http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
65

Taedium vitae

Autor płaci:
65

  Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
Nawiedziny
antologia
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Wróg

Nie zawsze wszystko jest takie, na jakie wygląda...

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

Nowa płeć

Wierszyk satyryczny

Tezeusz

Piosenka z audiobooka "Dopalacze poetyckie"

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1740
użytkowników.

Gości:
1740
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 66321

66321

Gawron

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
10-12-17

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Inne/Inne/Inne
Rozmiar
12 kb
Czytane
5196
Głosy
37
Ocena
4.78

Zmiany
11-07-04

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: A.S. Podpis: AS
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
zaleca się czytanie przy piosence T. Waitsa "hold on" ;)

Opublikowany w:

Gawron

Mieszkanie pozbawione mebli wydawało się ogromne. Stare graty zostały wywiezione, ściany pomalowane, odnowiono podłogi. Pomieszczenia wypełniało echo i światło poranka. Puste, pachnące świeżością, było spełnieniem marzeń Dagi. Nie śpieszyła się z urządzaniem. Nie wybrała jeszcze szaf, stołów i łóżka. Rozkoszowała się przestrzenią, za którą tęskniła tak długo. Teraz miała dla siebie dwieście metrów i wreszcie mogła odetchnąć.
Wprowadziła się kilka dni temu, jedynie z materacem i ekspresem do kawy. Jeszcze nie zeszła na ziemię. Wszystko było takie nierealne. Spędzała godziny wędrując boso, w samej koszuli, po pokojach. Z uwagą słuchała dźwięków kamienicy, ucząc się ich na pamięć. Niewiele tego było, bo jak się zorientowała, zamieszkane było tylko ostatnie piętro, naprzeciwko, ale nawet najdrobniejszy stukot świadczył o tym, że to miejsce jest prawdziwe. Jej osobisty raj, w którym chciała spędzić życie.
Wysokie okna wychodziły na podwórze, na którym rosła rozłożysta topola. Drzewo głośnym szumem zaznaczało swoją pozycję w tym miejscu. Było centralnym punktem podwórza i niemym obserwatorem życia mieszkańców. Ilu ich było przed Dagą? Nie wiedziała, ale i nie pytała. Może kiedyś zainteresuje się losem tego domu, na razie chciała tworzyć własną, odrębną historię. Coś na co czekała całe życie.
Siedziała po turecku na materacu, grzejąc się w drgającej plamie światła słonecznego. Kiedy zrywał się wiatr, jej nagą skórę muskało chłodne powietrze. Na ramionach i udach pojawiała się gęsia skórka. Jeden łyk parującej jeszcze kawy, rozgrzewał i przeganiał dreszcz. Nie mogła się zdecydować na zamknięcie okna. Jesień powoli rozbierała drzewo z liści, ale jeszcze rozpieszczała ludzi słońcem.
Gdy spadł pierwszy śnieg, na oknach pojawiły się śnieżnobiałe firanki. Nagie drzewo nie chroniło już przed wzrokiem sąsiadów. Na podłodze znalazło się też miejsce dla staromodnego adaptera. Muzyka towarzyszyła jej podczas długich wieczorów. Po powrocie z pracy, po skromnej kolacji i długiej, gorącej kąpieli, suszyła włosy przy dźwiękach jazzu. Czasami otwierała butelkę wina i zadawała sobie pytanie, dlaczego tak bardzo nie lubi ludzi, że woli spędzać wieczór samotnie w pustym mieszkaniu? Może dlatego, że to miejsce było dowodem na to, że coś w życiu osiągnęła? Kupiła je za własne pieniądze, sama, nie oczekując od nikogo pomocy. Po raz pierwszy poczuła że jest coś warta, że nie potrzebuje faceta, by poczuć się dobrze. Już nic nie musi udowadniać. Zadziwiające, że zaczęło się jej układać dopiero wtedy, gdy przestała się oglądać na innych ludzi. Już nie interesowała jej opinia rodziców i znajomych. Dojrzała na tyle, że mogła i chciała sama podejmować decyzje. Uczyła się żyć na nowo, odczuwać przyjemność, cieszyć się i wierzyć, że da sobie radę.
Obudziły ją dźwięki opróżnianych kubłów na śmieci i pokrzykiwania śmieciarzy. Leżała w mroźnych ciemnościach, z szeroko otwartymi oczami i lawirowała na granicy snu. Wskazówki zegarka na ręku wskazywały 4:15, godzinę w której rzeczywistość zlewa się, z sennymi marzeniami. Przeciągnęła się i odkryła kołdrę, pozwalając by chłodne powietrze rozpędziło resztki snu. Nie zapalając światła, przeszła do kuchni i włączyła ekspres do kawy. To będzie miły dzień, pomyślała, gdy zdała sobie sprawę, że jest sobota. Nie miała konkretnych planów, ale zamierzała wreszcie odpocząć. Praca po 12 godzin na dobę, dawała się ostatnio we znaki. Dziwne, gdy w tygodniu musiała wstać o 7:00, nie mogła się dobudzić, ale mając w perspektywie, dzień tylko i wyłącznie do własnej dyspozycji, nie miała nic przeciwko temu, by wstać przed świtem.
Z pełną filiżanką pobudzającego gorącego napoju, podeszła do okna i odsunęła firankę. Podwórko tonęło w księżycowej poświacie. Topola stała nieruchomo, lekko opierając jedną z gałęzi o parapet Dagi.
Otworzyła okno i dotknęła chropowatej kory. Zdziwiła się, gdy pod opuszkami palców poczuła pulsujące ciepło. Cofnęła dłoń, a wtedy podmuch lodowatego wiatru zmusił ją, by schowała się do pokoju. Jeszcze przez chwilę, skryta zza przezroczystą tkaniną obserwowała drzewo, ale widziała tylko cienie zaplątane między konarami.
Jakie tajemnice chowasz? Zapytała szeptem zostawiając na powierzchni szyby krąg pary. Gdy wróciła pod kołdrę, nie mogła pozbyć się wrażenia, że ktoś ją obserwuje. Nie było to nieprzyjemne, wręcz przeciwnie, jakby ktoś z troską przyglądał się każdemu jej gestowi. Rozkoszne uczucie, jakbym była ważna dla kogoś, pomyślała i odstawiła niedopitą kawę na podłogę, strącając przy tym książkę ze sterty czasopism. Usnęła nim umilkło echo.
Nie wiedziała czy się ma cieszyć, czy wręcz przeciwnie. Rozpoczęła nowy rok od nieprzyjemnego wirusa i chcąc nie chcąc, została zmuszona do tygodniowego leniuchowania. Z jednej strony chciała nadrobić czytanie książek, których sterta przy łóżku, od jakiegoś czasu zaczęła się niebezpiecznie chwiać, ale z drugiej, wysoka gorączka i bolesny kaszel uniemożliwiały skupienie na lekturze.
Bezsenne noce zaowocowały halucynacjami. Tak przynajmniej pomyślała, gdy ptak, który od dłuższego czasu dotrzymywał jej towarzystwa, znajdując przytulne schronienie na gałęzi topoli, przybrał postać mężczyzny. Z każdą nocą był coraz bardziej rzeczywisty, aż zobaczyła jego twarz.
Wpatrywał się w nią nieustannie. Trwał godzinami, skulony na gałęzi, w czarnym wymiętym płaszczu i kapeluszu. Miał szarą skórę pokrytą głębokimi zmarszczkami. Jakby całe życie był stary. Pewnego razu zrobiło się jej żal. Wymysł jej chorego umysłu, czy nie, przecież jest zimno. Otworzyła okno i zaprosiła go do środka. Nie skorzystał. Gdy pomachała do niego, do lotu poderwało się wielkie czarne ptaszysko, skarżąc się światu głośnym krakaniem.
Następnej nocy, gdy na chwilę zasnęła w otoczeniu obłoków zasmarkanych chusteczek, coś ciężkiego usiadło tuż przy niej. Zapachniało dziwnie przyjemnie, wolnością, tytoniem i kurzem. Delikatne muśnięcie w szyję napięło boleśnie nerwy. Odwróciła się, mocniej naciągając kołdrę, ale łaskotanie nie dawało jej spokoju. Machnęła raz i drugi ręką, aż w końcu skoczyła na równe nogi, zła i zdezorientowana. Na kołdrze, jak przecinek, leżało czarne pióro.
Choroba ustąpiła szybciej niż się tego spodziewała, ale nie planowała wracać wcześniej do pracy. Bez wyrzutów sumienia rozpieszczała się drobnymi przyjemnościami. Na usprawiedliwienie miała zawroty głowy. Jeszcze nie czuła się całkiem dobrze, tak więc, mogła spokojnie oddawać się marzeniom i słodkiemu lenistwu. Po przespaniu całego dnia, w nocy leżała z szeroko otwartymi oczami, wypatrując tajemniczego gościa. Dla pewności, że nie wymyśliła go, co chwilę dotykała gładkiego pióra, które skryła pod poduszką. Chciała go znowu zobaczyć. Ta dziwna istota wniosła odrobinę magii, do jej małego świata. Daga była zaintrygowana i zawstydzona. Może zwariowałam? Zadawała sobie to pytanie, do momentu, gdy nic stąd ni zowąd w środku nocy, rozbrzmiały dźwięki układające się w dziwną melodię. Jakby zwiastowały przybycie czegoś nie całkiem z tego świata. Gdy zamilkły, na parapecie usiadł on.
Uśmiechnęła się i nie spuszczając wzroku z przygaszonych, zmęczonych oczu, wpuściła go do środka.
Nie rozmawiali. Spędzili noc, siedząc na łóżku i oswajając się ze sobą. Nie chciała go wystraszyć, bała się, że odleci. W końcu, gdy okrągła tarcza księżyca zaczęła blednąć, wyciągnęła rękę. Wzdrygnął się pod wpływem dotyku i przekręcił po ptasiemu głowę. Miał pociągłą twarz i niewielką bródkę, spod postrzępionego ronda kapelusza wystawały rzadkie włosy, przypominające pierze, świeżo wyklutego pisklaka. Dłonie z długimi palcami oparł na kolanach podciągniętych pod brodę i znieruchomiał w oczekiwaniu na kolejną pieszczotę. Kiedy to nie nastąpiło, zniecierpliwiony pchnął ją na poduszkę i pocałował. Całkiem po ludzku. Jego zmięte usta miały posmak papierosów. Bez trudu wyobraziła go sobie siedzącego przy ladzie, w szczelnie wypełnionym dymem pomieszczeniu, jakiegoś baru.
Ranek zastał ich leżących przytulonych do siebie. Daga z uchem przytkniętym do jego klatki piersiowej, łowiła dźwięki. Była przekonana, że zamiast serca słyszy kontrabas. Zaczęła wystukać rytm na jego ramieniu, ale nim skończyła, pokój zalało światło słoneczne. Rozległ się przerażający trzask i wszystkie okna stanęły otworem. Firanka zafalowała i mieszkanie wypełniło się lodowatym powietrzem. Bajkowy klimat prysnął jak bańka mydlana, a dźwięk telefonu komórkowego dopełnił reszty. Została sama, z wirującym kurzem wokół.
Zawiesiła szklane paciorki pod karniszem, łudząc się, że ich blask zwabi go do mieszkania. Naiwny pomysł, ale nic innego nie przychodziło jej do głowy. Długo szukała ich na pchlim targu. W końcu ze sterty nikomu niepotrzebnych drobiazgów wyłuskała drobne kryształki w kształcie łezek.
Dawno go nie widziała i zaczęła tęsknić, jak za najpiękniejszym snem. To był sekret, którego nikomu nie zamierzała zdradzić. Odkryła w rzeczywistości szczelinę, skrywającą tajemniczą istotę. Gawron o ludzkiej sylwetce, który ją pociągał i wyzwalał dawno zapomnianą tęsknotę za odrobiną magii. Tak go nazwała, Gawron, bo żadne ludzkie imię, nie było odpowiednie. Czekała niecierpliwie, pozwalając by dni płynęły nieprzerwanie, podobne do siebie i jałowe. Tylko noc tętniła kakofonią emocji i pragnień. Była gotowa oswoić i wziąć na siebie odpowiedzialność za jego istnienie. Nic innego nie miało znaczenia. Spanie przy otwartym oknie, w oczekiwaniu na wizytę, zakończyło się tylko kolejnym przeziębieniem. Faszerując się lekami, stwierdziła, że nie interesuje jej już praca. Wolała zostać w domu, który stopniowo zapełniał się przedmiotami i czekać na Gawrona.
Pewnego wieczoru modlitwy zostały wysłuchane. Wróciła z kuchni, niosąc parującą miskę pełną bulionu i zaskoczona zobaczyła go stojącego na środku pokoju. Wystraszyła się, na widok zgarbionej, ciemnej postaci, ale gdy się odwrócił i błysnął oczami, miała ochotę rzucić mu się w ramiona. Powstrzymała się. Z bijącym sercem wróciła do kuchni po kromkę chleba. Miała nadzieję, że to wystarczy by go zatrzymać na dłużej. Od ostatniego ich spotkania minęło sporo czasu, a on nic nie stracił ze swojej ptasiej natury.
Tym razem jakby zapomniał kim jest. Nawet nie spojrzał na chleb który mu podała. Zsunął kapelusz na tył głowy odsłaniając wysokie czoło. Krążył po pokoju, przyglądając się wszystkiemu z uwagą. Na koniec zrzucił buty, odsłaniając wielką dziurę na pięcie i położył się wygodnie na łóżku. Z kieszeni płaszcza, który szeleścił jak jesienne liście, wyciągnął garść tytoniu i bibułkę. Sprawnie skręcił papierosa i zapalił.
W mieszkaniu zrobiło się ciemno. Jedynie żarzący się papieros i dźwięk wydychanego dymu świadczyły o tym, że ktoś oprócz niej jest jeszcze w pokoju. Stała jak skamieniała i czekała. Oddychała płytko, czując jak miąższ chleba nasiąka potem w jej dłoniach i staje się coraz cięższy. Przesunął się, robiąc dla niej miejsce. Dopiero wtedy strzepała zbite okruchy, prosto na podłogę. Zmieszały się z popiołem, a ona położyła się obok niego. Leżał spokojnie, kiedy palcami przeciągnęła po jego chropowatym policzku. Następnie dotknęła opuszczonych kącików ust. Był jak każdy mężczyzna. Miał ciepłą, suchą skórę. Spod koszuli wychylały się czarne, kręcone włosy. Kiedy pomogła mu zdjąć płaszcz zdała sobie sprawę, że jest bardzo szczupły. Wydawało się, że mogłaby go unieść, gdyby tylko zechciała, ale zamiast tego, to on pokazał jej, jak to jest latać.
Wiosna przyniosła zmiany, których Daga się nie spodziewała. Pewnego dnia, na środku swojego łóżka znalazła niewielkie, niebiesko zielone jajo. Długo podziwiała jego doskonały kształt, nim z pewnym zażenowanie zaprezentowała mężczyźnie siedzącemu na topoli. Wydawał się być zadowolony.
Nie minęły trzy tygodnie, a trzymała w ramionach ślicznego bobasa. Oprócz ciemnych włosków, bardziej podobnych piórkom, wyglądał całkiem zwyczajnie. Z czasem stracił wszelkie cechy upodabniające go do ptaka. Podobny proces przeszedł i Gawron, co Daga przyjęła z ulgą i ogromną radością.
Nie spodziewała się tego, ale pewnego dnia, gdy karmiła dziecko, rozległo się nieśmiałe pukanie do drzwi. Odłożyła małego do łóżeczka i poszła otworzyć.
Na klatce stał Gawron. Kapelusz trzymał w dłoniach, wraz z niewielkim pękiem suchych gałęzi.
-To na początek - chrapliwym głosem wypowiedział pierwsze w swoim życiu słowa.
Daga przyjęła drapiący podarunek i szerzej otworzyła drzwi. Zaczęli wić gniazdo.

Podpis: 

AS 2010
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Legenda o Lerharze Smokobójcy Topielec Dwa dni z życia wariata.
Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy? - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?
Sponsorowane: 50
Auto płaci: 500
Sponsorowane: 16Sponsorowane: 11
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.