http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
210

Melancholia Byka

  Byk na wakacjach.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W sierpniu nagrodą jest książka
Wielki Gatsby
F. Scott Fitzgerard
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Melancholia Byka

Byk na wakacjach.

Posłannictwo z gwiazd

Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

Noc polarna

Na północy Norwegii.

Podstęp

Historia trudnej miłości, która powraca po latach.

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Jak działa szatan

„Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Rdz 3, 1

Uchodźcy, Kopacz i feministki

Co do tak zwanych uchodźców – obowiązuje absolutna poprawność polityczna.

RANKING FILMÓW Z DRESZCZYKIEM

Ranking filmów „z dreszczykiem” skala 1-6

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
490
użytkowników.

Gości:
489
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

Książki - wybierz na Ceneo.pl

POZYCJA: 61718

61718

Zabierz mnie ze sobą - rozdział 2

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
10-04-01

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantasy/Romans/Przygoda
Rozmiar
19 kb
Czytane
3005
Głosy
3
Ocena
4.83

Zmiany
10-04-16

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: PannaLawenda Podpis: Panna Lawenda
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Akcja nabiera tempa, serdecznie zapraszam do czytania.

Opublikowany w:

31.03.2010

Zabierz mnie ze sobą - rozdział 2

2.


Prułam przez gąszcz ludzi niczym lodołamacz. Chwilami moje łokcie napotykały na ruchome przeszkody, ale nie przejmowałam się groźbami i przekleństwami.
Lotta w bieganiu nie miała sobie równych, a ja musiałam chociaż utrzymać ją w polu widzenia.
Działo się z nią coś dziwnego, niedobrego. Wyleciała na korytarz niemal z drzwiami, nie mówiąc nawet co zamierza.
Plułam sobie w brodę za własną głupotę i durne rady. Na co mi to było? Nigdy więcej.
Tłum nieco się rozluźnił, więc zaczęłam energiczniej przebierać nogami.
Dystans między nami powoli się zmniejszał i już, już miałam ją dopaść, gdy Lotta nagle skręciła w bok i wybiegła przez frontowe drzwi na szkolny plac.

Pomyślałam przez chwilę, że kryzys zażegnany. Męskie dormitorium było na drugim piętrze, a ona nawet nie zbliżyła się do schodów. Mina zrzedła mi dopiero, gdy zauważyłam Arna siedzącego przy jeziorze. W błogiej nieświadomości moczył stopy, podczas, gdy trasa Lotty wyraźnie przecinała miejsce, w którym siedział.
Wyhamowała prawie przy samym brzegu, a zdziwiony Arn uśmiechnął się do niej promiennie. Widziałam to w biegu jak przez mgłę, gdyż pot zalał mi oczy.
Odezwała się do niego, ale nie dosłyszałam niczego. Uśmiechnął się, biedny, myśląc, że to będzie lekka pogawędka.
Jego usta poruszyły się szybko, ale zaraz zamilkły, bo Lotta kontynuowała.
- ...bo się o ciebie martwię. Sam rozumiesz. – dosłyszałam strzępek jej wypowiedzi. Brwi Arna niemal połączyły się z linią włosów. Odchrząknął, a właściwie zarzęził i zerknął na mnie.
- Rozumiem. – powiedział zmienionym głosem, wyglądając jakby go ktoś zdzielił mokrym ręcznikiem. Nawet ja, z moją średniej jakości spostrzegawczością, nie przeoczyłabym takich wielkich rumieńców.
- No to miłego dnia. – rzuciła, po czym odwróciła się na pięcie. Stałam krok od nich, zgięta w pół i zadyszana, próbując zrozumieć chociaż część słów jakie wymienili.
- Chodź moja droga, dosyć joggingu na dziś. – stwierdziła i złapała mnie pod pachę.

Szłyśmy kawałek w zupełnym milczeniu, Lotta upajając się poczuciem dobrze spełnionej misji, ja zaś łapiąc haustami powietrze. Dzięki niej dowiedziałam się jak słabą mam kondycję. Mięśnie to nie wszystko.

- Co mu powiedziałaś? – wydusiłam wreszcie.
- Coś, co przyprawiło go o dreszcz emocji.
- Mianowicie?

Nie odpowiedziała, tylko szła dalej, celowo mnie ignorując.

- Nie mam pojęcia co się z tobą dzieje. Zachowujesz się jak aktywowane nasienie diabła.

Obróciłam się w kierunku jeziora. Arn siedział, tym razem tyłem do słońca. Nie widziałam jego twarzy, ale po kątach zawartych między jego głową, nogami i rękoma, wywnioskowałam, że Lotta dała mu do wiwatu.
- Nieważne co mu powiedziałam, liczy się efekt.
- Jaki? – naciskałam.
- Taki, że skoczyła mu adrenalina. – Lotta roześmiała się w sposób, który nie przypadł mi do gustu.

Westchnęłam ciężko.

- Jeśli mi nie powiesz, to dowiem się wszystkiego od Arn’a. Jego wersja z pewnością okaże się fascynująca. – Marna prowokacja, ale Lotcie zazwyczaj nie trzeba było więcej.
- Droga wolna.

Nie wierzyłam własnym uszom.
Moja najlepsza przyjaciółka spacyfikowała mnie, osobisty obiekt westchnień i kto wie kogo jeszcze. Doszłyśmy do dormitorium w milczeniu; ja w grobowym nastroju, Lotta - wręcz tryskając energią. Postanowiłam, że dopadnę Arn’a przy obiedzie i wszystko z niego wyduszę.
Zerknęłam na zegarek. Było koło południa. Z okazji apelu odbywały się wyjątkowo tylko zajęcia praktyczne. Normalnie o tej porze ślęczałabym na teorii taktyki, walcząc ze znużeniem i chęcią strzelenia sobie w łeb. Stwierdziłam, że dziś jednak ucieszyłabym się z takiej lekcji. Całkiem niegroźnej, bez przełajów i draki z najlepszą przyjaciółką.
Trening z bronią ręczną miałam za piętnaście minut.
Kto nie zna naszego kraju, zapewne nie rozumie po co nam miecze i sztylety, w dobie broni palnej i laserów. Prawda jest taka, że wampirów ani wilkołaków pukawką się z drzewa nie zestrzeli, choćby kule były srebrne, pozłacane, drewniane czy z kryptonitu. A laserem można im co najwyżej wzrok skorygować.
Jedynym sposobem na zabicie wampira jest odcięcie mu głowy. Tak urządzony nie jest w stanie pić krwi. Zdycha, gdyż głodny nie może się regenerować, a jak wiadomo odcięta głowa to dość poważny problem zdrowotny.
W każdym mieście jest punkt, gdzie przechowuje się niedobitki i czeka, aż wyzioną ducha. Żywe średnio się palą. Nie trzeba tego robić, ale jest to praktyczniejsze.
W formie kupki pyłu zajmują mniej miejsca.
Jeśli chodzi o sztylety, przydają się co najwyżej w unieruchomieniu wampira. Jak się dobrze wetknie ostrze, to klient zostaje sparaliżowany i można dokończyć robotę nawet się nie brudząc.
Z wilkołakami sprawa jest nieco cięższa. Lepiej utrzymywać je na dystans, stąd celne rzuty sztyletem są najskuteczniejsze. Dopiero tutaj sprawdza się srebro.

Tak więc każdy wojownik jako niezbędnik nosił przy sobie miecz, srebrny sztylet i kuszę - według uznania. W dniu Nadania Praw otrzymam właśnie taki mały zestaw zabójcy, z wygrawerowanym herbem rodu Woronski. Jak się domyślacie herbem jest... kruk. Nie żartuję. Zresztą, w końcu i to czarne, i to.

Przebrałam się i poszłam na salę ćwiczeń, zwaną pentagonem. Po pół godzinie zrozumiałam, jak wspaniałe jest bieganie, w porównaniu do bezustannego machania męskim mieczem. Był wiele dłuższy, cięższy, grubszy od damskiego i niemal większy od niektórych ćwiczących.

- Musicie umieć władać każdą bronią na wypadek, gdyby wasz przyboczny poległ i pozostałby wam tylko jego miecz. – Pan Nowicky, człowiek o niespotykanej fantazji, dbał o nasze bezpieczeństwo lepiej niż ktokolwiek. Przewidywał każdą możliwość. Myślał jak człowiek, wampir i wilkołak razem wzięci. Szkoła bardzo go ceniła, ale trzeba przyznać, że od ciągłego zgrzytu oręża nieco poprzewracało mu się w głowie.

Godzinę później wyglądałam jak po rundce w basenie. Mokra i różowa, oddałam miecz do składu modląc się, żeby już do mnie nie wrócił. Swoją drogą, ciekawe, czy chłopcy walczyli dziś damską bronią. Musieli mieć ubaw, podczas, gdy my wypruwałyśmy sobie flaki.
Wlokłam się do pokoju marząc o prysznicu. Ciuchy lepiły się do mnie niemiłosiernie. Już dawno nie przeszłam takiego wycisku. Mijając sale wykładowe, podreptałam na piętro ku dormitorium dziewcząt.
Nagle coś zwróciło moją uwagę. Koło jednej z sal, stał on. Nie mogłam się mylić. Odwrócony tyłem czytał beznadziejną gazetkę, głoszącą o projekcie budowy biblioteki w naszej szkole. Jego czarne włosy, szerokie ramiona i sposób w jaki stał wydawał mi się bardzo znajomy. Zastygłam, licząc, że się odwróci. Jak na zawołanie chłopak drgnął i ruszył korytarzem, nawet się nie oglądając. Wpadłam w frustrację.
Musiałam sprawdzić, czy to na pewno był on, chociaż w sercu czułam, że nie mogę się mylić. Niewiele myśląc, ruszyłam za nim. Wspaniale, druga gonitwa jednego dnia. Kiedy zbiegłam ze schodów, zorientowałam się, że zniknął. Po prostu wyparował, albo biegał szybciej ode mnie. Zrezygnowana i niemiłosiernie wkurzona zawróciłam, ładując się prosto pod prysznic.

Letnia woda ukoiła nieco moje nerwy, ale nie na długo. Ubrana w świeże ciuchy zeszłam na obiad, licząc, że chociaż sprawa z Lottą się wyjaśni.
Ku mojemu rozczarowaniu Arn nie pojawił się przy stoliku. Dopiero pod koniec zauważyłam go na drugim końcu sali, obok Glenny. Coś wyraźnie poszło Lotcie nie po myśli, bo obrażona nawet na porcję zupy, przybrała pozę kobiety pokrzywdzonej. Nie wiem na co liczyła, ale tym razem chyba Arn utarł jej nosa.

- To nie tak miało być. – wyszeptała, gmerając łyżką w misce.
- Hmm. – skwitowałam, rozbawiona jej nagłą skłonnością do rozmowy.
- Powiedziałam mu, że znalazłam w gabinecie pielęgniarki wyniki badań Glenny i wyczytałam niechcący o jej... chorobie. Radziłam, żeby na nią uważał, jeśli nie chce drapać się przez kolejny miesiąc.

Opadło mi wszystko, co tylko mogło. Łyżka, szczęka i powieki.

- Powiedz, że tego nie zrobiłaś. – przybrałam grobowy ton.
- Wiesz jaka byłam wściekła...
- Powinnaś ich przeprosić. Jego i ją. Takich świństw się zwyczajnie ludziom nie robi.

Lotta, z miną zbitego psa pokiwała głową.

- Jego przeproszę... może. Kiedyś. Ale jej nigdy. I tak na pewno nosi jakieś paskudztwo...
- Lotta.

Przyjaciółka widocznie poczuła się lepiej, zrzucając swoje zmartwienia na moje barki.

- Zachowałaś się co najmniej jak trzynastolatka. Nie o taki bodziec mi chodziło. Nie miałaś go straszyć i zrażać do dziewczyny, tylko zadziałać na jego zmysły. Swoim ciałem chociażby. Teraz masz tak przesrane, że wygląd Miss Salejonu ci nie pomoże. – wyrecytowałam na wydechu, akcentując puentę.

Lotta spojrzała na mnie spod byka, ostatecznie odpychając miskę nieszczęsnej, zimnej już zupy.

- Wolę bardziej radykalne środki. Ale swoją drogą dzięki za radę. Jak nie siłą to urokiem!

Nie. No ja się zastrzelę.

Znów to zrobiłam. Udzieliłam jej rady. Nieświadomie, ale nieszczęście gotowe. Powinnam zacząć martwić się z kilkudniowym wyprzedzeniem.

***

Kolejne parę dni przebiegało schematycznie, rano schodziłam na śniadanie, później znosiłam lekcje i treningi, pochłaniając kolejno obiad i kolację, pomiędzy którymi mieliśmy czas wolny.
Siedząc w pokoju zastanawiałam się, czy mi nie odbiło. Może ciemnowłosy gość istniał tylko w mojej głowie. Pytałam Glorii czy nie widziała kogoś nowego, ale odpowiedziała przecząco. Podobnie jak kilka innych znajomych.
I nagle mnie oświeciło. Dziewczyny z Dyplo. One go znały. Rozmawiały z nim. Wyszłam w trakcie dyskusji Lotty z Glorią na temat szykującej się dziś wieczór imprezy. Prawie nie zwróciły na mnie uwagi, gdy wyśliznęłam się z pokoju. Tematem zabawy były Dzieci mroku. Ciekawy wybór. Sala pełna stworzeń, które umiemy tylko uśmiercać. Jeszcze nie przygotowałam sobie stroju, ale rodził mi się w głowie mały pomysł. Nieco maniakalny, ale do zrealizowania.

Dyplo mieszkały na samym końcu korytarza, w przytulnej wnęce pomalowanej w barwach ciepłego brązu. Przypomniałam sobie imię wysokiej blondynki i znalazłam je na jednej z tabliczek. Pełna optymizmu zapukałam energicznie w metalową blaszkę. Co za fart.

- Hej, Ricka. – powiedziałam, starając się wyglądać na rozluźnioną. Ricka obdarzyła mnie zdziwionym spojrzeniem i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, jak głupio wypadnę w jej oczach. Zdesperowana nastolatka krążąca po pokojach, wypytująca o człowieka, który prawdopodobnie nie istnieje.
- Hej.

Zapadła cisza, nie wiedziałam jak odkręcić taką kichę. Miałam pretensje do Lotty, że robi głupoty a wyszło na to, że sama postępuję równie lekkomyślnie.

- Ja... – zaczęłam, ale urwałam, bo coś podbiegło do drzwi i z wyraźną przyjemnością otarło się o nogę Ricki. Coś okazało się kotem. Uniósł mały pyszczek w moim kierunku, jakbym go interesowała. Zauważyłam, że ma śliczne, niebieskie oczy. – Ładny kot. – stwierdziłam, kucając i głaszcząc go po srebrnym futerku. Wygiął się zadowolony i zerknął na mnie, mrucząc. Nosił śmieszne, czarne skarpetki.
- Dzięki, dostałam go w prezencie, całkiem niedawno. Wabi się Dropsik. – kot wydał z siebie coś w rodzaju kichnięcia i zakręcił się między moimi kostkami.
- Słodki. – oczy Dropsika błysnęły. Uśmiechnęłam się do Ricki, myśląc nad drogą ucieczki. – Miałam sprawę, ale przypomniałam sobie o czymś ważnym i chyba przyjdę kiedy indziej. – Nim zdążyła się odezwać, dałam nogę.

Szłam energicznym krokiem, wyrzucając sobie w myślach jaka ze mnie idiotka. Co mnie napadło?
Wróciłam do pokoju i zabrałam się za szykowanie garderoby na nadchodzącą imprezę. Po głowie chodziły mi wciąż dwa kolory. Czarny i niebieski. Czarny, jak jego włosy, niebieski, jak jego oczy. Wiedziałam, że nie zachowuję się normalnie, ale pokusa okazała się silniejsza. Gdy zbliżała się godzina imprezy, założyłam czarne rurki i top, doskonale uwypuklające moje niezbyt obfite kształty. Pożyczyłam biały puder od Lotty. Umalowałam usta błękitną, jaskrawą kredką do oczu. To samo zrobiłam z powiekami. Podkreśliłam całość czarnym tuszem i szkłami kontaktowymi o tej samej barwie. Wyglądałam zjawiskowo. Dziewczyny stawiały raczej na klasykę, bordowe usta, białe soczewki, Gloria pokusiła się nawet na czarną perukę. Całe przygotowanie stanowiło część zabawy i wszystkie czerpałyśmy z niej garściami.
W końcu byłam gotowa.
Zamieszanie z każdą chwilą przybierało na sile. Lotta biegała w jednym bucie, szukając zgubionej spinki do włosów. Zmęczyłam się nieco tym hałasem. Postanowiłam poczekać na nie w sali.
Ktoś się postarał. Przyszykowano dwa pomieszczenia. Jedno wyglądała jak dziki, pogrążony w ciemności las. Zorientowałam się, że efekt ten uzyskano przez świecące z czterech stron projektory. Pnie i korony zdawały się być trójwymiarowe. Muzyka idealnie wpasowywała się w nastrój, pierwsze grupki zapełniały parkiet. Zaraz obok ziała dziura, znana na co dzień jako przejście na drugą salę treningową. Ale dziś stał tam zakrwawiony strażnik, raz po raz łapiący kogoś za kark. Przeszłam koło niego, szykując się na ewentualny atak. Na szczęście trzymał rączki przy sobie. Dobrze, bo nie chciałam chłopaka krzywdzić. Jak się okazało po drugiej stronie rozciągały się stoły z jedzeniem i kanapy, gdzie można było usiąść i odpocząć. Po zaspokojeniu ciekawości wróciłam na parkiet i wypatrywałam dziewczyn. Tak jak myślałam, moja kreacja nie była najdziwniejszą. Królowały odcienie czerwieni, więc nieco się wyróżniałam. Zauważyłam nieopodal Arna i Loya, którzy zbytnio nie postarali się o charakteryzację. Wyglądali bardzo atrakcyjnie w czarnych koszulach i sztywnych kołnierzach, ale na tym kończył się ich wkład pracy.

- Hej chłopaki. – przywitałam się, a ich zafascynowane spojrzenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że jestem całkiem seksownym wampirem.
- Loy, czy myślisz, że pod tą warstwą makijażu jest jeszcze człowiek? – spytał Arn, siląc się na sztuczną dyskrecję.

Roześmialiśmy się i zaczęliśmy rozmowę o bieżących sprawach. Loy umówił się z niejaką Sofie i był lekko podenerwowany. Arn zaś czekał na Glennę. Pojawiła się niebawem, w czerwonej sukni do kostek. Punkt dla niej.

- No, no, mamy tu dwa gangi, wampir z podziemia i drugi w wersji pałacowej. – skwitował Arn, przytulając Glennę. Można by ją posadzić o zbyt ładny wygląd. Oprócz sztucznych kłów nie miała nic, co upodabniałoby ją do dziecka mroku. Przypominała raczej księżniczkę.
- Mówiąc pałacowy pewnie masz na myśli mnie? – zadrwiłam, poprawiając obcisłe, czarne spodnie, które wbijały mi się w... w każdym razie biegać w nich nie powinnam.
- Bez wątpienia.

Loy dostrzegł gdzieś swoją Sofie i zniknął. W tym samym czasie Glennę zagadały koleżanki i miałam chwilę, by porozmawiać z Arn’em. Nim jednak się odezwałam, odchrząknął znacząco. Zrozumiałam, że chce coś powiedzieć.

- Lotta już jest? – spytał. Głos miał lekko spięty.
- Powinna zaraz się zjawić razem z dziewczynami.
- Mówiła ci o naszej, hmm... rozmowie?
- Coś wspominała.
- Co o tym myślisz? – szczerość w jego głosie mnie rozczuliła. Naprawdę chciał wiedzieć. Rzadko pytał mnie o radę, czy zdanie. Wszystko robił sam.
- Lotta ma ostatnio ciężki okres, ja także, zdarzają się nam dziwne humory. Głupio jej za ten kawał, wierz mi.

Kawał, dobrze to ujęłam. Chyba pomyślał podobnie, bo uniósł drwiąco brwi.

- Nie powiedziałem niczego Glennie, domyśliłem się, że to bzdury. Ale zastanowiło mnie dlaczego Lotta to zrobiła. – Wchodziliśmy na grząski grunt, chciałam koniecznie zmienić temat. Druga żelazna zasada Kelly Morgan – nie mieszać się w cudze sprawy sercowe. Pierwsza, jak wiadomo, dotyczy nie udzielania rad.
- Wiesz, właśnie przyszła razem z Glorią i Martą.

Odwrócił energicznie głowę i podążył za moim spojrzeniem. Dziewczyny prezentowały się jak milion dolców. Mruknęłam coś niewyraźnego w stronę Arn’a i dołączyłam do nich. Lotta wyraźnie zauważyła z kim chwilę wcześniej rozmawiałam, ale nie dała tego po sobie poznać.
Zabawa rozkręcała się i po niedługim czasie zostałam wciągnięta w wir tańca. Jako, że wstęp miał tylko dziesiąty rocznik, dyrekcja zgodziła się na kila mis z ponczem. Postanowiłam nie zwlekać i napić się choć szklaneczkę. Zauważyłam jedną misę pod ścianą i ruszyłam w jej kierunku. Tłoczyła się przy niej gromadka ludzi, więc musiałam czekać. Po minucie zrobiłam się nieco zniecierpliwiona. I zła.

- Proszę. – Przed moim nosem zawisła szklanka krwistoczerwonego ponczu.

Uniosłam głowę wyżej, by zerknąć na darczyńcę. Jego twarz tonęła w cieniu kaptura - podobne namiętnie nosiły wilkołaki. Chwyciłam zimne szkło, jednocześnie karcąc się za przyśpieszony rytm serca. Moja paranoja postępowała.

- Dzięki.
- Jeszcze chwila, a nic by dla ciebie nie zostało. – powiedział. Jego głos był niezwykle wyraźny na tle głośnej muzyki. Miał ciepłe brzmienie, lekką chrypkę i niski, pieszczący ucho ton.
- Zatem po dwakroć dzięki.

Zaśmiał się dźwięcznie, rozbawiony moim zdawkowaniem.

- Jeszcze nieraz będziesz mi dziękować. – stwierdził wesoło, lekko się poruszając. Gdybym tylko mogła zobaczyć jego twarz.
- Wątpliwe.
- A jednak. – zgrabnym ruchem wyjął mi z rąk szklaneczkę, która na chwilę znikła pod cieniem kaptura. Upił łyk i oddał mi ją. Przez ułamek sekundy widziałam zarys jego warg. Były pełne.
- Możesz już to sobie zabrać. – wskazałam na naczynie.
- Brzydzisz się? – z wysiłkiem tłumił śmiech. Kaptur coraz mocniej mnie irytował.
- Nie znam cię. – odparłam.

Okolice misy z ponczem opustoszały jak i sama misa, więc palnęłam szklanką na stolik.

- Dziewczyny mówią, że jestem słodki. Nie powinnaś czuć wstrętu. – nie zabrzmiało to jak żart, tylko raczej stwierdzenie. Bardzo dziwne stwierdzenie.
- Masz ego wielkie jak ten kaptur. Zresztą mógłbyś go ściągnąć i dać mi możliwość samodzielnej oceny.

Nie widziałam go, ale czułam, że się uśmiecha.

- Mam lepszy pomysł. Zatańczmy.

Nim zdążyłam odpowiedzieć, objął mnie pewnym ruchem i nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się na parkiecie. Tańczył z diabelną wprawą; żadnych powykręcanych nadgarstków, deptanych palców i zderzeń. Czułam się dziwnie, jego bliskość i ciepły oddech na policzku wprawiały mnie w stan niezrozumiałej ekscytacji. Minął jeden taniec, drugi, a magia trwała. Nic nie mówiliśmy, chociaż w głowie toczyłam istną batalię. Chciałam go zobaczyć. Chociaż, by się przekonać, czy nie jest zezowatym geniuszem ze Zwiadu.
Powoli ześlizgnęłam dłonie z jego barków, osadzając je na jego klatce piersiowej. Wyczułam pod warstwą tkanin twarde, mocne ciało. Miałam plan. Bez wahania wsunęłam dłonie pod kaptur i tu sprawy zaczęły się nieco komplikować. Nie mogłam odeprzeć pokusy i zamiast strącić materiał, wpierw zanurzyłam palce w jego włosach. Były gęste i jedwabiste. Zareagował błyskawicznie. Jego silne dłonie chwyciły moje nadgarstki. Znieruchomieliśmy na chwilę.
Dobrowolnie się wycofałam, co chłopak przyjął westchnieniem ulgi. Przytrzymał jeszcze moją dłoń i niedługo potem ruszył przez tłum ludzi.
Wspięłam się na palce, by go dojrzeć. Nie on jeden nosił czarny, satynowy kaptur, ale w końcu go znalazłam. Kierował się ku wyjściu. Korytarzowe lampy podświetliły jego sylwetkę, w momencie, gdy pozbył się nakrycia.
Moje serce zagalopowało. Przez moment zdawało mi się, że zobaczyłam ciemną czuprynę.
Ale przy słabym oświetleniu kolor zniekształcały cienie, nie miałam pewności.

Poczułam nieprzemożoną chęć powrotu do stolika z ponczem i napicia się z tamtej szklanki.

Podpis: 

Panna Lawenda 20.03.2010
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Posłannictwo z gwiazd Zapach deszczu. Krzyż
Krótka historia o napotkaniu obcej cywilizacji Takie moje wspomnienia. Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.
Sponsorowane: 205Sponsorowane: 21
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 20
Auto płaci: 10

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.