http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
61

Nowy dzień

Autor płaci:
50

  Widząc go, rozpłaszczonego na łóżku, scalonego z nim w abstrakcyjną rzeźbę pod tytułem Bezradność, współczuję mu...  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
Ostatnie dni
Joyce Carol Oates
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Nowy dzień

Widząc go, rozpłaszczonego na łóżku, scalonego z nim w abstrakcyjną rzeźbę pod tytułem Bezradność, współczuję mu...

Plamy na słońcu

Fatalistyczne, krótkie opowiadanie w tematyce katastroficznej. Z uwagi na język - 18+.

Szklana góra

Szukając na skróty drogi do szczęścia, bohater popada w alkoholizm.

Krąg VII

Sugestywnie. Klimatycznie. Symbolicznie. I nic więcej nie napiszę, bo to byłby spoiler. Krótkie, więc zachęcam do zapoznania się, jeśli masz chwilę.

Przyjaciel

O pewnym przyjacielu z dawnych lat i o spotkaniu w ciężkich czasach.

Zabawa z Piotrem.

Młody chłopak spędza wakacje u swojej babci, gdzie poznaje Piotra. Znajomość początkowo okazuje się fajną przygodą, która po czasie staje się koszmarem z tragicznym skutkiem.

Marzyciele

Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli.

Ojcze Nasz

Nie za wszystko da się przeprosić.Nie wszystko można wybaczyć.Nie wszystko da się naprawić.Ale wszystko można zacząć od nowa.

Drugi raz

Dopadły mnie mdłości. Ślina napływała do ust i ciężko było ją przełykać. Przeznaczenie tych narzędzi było dla mnie jasne. Byłem przygotowany do sekcji zwłok. Moich własnych zwłok... (Nie każdy jednak otrzyma drugą szansę)

Chlorofilowie

Jedno z opowiadań przynależące do zbioru tekstów futurystycznych "Futurystyka"

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
662
użytkowników.

Gości:
662
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 63434

63434

KOSZMAR NOCY CIEMNEJ - cz.II

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
10-07-02

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Horror/Thriller/Edukacja
Rozmiar
59 kb
Czytane
13617
Głosy
1
Ocena
5.00

Zmiany
10-07-02

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R12-powyżej 12 lat pod nadzorem i za zgodą rodziców lub dorosłych

Autor: Robson Podpis: Robson
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Koszmary stają się bardzo realistyczne i przerażające. Chłopak nie może sobie z nimi poradzić, co doprowadza go na skraj obłędu. W końcu makabryczne sny pchają Sławka do potwornej zbrodni.

Opublikowany w:

KOSZMAR NOCY CIEMNEJ - cz.II

KOSZMAR NOCY CIEMNEJ - cz.II

Wracają znowu duchy
chwil, które przeminęły
dziwnych i pokręconych
których tu nie chcemy.

Wracają, choć powinny
odejść w zapomnienie.
Co je tu przywołało?
Ja nie wiem i ty nie wiesz.

Jak mary gdy noc ciemna
zjawiają się przy tobie.
Znów śnisz kolejny koszmar,
w potwornym lęku toniesz.

Szarpiesz się w swej pościeli,
chcesz uciec lecz nie możesz.
Potworny strach narasta.
Koszmaru gdzie jest koniec?

Autor: semi

Po ostatnich koszmarach Sławek przestał dążyć do świadomego snu, dochodząc do wniosku, że jeśli będzie miał nastąpić, to nastąpi, a nie wiadomo, czy będzie to dobry, przyjemny sen, czy wprost przeciwnie, więc nie ma sensu starać się o to.
Przedtem jego odskocznią od bólu codzienności były właśnie sny. Teraz, gdy tego zabrakło, a na jawie nic nie układało mu się tak, jakby tego chciał, Sławek wpadł w totalną depresję. Większość dnia leżał na wznak w swoim pokoju, słuchając muzyki i starając się nie myśleć. O Magdzie, o szkole, o Magdzie, o maturze, O Magdzie, o studiach. Przede wszystkim o Magdzie. Wspomnienie o dziewczynie, w której zakochał się do szaleństwa, a która nawet nie chciała go znać, sprawiało mu straszny ból.
Trzy noce minęły bez żadnego zapamiętanego snu. Czwartej koszmar powrócił.
Sławek szedł gimnazjalnym korytarzem. Minęła go wydekoltowana kobieta w zielonej sukni, uśmiechając się do niego smutno. Wyszedł na boisko, gdzie zalało go ostre światło letniego, rozpalonego słońca. Spojrzał na swoje ręce. Były zastanawiająco chude. Uderzył ręką o rękę. Prawica przeszła przez lewą jak przez dym. Rozejrzał się po boisku. Wszędzie widział znajome twarze koleżanek i kolegów ze szkoły. Wiedział już. Śniło mu się, że znów był w pierwszej klasie gimnazjum i miał trzynaście lat.
Na ławce wzdłuż linii bocznej boiska siedziała Magda z koleżankami. Spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, jakby zachęcając go, by podszedł. Zbliżył się, uśmiechając się szeroko i myśląc intensywnie, jakby tu zagadać dziewczynę. W głowie kłębiły mu się dziesiątki błyskotliwych jego zdaniem i dowcipnych tekstów, ale jakoś nie potrafił wybrać tego jednego, jedynego, najlepszego. Był już dwa kroki od Magdy, więc mocno zwolnił kroku. Wszystkie cztery dziewczyny siedzące na ławce podniosły głowy do góry i wpatrywały się w niego.
- Cześć, Madzia – rzucił nonszalanckim tonem, udając luzaka. – Świetnie dziś wyglądasz, maleńka.
- Dzięki, Sławuś – odparła dziewczyna uśmiechając się zalotnie.
W tym momencie poczuł dotyk na biodrach, a sekundę później dziewczyny wybuchły głośnym, niepohamowanym śmiechem.
- Patrzcie, jaki mały! – Magda pokazała palcem na jego krocze.
- Jak u niemowlaka! – dodała jej koleżanka, zanosząc się śmiechem.
Spojrzał w dół i dopiero wtedy zrozumiał powód ich niebywałej wesołości. Ktoś zrobił mu okrutny dowcip, ściągając spodenki razem z majtkami do połowy uda. Stał obnażony przed dziewczynami z małym, zwiniętym w trąbkę penisem. Zaczęło robić się zbiegowisko. Szybko podciągnął majtki i spodnie. Odwrócił się tyłem do dziewczyn, czerwony jak burak, poniżony i wściekły. Zastanawiał się, kto wywinął mu taki kawał. Musiał błyskawicznie odzyskać twarz przed dziewczynami, a zwłaszcza przed Magdą. Na ofiarę wybrał sobie Mateusza, najmniejszego i najchudszego chłopaka w szkole, z którym z pewnością bez trudu dałby sobie radę.
- To twoja sprawka, Mateuszku! – krzyknął do niego groźnie. – Nakopię ci za to do dupy!
Dopadł do chłopaka i uderzył go w twarz z całej siły. Mateusz nawet nie zmrużył powieki i oddał mu dwa razy mocniej. Sławek padł na ziemię jak ścięty. Pozbierał się z trudem i ruszył na chłopaka. Wziął zamach i wtedy zainkasował kolejny mocarny cios w szczękę. Sławek zwalił się na ziemię jak rażony gromem. Przekręcił się na brzuch i próbował wstać. Jednak Mateusz nie pozwolił mu na to. Dopadł do niego i zaczął kopać gdzie popadnie – w twarz, w brzuch, w jądra, w nos, w ucho. Sławek zalał się krwią. Słyszał dobiegający go głośny śmiech dziewczyn i drwiny kolegów:
- Taki mały spuścił mu wpierdol!
- Sławek jest kompletnie beznadziejny!
- Nie dość, że ma małego ptaszka, to jeszcze nie potrafi się bić!
- Dostałby po mordzie nawet od siedmioletniej dziewczynki!
Miał już wszystkiego dość. Zwinął się w kłębek i czekał tylko na to, aż Mateusz zlituje się nad nim i przestanie go bić. Ale ten znęcał się nad Sławkiem bez opamiętania. W pewnym momencie kopnął chłopaka tak mocno w bok, że złamał mu żebro. Sławek jęknął głucho. Wtedy usłyszał coś, co całkowicie go dobiło.
- Nigdy nie mogłabym być z takim frajerem jak Sławek - usłyszał słodki, wesoły głosik Magdy.
- Chłopaki, zdejmijcie mu gacie! – dodała jej koleżanka. – Chcę jeszcze trochę popatrzeć na najmniejszego ptaszka w mieście.
Poczuł, że ktoś przewraca go na plecy i brutalnie ściąga mu spodenki. Krzyknął rozpaczliwie.
Ciągle wrzeszczał, gdy do jego pokoju wpadł ojciec i zapalił światło. Sławek leżał na swoim tapczanie. Był odkryty i miał spodenki ściągnięte do połowy uda. I kompletnie nie wiedział już, czy to jawa, czy sen.

*****

Następnej nocy Sławek był tak zdenerwowany, że aż do rana przewracał się z boku na bok, nie śpiąc ani minuty. Ciągle myślał o tym, iż jeśli zaśnie, znów może mu się przyśnić coś strasznego.
Cały dzień przechodził z bólem głowy, który zamiast maleć, stopniowo narastał do takiego poziomu, że doprowadzał go niemal do szaleństwa. Nie pomagały żadne tabletki. Nawet podwójna dawka ketanolu nie dała żadnych rezultatów.
Wieczorem sprawdził ile ma pieniędzy w portfelu. Dziesięć złotych to nie był majątek, ale z drugiej strony mógł za to kupić dwa tanie wina. Niosąc butelki do domu pod kurtką, by ukryć je przed rodzicami, powtarzał sobie w duchu usłyszane kiedyś powiedzenie: „Tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie”.
Zasnął, gdy druga butelka była opróżniona do połowy, oszołomiony winem i zadowolony, iż ból głowy osłabł. W ostatnich chwilach świadomości powtarzał sobie jak mantrę: „Nie chcę śnić! Nie chcę śnić!”
Ale Morfeusz tym razem nie był dla niego łaskawy.
Rodzice poszli do pracy, więc postanowił znów dać sobie spokój ze szkołą. „Chrzanić maturę, zdam we wrześniu”- myślał rozbierając się do naga. Wszedł do wanny i napuścił sobie ciepłej wody aż po brzegi. Z satysfakcją spojrzał na swojego penisa. Był długi i gruby, dokładnie taki, jakiego zawsze chciał mieć. Wziął go do ręki i pobudzał powolnymi ruchami. Stopniowo zwiększał tempo. Jego męskość jeszcze powiększyła swoje rozmiary. Zrobiło mu się błogo. Zamknął oczy.
Nagle poczuł, że leci w dół. Przerażony otworzył oczy. Otaczała go absolutna ciemność. Nie miał bladego pojęcia, gdzie spada ani ile go dzieli od ziemi. Czuł tylko mocny pęd powietrza. Krzyknął ze strachu, przerażony do granic możliwości. Wrzeszczał tak dobre kilka minut, aż ochrypł. I ciągle spadał, cały czas nabierając prędkości. Nawet nie chciał myśleć co będzie, gdy w końcu spadnie na ziemię. Całe życie przeleciało mu przed oczami. Uśmiech matki. Zabawy z ojcem. Pierwszy rowerek. Gra z chłopakami w piłkę kolo trzepaka. Wakacje pod namiotem. Magda. Wymarzony motorower. Magda. Ucieczka z domu. Magda. Wycieczka do Paryża. Magda. Magda. Magda.
W końcu uderzył nogami i tyłkiem o coś twardego. Przeszył go olbrzymi, niewyobrażalny ból. Poczuł się, jakby ciało pękało mu w szwach. Zawył niczym pies, nie mogąc wytrzymać cierpienia. Wszystkie mięśnie i stawy paliły go żywym ogniem.
Po chwili, gdy ból minimalnie osłabł, zdołał zebrać myśli. „Może to sen! Może to tylko sen? Jeśli tak, chcę się znaleźć z powrotem w ciepłej wannie!”.
Poczuł jak gigantyczna siła wyrzuca go w górę. Błyskawicznie nabrał niebywałej prędkości. Mknął jak rakieta. Chwilę potem znów był z powrotem w wannie. Odetchnął z ulgą. „To jednak tylko sen. A jeśli tak, to mam nad nim kontrolę! Mogę robić co chcę!”
Znów wziął do ręki penisa i leniwie go pocierał. Nigdzie nie musiał się spieszyć. Było tak przyjemnie i bezpiecznie.
- Cześć, Sławek – usłyszał znajomy głos.
Do łazienki weszła jego koleżanka z podstawówki, Agnieszka. Nigdy jej nie lubił, bo była złośliwa, brzydka i donosiła nauczycielom. Nieraz się nad nią znęcał, przezywał, ciągnął za włosy, a nawet kopał, gdy go naprawdę zdenerwowała. To jej pierwszej w klasie zaczęły rosnąć piersi. I to ją zapamiętale obmacywał, chcąc równocześnie upokorzyć dziewczynę i zaspokoić swoje chłopięce podniecenie, nie zważając na jej krzyki i groźby, ze wszystko powie rodzicom i nauczycielom.
A teraz zjawiła się w śnie. W jego śnie. Czego od niego chciała?
- Dawno się nie widzieliśmy. Stęskniłam się za tobą – powiedziała próbując zrobić seksowną minę, ale i tak wyglądała groteskowo i okropnie jak zawsze.
- Chyba żartujesz? – odpowiedział ze śmiechem. – Zdaje się, że raczej nie przepadaliśmy za sobą.
- To ty mnie nie lubiłeś. Bardzo przez to cierpiałam. Bo ja cię zawsze kochałam! I nadal kocham1
- No co ty? Jaja sobie robisz?
- Wcale nie – odparła Agnieszka pochodząc do wanny, klękając przed nią i opierając się o jej brzeg.
- O, ale masz dużego penisa! – zawołała uradowana. – Mój ulubiony rozmiar! Zawsze sobie wyobrażałam, że właśnie takiego masz. Mogę go dotknąć?
Nie czekając na odpowiedź zanurzyła dłoń w wodzie, mocno chwytając żołądź członka.
- Naprawdę jest super! Taki duży i słodki!
Odciągnęła skórkę, ściągając napletek. Przyglądała się chwilę przyrodzeniu, a potem zacisnęła palce na nasadzie członka i rytmicznie poruszała dłonią w górę i w dół. Wbrew swojej woli Sławek dostał olbrzymiej erekcji. Aga wpatrywała się w członka jak sroka w gnat, robiąc wielkie oczy i szeroko otwierając buzie.
- Dobrze, wystarczy już tego.
Sławek odsunął jej rękę i wstał, chcąc wyjść z wanny.
- Wcale nie wystarczy! To dopiero początek! – usłyszał przepełniony nienawiścią głos.
Spojrzał na Agę. Jej twarz wykrzywiła się jakby chwyciło ją dziesiątki kowalskich obcęg i każde z nich ciągnęły w zupełnie inną stronę. Straszna, przerażająca twarz uśmiechnęła się w okropny, obleśny sposób. Dziewczyna otworzyła usta, pokazując długie, zakrwawione kły. Sławek krzyknął przeraźliwie.
- Mówiłam ci już, że zawsze cię kochałam? Żartowałam!
Stalowe place zacisnęły się na członku. Pociągnęły mocno w dół, niemal urywając przyrodzenie. Zawył z bólu. Ciężko opadł na dno wanny. Spróbował się podnieść. Wtedy Aga chwyciła go za głowę. Popchnęła, wciągając pod wodę.
Próbował się wyrwać. Bezskutecznie. Zaczął się dusić. Panicznie bił w wodę rękami. Czuł, że zaraz wyzionie ducha. Wtedy na moment chwyt osłabł. Wychylił się na powierzchnie. Nabrał w płuca haust powietrza. Ułamek sekundy później znów był pod wodą. I znów walczył o życie. Śmierć była bardzo bisko, gdy Aga pozwoliła mu się wynurzyć. Nabrał w płuca tyle powietrza, ile tylko zdołał. To tylko przedłużyło jego cierpienia. Znów znalazł się pod wodą. A potem znów na ułamek sekundy na powierzchni, gdy w płucach nie zostało już ani grama tlenu. I tak w kółko, pod wodę i nad wodę, bez nadziei, iż kiedykolwiek to się skończy.
Aż w końcu poddał się. Przestał wałczyć. Zapadł w ciemność.

*****

Gdy się obudził, była godzina 13:50. Serce waliło mu jak oszalałe. Musiał się szybko pozbierać, bo zaraz przyjdzie ojciec, a on ciągle leżał w łóżku. Sławek nie chciał, by wydało się, że znów nie poszedł do szkoły.
Postanowił jak najdłużej nie spać. Po pierwsze bał się, iż koszmary mogą powrócić, a po drugie miał nadzieję, że jeśli wytrzyma kilka nocy bez snu, to stan umysłu zmieni mu się na tyle, iż jego sny przestaną być straszne. Gdzieś przeczytał, że sny są odzwierciedleniem tego, co przeżyje się na jawie, ponieważ podświadomość w czasie snu przetwarza wydarzenia i bodźce z całego dnia i odpowiednio koduje je w mózgu, utrwalając pewne rzeczy i zapamiętując inne. Marzenia senne są po prostu ubocznym skutkiem tego kodowania. Wynikało z tego, że jeśli zmienią się przeżycia, zmienią się też sny. A jeśli przez kilka dób nie zaśnie, przeżycia i przemyślenia na pewno też się zmienią, wiec i sny również. A wtedy może w końcu odzyska kontrolę nad snami i powróci pełnowartościowy świadomy sen.
Wspomagany olbrzymimi ilościami kawy wytrzymał trzy doby bez ani chwili snu, aż w końcu przegrał z własnym zmęczeniem. Pogrążył się w niebyt.
Wyszedł właśnie z basenu w aqua parku. Wtedy dosłownie wpadł na trzy piękne dziewczyny w skąpym bikini. To była Magda i jej dwie siostry – Alina i Patrycja. Cała trojka wyglądała przepięknie. Magdalena jak zwykle prezentowała się olśniewająco, a czerwony strój jeszcze bardziej podkreślał jej idealną figurę. Alina była od niej dwa lata starsza, miała większe piersi i średnią budowę ciała Najszczuplejsza była Patrycja, najmłodsza z sióstr, o krótkich włosach, niemal płaskich piersiach i niezwykle zgrabnej figurze.
- O, cześć Sławek! – pierwsza odezwała się Magda. – Super wyglądasz w tych obcisłych slipkach.
- Dzięki. Ty też, to znaczy wy też wyglądacie rewelacyjnie.
- A co ci się w nas najbardziej podoba? – dociekała Magdalena. – Nie odpowiadaj. Wiem, cycki. Bo wy, faceci, zawsze najpierw patrzycie na cycki.
Zaśmiały się wszystkie trzy dziewczyny.
- Na faktycznie, coś w tym jest – odpowiedział Sławek wlepiając wzrok w jej biust.
- Mamy do ciebie gorącą prośbę. Pójdziesz z nami do sauny? Wiesz, jesteśmy fajne dupy i zawsze jak jesteśmy tam same, to znaczy bez naszych facetów, to podrywają nas jakieś fagasy. A jeśli będziesz udawał mojego chłopaka i dobrego kumpla moich siostrzyczek, to dadzą nam spokój.
- Ok., nie ma sprawy – chętnie się zgodził.
- No to idziemy do szatni się przebrać.
Gdy weszli do przebieralni, byli tam sami, ale po chwili weszła do środka znajoma, piękna kobieta, która pojawiała się w większości snów Sławka. Zdjęła szlafrok i zupełnie naga zaczęła się wycierać ręcznikiem kąpielowym, stojąc przodem do siedzącego na ławce chłopaka. Jej czarna, elegancko wygolona w wąski paseczek cipka znajdowała się dokładnie na wysokości wzroku Sławka. Gdy kobieta osuszyła się, założyła zieloną suknię na gołe ciało, poprawiła biust, wzuła buty i spojrzała na chłopaka. Podniosła do góry wskazujący palec w geście ostrzeżenia i ze smutkiem w oczach opuściła szatnię.
- Wiesz, że w saunie przebywa się zupełnie nago? – spytała Magda. - Więc zrzucaj mi tu zaraz te twoje ciuszki!
Sama pierwsza najpierw zdjęła stanik, a potem majtki. Siostry poszły w jej ślady. Przed Sławkiem stały trzy gołe piękności, a on czuł, że ma niebywałą erekcję. Wszystkie miały wygolone łona, jędrne piersi i bardzo seksowne, chociaż o różnym typie budowy figury.
- Dalej, dalej, bo nie ma czasu!
Alina i Patrycja pociągnęły go za ręce, ustawiając do pionu, a Magda uklękła przed Sławkiem i zdjęła mu slipki. Duży, gruby członek wyskoczył jak na sprężynie. Dziewczyny uśmiechnęły się na ten widok, ale nic nie powiedziały.
- Chodźmy najpierw pod prysznic – zaproponowała Patrycja.
Całą czwórką udali się pod natryski. Stojąc obok siebie rozkoszowali się spływającymi po nagich ciałach gorącymi strumieniami wody, obserwując swoje ciała. Wychodząc spod prysznica ubrali się w szlafroki. Sławek otulił się połami swojego i związał sznurkiem w pasie, ale dziewczyny bez cienia skrępowania w szeroko rozchylonych szlafrokach poszły do sauny, a chłopak szedł tuż za nimi.
Usiadł na ławce po lewej stronie, rozkładając ręcznik na dwóch stopniach, siadając na wyższym i kładąc stopy na niższym. Dziewczyny zajęły miejsca naprzeciw niego. Szlafroki zostawili na wieszaku przed wejściem do sauny i wszyscy byli kompletnie nadzy. Dziewczyny rozchyliły szeroko uda, podparły się z tyłu i wygięte w łuk wypinały biusty, nie przejmując się tym, iż Sławek nie spuszczał z nich wzroku. Uśmiechały się lekko, jakby ciesząc się z tego, ze są tak bardzo podziwiane przez Sławka, o czym świadczyła jego permanentna, gigantyczna erekcja. Nie zmieniły swoich wyuzdanych pozycji nawet wtedy, gdy do sauny weszło dwóch młodych mężczyzn owiniętych w pasie ręcznikami, którzy zajęli miejsca po obu stronach Sławka i obnażyli się, kładąc ręczniki pod stopy. Wydepilowane do zera, bez cienia wstydu eksponowały swoją kobiecość, czerpiąc widoczną satysfakcję z podniecenia mężczyzn.
Pot drobnymi kropelkami spływał po szalenie apetycznych ciałach dziewczyn, przez szyję, krągłość piersi i płaskość brzucha dochodząc do gładko wygolonego łona. Magda przymknęła oczy, chwilę później wyciągnęła do przodu nogi, objęła stopami penisa Sławka i zaczęła go masturbować palcami nóg, nie zważając na obecność pozostałych osób. Zrobiło mu się niezwykle błogo. Zamknął oczy, rozkoszując się pieszczotą.
Nagle stopy mocno zacisnęły się na jego przyrodzeniu. Poczuł ból i otworzył oczy.
Ze zdziwieniem zauważył, ze pieszczące go stopy są mocno owłosione, Łydki i uda również porastały gęste włosy, a w dodatku nogi były masywne i mocno umięśnione. Spojrzał na krocze Magdy. W ciągu kilku sekund gładko wygolona wagina zarosła, a potem w mgnieniu oka w jej miejscu wyrósł duży, żylasty penis otoczony wianuszkiem poskręcanych włosków. Przerażony spojrzał w górę. Piersi zniknęły na jego oczach, zastąpione przez potężny, męski tors. Przesunął wzrok na twarz Magdy. Śliczne, dziewczęce rysy w mgnieniu oka zamieniły się w kanciastą, brodatą twarz mężczyzny w wieku około pięćdziesięciu lat. Sławek krzyknął przerażony.
To nie Magda zabawiała się z nim stopami tylko jakiś brodaty, dobrze zbudowany facet! Obok niego siedziało dwóch grubych, nagich mężczyzn z wielkimi fujarami. Sławek szybko spojrzał w prawo i w lewo. Młodzieńcy po jego obu stronach wyglądali na pedałów i najwyraźniej mieli na niego ochotę, o czym świadczyły lubieżne spojrzenia wlepione w jego twarz, oblizywanie warg i przede wszystkim olbrzymie fiuty w pełnym wzwodzie.
Postanowił uciec z sauny, w której nagle z niewytłumaczalnych powodów zniknęły seksowne dziewczyny, a pojawiła się gromada nagich, napalonych facetów. Zerwał się na równe nogi i zrobił dwa kroki w stronę drzwi.
- Gdzie?! – ryknął potężny mężczyzna, który jeszcze chwilę temu był Magdą. – Zostajesz z nami! Zabawimy się z tobą!
Szybkim ruchem chwycił Sławka za członka i przyciągnął do siebie.
- Trzymaj go, trzymaj, Artur! – zawołał siedzący obok niego grubas. – Mamy świeże mięsko!
Razem z dwoma młodzieńcami zaczął obmacywać Sławka po pośladkach i jądrach. Chłopak bezskutecznie próbował się wyrwać, ciągle mocno trzymany przez Artura za przyrodzenie.
- Puść mnie, pedale! – wrzasnął zdesperowany.
- Pedale?! – głośno powiedział Artur. – To my zaraz z ciebie zrobimy pedała!
Silne ręce rzuciły go na kolana, a potem popchnęły w przód. Dwóch młodzieńców trzymało go za dłonie, oparte o górny stopień, podczas gdy kolana miał o poziom niżej.
- O, jaka ślicznie wypięta dupeczka! – zawołał Artur. – Po prostu rarytas! Chłopaki, rozszerzcie mu nogi. Rozprawiczę go od tyłu!
Grubasi posłusznie pociągnęli kolana Sławka na boki i trzymali je w mocnym uścisku. Artur zajął miejsce tuż za plecami Sławka.
- Puśćcie mnie, zboczeńcy! Ochrona! Ochrona! Gwałcą! Ratunku!
- Krzycz, krzycz! I tak nikt nie przyjdzie – zarechotał Artur, a pozostali mężczyźni poszli w jego ślady.
„Cholera, co za okropny sen!” – pomyślał Sławek. – „Muszę się natychmiast z niego wyplątać. A skoro to jest mój sen, to przecież mogę go kontrolować! Niech w tej chwili znikną mi stąd te obleśne pedały!”
- Won mi stąd! – krzyknął Sławek. – Macie natychmiast stąd zniknąć! Rozkazuję wam! Macie na to dwie sekundy! To mój sen i ja tu jestem panem!
- Słuchaj, kochany Sławusiu – Artur mówił delikatnym głosem, głaskając go po wypiętych pośladkach, jądrach i wewnętrznej stronie ud. – To jest także mój sen. A ja jestem od ciebie silniejszy, misiu…Więc to ja jestem tu panem!!! – wydarł się Sławkowi do ucha tak głośno, że niemal popękały mu bębenki.
- Co, boisz się? Tak nagle ścisnąłeś pośladki…
Chłopak poczuł mocne parcie na odbyt. Coś wielkiego i twardego próbowało się wedrzeć do środka. Wiedział co to było. Poczuł straszliwy, piekący ból.
- Zerżnę cię, malutki… - zamruczał Artur jak kot. – A potem zrobią to wszyscy moi koledzy. Po kolei.
Sławek krzyczał z bólu jak opętany. Wrzeszczał długo i przeraźliwie. Bał się jak nigdy w życiu. I cierpiał niesamowicie. W końcu poczuł, jak ktoś wpycha mu do gardła kawałek brudnej szmaty. Krzyk umilkł jak ucięty nożem.

*****

Gdy się obudził, poczuł piekący ból tyłka. Wstał z tapczanu i wtedy zauważył na prześcieradle dużą plamę świeżej, jeszcze nie wyschniętej krwi.
- Jak to jest możliwe?! – powiedział sam do siebie. – Przecież to zdarzyło się tylko we śnie! To nie było naprawdę!
Powlókł się do łazienki, szeroko stawiając nogi. Bolał go odbyt i całe krocze, ale jeszcze bardziej cierpiał z powodu upokorzenia, którego doznał w saunie. Nie mógł przestać o tym myśleć.
Wziął sobie piwo i wszedł do wanny. Wlał ciepłej wody aż po brzegi. Popijając złocisty trunek próbował się rozluźnić. Był zmęczony tak, jakby cały tydzień kopał rowy. Nawet nie wiedział, kiedy pusta puszka wypadła mu z ręki i zasnął.

*****

Sławek siedział przy swoim biurku nad podręcznikiem do historii. Mrok w pokoju rozświetlało tylko słabe światło lampki postawionej na blacie. Próbował coś przeczytać, ale rozmazywały mu się słowa. Zrezygnowany zamknął książkę. I tak już zostało za mało czasu, żeby zdążył przygotować się do matury. Sławek skrył twarz w dłoniach, pogrążając się w czarnych myślach.
Nagle poczuł delikatny zapach perfum i równocześnie wyczuł w pokoju czyjąś obecność. Odwrócił się. Tuż za nim stała piękna, długowłosa kobieta w zielonej, mocno wydekoltowanej sukni. Uśmiechnęła się do niego smutno. Potem mocno przytuliła Sławka do dużego, twardego biustu. Jego nos znalazł się w rowku między piersiami. Nozdrza wypełnił egzotyczny, bardzo podniecający zapach. Delikatna, kobieca dłoń pogłaskała go po głowie. Potem odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi.
Odprowadzał ją wzrokiem, patrząc na zmysłowo kołyszące się biodra, opięte świetnie dopasowaną sukienką. Kobieta zatrzymała się i wyciągnęła z torebki białe, koronkowe majteczki. Podwinęła sukienkę do pasa. Krągłe, opalone pośladki ukazały się Sławkowi w całej okazałości. Ślicznotka pochyliła się do przodu, lekko wypinając pupę. Powoli ubrała majteczki, niedbałym ruchem podciągając je w górę. Nie przejmując się wysoko zadartą sukienką i nie odwracając się w jego stronę wyszła z pokoju.
Poczuł, że ma erekcję. Odruchowo chwycił się za członka i masował go przez materiał spodni, myśląc o tajemniczej kobiecie, którą spotykał w snach. Wtedy usłyszał seksowny, melodyjny głos:
- Cześć, Sławek. Ciągle cię boli?
Magda położyła dłoń na jego ramieniu i pochylając się nad nim, spojrzała chłopakowi w oczy. Była ubrana w białą koszulę z wąskim, czerwony krawacikiem i miniówkę w tym samym kolorze.
- Tak – odparł niechętnie.
- Biedaczku! Tak mi ciebie żal…
- Przecież to twoja sprawka! To ty zamieniłaś się w Artura, żeby mnie… żeby… No, wiesz!
- No co ty! Gdy pojawił się Artur, ja zniknęłam. Przegonił mnie z twojego snu. Nigdy bym cie nie skrzywdziła., chociaż ty jesteś dla mnie taki zły i okrutny!
- Jak to okrutny?! – bardzo się zdziwił. – Przecież ja cię kocham nad życie! Zrobiłbym dla ciebie wszystko, żebyś tylko była szczęśliwa.
- To dlaczego mnie zgwałciłeś?! Dlaczego zmuszałeś do tych wszystkich rzeczy? Poczułeś, że we śnie masz trochę władzy, więc zacząłeś ją wykorzystywać! Myślisz, że jesteś bezkarny?!
- Nie zgwałciłem cię! – Sławek poczuł krew uderzającą mu do głowy. – Kochaliśmy się! To nie był gwałt! Chciałaś tego tak samo jak ja, więc to było spełnienie naszej miłości!
- Jakiej miłości, do jasnej cholery?! Nie chciałam tego! Nie powiedziałam: „Tak, przeleć mnie!”. Więc to był gwałt! Cholerny gwałt! I zapłacisz mi za to! Drogo zapłacisz!
- Kochanie, co ty mówisz?! Jeśli nie chciałaś, to mogłaś mi o tym powiedzieć albo dać jakiś znak! Zaraz bym przestał.
- Nie mogłam ci powiedzieć, bo to był twój świadomy sen i sterowałeś nim! A łzy w moich oczach nie były wystarczającym znakiem?
- Nie patrzyłem ci w oczy…
- Gdybyś mnie naprawdę kochał, to byś patrzył!
- Przepraszam cię! Bardzo cie przepraszam. Faktyczna zdarza mi się, że we śnie zachowuję się zupełnie inaczej niż na jawie. Czasem sam siebie nie poznaję.
- Na jawie będziesz dla mnie zawsze dobry? Zawsze będziesz mnie kochał i szanował?- spojrzała mu w oczy z tajemniczym wyrazem twarzy.
- Tak. Zawsze. Do samego końca.
- No dobrze – ton jej głosu złagodniał. – Dam ci szansę. Jeśli coś dla mnie zrobisz, przebaczę ci i zaczniemy wszystko od nowa.
- Dobrze, nie ma sprawy. Co mam zrobić? – spytał Sławek.
- Minetkę. Najlepiej jak umiesz!
Magda usiadła przed nim na blacie biurka. Uniosła biodra i zsunęła majtki, które spłynęły po jej nogach na podłogę. Miała gładko wygolone łono i wyraźnie widział duże, nabrzmiałe, czerwone wargi sromowe.
Uklęknął przed nią, nurkując głową między udami dziewczyny. Zapamiętale całował, ssał i lizał cipeczkę, wkładając język do środka i od czasu do czasu pieszcząc łechtaczkę. Magda wzdychała coraz głośniej i głaskała go po głowie. Sławek spijała soki dziewczyny i przykładała się jak mógł, by tylko zadowolić dziewczynę.
Nagle poczuł silny odór rozkładającego się, ludzkiego mięsa. Szarpnął się w tył, próbując zaczerpnąć powietrza, ale silne uda skutecznie mu to udaremniły. Cipka w mgnieniu oka zamieniała się w wielkiego, sterczącego kutasa, próbującego wcisnąć mu się do ust. Sławek mocno zacisnął zęby. Dłoń w miażdżącym uścisku z taką siłą ścisnęła mu szczękę, że chcąc nie chcąc otworzył usta. Ułamek sekundy później znalazł się w nich olbrzymi penis. Sławek, nie widząc innej drogi ratunku, ugryzł go tak mocno, że aż trysnęła krew. Nacisk ud natychmiast osłabł. Chłopak wyrwał się i rzucił w tył. Na podłodze leżał nagi Artur, zwijając się z bólu i trzymając za obficie krwawiącego członka.
Na tapczanie siedziała Magda z miną nieodgadnioną niczym Giagonda Leonarda da Vinci. Spojrzała na niego bez słowa.
- To ty go tu sprowadziłaś! Żeby mnie znów poniżyć! Ty, wiedźmo, ty suko! Nie jesteś Magdą! Tylko przybrałaś jej postać, żeby mnie zwieść! Ale teraz to ja cię załatwię!
Rzucił się na dziewczynę. Chwycił za szyję i zaczął dusić. Nie broniła się. Nie miałą dość siły. I tak nie byłaby w stanie mu się przeciwstawić. Patrzył, jak ucieka z niej życie. Oczy Magdy zamgliły się. Puścił ją. Bezwładne ciało ciężko opadło na podłogę. Magda była martwa.
Wtedy Sławek poczuł silne uderzenie w tył głowy. Padł na podłogę obok trupa dziewczyny. Przekręcił się na plecy. Nad nim stał Artur, który już doszedł do siebie. Z całej siły kopnął Sławka w twarz. Chłopak wrzasnął z bólu. Brodacz nie zwracał uwagi na jego krzyki. Kopał z całej siły gdzie popadło – w twarz, w brzuch, w kolano w genitalia. Podnosił Sławka z podłogi jak piórko i rzucał nim o ścianę. Chłopak nieudolnie próbował się bronić, ale nie miał żadnych szans.
Gdy kolejny raz został rzucony o ścianę, zachwiał się, ale jakimś cudem udało mu się utrzymać na nogach. Był pół metra od drzwi. Szarpnął za klamkę i wyskoczył z pokoju jak oparzony. Jednak za progiem nie było przedpokoju. Spadał w ciemną, lodowato zimną otchłań. Krzyczał tak głośno, jakby postradał zmysły. Panicznie myślał o tym, że kiedyś w końcu uderzy o ziemię.
I wtedy się obudził.

*****

Spojrzał na zegarek. Była 9:15. Znowu zaspał do szkoły. „Mam to w dupie. Nie idę” – pomyślał sobie. – „Starzy są w pracy, więc się nie dowiedzą”.
Cały obolały i zakrwawiony poczłapał do łazienki. Przemył twarz i wtedy ze zdziwieniem stwierdził, że ma rozbity łuk brwiowy, złamany nos i podbite lewe oko.
- Zabiłem Magdę! – nagła myśl uderzyła mu do głowy i sprawiła, iż przerażony pobladł.
- Nie, to przecież był tylko sen – uspokajał sam siebie. – A tak w ogóle to nie była Magda, tylko jakaś wiedźma! Demon, który się pod nią podszywał!
Tak, teraz miał już pewność. Ktoś ewidentnie na niego polował. I chciał go wykończyć. Nie wiedział, jakie są motywy działania jego prześladowcy, ale nie zamierzał się poddawać. „Chce walki, będzie ją miał!” – powtarzał sobie w duchu. – „Wykończę cię, skurwysynu! Zabiję cię, gnoju! Tylko we śnie, ale zabiję!”
Sławek zaczął sobie szykować broń, chowając wszystko do szafy. Ciągle powtarzał sobie, że kiedy będzie w trakcie świadomego snu i ktoś będzie chciał go skrzywdzić, szybko pobiegnie do swojego pokoju, otworzy szafę, wyciągnie broń i zabije. Zabije sukinkota!
Na jego arsenał składały się: nóż z trzydziestocentymetrowym ostrzem, siekiera, trzykilogramowy młot, bagnet, nóż sprężynowy, duże, metalowe kulki wyciągnięte z łożyska i przede wszystkim jego duma – kupiony za wszystkie posiadane pieniądze dwulufowy obrzyn z garścią amunicji. Sławek nabił go i zabezpieczywszy położył na dnie szafy.
Był przestraszony, ale też zdeterminowany. Postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Nikt nie będzie go prześladował ani się nad nim znęcał! Dosyć poniżania!
Czekał, aż sen go zmorzy.

*****

Po dwóch nerwowych, nieprzespanych nocach był tak zmęczony, że zrobiło mu się wszystko jedno. Wypił piwo, by jeszcze bardziej się ogłupić i gdy opadły mu emocje w końcu zasnął.
Znajdował się w ciemnym, ponurym hotelu, w którym był już nieraz w swoich snach. Tym razem jednak nie szukał Magdy. Chciał jak najszybciej wydostać się na zewnątrz i znaleźć się w swoim pokoju, gdzie w szafie miał ukrytą broń.
Biegał jak oszalały opustoszałymi korytarzami, każdymi napotkanymi schodami zbiegając w dół. Zgodnie z jego obliczeniami pokonał już dwadzieścia sześć pięter, ale ciągle był wysoko nad ziemią, o czym przekonał się, gdy spojrzał przez lufcik na korytarzu. W końcu znalazł się na piętrze, na którym nie było już schodów prowadzących w dół. Zrezygnowany wchodził do różnych pokojów, nie zwracając uwagi na śpiących, odpoczywających czy oddających się w nich miłosnym igraszkom ludziom. Był już zrezygnowany, gdy w kolejnym pokoju wchodząc do łazienki zauważył w niej otwarte drzwi, prowadzące do windy. Wchodząc do niej usłyszał krzyk:
- Mam cię, gnoju!
To Artur! Odnalazł go i biegł w kierunku Sławka z drewnianą pałką w ręku. Chłopak szybko wcisnął guzik z cyfrą „0”. Drzwi zamknęły się tuż przed nosem brodacza. Winda pomknęła w dół. Gdy otworzyły się drzwi, Sławek wypadł na zewnątrz jak oparzony. Znalazł się w pokoju Magdy. Rozdygotany spojrzał na tapczan. Dziewczyna leżała na nim na brzuchu. Naga, zimna i ze skręconym karkiem. Martwe od kilku dni ciało zaczęło się już rozkładać i śmierdzieć. Sławek krzyknął przestraszony do granic możliwości.
Rozsuwane drzwi zamknęły się i winda pomknęła w górę. Chłopak wciąż stał jak wmurowany, nie mogąc oderwać wzroku od makabrycznego widoku trupa jego ukochanej.
Winda znów znalazła się na dole. Drzwi otworzyły się i wtedy z odrętwienia wyrwało Sławka głośne sapnięcie. To Artur stał w drzwiach.
Brodacz zaszarżował jak wściekły byk. Sławek w ostatniej chwili uskoczył w bok. Artur minął go, ale zaraz zawrócił. Chłopak szarpnął za klamkę drzwi prowadzących na korytarz. Były zakluczone. Sekundę później zainkasował uderzenie pałką w głowę. Zachwiał się, ale utrzymał się na nogach. Zanurkował między szeroko rozstawionymi nogami Artura, minął go i nie widząc innego wyjścia skoczył na okno. Szyba rozbiła się na tysiące małych kawałeczków, raniąc go odłamkami w twarz i szyję. Zakrwawiony Sławek spadł osiem metrów w dół i wylądował na trawniku.
Pozbierał się z trudem i jak jeleń pognał w stronę swojego bloku. Za nim długimi susami sadził Artur, zbliżając się w szybkim tempie. Sławek wskoczył do klatki schodowej, czując na karku oddech prześladowcy. Wbiegł na drugie piętro i chwycił za klamkę. Odetchnął z ulgą. Drzwi do jego mieszkania nie były zakluczone. Wpadł do swojego pokoju. Otworzył szafę.
Tuż za nim do pomieszczenia wskoczył Artur.
Sławek z całej siły rzucił brodacza metalową kulką w głowę. Potem drugą i trzecią. Na głowie Artura w oczach urosły trzy potężne guzy. Wtedy Sławek chwycił za młot i uderzył nim swojego prześladowcę w skroń. Brodacz padł na podłogę jak ścięty. Sławek zaśmiał się głośno i triumfalnie. Uderzył jeszcze kilka razy, miażdżąc mu nos, łamiąc szczękę i wybijając zęby. Artur zalał się krwią.
Rechocząc w głos Sławek usiadł na tapczanie i odrzucił na bok niepotrzebną już broń.
- Załatwiłem cię, kutasie! Zabiłem cię, chamie zbolały!
Nagle jego ciałem silnie wstrząsnęło. Ktoś poraził go paralizatorem. Sławek padł na podłogę i podniósł wzrok. Nad nim stała Karolina. Piękna i seksowna, jak zawsze. I z mordem w oczach.
Kopnęła go w twarz i znów potraktowała paralizatorem. Nie mógł się ruszyć, gdy skrępowała m ręce nad głową i nogi w kostkach.
- Teraz mogę z tobą zrobić co tylko zapragnę. I zrobię! Pożałujesz, że się urodziłeś!
Karolina rozpięła mu spodnie i zsunęła je do kolan. Potem to samo zrobiła ze slipkami. Z kpiącym uśmiechem spojrzała na jego genitalia. A potem przyłożyła do nich paralizator i włączyła go. Raz. Drugi. Trzeci.
- A teraz dostaniesz na goły tyłek!
Wyciągnęła pasek z dżinsów. Spodnie opadły, odsłaniając płaski, opalony brzuch. Karolina podciągnęła je, ale znowu się zsunęły, więc rozpięła rozporek, zdjęła wranglery i odrzuciła je na bok, zostając w czarnych stringach.
Dziewczyna podeszła do Sławka i przewróciła go na brzuch. Zaczęła okładać chłopaka, bijąc z całej siły skórzanym paskiem po nagich pośladkach i udach. Skóra szybko pokryła się krwawymi pręgami. Sławek wył z bólu, ale nie był w stanie zerwać więzów. Przekręcił się na plecy, żeby ochronić mocno zbity tyłek. Karolina nie zważając na to biła dalej, raniąc brzuch, podbrzusze, genitalia i górną część ud.
- Przestań! – ryknął jak zranione zwierzę, przekręcając się z powrotem na brzuch. – Przestań, ty suko!
- No już dobrze, dobrze.. – odpowiedziała dziewczyna łagodnym, pieszczotliwym głosem, odrzucając pasek i kucając przy nim.
– Karolinka nie będzie już więcej biła Sławusia po pupie – mówiła do niego jak matka do małego dziecka, głaskając go przy tym delikatnie po zakrwawionych, gołych pośladkach, a potem rochylając uda zaczęła pieścić jądra. – Chociaż Sławuś był niegrzeczny. Bardzo niegrzeczny. Ale nie odwracaj się do mnie tyłem. To bardzo niegrzecznie.
Z trudem przewróciła go na plecy i spojrzała z uśmiechem na poranionego członka. Dyszała zmęczona katowaniem chłopaka, a piersi rytmicznie unosiły się i opadały przy każdym oddechu.
- Zawsze się zgrzeję przy robocie – powiedziała ocierając pot z czoła.
Zdjęła przez głowę przepocony, czarny T-shirt. Przetarła nim twarz i rzuciła za siebie. Oczom Sławka ukazały się apetyczne, średniej wielkości piersi o dużych, sterczących brodawkach. Pot spływał drobnymi strużkami po gładkiej, opalonej na brąz skórze. Usiadła okrakiem na brzuchy Sławka i pochyliła się w przód. Biust zakołysał się tuż nad twarzą chłopaka.
- Co, dziecinko? – spytał słodkim głosikiem. – Chcesz trochę possać cycusia mamusi?
Chwilę ocierała się piersiami o twarz zdziwionego chłopaka, a potem wsadziła mu sutek w otwarte usta.
- Ssij, maleńki – zachęciła go do działania.
Z ochotą posłuchał Karoliny. Z cyckiem dziewczyny w ustach powoli zapominał o bólu i podniecał się coraz bardziej.
- Wystarczy, chłopczyku. Co za dużo, to niezdrowo.
Chwytając go za twarz wyciągnęła sutka. Powoli przesuwała się wzdłuż jego ciała, pocierając piersiami o jego tors, brzuch, podbrzusze, aż dotarła do genitaliów. Spojrzała na penisa z najbliższej odległości i powiedziała ze współczuciem w głosie:
- Oj, biedactwo! Krew ci leci z ptaszka. Kto był taki niedobry i zrobił ci krzywdę? Ale mam dobrą maść, którą na pewno chłopczykowi pomoże.
Sięgnęła po swoje spodnie i wyciągnęła z nich niewielką, czerwona tubkę. Wycisnęła na dłoń sporą porcję maści i zaczęła nią nacierać penisa i jądra. Już po chwili Sławek miał pełną erekcję, zapominając o bólu pośladków, ud i przyrodzenia.
- Muszę sobie zapalić – szepnęła do siebie Karolina i znów sięgnęła po dżinsy, wyciągając z nich paczkę marlboro.
Zapaliła papierosa, kilka razy zaciągnęła się, a potem jakby od niechcenia zgasiła papierosa na jego penisie, przypalając go papierosem. Sławek cały zesztywniał z bólu i ryknął z bólu jak zraniony nosorożec.
- Oj, jaka ze mnie gapa! Zagapiłam się i zgasiłam sobie papierosa.
Ponownie odpaliła papierosa i nadal siedząc na udach chłopaka zaciągnęła się mocno. Odchyliła się mocno do tyłu i wypuściła dym w stronę sufitu. Potem niedbałym ruchem zgasiła papierosa na jądrach chłopaka. Sławek wrzasnął niczym zarzynany prosiak, ale Karolina tylko uśmiechnęła się pod nosem i powiedziała.
- Muszę iść siku. Zaraz wrócimy do rozmowy.
Wstała i wyszła z pokoju, zostawiając go samego. Chłopak pomyślał, sobie, że to jego jedyna szansa. Przypomniał sobie o siekierze schowanej w szafie. Przeturlał się do niej i szybko przetarł więzy o ostrze siekiery. Chwycił ją w uwolnione ręce i to samo zrobił ze sznurkiem krępującym mu nogi w kostkach. Przyczaił się za drzwiami z bronią uniesioną wysoko nad głowę.
Po chwili do pokoju weszła Karolina, nieświadoma niebezpieczeństwa czającego się za jej plecami. Ciężkie ostrze spadło z morderczą precyzją. Głowa dziewczyny spadła z karku i poturlała się w stronę okna. Krew trysnęła z przeciętej tętnicy jak z fontanny. Sławek widząc to zwymiotował. Odrzucił siekierę i usiadł na podłodze. Tępo wpatrywał się w swoje buty.
Nagle drgnął przestraszony. Ktoś głośno odchrząknął. To Artur podniósł głowę.
- O ty sukinsynu! – krzyknął Sławek. – Jeszcze żyjesz!
Dopadł do szafy i wyciągnął ze swojego arsenału najpotężniejszą broń – dwulufowy obrzyn. Spojrzał na brodacza. Zdążył już wstać i powoli zbliżał się do Sławka. Chłopak strzelił mu prosto w piersi. Artura odrzuciło pół metra w tył, ale nadal stał. Sławek znów strzelił. Brodacz zachwiał się i zrobił pół kroku w tył. Zaśmiał się i rozpiął koszulę, pokazując chłopakowi, że ma pod nim kamizelkę kuloodporną. Nie zważając na to, Sławek wsunął nabój do komory strzelby.
Artur wyrwał Sławkowi obrzyna i uderzył nim kilka razy chłopaka w głowę. Potem zaczął rzucać nim o ścianę, kopiąc go po głowę i brzuchu za każdym razem, gdy spadł na podłogę. Sławek nie miał żadnych szans wobec miażdżącej przewagi siły przeciwnika.
Znęcania się nad nim zdawało się nie mieć końca. Próbował uciec, ale za każdym razem gdy był już przy drzwiach, brodacz chwytał go w pół i rzucał nim o szafę. Gdy kolejny raz boleśnie zderzył się z meblami, spadł tuż obok obrzyna. Zdesperowany, nie widząc innego sposobu na przerwanie niewyobrażalnych cierpień, chwycił za broń i przystawił go sobie do głowy.
Pociągnął za spust.

*****

Obudził się strasznie obolały. Z trudem zwlókł się z tapczanu, a wtedy przypomniał sobie, że w apteczce ciągle jest maść na bolące mięsnie i stawy Ben Gay. Niewiele się zastanawiając wysmarował się cały tą maścią, nie zważając na to, iż paliła i wydzielała nieprzyjemną woń. Nie posmarował tylko członka i jąder, chociaż właśnie tam bolało go najbardziej, bo zdawał sobie sprawę, że to właśnie tam będzie go piec najbardziej. Ze zdziwieniem szybko zmieniającym się w przerażenie stwierdził, iż ma krwawe pręgi na udach i pośladkach, zakrwawione genitalia, a w licznych miejscach jest pozacinany i poprzepalany papierosem.
Sławek położył się na tapczanie i przypadkowo spojrzawszy na ścianę zauważył, iż jej kolor jest niemal identycznie identyczny z barwą sukienki ślicznej kobiety, którą widywał w większości swoich snów. Wtedy przypomniał sobie przeczytane kiedyś zdanie, że mózg ludzki w czasie snu nie jest w stanie wymyślić nowych twarzy. Każda twarz widziana podczas marzeń sennych należy do człowieka widzianego kiedyś w rzeczywistości, choćby nawet był to ktoś nieznajomy, zobaczony dwadzieścia lat temu w wielotysięcznym tłumie, na kogo patrzyliśmy przez zaledwie pół sekundy.
- W takim razie kim jest ta piękna kobieta w zieleni? – spytał sam siebie na głos.
Zamknął oczy i wytężając pamięć starał sobie przypomnieć wszystkie kobiety i dziewczyny, które kiedyś podobały mu się i które widział na żywo. Każdą z nich w wyobraźni porównywał do nieznajomej ze snu.
Najpierw pomyślał oczywiście o Magdzie, później o koleżankach ze szkoły, nauczycielkach, dwudziestokilkuletniej piersiastej brunetce z bloku naprzeciw jego domu, która lubiła się przebierać w nocy przy zapalonym świetle i odsłoniętym oknie. O Ani, dziewczynie kuzyna Sylwka, na widok której zawsze miał erekcję, chociaż wstydził się tego, zwłaszcza że dziewczyna powiedziała mu kiedyś, iż zauważyła, co się dzieje z jego fiutkiem w spodniach.
Wspominał pewną nieznajomą z wesela ciotki, ubraną w wyzywającą czerwoną sukienkę i nie noszącą bielizny. Pamiętał ją doskonale, chociaż widział ją, gdy miał zaledwie czternaście lat. Zapamiętał zwłaszcza to, jak tańczyła kankana, a ściślej mówiąc to, co widział wówczas między jej nogami. Ale ona również nie była podobna do ślicznej pani ze snu.
W końcu go olśniło. Tak, to musiała być ona! Jak mógł przedtem o niej nie pomyśleć? Krysia, koleżanka mamy! Odwiedzała ją, gdy Sławek miał trzynaście lat. Miała czarne, kręcone włosy, duży biust, piękny, szeroki uśmiech. Uwielbiała krótkie spodniczki i wyzywające dekolty. Pierwsze fantazje seksualne Sławka były związane właśnie z nią.
Nawet po tylu latach ze szczegółami pamiętał dzień, gdy pod nieobecność jego ojca, przebywającego na delegacji, pani Krysia zasiedziała się u ich do późna i mama Sławka zaproponowała jej, że prześpi się u nich. Pościeliła koleżance w pokoju Sławka, a on położył się w kuchni na nadmuchiwanym materacu.
Obudził się o ósmej rano. Pomyślał sobie, że dobrze, iż jest niedziela i nie trzeba iść do szkoły. W pokoju rodziców były zasłonięte żaluzje, tak samo w jego. Pomyślał sobie, że wejdzie cicho, żeby nie obudzić pani Krysi, weźmie sobie książkę i wycofa się na palcach.
Jak pomyślał tak zrobił. Wziął książkę z półki i odwrócił się w stronę drzwi. Dopiero wtedy spojrzał na tapczan, na którym spała pani Krysia. Całkiem odkryta, odwrócona tyłem do niego. I zupełnie naga. Miała skórę równomiernie opaloną na kolor mlecznej czekolady, nie więcej niż trzydzieści pięć lat i ciało ponętne jak osiemnastolatka. Krągłe pośladki wypięte w jego stronę sprawiły, że natychmiast miał wzwód. Stał jak wryty przez dłuższą chwilę. W końcu ruszył w stronę wyjścia, chcąc niezauważony opuścić pokój. Był już przy drzwiach, gdy kobieta przewróciła się na wznak.
To było silniejsze od niego. Musiał się zatrzymać i spojrzeć. Duże, jędrne piersi o sterczących sutkach były rozchylone na boki, poddane prawu ciążenia. Płaski brzuch bardziej pasował do nastolatki niż do dojrzałej kobiety. Przesunął wzrok w dół jej ciała. Lekko rozchylone uda ukazywały mały trójkąt czarnych, krótko przystrzyżonych włosów łonowych. Wpatrywał się w niego jak sroka w gnat. Jego ręka bezwiednie zawędrowała do slipek, pieszcząc powiększonego do granic możliwości penisa.
- Sławek, gdzie jesteś? - z błogiego stanu wyrwał go głos matki.
Pobiegł do ubikacji, gdzie spędził prawie pół godziny, zawzięcie się onanizując i wyobrażając sobie nagą, rozkraczoną panią Krysię.
Gdy ich gość wychodził do domu, mama zawołała go, by pożegnał się z jej koleżanką. Wyciągnął rękę, a wtedy kobieta ujęła ją, pochyliła się nad chłopakiem i powiedziała mu do ucha, drugą dłonią dyskretnie uszczypnąwszy go w członka.
- Wiem, że mnie podglądałeś. Ale ja się nie gniewam.
Niestety krótko potem Krysia przestała do nich przychodzić.
Sławek otworzył oczy i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że przez cały czas trzymał w dłoni przyrodzenie i intensywnie je pobudzał.
Wtedy nagle pomyślał sobie o Arturze i erekcja natychmiast mu ustąpiła.
- Gdzie ja mogłem widzieć tego cholernego brodacza?! – myślał na głos.
By lepiej się skupić, znów zamknął oczy, przywołując z otchłani pamięci obrazy wszystkich dobrze zbudowanych mężczyzn z brodą, których kiedykolwiek mógł spotkać. Wuefista. Sprzedawca w sklepie z narzędziami. Policjant, który złapał go, gdy będąc dzieckiem kradł winogrona na działkach. Kolega wuja, u którego był na wakacjach na wsi. Nie, żaden z nich. Żaden.
Brodę miał jak jego wuefista, który zawsze się śmiał ze Sławka, że ten nie mógł trafić piłką do kosza. Ale twarz Artura wyglądała zupełnie inaczej. Gdyby nie ta broda, byłby bardzo podobny do tego gościa z tramwaju. Tego, który tak długo i bezczelnie przyglądał mu się, kiedy był ostatnio w Poznaniu i jechał z Dworca Głównego PKP na Bułgarską na mecz Lecha Poznań. Pamiętał, że wzrok nieznajomego przeraził go wtedy. A jeszcze bardziej twarz. Szczególnie oczy. Przypominały mu jego prześladowcę z przedszkola, starszego o rok i większego o głowę Gerarda, który chodził do ich grupy trzy i czterolatków. To właśnie jego, Sławka, upatrzył sobie na ofiarę. Gerard zabierał mu zabawki, szydził z niego, ciągnął za włosy i bił po twarzy, gdy tylko przedszkolanka odwróciła wzrok. Sławek był wtedy bardzo mały, ale doskonale mu to zapadło w pamięć. Facet w tramwaju miał około dwudziestu lat, ale te same, okrutne oczy Gerarda. Gdyby nie broda wuefisty, Sławek przysiągłby, że to on. Ale czy można uwierzyć snom i temu, co robią one człowiekowi z mózgu?

*****

Po ostatnich koszmarach Sławek tak bardzo bał się, że mogą one powrócić, iż postanowił, że zrobi wszystko, by jak najmniej spać. Pił olbrzymie ilości kawy i red bulli, celowo pobudzając się, żeby tylko nie zasnąć. Kupił sobie cztery budziki i nastawił je tak, by na zmianę dzwoniły co piętnaście minut.
Nie przespał kilka nocy i wyglądał jak zjawa, z podkrążonymi oczyma i zapadłymi policzkami. Skończył się rok szkolny, więc nie musiał chodzić do szkoły, ale zamiast uczyć się do matury, snuł się po domu albo szukał w internecie recepty na rozwiązanie swoich problemów. Niestety okazało się, że nikt inny nie był w takiej sytuacji jak Sławek. Albo nie chciał tego opisać. Lub nie zdążył.
Wytrzymawszy pięć dób bez zmrużenia oka, był cieniem człowieka, ale nie poddawał się. Czuł, że zasypiał na stojąco, ale wypił w ciągu dnia dziesięć kaw i sześć red bulli. Dzięki temu unikając pozycji siedzącej, a tym bardziej leżącej, udało mu się przetrwać kolejną noc.
Szósta doba bez snu okazałą się dwa razy trudniejsza od piątej. Z trudem tłumił odruchy wymiotne pijąc kawę za kawą. Założył słuchawki i słuchał ostrej muzyki rockowej na cały regulator, co chwilę nastawiając kolejny budzik.
Nagle poczuł znajomy, silny ból brzucha. Doskonale wiedział, co to oznacza. Miał już nieraz taką przypadłość. Wiedział, że dopóki nie uda mu się oddać stolca, ból z każdą chwilą będzie narastał w szybkim tempie. Poszedł do ubikacji i usiadł na desce klozetowej. Napinając się jak mógł najmocniej po kilkunastu minutach udało mu się załatwić fizjologiczną potrzebę. Odetchnął z ulgą. Chwilę później zasnął, ciągle siedząc w ubikacji.

*****

Sławek wszedł do swojego ogólniaka. Akurat była długa przerwa i tłum uczniów kłębił się na korytarzu. Oparł się o ścianę i obserwował przechodzących ludzi. Gdy mijała go pani Agnieszka, młodziutka nauczycielka angielskiego, która była dopiero pierwszy rok po studiach, pomyślał sobie, że wiele by dał, by zobaczyć ją chociaż raz nago. Była wysoką, bardzo szczupłą, krótkowłosą brunetką o niebotycznie długich nogach i zniewalającym uśmiechu. Wszyscy chłopacy w jego klasie uważali ją za najlepszy towar z grona nauczycielek.
- A tak konkretnie? Ile byś dał? – usłyszał głos pani Agnieszki, która cofnęła się i stanęła tuż przed nim.
- Wszystko co mam. Ze dwie stówy. Co najmniej – odparł zdziwiony.
- Okay. Chcesz to masz – odpowiedziała słodko.
Zdjęła elegancki, szary żakiecik, rzucając go niedbale na podłogę. Potem rozpięła zamek błyskawiczny spódniczki i zsunęła ją z ponętnych bioder, pozwalając opaść na podłogę.
Tłum ludzi wokół nich gęstniał. Pani Agnieszka rozwiązała granatową apaszkę i rzuciła ją za siebie jak panna młoda welon ślubny. Zaczęła nucić piosenkę „Sex bomb”, rozpinając guziki śnieżnobiałej koszuli. Gdy skończyła, rzucając ją Sławkowi pod nogi, oczom zaskoczonych uczniów ukazał się wiśniowy stanik typu push-up i stringi tego samego koloru. Ciągle śpiewając przebój Toma Jonesa zaczęła seksownie kręcić biodrami. Ku zaskoczeniu wszystkich zdjęła stringi, pozostając tylko w szpilkach i biustonoszu. Wzrok Sławka natychmiast zjechał w dół, zatrzymując się między jej udami. Czarny pasek włosów łonowych, wygolonych w klasyczną „brazylijkę”, momentalnie bardzo go podniecił. Rozległy się gwizdy aprobaty. Chłopacy patrzyli na nauczycielkę z zachwytem, a dziewczyny z niedowierzaniem, zmieszanym z zazdrością i podziwem.
Agnieszka nadal tańczyła i śpiewała, obracając się powoli wokół własnej osi i seksownie kręcąc dupeczką. W końcu zdjęła stanik, kładąc go Sławkowi na głowie. Miała małe, ale zgrabne i jędrne piersi z dużymi brodawkami i sterczącymi sutkami. Sławek poczuł, że miał tak gigantyczną erekcję, iż chyba za chwilę rozerwie mu spodnie. Pomyślał sobie, że na pewno to sen i że snów ten stan zrobił się przyjemny. I pewnie tak jak kiedyś ma w nim władzę absolutną.
- Niech znikną wszyscy oprócz pani Agnieszki – rozkazał tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Jak chciał tak się stało. Zostali na szkolnym korytarzu tylko we dwoje.
- Uklęknij – powiedział łagodnie.
Kobieta wykonała polecenie bez chwili zwłoki. Pogłaskał ją po głowie i rozpiął rozporek. Uśmiechnął się błogo.
Potężne uderzenie w kark zwaliło Sławka z nóg. Z trudem podniósł się z podłogi. Obok ciągle klęczącej nauczycielki stała Karolina z bejsbolową pałką w ręku. A tuż za nią Artur uzbrojony w nóż. Miny mieli złowrogie i krwiożercze, a w spojrzeniach swoich prześladowców chłopak zobaczył żądzę mordu.
Nie tracił czasu na dyskusję. Natychmiast rzucił się do ucieczki. Karolina i Artur ruszyli za nim jak psy gończe.
Sławek wypadł z budynku szkoły jak oparzony. Pobiegł w stronę furtki. Odwrócił się. Byli tuż za nim.
- Zabijemy cię, gnoju! – wrzasnęła Karolina.
- Ale najpierw się zabawimy! – dodał Artur. Przygotowaliśmy dla ciebie coś specjalnego!
- Tak! Wyjątkowy zestaw tortur! – Karolina zaśmiała się przerażająco jak sam diabeł.
Sławek bieg w stronę domu. Co jakiś czas czuł uderzenie w plecy lub tył głowy. To doganiała go Karolina i robiła użytek ze swojej pałki. Wtedy mobilizował się jeszcze bardziej i przyspieszał, zostawiając ją trochę z tyłu. Jednak nie na długo. Po chwili słabł i dziewczyna znów go doganiała, waląc z całej siły. Wtedy on przyspieszał. I tak w kółko, do znudzenia.
W końcu dobiegł do swojego bloku. Wpadł na klatkę schodową jak podróżnik do oazy po tygodniu spędzonym na pustyni. Gnał po schodach jak wiatr. Irracjonalnie myślał, iż we własnym domu będzie bezpieczny. Wpadł do swojego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi i oddychając z ulgą.
Sekundę później drzwi otworzyły się na oścież i do jego pokoju spokojnie weszła Karolina. Na jej ustach gościł tryumfalny uśmiech. Uderzenie pałki trafiło go w policzek, odrzucając na okno.
- Nie! Przestań! Nie!
Sławek był przerażony. Nie widząc innej drogi ucieczki otworzył okno, zapominając, ze mieszkał na dziesiątym piętrze.
- Co ty robisz?! Stój!
- Nie dorwiesz mnie, zdziro!
Sławek stanął na parapecie, gotowy skoczyć w dół.
- Zwariowałeś?!
Silne szarpnięcie zwaliło go na podłogę. W panicznym strachu zerwał się na nogi. Pomyślał, że tanio skóry nie sprzeda. Karolina stała ze spuszczoną głowę. Pałka leżała na dywanie, odrzucona na bok. Sławek postanowił wykorzystać okazję. Doskoczył do niej. Chwycił za kark. Mocno skręcił. Coś głośno chrupnęło. Bezwładne ciało opadło na podłogę.
Do pokoju wpadł Artur. Na twarzy miał złość i zdziwienie.
- Coś ty narobił? Dlaczego to zrobiłeś?!
Skoczył w stronę Sławka. Ten odskoczył, opierając się o okno. Artur chwycił go za kołnierz.
- Ciebie też załatwię! – wrzasnął Sławek w panicznym strachu.
Kopnął Artura w jądra. Mężczyzna zgiął się w pół. Wtedy mocno go popchnął i przewrócił. Sławek podniósł z ziemi pałkę. Bił nią Artura po głowie. Bił. Bił. Bił. Aż z jego twarzy została tylko krwawa miazga.
Sławek odrzucił pałkę na bok. Stał pochylony, zdyszany, w szerokim rozkroku. Pot spływał mu po twarzy i kapał na podłogę.
- Co ty zrobiłeś, debilu?! – usłyszał znajomy głos.
- O co ci chodzi? – odpowiedział zdziwiony na widok Magdy, która nagle znalazła się w pokoju.
- O gówno! Zabiłeś swoich rodziców!
- Bredzisz! To Artur i Karolina! Ślepa jesteś czy co?! Gdybym ich nie zabił, to oni zabiliby mnie!
- Na mózg ci padło?! Patrz!
Magda pochyliła się nad mężczyzną. Chwyciła go za włosy i mocnym szarpnięciem ściągnęła z niego zakrwawioną, gumową maskę, zakrywającą całą głowę.
- Poznajesz tego pana?- spojrzała na Sławka z szyderstwem i pogardą. – Bardzo podobny do twojego tatusia!
Dziewczyna zbliżyła się do kobiety i kucając przy jej głowie spytała pozornie przyjaznym tonem:
- A może już gdzieś widziałeś tę uroczą i sympatyczną damę?
Wprawnym ruchem zdjęła gumową maskę. Burza długich, złotych włosów spłynęła na podłogę.
- Kubek w kubek podobna do twojej mamusi. Tylko dlaczego się nie rusza i nie oddycha? Może zachorowała, biedaczka?
- Nie! Nie!!! – wrzasnął Sławek.
- Tak. Zrobiłeś to! Morderco!
- Nie! To nie może być prawda! To tylko sen! Zrobiliście mi coś z głową, żeby mnie przestraszyć! I żeby zwariował! Przestań się nade mną znęcać! Wszyscy się ode mnie odpierdolcie!
- To ty zacząłeś. Teraz zagramy w to do końca.
- Co ty pleciesz? Co to za gra?!
- Gra w sen i jawę. Życie i śmierć.
- Nie chcę w to grać! Przerwij to!
- Nie można przerwać. Wahadło raz wprawione w ruch będzie się kołysać tak długo, aż samo się zatrzyma, wypełniwszy swój czas.
- Co ty bredzisz?!
- Nic. I tak nie zrozumiesz. Chodź ze mną.
Chwyciła go za rękę i mocno pociągnęła. Wbrew swojej woli poszedł za nią. Wyszli na korytarz i stanęli przed drabiną prowadzącą na dach.
- Wchodź pierwszy – rozkazała tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Sławek zaczął się wspinać po metalowych szczeblach. Dotarł do włazu, odsunął stalową zasuwkę i podniósł klapę. Blaszane wieko z hukiem uderzyło o dach, odsłaniając niebo nad głową chłopaka. Sławek wdrapał się na górę, a dziewczyna poszła jego śladem.
- Po co mnie tu zaprowadziłaś? – spytał.
- Zaraz się przekonasz. Stań tutaj.
Popchnęła go w stronę krawędzi dachu. Z trudem zatrzymał się pół kroku od rynny.
- Zwariowałaś?! Uważaj trochę! Prawie bym spadł! – zdenerwowany odwrócił się w jej stronę.
- Przepraszam - uśmiechnęła się zniewalająco.
Podniósł nogę, by zrobić krok naprzód. Gdy Magda znów go popchnęła, poleciał w przepaść. Odruchowo rozpostarł ręce. Cudem chwycił się rynny. Trzydzieści metrów pod nim dwupasmową ulicą przejeżdżał sznur samochodów.
Odetchnął z ulgą. Wystarczy się podciągnąć na rękach i jest uratowany.
Nagle poczuł straszliwy ból. Ktoś stanął mu na dłoniach, miażdżąc palce. Wrzasnął przerażony do granic możliwości.
I wtedy się obudził. Ale nie tak jak zawsze, w swoim łóżku.
Sławek wisiał na rękach, trzymając się rynny przymocowanej do dachu boku. Znał ten blok doskonale. Mieszkał w nim na najwyższym, dziesiątym piętrze.
Przez okno zaglądał do swojego pokoju. Na podłodze leżały dwa zakrwawione trupy. Bożena i Janusz. Rodzice. Jego rodzice.
- Tak, to ty ich zabiłeś – usłyszał znajomy głos. – Nie wykręcisz się od odpowiedzialności. Zresztą i tak zaraz umrzesz. I bardzo dobrze! To za to, że znęcałeś się nade mną, nad Karoliną, nad innym dziewczynami. Myślałeś, ze w snach jesteś bezkarny? Nie jesteś! Inni ludzie też mają sny! I mogą się one pokrywać albo krzyżować z twoimi. A wtedy możesz kogoś skrzywdzić. Bardzo skrzywdzić. Nawet bardziej niż na jawie, bo w śnie wszystko odczuwa się kilka razy mocniej!
Magda stanęła mu na dłoniach. Buty o grubych podeszwach wrzynały się w ciało, sprawiając potworny ból. Po kolei otwierały mu się wszystkie palce. Nie był już w stanie dłużej się utrzymać. Poleciał w dół!

*****

Pielęgniarka weszła do szpitalnej sali razem z postawnym mężczyzną w wieku około pięćdziesięciu lat. Wskazała ręką na chłopaka siedzącego na wózku inwalidzkim tyłem do drzwi, a przodem do okna:
- O, tu właśnie jest Sławek. Zostawiam was samych, ale gdyby działo się z nim coś nie tak, proszę wcisnąć ten czerwony przycisk na ścianie, to natychmiast ktoś przyjdzie.
- Dobrze.
Kobieta wyszła, a mężczyzna stanął między oknem a chłopakiem. Młodzieniec miał ręce przywiązane paskiem do poręczy wóżka.
- Cześć. Poznajesz mnie? To ja, wuja Jarek, twój ojciec chrzestny.
Wychudzony chłopak powoli kiwnął twierdząco głową. Nie patrzył na swojego gościa. Tempo wpatrywał się w czubek swojego buta.
- Lekarz uprzedzał mnie, że kontakt z tobą jest bardzo utrudniony. Przywiązali cię, żebyś nie zrobił sobie krzywdy, bo ponoć masz czasem jakieś ataki szału. Ale cieszę się, że powoli dochodzisz do siebie. Nie wiem, czy ci powiedzieli, ale po tym jak spadłeś z dziesiątego piętra, byłeś trzy miesiące w śpiączce. Miałeś niebywałe szczęście, bo spadłeś na daszek nad balkonem na szóstym piętrze i już na nim zostałeś ze złamaną nogą i obiema rękami. Widziałeś o tym? Pamiętasz ten wypadek?
Sławek przecząco pokręcił głową.
- Wiem, że ty tego nie zrobiłeś – Jarosław kontynuował swój monolog. - To znaczy wierzę, że to nie ty. Chcę wierzyć. Ale wszystkie poszlaki wskazują właśnie na ciebie. Odciski palców na broni i ciałach rodziców.
- Jakie poszlaki? – Sławek w końcu odezwał się, podniósł głowę i spojrzał na wuja.
- No jak to?! Naprawdę nic nie pamiętasz?! Jesteś oskarżony o brutalne morderstwo ojca i matki! Nie mów mi, że nikt ci o tym nie powiedział! Policja przyjeżdżała tu kilka razy, ale nie byłeś zdolny do składania zeznań.
Sławek zrobił wielkie oczy, a potem schował twarz w dłoniach. Między placami ciekły łzy.

*****

Dwa tygodnie później odwiedził go Marek - kolega, z którym przez trzy lata siedział w jednej ławce. Sławek nie odpowiedział na przywitanie i sztywno siedział na swoim wózku, wyglądając przez okno. Marek spojrzał na oczy przyjaciela. Były zamglone i nieruchome, wpatrzone w jeden, sobie tylko znany punkt.
- Odwiedzał cię tu ktoś z naszej szkoły?
Sławek w odpowiedzi pokręcił głową.
- To nie słyszałeś, że z naszej klasy tylko Andrzej nie zdał matury. Uwalili go na matmie. Ja dostałem się na ekonomię. Nie przejmuj się, polepszy ci się, to zdasz maturę za rok i też pójdziesz na studia.
Chłopak nic nie odpowiedział. Marek zamilkł, ale po chwili znów zaczął opowiadać:
- Wiesz, że Magda umarła we śnie z niewyjaśnionych powodów? Jakiś tydzień przed twoim wypadkiem. Matka chciała ją rano obudzić do szkoły, a ona już była sztywna, z potwornie wykrzywioną twarzą! Podobno wyglądała tak, jakby zobaczyła diabła. Może umarła ze strachu? W każdym razie lekarz stwierdził zawał serca. Nie wiem, czy to ma coś wspólnego z jej śmiercią, ale podobno w ostatnich dniach życia miała straszne koszmary. Nie mogła sobie z tym poradzić. To wszystko jest bardzo dziwne!
Sławek nadal siedział w milczeniu, nie patrząc na kolegę. Ścisnął mocno pięści i zaczął zgrzytać zębami. Marek pomyślał, że chyba trzeba wezwać pielęgniarkę, bo być może Sławek ma jakiś atak. Jednak po chwili chłopak się uspokoił, więc Marek zaczął znowu mówić:
- To samo stało się z Karoliną! Pamiętasz ją, taka ładna brunetka, najlepsza koleżanka Magdy. Ona też umarła w nocy i lekarze nie mogli stwierdzić przyczyny zgonu. Położyła się spać i już się nie obudziła. Nikt w nocy nie wchodził do jej pokoju, a rano znaleźli ją martwą z szeroko rozszerzonymi źrenicami, jakby się czegoś cholernie wystraszyła!
Sławek ciągle spoglądał przez okno gdzieś w dal. Pomyślał sobie, że za dwie godziny zajdzie słońce. Zbliżała się kolejna ciemna noc. Jeśli nie wytrzyma i zaśnie, będzie pełna koszmarów jak ostatnio wszystkie. A każdy kolejny był straszniejszy od poprzedniego.
Gdyby tylko odwiązali go od wózka i zostawili na chwilę samego, w końcu położyłby kres swoim cierpieniom. Wystarczyłoby otworzyć okno i skoczyć z siódmego piętra na wylany betonem plac. Pewnie teraz szczęście uśmiechnęłoby się do niego i nie przeżyłby upadku. Tak byłoby dla niego lepiej. Zdecydowanie lepiej. Śmierć z pewnością nie jest tak straszna i bolesna jak to, co przeżywał w swoich koszmarach.
Był coraz bardziej zmęczony. Nie spał już od tygodnia. Tak bardzo bał się zasnąć.

Podpis: 

Robson 2010.VI
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Plamy na słońcu Szklana góra Krąg VII
Fatalistyczne, krótkie opowiadanie w tematyce katastroficznej. Z uwagi na język - 18+. Szukając na skróty drogi do szczęścia, bohater popada w alkoholizm. Sugestywnie. Klimatycznie. Symbolicznie. I nic więcej nie napiszę, bo to byłby spoiler. Krótkie, więc zachęcam do zapoznania się, jeśli masz chwilę.
Sponsorowane: 60
Auto płaci: 15
Sponsorowane: 60Sponsorowane: 50
Auto płaci: 100

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2014 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.