeszcze nie wybrzmiało, było silniejsze od pragnień. Błąkałam się po mieszkaniu, przelewały się godziny, próbowałam czytać, ale wszystko na nic.

- Ech! Ostatnio życie tak wiele ode mnie chce.

W samo południe zabrzęczała komórka. Rzuciłam okiem na wyświetlacz, odstawiłam filiżankę z zimną herbatą. Ulżyło mi, to była Antonina.

- Miałam do ciebie przyjechać, pogadać, ale coś mi ważnego wypadło, stare kłopoty z mieszkaniem. Skarbie, przepraszam! Karoline, wszystko przemyślałam, radzę ci zmienić adwokata. Coś tu moim zdaniem śmierdzi. A pożar w Ruiel, o którym wspomniałaś, faktycznie miał miejsce, oglądałam wiadomości w telewizji.

- To cholernie popieprzona sprawa - dorzuciła.

- Też, tak sobie pomyślałam, masz rację sprawa jest popieprzona i śmierdzi. Mój mecenas schował głowę niczym struś w piasek. Co z niego za przyjaciel? Powiedział mi przez telefon, że nie potrafi ogarnąć zagadnienia. Dał plamę. Śmieszne, prawda? - kontynuowałam. - Oskubał mnie do ostatniego piórka i zrobił ze mnie rosół. Nie chcę go znać!

Moje palce wokół telefonu pociły się, chciałam rozmowę zakończyć jak najszybciej, byłam blisko wybuchu.

- Mam wszystkiego dosyć, pragnę żyć, kochać, malować! Od tygodnia nie byłam na uczelni, robią mi się coraz większe zaległości. Antonina jest mi życzliwa, ale ile razy można mielić w kółko ten sam temat.

Antonina ciągnęła dalej.

- Karoline, teoria twojego mecenasa o umowie z klauzulą poufności zgrzyta. To był chwyt poniżej pasa. Niezwłocznie powinnaś podjąć słuszne kroki. Schowaj dumę do kieszeni!

- No dobra, przyznaję się do porażki. Zaalarmowałam już Marka. Polecił mi dobrego prawnika. Jest jego przyjacielem, zetknęli się kiedyś w Paryżu. Jest seniorem partnerem globalnej kancelarii prawniczej Greenberg Traurig. Nie jest sztywniakiem, często pojawia się w przestrzeni publicznej, nie takie sprawy prowadził.

– Obyś się na nim nie przejechała, tak jak na tym twoim mecenasie.

- Ach, litości, nie chcę już o tym myśleć! W głowie mi się kręci. Zaraz wychodzę z domu.

- Może nie powinnam dawać ci tylu rad?

- W porządku! Dlatego właśnie jesteśmy przyjaciółkami.


****

Spacer był moją ucieczką od samej siebie. Przywykłam chodzić na piechotę, ostatnio rzadko korzystam z metra. Było ciepłe, wiosenne popołudnie, wiał lekki wiaterek. Ludzie przechodzili obojętnie, marszcząc brwi w zadumie. Włożyłam sweter, zarzuciłam plecaczek na ramię, ręce zaplotłam na piersi i tak szłam prosto przed siebie. Potrzebowałam nadziei, że moje życie nie zawsze będzie ciężkie, że przyjdzie dobry czas. Wyobrażałam sobie jak zdobędę stypendium mojej uczelni. Co roku Ecole des Beaux-Arts wybiera jednego z najlepszych studentów. Stypendium gwarantowałoby mi studia z pełnym pokryciem kosztów, nareszcie mogłabym trochę odetchnąć.
Skręciłam w stronę Sekwany, chciałam zahaczyć o katedrę Notre- Dame. Wzniesiono ją na wyspie na rzece, zwanej Île de la Cité. W okresie rewolucji nosiła nazwę „Świątyni Rozumu”.


Gdy się nie spieszę, lubię obserwować otoczenie: ludzi, domy, zwierzęta, często zaglądam w stare podwórka. W Paryżu codziennie powstają nowe dzieła sztuki ulicznej. Prawie na każdej starej paryskiej kamienicy widnieje graffiti lub mały rysuneczek na ścianie. Są jak stemple pozostawione przez anonimowych artystów. Nie umiem przechodzić koło nich obojętnie. Jeden sama popełniłam, gdy go widzę uśmiecham się, to był najlepszy pomysł, jaki wpadł mi wtedy do głowy. Też chciałam zaznaczyć swoją obecność na jakimś murze, tak dla hecy. To był wariacki dzień. Szczur mojego autorstwa to muskularny osobnik, ale dziwnie blady. Pamiętam zabrakło mi szarej farby, byłam niepocieszona. Szczury są inteligentne, budzą mój respekt. Wierzę, że w tych mądrych gryzoniach drzemie dusza. Na drugi dzień stało się coś niezwykłego, tuż obok ktoś narysował drugiego szczura, większego i radosnego. Zrobiłam okrągłe oczy. Co za cudny pomysł! Nie ma dwóch takich samych rzeczy, ani ludzi. Każdy patrzy na życie inaczej.
Na skrzyżowaniu ulicy Jeanne d’Arc z bulwarem Auriol na jednym z wieżowców widnieje wielkie na 40 metrów graffiti. Dzieło nosi tytuł Rising Above Oppression i zostało wykonane przez Obey Giant.
Lubię zajrzeć do podziemi Paryża, to moje pięć minut nieba. Kryją tajemnice miasta. Niezwykle barwne graffiti znajduje się w korytarzu metra na stacji Abesses, wygląda jak namalowany pastelami ogromny obraz. Co za barwy! To nie jedyny przykład prawdziwej sztuki ulicznej. Obejrzałam prawie wszystkie, nie przebieram i staram się nie wybrzydzać.

Od dawna na słupach ogłoszeniowych Paryża wiszą wielkie plakaty. W kameralnej galerii Ecole des Beaux-Arts rozgościła się wystawa prac Helmuta Newtona, niemieckiego Żyda, legendarnego fotografa mody. Jej autor ciągle szokuje i budzi sensację. Codziennie przez wystawę przewijają się tłumy paryżan, bilety dawno zostały wykupione. Newton zasłynął kobiecymi aktami i niezwykłym poczuciem humoru. Rozpiera mnie ciekawość, na pewno nie odpuszczę, muszę ją zobaczyć. Odpowiadają mi poglądy Helmuta Newtona, jego stosunek do kobiet i oryginalne spojrzenie na modę. Ukształtował jedyny, niepowtarzalny styl. Skończył z patrzeniem na kobietę jak na manekina. Kobiety z jego portretów pragną, kochają wybierają partnerów. Uwielbiam rysować kobiety, szczególnie ich akty. Ciało kobiety jest ciepłe, wdzięczne, prawie każde kryje jakąś tajemnicę, jeżeli nie w kształtach to w uśmiechu, spojrzeniu, fryzurze. Rozumiem, dlaczego Leonardo da Vinci tak lubił rysować kobiece włosy. Aby to robić dobrze całymi dniami siedział nad wodą, studiując ruchy fal, niektórzy to nazywali marnowaniem czasu i energii.

Chciałabym kiedyś jak Helmut Newton odejść od modelu słodkiej kobietki, motyla. Fascynują mnie kobiety dojrzałe, kwitnące mimo upływu lat, pełne wigoru, zadowolone ze swojego ciała, nad którym całkowicie panują, odpowiedzialne, egzekwujące swoją wolę. Po miesiącu eksperymentowania z farbami wciąż jestem nowicjuszką. Najważniejsze, że robię postępy. Drażni mnie widok pustego płótna, najchętniej od razu chwyciłabym za pędzel lub ołówek, ale talent nie rozwija się jednego dnia. To trochę jak z nauką gry na fortepianie, sam słuch nie wystarczy, potrzebne są jeszcze lata żmudnej pracy.
Los nieustannie improwizuje, nie da się go unieruchomić, niestety. Nie mogę poddawać się wszystkiemu bezwolnie i nieustannie czymś się martwić. Przeszłam do końca Boulevard Saint-Germain, najważniejszą część wielkiej przebudowy Paryża po lewej stronie Sekwany i przystanęłam na moście, czekając na nieumówione spotkanie z duchem Jean-Paula Sartre’a. Wymiana poglądów o istocie bytu i nicości, byłaby nader interesująca i na czasie. To nic, że był filozofem, dziś chyba dotrzymałabym mu kroku.

- Może tak tu zostać na zawsze?

Taka myśl przyszła mi do głowy, byłam tego bliska, ale nagle coś niezwykłego, ekscytującego pojawiło się w powietrzu, tuż nade mną. Na gasnącym niebie dostrzegłam lecący długi klucz ptaków. Odetchnęłam głęboko. Ten widok napełnił mnie niezwykłą energią, poklepałam się po policzku i wtedy nagle poczułam, że zostawiam za sobą stary, smutny świat. I to nie były czary.


- Tak, nadszedł czas by wzbić się ku niebu, poczuć smak powietrza i lecieć, lecieć wysoko ponad chmurami, daleko - tam gdzie chcę. Jak smakują chmury, kiedyś może opowiem.

Świat nagle zawirował, nadzieja ogarnęła każdy, najmniejszy kawałek ciała.

- Nowy świat zapewne mieni się milionem barw? - Odbieram go wyobraźnią.

- Kolory są autentycznymi i wnikliwymi komentarzami życia, odzwierciedlają prawdę.**)

Niestraszna mi się stała żadna z prób, poza nocą nieistnienia.*)

- Może znów szaleńczo się zakocham, poczuję ciepło naszych oddechów, chciałabym się w nich zatracić tak jak dawniej. Zakochaniu mówię tak, starej kliszy *). - Zdecydowane nie - wyszeptałam.

A, właściwie czym są słowa?

- Życie niewypełnione miłością jest puste, równie dobrze można nie żyć wcale. **)


****

Cztery tygodnie później ukończyłam swój pierwszy obraz. Douczyłam się światła i barwy, moje linie nareszcie przestały być karykaturą, zaczęły żyć. Z najlepszym rezultatem zdałam egzamin z teorii sztuki. To oznacza, że wstałam z klęczek, a tamten spacer zapamiętam na zawsze.







*) fragmenty wiersza ”eternal song” - autor Miladora, Portal Pisarski

**) z listów Vincenta van Gogha do brata Theo

Podpis: 

Jolka wrzesień 2017
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Artefakt 2 Operacja Ateitis Miłość z internetu cz III - wpadka Miłość z internetu cz VIII- pierwsze nasze święta
Borys Dragulic powraca w drugiej część cyklu. Dwie pierwsze i dwie zupełnie nowe już w 2018 roku ukażą się jako książka wydawnictwa DJ Studio! Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach Przymykam oczka i mam Twój języczek w swoich ustach który się panoszy rozpychając moje policzka, to znowu przesuwa się po moich ząbkach, to znowu walczy z moim języczkiem.
Sponsorowane: 352
Auto płaci: 500
Sponsorowane: 326Sponsorowane: 303

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2017 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.