http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Autor płaci:
500

  Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W październiku nagrodą jest książka
Światła września
Carlos Ruiz Zafon
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy

nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz.

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Miłość z internetu - czytaj kolejne części

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Marzyciele

Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli.

Świt Nowej Ery

Pewien podróżnik w czasie przybył do roku 2010... Kogo szuka i czy uda mu się wykonać zadanie? Moja wprawka w SF - swego rodzaju.

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2059
użytkowników.

Gości:
2059
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 57757

57757

Zamek Morgull

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
09-11-10

Typ
P
-powieść
Kategoria
Fantasy/-/-
Rozmiar
45 kb
Czytane
2298
Głosy
10
Ocena
4.50

Zmiany
11-12-26

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: irask2 Podpis: Ireneusz Kołodziejczyk
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Moja pierwsza powieść z cyklu ,,Bez Twarzy". Jeśli podobały wam się ,,Kroniki Wampirów" Anny Rice myślę iż to też powinno przypaść wam do gustu. Opowieść zaczyna się w momencie, kiedy zimą do pewnego miasta przybywa tajemniczy mężczyzna, kt

Opublikowany w:

Zamek Morgull

I CZĘŚĆ: Podróżnik

ROZDZIAŁ I

-Jakiś człowiek zmierza w naszym kierunku!
-Zabijcie go! To pewnie wampir!
-Ale panie, wampiry nas nie zaatakowały już od dawna.
-No właśnie. Dlatego powinniśmy go zabić!
-Ale on nie wygląda na krwiopijcę. Teraz już pewnie
czeka pod murami.
-Czy ty jesteś idiotą? Jest sam środek zimy. Od
najbliższego miasta, w którym żyją jeszcze jacyś
ludzie dzieli nas tydzień drogi. I to konno! Konno
mówię!!! A on idzie na pieszo. Nie dyskutuj ze mną.
Zabijcie go!
-A jeśli to nie wampir? On może nam pomóc. Jeśli by
się okazało, że jest jednym z nich, od razu byśmy
go zabili. Warto go sprawdzić.
-Czy ty w ogóle mnie słuchasz? Wszystkie okoliczne wioski i miasta są wybite w pień. A ci
którzy przeżyli tą rzeź polują teraz na nas, jako plugawe nocne istoty. Jest nas zbyt mało by sobie pozwolić na stratę ludzi. Musimy czekać. A kiedy przyjdzie stosowny moment opuścimy te zbrukane ziemię.
-Nie uda nam się. Istotą zamieszkującym zamek
Morgull na pewno nie ujdzie to uwadze.
-Dlatego uda się tam najlepszych pięciu łowców
wampirów jakich mamy. Oni kupią nam czas.
-A co z tym człowiekiem, który w tym momencie jest
pewnie pod murami miasta? Zobaczmy co ma do
powiedzenia.
-Zabijcie go. To na pewno wampir. Tylko krwiopijca
mógł przetrwać w tym piekle. To na pewno podstęp.
-Ale panie. Przecież mamy dzień. Wampiry nie atakują
za dnia. On nie może być jednym z nich.
-Jak on wygląda?
-Nie wiem. Ma twarz zasłoniętą kapturem.
-Zabij go. To moje ostatnie słowo.
Drzwi do pomieszczenia otworzyły się i wpadł zdyszany strażnik, nie zwracając uwagi na nic innego niż tylko na pana tego miasta, Arieasa, który rozmawiał z jego przyjacielem, też strażnikiem.
-Panie... Panie...
-Co jest? Co się stało?
-Przybysz....
-Co z nim? To wampir? Dostał się do miasta? Mów co
się dzieje.
-Panie... To łowca wampirów.
-Skąd ta pewność?
-Panie idź i sam to zobacz. To okropny widok.
-Idziemy. Szybko. Postawcie wszystkich w stan
gotowości i wezwijcie łowców jeśli jeszcze nie ma
ich na murze.
Kiedy tylko Arieas stanął na warownym murze otaczającym miasto, podbiegł do niego dowódca straży i zacisnął prawą pięść po czym położył ją na lewej piersi i skłonił nieznacznie głowę.
-Mów Dalrisie.
-Panie. Przybysz trzy razy zażądał by sprowadzono tu
władcę tej osady. A kiedy zażądaliśmy by dowiódł,
tego że nie jest wampirem odchylił obydwie strony
płaszczu pokazując głowy wampirów. Z tuzin z każdej
strony. Od tamtej pory stoi tak z odkrytym
płaszczem i czeka. On nie może być wampirem.
-Czemu mu zasłoniętą twarz i kim jest?
-Powiedział, że nie będzie rozmawiał z nikim innym,
niż tylko władcą tej osady.
-Dobrze więc. Dostanie to czego chce. Przygotujcie
się do oddania strzału. Gdzie są łowcy?
-Już idą. Wchodzą po schodach.
-To dobrze. A teraz podejdę do brzegu muru i
porozmawiam z naszym gościem – Mężczyzna podszedł
do brzegu muru. -Witaj podróżniku!
Podróżnik nie odpowiedział, tylko spojrzał się w jego kierunku, widząc jakiegoś siwego człowieka ubranego w czerwony strój, który swoją drogą nie bardzo pasował do jego cery, ale nikogo to nie interesowało. Na murze łucznicy, byli gotowi do oddania strzału. Przybysz, był gotowy by się bronić. Ale nikt nie miał o tym pojęcia...
-Słyszałem, że chcesz rozmawiać z Panem tego miasta.
Ja nim jestem. Jestem Arieas. Jako iż należy mi się
szacunek żądam byś zsunął z głowy, kaptur bym mógł
zobaczyć twoją twarz.
Podróżnik nie usłuchał.
-Widzę, że nie jesteś ani zbyt rozmowny ani
wychowany! Więc powiedz nam co cię tu sprowadza?!
-Wampiry!
-Cieszę się z tego powodu, ale obawiam się że nie
możesz nam pomóc! Na zamku Morgull mieszka wiele
potężnych wampirów!. A jednym z nich jest Alias!
Nikt go nie pokonał!
-Bo nikt nie próbował! Ja się go nie boje! Oferuje
wam swoją pomoc!
-W jaki sposób możesz nam pomóc?!
-Udzielając informacji! W zamian za informację! A na
koniec rozwiąże was problem!
Arieas się roześmiał.
-Przepraszam, że się śmieje, ale co ty możesz nam
powiedzieć czego byśmy jeszcze nie wiedzieli?! I
jak ty sam chcesz rozprawić się z Aliasem i jego
pobratymcami?!
-To moja sprawa! Pewnie nie wiecie że przegapiliście
najlepszy czas na ucieczkę! Wampiry były tydzień w
letargu! Teraz się budzą! To cud że jeszcze
żyjecie! Ale to już nie długo się zmieni! Macie
mało czasu na działanie! Im wcześniej wyruszę tym
lepiej dla was!
-A kim ty jesteś, że śmiesz twierdzić że dasz sobie
radę z tymi potworami?!
-Moje imię nie jest istotne, ale umiejętności!
Widzę, że obok ciebie stoją łowcy wampirów! To
jeszcze dzieciaki! Oprócz tego jednego z brodą!
-To tylko twoje mylne zdanie!
-Wystaw ich wszystkich przeciwko mnie! Pokonam
każdego z nich! Ale nie po to tu jestem! Wpuść mnie
do środka! Porozmawiajmy! Nie będę tu krzyczał na
próżno! Wpuść mnie albo będę patrzył jak wasza
osada jest niszczona przez wampiry!
Arieas odezwał się do łowców wampirów.
-I co o nim myślicie? Wpuścić go?
-To jest wampir – powiedział brodaty mężczyzna, o
ciemnym kolorze brody.
-Wątpię w to. Podróżnik ma rację – odezwał się
szczupły mężczyzna o ciemno blond
włosach. –Jego niektóre słowa mają sens. Przede
wszystkim te o letargu wampirów. To by tłumaczyło
czemu udało mu się tu dostać. A głowy bez problemu
zdobył zabijając otępiałych krwiopijców. Dobrze
wiemy, że one są w letargu są słabe. A poza tym
jest dzień. A wampiry w dzień nie atakują.
-Nie wiem czemu ale mam wrażenie, że on nie jest
człowiekiem – odpowiedział brodaty mężczyzna.
-Wystarczy. Nie marnujmy czasu na rozmowy. Kto jest
za tym by wpuścić go do środka? – Odezwał się
Arieas.
Czterech z pięciu podniosło rękę.
-Rozumiem, że nie chcesz wpuścić go do środka
ponieważ uważasz go za wampirem? – Spytał Arieas.
-Tak. Będę miał na niego oko. Nie podoba mi się on –
odpowiedział brodaty mężczyzna.
-To dobrze. Pilnuj go. A teraz udajcie się na dół
bramy i odprowadźcie go do mojej komnaty. Po drodze
odbierzcie mu broń.
Łowcy udali się na schody i na sam dół.
-Weźcie od niego głowy wampirów i nabijcie na pale,
po czym wbijcie je wokół miasta – wydał rozkaz
Arieas dwóm strażnikom, którzy również udali się na
dół. A on sam odezwał się do przybysza. – Możesz
wejść! Ale nie próbuj żadnych sztuczek!

ROZDZIAŁ II

Coś zaskrzypiało w środku i brama zaczęła się powoli opuszczać. Kiedy tylko opadła wyszło siedmiu ludzi. Przybysz nie ruszył się z miejsca, tylko spojrzał spod kaptura na pięciu łowców i dwóch strażników, którzy zmierzali w jego kierunku. Śnieg skrzypiał pod ich butami, a z ust wydobywała się para. Było zimno, ale nikt nie zwracał teraz na to uwagi.
Kiedy tylko podeszli, podróżnik zdążył dobrze się przyjrzeć brodatemu mężczyźnie zanim ten się odezwał. Człowiek ten, był barczystym mężczyzną, który wydawał się jemu najbardziej groźnym przeciwnikiem. Jego broń była zasłonięta w przeciwieństwie do innych łowców, co oznaczało że ten był niezwykle doświadczony, o czym zresztą świadczyły blizny na twarzy, zadane niewątpliwie przez pazury nietoperzy. Co tylko bardziej uświadczyło przybysza w przekonaniu jak trudnym przeciwnikiem jest ten mężczyzna, który miał na sobie lekką kolczugę. Wiedział już że na niego musi uważać najbardziej. Miał małe czarne świdrujące oczy, z których biła nieufność a zarazem wielka mądrość. Jego krótko przystrzyżone włosy, o kolorze czarnej perły, tworzyły z niego niezwykle charakterystyczną postać. Ciemna broda, była również krótko ścięta, ale za to kozia bródka była spięta w kilkucentymetrowy warkocz.
Reszta z łowców to tylko nieopierzone młokosy, które nie mają szans w starciu z nim. Nawet nie starał się zapamiętać ich podobizn. Zaszczycił ich tylko przelotnym spojrzeniu. Zmieścili by się w przedziale od dwudziestu pięciu do trzydziestu lat. Wszyscy o gładkich twarzach. A w oczach ignorancja, ciekawość, pewność siebie i próżność. Bez szans na przyszłość.
-Zanim zaprowadzimy cię do Arieasa, oddasz nam swoją
broń. Poza tym jak powiedział mi jeden ze
strażników masz oddać głowy wampirów, co też
uczynisz. W innym wypadku nie zostaniesz
wpuszczony. Wykonaj więc me polecenia i możemy iść.
Przybysz najpierw odsłonił prawą, a potem lewą stronę płaszcza i tylko na chwilę. Ta chwila wystarczyła, by pociągnąć za sznurek i spuścić głowy na ziemi. Wystarczyła też by brodaty mężczyzna zdążył mu się przyjrzeć. Nie uszło to uwadze podróżnikowi, który miał na rękach czarne rękawice, nabijane na kostkach diamentami. Mężczyzna zobaczył, że tajemnicza postać ma czarne lateksowe spodnie spięte skórzanym pasem. Do boku spodni przytwierdzone było metalowe lasso. Nigdy się z takim nie spotkał. Lasso składało się z małych diamencików, które były oszlifowane i zawierały ostre ranty. Więcej mężczyzna już nie zauważył. Przybysz następnie schował ręce pod płaszczem na wysokości pasa i odpiął go, po czym wyciągnął go na zewnątrz i upuścił na ziemie. Każdy spojrzał na pas, który na środku miał dwie pochwy, z której wystawały klingi krótkich mieczy, które mogły uchodzić za przerośnięte noże kuchenne z tym wyjątkiem iż klingi były pozłacane i z kości słoniowej. Końcówki rękojeści, były lekko wygięte. Nikt nawet nie zwrócił uwagi na to jak podróżnik odpiął lasso. Kiedy rzucił je na śnieg ludzie przestali się przyglądać broni i przenieśli wzrok na lasso, po czym na metalowe gwiazdy, których na oko było dziesięć. Strażnicy patrzyli z góry na to co dzieje się na dole, gdzie póki co nie wydarzyło się nic co by wymagało ich reakcji..
-To wszystko? – Spytał młodzian. Strażnik zdążył
zabrać już głowy wampirów.
-Tak.
-I ty nazywasz się łowcą wampirów? Gdzie masz kołki?
Wodę święconą? Gdzie krucyfiks, albo chociaż jakiś
inny krzyż?
Podróżnik się zaśmiał.
-I co cię tak bawi dziwaku? – Spytał jeden z łowców.
-Wasze staroświeckie metody.
-Twoje też wydają się być wymysłem pisarza –
stwierdził inny łowca.
-Nie oceniaj go zbyt prędko – odezwał się brodaty
mężczyzna. – Pozory mylą. Pozwól że się
przedstawię. Jestem Bariass – przybysz od razu
zakodował to imię. – A to są. Zen i Bartorex. Oraz
Jax i Alias – przybysz nawet nie starał się
zapamiętać. – A ciebie jak zwą?
-Podróżnik.
-Podróżnik? Tak po prostu?
-Tak.
-Czemu nie chcesz pokazać nam swojej twarzy?
Podróżnik nie odpowiedział .
-A może dlatego, że jesteś wampirem? – Kontynuował
Bariass.
Podróżnik nie odpowiedział.
-Nie jesteś zbyt rozmowny, co?
Podróżnik nie odpowiedział.
-Żyjesz? Nic nie mówisz, nie ruszasz się. Nie
zamarzłeś czasem?
Inni się zaśmiali, a przybysz i tak nie odpowiedział.
-Skąd jesteś?
-Prowadź mnie do Arieasa.
-Jak chcesz dziwaku. Ale najpierw poznasz
najważniejsze prawa tego miasta. Po pierwsze nie
wolno ci zboczyć z głównej drogi i poruszać się
samowolnie po mieście bez naszego pozwolenia. Za
każdy twój występek, zostaniesz ukarany. W
najlepszym wypadku zostaniesz wypędzony z miasta, a
w najgorszym pozbawiony życia.
-Nie interesują mnie wasze prawa – powiedział
podróżnik. – Dowiem się co chce wiedzieć od waszego
Pana i odchodzę stąd. Więc nie marnuj mego czasu i
prowadź mnie Bariassie.
-Jesteś arogancki i niezwykle nieuprzejmy.
Zachowujesz się jak byś był wyjęty poza prawo. Ale
tu będziesz obserwowany bardzo dokładnie. I kiedy
tylko zobaczę, że robisz jakiś zły ruch od razu
wyciągnę miecz – powiedział Bariass.
-Nie boje się walczyć.
-A powinieneś. Nie masz czym walczyć. Jak chcesz
stawić nam opór?
Podróżnik nie odpowiedział.
-Zaprowadźmy go do Arieasa. Niech on się z nim
użera – zaproponował łowca wampirów.
-Ma rację – zgodził się inny łowca. – To dziwak. Im
prędzej się go pozbędziemy tym lepiej.
-Dobrze –powiedział brodacz. – Chodź za nami. Ale
nie próbuj żadnych sztuczek.
Pięciu łowców wampirów, po uprzednim podniesieniu broni przybysza, odwrócili się plecami do niego i ruszyli przed siebie. Tajemniczy mężczyzna podążał za nimi. Przekraczając bramę miasta usłyszał jak ta się za nim zamyka. Czół też na sobie spojrzenia wielu ludzi. Dzieci, starców, żołnierzy. Czół ich strach ale wiedział że w tym momencie od strachu silniejsza jest ciekawość. Przybysz nie przyglądał się miastu. Nie interesowało go. Wiedział że już więcej tu nie wróci. Kątem oka widział tylko co nieco z zabudowań. Cały czas szedł czujny i gotowy do skoku, by odebrać swoją broń od dwóch łowców, którzy szli tuż przed nim. Lustrował łowców i wiedział, że brodaty mężczyzna może namieszać w jego planach. Dlatego musi jak najbardziej uważać. Praktycznie cały czas mu się przyglądał. Bariass jak by poczuł że ktoś go obserwuje i odwrócił się w stronę tajemniczej postaci w szarym stroju zakrywającym jego ciało. Przybysz ani drgnął. Wiedział, że nikt nie jest w stanie przeniknąć jego zasłony jaką jest kaptur, skrywający w swoim mroku jego twarz. Bariass odwrócił się i poprowadził łowców do dużego budynku znajdującego się na końcu ulicy. Chociaż podróżnik nie rozglądał się po otoczeniu wiedział dokładnie, że znajduje się praktycznie w samym centrum miasta. Miał świetną orientacje, która nigdy go nie zawiodła. Rzucił przelotne, a zarazem szybkie spojrzenie po otoczeniu. To wystarczyło by upewnić się że akurat w tym momencie nie jest obserwowany. Choć wiedział, że za chwilę mogą zjawić się gapię. Włożył czym prędzej rękę do kieszeni płaszczu i wyciągnął małą metalową kulkę, po czym upuścił ją na śnieg. Kulka ta z pewnością nie była zwykłą zabawką. Śnieg tak jakby go ogrzewano, rozstąpił się pod kulką, która dotknęła zmarzniętej ziemi. Nikt nie widział tej kulki i nikt nie miał pojęcia dlaczego tajemniczy przybysz ją tu upuścił. On jednak wiedział czemu to zrobił. Wiedział, że gdzieś tu musi znajdować się czarna perła ale nie taka zwykła, którą czasem znajdują rybacy, lecz taka która ukrywa w sobie potężną moc potrzebną do realizacji jego planów. Kiedy stanęli przed drzwiami prowadzących do kamiennego budynku odezwał się Bariass, który jak już dobrze wiedział podróżnik był dowódcą tej szajki łowców.
-Oto jesteśmy przed siedzibą Pana tego miasta.
Zachowuj się.
Mężczyzna pchnął drzwi i wszedł do środka. Za nimi podążyli łowcy i podążył tajemniczy mężczyzna. Szli przez hol w kierunku wielkich schodów. Łowcy skręcili w lewo, w korytarz znajdujący się przy schodach. Nagle odezwał się Bariass.
-Chodź za mną.
Weszli po kamiennych schodach i na samej górze stanęli przed drzwiami, przy których stało dwóch strażników.
-Zaczekaj chwilę – odezwał się Bariass i zniknął we
wnętrzu pomieszczenia. Po chwili wrócił z
powrotem. – Możesz wejść.
Podróżnik pchnął drzwi i minął przyglądających mu się wrogo strażników. Znalazł się w dużym pokoju, gdzie po przeciwnej stronie drzwi na samym końcu znajdowało się duże okno, a pod nim biurko, przy którym siedział Arieas. Spoglądał on świdrującym wzrokiem w jego kierunku. Po lewo znajdował się duży kominek, w którym płonął ogień. Po lewo znajdowały się półki z książkami i komoda, w której były jakieś alkohole. Okno było lekko uchylona a na środku pokoju znajdował się gustowny czerwony dywan, podkreślał pozycję Arieasa, który gestem ręki zaprosił przybysza do stołu wskazując puste krzesło.
Przybysz podszedł i usiadł. Nie miał ochoty na tą rozmowę. Zrobił to co miał zrobić w tym mieście i chciał już je opuścić. Jednak musiał zachować pozory. I musiał dokończyć tą rozmowę.

ROZDZIAŁ III

-Miło że jesteś. Pozwól że się przestawię. Jestem
Arieas De La Graz. Władca tego miasta. A ty kim
jesteś?
Arieas wyciągnął swoją dłoń w stronę tajemniczego mężczyzny ale ten jej nie uścisnął, więc ją schował i kontynuował dalej.
-Nie musisz się tu niczego obawiać. Możesz ujawnić
swoją twarz i swoje imię. Tego wymaga kultura.
-Przybyłem tu po to, by uzyskać informację i
wyzwolić wasze miasto spod jarzma wampirów.
-To niezwykle chwalebne ale jak chcesz tego dokonać
sam? Widziałem głowy wampirów i nie powiem. Jestem
pod wrażeniem. Ale jak sam przyznałeś krwiopijcy
były w letargu. Poza tym w zamku Morgull żyją
potężne istoty, a przede wszystkim są ich tam całe
zastępy. Jak chcesz nam pomóc?
-Potrzebuje informacji. Powiedz wszystko co wiesz.
Jakie tam są wampiry?
-Co jakie? Zwykłe. Takie pijące krew i pojawiające
się nocą. Niektóre w postaci chmary nietoperzy.
-Czyli są tu Morficy. Tak myślałem.
-O Czym ty mówisz? Jacy Morficy?
-Morfikami mogą być tylko niektórzy z Arystokracji.
Jest to niezwykle prestiżowa grupa wampirów. Jak
już sam wiesz, potrafią zmieniać się w nietoperze.
Zabicie jednego z nietoperzy tylko ich osłabi ale
nie zabije.
-Wybacz, ale pierwszy raz słyszę o tym by dzielono
wampiry na grupy. Możesz bardziej się sprecyzować.
-Nie przyszedłem tu udzielać informacji tylko je
otrzymywać.
-Jesteś gościem w moim mieście. Może się napijesz?
To tak drogą dygresji.
-Nie.
-Wracając do tematu. Jesteś gościem w tym mieście, a
stawiasz mi warunki. Nie chcesz pokazać swej twarzy
ani wyjawić imienia. Nie jesteś w takiej pozycji,
by móc stawiać mi warunki i żądania.
-Mów mi po prostu Podróżnik. Im mniej wiecie o mnie
tym lepiej dla wszystkich. I dla was i dla mnie. A
teraz proszę o udzielenie mi odpowiedzi na me
pytanie.
-Wybacz. Ale coś za coś. Najpierw ty powiedz co
wiesz o tych stworzeniach zwących siebie Dziećmi
Nocy.
-Wampiry dzielą się sami w swoich szeregach na
grupy. Najbardziej powszechną grupą jest Kasta.
Piją krew wszystkich ludzi. Pijaków, chorych,
bezdomnych. Nie gardzą żadnym człowiekiem. Jednakże
biorąc okoliczności w jakiej się znajdujemy
spodziewam się że będzie tutaj najwięcej Upadłych.
Czyli takich którzy piją każdą krew. Nawet
zwierząt. Zresztą większość głów należy właśnie do
nich. Są najsłabszymi z krwiopijców. Są jeszcze
Arystokraci, którzy piją tylko czystą krew. Czyli
taką która należy do szlachty, królów i innych
wysoko postawionych ludzi. Arystokracja nie jest
zbyt powszechna. Jest ich mało ale są silni. A
najgorszą grupą są Morficy. Wykształcili się z
Arystokraci. To właśnie czysta krew umożliwia
przemianę w nietoperze. To jest nowa grupa i
najmniej o niej wiem. A w zasadzie tylko tyle co
powiedziałem.
-To wszystko?
-Mógłbym powiedzieć o krwi, że im czystszą krew
spożywają wampiry tym są silniejsi. Ale
to pewnie wiesz. Wiesz pewnie też to, że nie muszą
pić krwi, ale robią to gdyż jest ona dla nich jak
narkotyk. Krąży pogłoska, że wampir który ałkowicie
uniezależni się od krwi stanie się niezwykle
potężną istotą. Będzie nawet odporny na światło
słoneczne. Jednak jeszcze żaden krwiopijca tego nie
dokonał.
-Wiem to. Ale zastanawia mnie jedno. Skoro jest taka
pogłoska, to czemu wampiry nie próbują uniezależnić
się od krwi i czemu zaraz po tym jak zostaną
stworzone nie odpuszczą sobie krwiopijstwa?
Przecież wtedy by ich nie ciągnęło do krwi i mogli
by osiągnąć wielką moc. Czemu tego nie robią?
-Twoje rozumienie jest błędne. Każda przemiana w
krwiopijcę oznacza przemianę w istotę spragnionej
krwi, a to dla tego, że podczas przemiany wampir
pozostawia część swojej krwi, która krąży po ciele
ofiary i wyżera do reszty tą normalną, niszcząc ją
i zmieniając w krew stwórcy. Mówiąc prościej to
działa na takiej zasadzie, że w ciele krwiopijcy
zamiast krwi krąży narkotyk, który sprawia że
wampir odczuwa pragnienie krwi i tylko wielka wola
może sprawić, że przestanie on pić krew co nie jest
łatwe.
-Widzę, że nie jesteś głupi. Wnioskuje też że jesteś
potężnym wojownikiem. Udzielę ci potrzebnych
informacji. Ale pod warunkiem że do zamku Morgull
udasz się razem z innymi łowcami wampirów.
-Czy oni wiedzą, że nie mają szans na przeżycie?
-A ty masz?
-Oni nie wiedzą tego co ja i nie posiadają takich
zdolności jak ja.
-Czy te zdolności są związane z twoim wizerunkiem i
dlatego nie chcesz pokazać twarzy?
-Nie.
-Więc czemu nie chcesz jej pokazać?
-To moja sprawa. Udziel mi informacji. Powiedz co
wiesz.
-Zgadzasz się wyruszyć z łowcami wampirów
jutrzejszego dnia do zamku Morgull?
-Wyruszam niezwłocznie po otrzymaniu informacji.
-Czemu tak wcześnie?
-Wampiry są jeszcze pod wpływem letargu. Są słabsze
niż zazwyczaj.
-Czemu zapadły w letarg.
-Tak się dzieje kiedy Dziecko Nocy długo nie pije
krwi. Ale dzieje się też tak dlatego, że krwiopijcy
w ten sposób komunikują się z podobnymi sobie i
jeśli nie są zbyt mocne zapadają na jakiś czas w
letarg. Po przebudzeniu są strasznie głodne i
atakują w furii. Są niezwykle niebezpieczne. Choć
przybysz powiedział prawdę, nie powiedział czemu
wampiry naprawdę zapadły w letarg.
-Skąd o tym wiesz?
-Wiem i już. Nie traćmy czasu. Mów co wiesz.
-W zasadzie nie wiemy wiele. Wiemy tylko tyle że
pojawiły się tutaj jakiś rok temu. Od tego czasu
zabili prawie wszystkich. Tylko my przeżyliśmy.
Wiemy że dowodzi nimi wampir Alias, który
zamieszkał w zamku Pana tych włości. Po jego
śmierci ja dowodzę tym miastem. Z tego co udało nam
się ustalić to czegoś szukały i to znalazły. Ale
czemu nie odeszły nie wiem.
-Czekają.
-Na co?
-Na Zwiastun.
-Na jaki Zwiastun? O czym ty mówisz.?
-Czekają na znak, że ich władca nadchodzi.
-Jaki władca?
-Ojciec wszystkich wampirów. Wraz z nim nadejdzie
zmierzch ludzi. Ale nie martw się. To tylko ich
legenda. Nic takiego nie nastanie.
Arieas nie wiedział czemu ale miał wrażenia, że przybysz nie był z nim do końca szczery. I miał rację. Ale nie wiedział o tym.
-Ale nie traćmy czasu. Najwyższa pora ruszać.
Nagle przez uchylone okno wleciało coś co było niezwykle małe. Przy poruszaniu wydawało brzęczący dźwięk. Przybysz wyciągnął rękę i otworzył dłoń, na której wylądowała metalowa kulka, składając metalowe skrzydełka. Tajemniczy mężczyzna zacisnął pięść wokół tego przedmiotu i schował go do kieszeni. Cieszył się że tak szybko szperacz odnalazł perłę, która była teraz ukryta w jego środku, ale to stawiało go w kłopotliwej sytuacji. Będzie musiał udzielić odpowiedzi i kłamać, czego nie lubił. Tak jak myślał, zdziwiony Arieas zaczął się dopytywać o szperacza.
-Co to było? – Spytał zdziwiony Arieas.
-Magiczny szperacz.
-Co to takiego?
-Coś co po otrzymaniu polecenia wykonuje je – dał
wymijającą odpowiedź przybysz.
-To coś żyje?
-Nie. To jest Artefakt. To nie ma duszy.
Choć Arieas zdawał sobie sprawę, z tego że jego pytania brzmią dziecinnie: Po co to? Na co to? Pytał dalej.
-Nigdy nie słyszałem o Artefaktach. Co to takiego?
-To magiczna pozostałość po magii, która kiedyś była
praktykowana, a teraz zanikła już prawie
całkowicie. Niewiele osób o nich wie.
-Wybacz ale nie wierze w magie. A to co mówisz jest
dla mnie mało zrozumiałe.
-Głupcami są ci, którzy nie wierzą w istnienie
magii. Magia jest tak samo obecna jak wampiry.
Tylko, że ona prawie już nie istnieje. Jej resztki
skumulowały się w Artefaktach.
-Co on robił? Ten cały szperacz?
-Wyszukiwał drogi do zamku Morgull – skłamał
Podróżnik.
-Możesz mi go pokazać?
-Nie ma na to czasu. Musimy działać jak najszybciej.
A najlepiej już teraz.
Chociaż odpowiedzi przybysza nie były zadawalające, to w jego głosie było coś co sprawiało, że chciało mu się wierzyć i nie przeciwstawiać, dlatego też Arieas nie drążył dalej tematu.
-Zaczekasz do póki nie będę gotowy z ludźmi do
opuszczenia miasta. Wtedy udacie się do zamku
Morgull, a my na zachód. Nie przyjmuje odmowy –
Jego głos był stanowczy. - Wiesz gdzie jest zamek?
-Nie sposób go nie widzieć, zmierzając tutaj.
-A wiec do dzieła. Pora ruszać. Powodzenia
przyjacielu.
Podróżnik nie odpowiedział. Wstał tylko i skierował się do wyjścia. Natomiast sam Arieas była tak zafascynowany jego głosem, że nawet nie zorientował się jak sprzeczne były ze sobą ostatnie jego zdania dotyczące zamku.

ROZDZIAŁ IV
Podróżnik wszedł do niedużego pokoju gdzie przy dużym stole stali łowcy wampirów. Ci zaszczycili go swym podejrzliwym wzrokiem ale nikt się nie odezwał. Pokój był niewielki i światło dawały tylko świece poustawiane na świecznikach i na stole. Oprócz tego pokój był pusty. Z pewnością kiedyś był to magazyn. Przybysz podszedł do stołu i zobaczył mnóstwo broni. Była tam też i jego, a reszta miała być z pewnością użyta przez łowców w walce z krwiopijcami. Parsknął cicho pod nosem. Nikt go nie usłyszał. W myślach stwierdził że ci ludzie, którzy ośmielili nazywać siebie łowcami wampirów są gorszymi młokosami niż myślał. Na stole walała się woda święcona w flakonikach zakończonych czymś co trudno jakkolwiek opisać. Z pewnością miało to ułatwić rozprowadzanie wody po otoczeniu. Obok leżało mnóstwo kołków dębowych i święconych krucyfiks. Przybysz kolejny raz zaśmiał się w myślach. Tym razem jednak się odezwał i przerwał milczenie, które pewnie dla innych było by niezręczne ale nie dla niego.
-Nazywacie siebie łowcami wampirów, a używacie
takich staroświeckich metod, które w dodatku są
mało skuteczne.
-Co ty możesz wiedzieć?! – Krzyknął zdenerwowany
jeden z łowców. –Rozprawiliśmy się z niejednym
wampirem. Woda święcona, święcony krzyż i dębowy
kołek zawsze działały.
-Czyli wy nic nie wiecie o swoim fachu. Te wasze
zabawki działają tylko na Upadłych i na niektórych
z Kasty.
-Jesteś tu nowy! Nie dość że się rządzisz to jeszcze
zakrywasz swoją twarz! Strasznie mnie irytujesz! Z
chęcią bym ci wbił ten miecz w gardło! – Wykrzyczał
jednym tchem swoją frustrację jeden z łowców
unosząc miecz do góry – jeszcze będę musiał ciebie
tolerować w wyprawie do zamku Morgull! Bądź tak
miły i się zamknij!
-Podsłuchałem to co mówiłeś Arieasowi o wampirach –
powiedział Bariass. –Niezwykle dużo o nich wiesz.
Mógłbyś nam coś jeszcze o nich opowiedzieć?
-Mógłbym ale po co? Większość z was nie przeżyje tej
wyprawy. Jedynie ty Bariassie masz szanse przeżyć
ale niewielką. Poza tym to nie ładnie podsłuchiwać.
Nie wiecie o tym?
Jeden z łowców chciał już się odezwać. Na jego twarzy malował się gniew, ale pierwszy odezwał się brodacz.
-Skoro nie chcesz z nami rozmawiać to trudno. Nie ma
powodu by marnować czas. Zabieraj swoją broń i
czekaj na nas przed bramą. Ciebie pewnie nie
interesuje to co ma do powiedzenia Arieas nam i
innym ludziom.
-Nie.
-A więc nie masz na co czekać. Za jakieś dwie
godziny będziemy opuszczać miasto. Tak więc zrób co
masz do zrobienia. Najedz się i napij. Podreperuj
ubranie. I czekaj pod bramą.
-Marnujemy tylko cenny czas.
To było ostatnie zdanie, które tajemniczy mężczyzna wypowiedział w obrębie miasta. Podszedł do stołu i zabrał swoją broń po czym skierował się prosto w stronę bramy. Niczego nie potrzebował. Nie był głodny ani spragniony. A ubranie też było jeszcze w dobrym stanie. Wiedział, że będzie musiał pozbyć się wszystkich łowców, a w najgorszym wypadku ich zabić. Nie wiedział tylko że wobec jednego z nich będzie miał plan, który pojawi się tak nagle i okaże się tak oczywisty, że Podróżnik zdziwi się czemu nie wpadł na taki pomysł wcześniej. .


II CZĘŚĆ: Zamek Morgull


ROZDZIAŁ V
Tajemniczy mężczyzna stał pod bramą miasta. Po jakimś czasie oczekiwania zjawiło się pięciu łowców wampirów. Każdy z nich miał lekką kolczugę. Każdy z nich był ubrany tak samo. Wystarczyło zobaczyć jednego by wiedzieć jak jest ubrana resztą. U prawego boku miecz. U lewego z pasa wystawała woda święcona. Kilka flakoników i krucyfiks. Dwa kołki były również w pasie. Reszta pewnie była schowana gdzieś pod czarnym jak noc ubraniem. Pierwszy odezwał się Bariass.
-Możemy iść. Ludzie z miasta wyruszą za jakieś pół
godziny – brama w tym momencie zaczęła się
otwierać. – Chciałbyś coś się dowiedzieć za nim
wyjdziemy?
Podróżnik milczał. Odwrócił się do nich plecami i patrzył jak brama się otwiera.

Śnieg skrzypiał pod ich butami. Szli skrajem lasu już około godziny. Miasta nie było widać. Zamku Morgull też nie. Łowcy prowadzili rozmowę. Przybysz nie widział ich bo szli za nim. Widział tylko Bariassa, który szedł przed nim. Z tego co słyszał to łowcy narzekali na mróz. Mówili co zrobią jak już rozprawią się z wampirami. Co jakiś czas czół na sobie ich złowrogie spojrzenia. Ale czół też że czują przed nim respekt.

W końcu po dwóch godzinach podróży zamek Morgull był już w zasięgu ich wzroku. Jeszcze tylko godzina i będą na miejscu. Łowcy zbliżyli się do tajemniczego mężczyzny w kapturze. Bariass wiedział że coś się szykuje. Był pewny że za chwilę może wywiązać się ciekawa rozmowa albo walka. Postanowił zwolnić. Pierwszy odezwał się mężczyzna, który w mieście ujawnił swoje chęci zabicia go.
-Idziemy już około czterech godzin. Nie natknęliśmy
się na żadnego wampira. A przecież zbliżamy się do
ich siedliska. Co jest grane? Wybiłeś je wszystkie?
Inni łowcy się roześmiali oprócz brodacza.
-Żartujesz teraz ze mnie, ale śmierdzi od ciebie
strachem na kilometr.
-Że co?! – Obruszył się gniewnie mężczyzna.
-Idziesz obok mnie. I gadasz jak równy z równym. A
nawet nie jesteś godny stać obok mnie.
-Za kogo ty dziwaku się uważasz?! – Wyciągnął miecz
z pochwy łowca. – Jeśli nie przestaniesz mnie
obrażać to moja stal posmakuje twojej krwi.
-Zbyt wielkie masz o sobie mniemanie – Odpowiedział
spokojnie Podróżnik.
Mężczyzna o rudych włosach skoczył przed przybysza i zatrzymał się. Reszta łowców otoczyła tajemniczego mężczyznę, a Bariass stał nieopodal i przyglądał się. Pierwszy zabrał głos Podróżnik, który też się zatrzymał i stał z założonymi na siebie rękami.
-Przez twoją głupotę zginą wszyscy.
-Czyżby? Próbujesz mnie wystraszyć ale prawda jest
taka, że nas jest więcej. Poza tym stoję zbyt
blisko ciebie. Nie zdążysz dobyć broni. Zginiesz
jeśli mnie w tym momencie nie przeprosisz i nie
ujawnisz swej twarzy.
Tajemniczy mężczyzna nie odpowiedział.
-Masz minutę by się kalać przede mną.
Podróżnik nie odpowiedział.
-Twój czas się skończył. Giń śmieciu.
Mężczyzna rzucił się z krzykiem na przybysza, od którego stał nie dalej niż półtora metra.
Nikt nie zauważył kiedy broń znalazła się w rękach Podróżnika. W ułamku sekundy dwa krótkie miecze przebijały pierś łowcy na wylot. Miecze były wbite po samą rękojeść. Krew zaczynała spływać z kącików ust mężczyzny, który wisiał na mieczach w powietrzu. Bariass widział jak w niewiarygodnie szybkim tępię, tajemniczy mężczyzna zgiął ręce w łokciach i pchnął je przed siebie, by wbić je w pierś Jaxa, by po czym lekko pociągnąć nadgarstki ku sobie przez co sztych mieczy skierował się w górę. Widział też jak przybysz podniósł Jaxa w górę zginając tylko same łokcie. Podróżnik poczekał tylko chwilę po czym opuścił ręce po skosie w dół, pozwalając się truchłu zsunąć z mieczy na śnieg, gdzie zaczynała się gromadzić już ogromna kałuża. Wtedy Bariass pierwszy raz wystraszył się tego co jest ukryte pod kapturem. Podróżnik czół że inni też się go zaczęli bać. Odezwał się więc.
-Wampiry wiedzą że się zbliżamy. Będą czekać na nas
w zamku, w którym nie ma żadnych świec. Będzie tam
ciemno i będą tam silne wampiry. Macie ostatnią
szanse by nie iść dalej. Jeśli pójdziecie dalej
zginiecie wszyscy. Chyba że potraficie widzieć w
zmroku. W tym miejscu jesteście jeszcze bezpieczni.
Radzę wam odejść stąd.
-Skoro ty tam idziesz to znaczy, że widzisz w
ciemności – powiedział Bariass.
-Widzę lepiej niż ludzie. Od młodych lat byłem
szkolony na zabójcę wampirów. Spędziłem wiele
godzin w ciemnych pomieszczeniach ucząc się
walczyć. Zawróćcie. To wasza ostatnia szansa i mój
ostatni apel.
-On ma rację – powiedział jeden z łowców, a reszta
zmierzyła go złowrogim wzrokiem. – Nie chcę ginąć.
Ja zawracam. Po tym co pokazał robiąc z Jaxem
wierze, że jemu może się udać. Powodzenia. Ja się
stąd zmywam.
Alias się zawrócił i ruszył z kroku w drogę powrotną. Inni patrzyli się na niego aż odezwał się Podróżnik.
-On będzie żył. Jeśli rozprawi się z tymi trzema
wampirami, które szły za nami.
-O czym ty mówisz? Skąd o tym wiesz?
-Ktoś jeszcze się wraca czy idziemy? – Zmienił temat
Przybysz.
-Ja się wrócę. Muszę wspomóc Aliasa.
-To są Upadli. Strasznie głodni i słabi.
-Zabiłeś najpierw Jaxa. Potem wystraszyłeś Aliasa, a
teraz Zena. Ja, Bartorex poprzysiągłem że będę
walczył tak długo z wampirami aż zginę.
-Dziś zginiesz – odpowiedział Podróżnik. – Idziemy.

W końcu stanęli przed zamkiem. Od momentu kiedy odeszło od nich trzech łowców nikt nic nie mówił. Brama zamku była otwarta. Przed nimi czernił się mrok, z którego wyziewał strach. Zamek też był straszny. Wiele lat później ten styl miał być początkiem nowej kultury w budownictwie zwanym Gotykiem. Podróżnik szybko spojrzał na zamek. Zobaczył strzeliste wierze i gargulce, które na nim nie wywarły żadnego wrażenia w przeciwieństwie do Bariassa i Bartorexa, których zalał zimny pot.
-Oto zaproszenie byśmy weszli – powiedział
przybysz. – Macie pochodnie?
-Nie – powiedział Bartorex. – Po co nam skoro jest
świt?
-Ignoranci. Macie.
Podróżnik wyjął spod poły płaszcza trzy pochodnie. Wręczył po jednej Bartorexowi i Bariassowi, a trzecią rzucił w śnieg i odezwał się ponownie.
-Ruszamy. Od tej pory każdy dba sam o siebie.
Wyjął dwa miecze zza pleców i skierował się w mrok zamku. Poczuł na sobie żar. Wiedział że łowcy odpalili pochodnie. Nie wiedział czym i w jaki sposób. Nie interesowało go to. Kiedy wszyscy weszli do zamku. Brama zaczęła się zamykać. Nie obejrzał się za siebie. Wiedział że nie są sami. Czół spojrzenia wygłodniałych wampirów. Nie zdradził tego, że wie o ich obecności. Bartorex i Bariass stracili pewność siebie jak zapałka ogień po mniejszym podmuchu wiatru, ale wyciągnęli krucyfiksy i kroczyli za tajemniczym mężczyzną. Choć Podróżnik wiedział, że musi ich zabić postanowił, że ich śmierć wezmą na swoje sumienie wampiry, a nie on.

ROZDZIAŁ VI
Podróżnik szedł przed siebie. Zewsząd zalewała go ciemność i smród obecności wampirów. Wiedział, że ich pętla się zacieśnia. Wiedział że dwóch łowców zginie nie wiedząc kiedy i jak. Bariass, który jeszcze przed chwilą był strasznie pewny siebie i zdecydowany nagle stał się strasznie słaby. Nie wiedział co zrobić. W mieście wszystko wydawało się takie proste. Wpaść do zamku Morgull. Zmieść wszystkich w pył i dołączyć do Arieasa w wyznaczonym miejscu. A teraz okazało się to niezwykle trudne. Nagle owładnął go żal, że nie posłuchał tajemniczego mężczyzny na którego teraz patrzył. Zbliżył się do niego i odezwał szeptem.
-One tu są, prawdą?
-Są – powiedział normalnym głosem Podróżnik.
-Mów ciszej.
-Czemu? To nie ma znaczenia jak mówimy. Wampiry są
wokół nas. Czekają na dogodny moment by zaatakować.
-Czemu nie atakują? – Spytał szeptem Bariass, który
nie odważył się mówić normalnym tonem głosu.
Ściszonym głosem mówił już prawie do końca.
-Jesteś tego pewien? – Podróżnik kolejny raz mówił
normalnym spokojnym głosem. Nie ściszył swego głosu
ani razu.
-O czym ty mówisz?
Podróżnik nie odpowiedział. Bariass spojrzał się za siebie i nagle strasznie się wystraszył. Serce zabiło mu szybciej. Chciał się wrócić, ale poczuł silny uścisk na przedramieniu. To był przybysz w którego głowie zrodził się plan wobec niego. Ten pomysł był tak nagły i nieoczekiwany jak błyskawica, która przecina niebo. Chwila ta wystarczyła, by przybysz rozważył wszystkie plusy i minusy tego planu, których w tym momencie w ogóle nie widział. Pomysł ten wydawał się strasznie dobrym rozwiązaniem jego problemów. Musiał tylko przeciągnąć łowcę wampirów na swoją stronę. Wiedział, że to co uczyni temu mężczyźnie nie wpłynie za dobrze na ich stosunki, ale musiał to zrobić. Przeciągnięciem jego na swoją stronę zajmie się później. W tym momencie najważniejszym dla niego było życie Bariassa, który nie mógł zginąć. Miał wszystkie atrybuty, które mogą pomóc w pokonaniu przeznaczenia, które go w ogóle nie dotyczy. Siła, wiedza, doświadczenie i nie ufność. Podróżnik dziwił się sam sobie czemu wcześniej nie wpadł na ten pomysł, ale póki co miał do zrobienia co innego. . .
-Nie. Chcesz żyć to trzymaj się blisko mnie. On już
nie żyje.
Choć Bariass mówił ściszonym głosem to przemawiał przez niego żal.
-Co tu jest grane? Czemu Bartorexa zaatakowali a nas
nie?
-Bo tak już musi być.
-O Czym ty mówisz? Mów jaśniej. Kim ty jesteś?
-Łowcą wampirów.
Wchodzili w tym momencie po dużych schodach, które prowadziły wprost do hollu. Co jakiś czas było słychać jak by czyjś szept lub śmiech. Bariass nie był w stanie określić tego dźwięku. Ale nie to go teraz dręczyło.
-Kłamiesz. Kim ty jesteś? Jesteś jednym z nich.
Prawda?
-Nie.
-A więc kim? Nie mów że łowcą wampirów, bo i tak nie
uwierzę.
-Są istoty gorsze od wampirów.
-I ty jesteś jedną z nich?
-Tak.
-A więc kim jesteś? Jakimś demonem?
-Nie. Nie zrozumiesz mej natury. Jestem człowiekiem
który urodził się z przekleństwem bycia naznaczonym.
-Wiem że kłamiesz. Nie wiem czemu ale wiem, że
kłamiesz. Nie wiem co to znaczy, że jesteś
naznaczony, ale boje się spytać o wyjaśnienia.
-Skoro ci tak łatwiej.
-Czemu wampiry cię nie atakują?
-Boją się.
-Czego?
-Mej śmierci.
-O czym ty mówisz? Czemu tak naprawdę masz
zasłoniętą twarz?
-Już ci mówiłem. Są gorsze istoty na tym świecie niż
wampiry. Gorsze niż ja. Żyją ale nie jedzą. Trwają
ale w ukryciu. Czekają, ale ciągle są w ruchu.
Obserwują, ale nie widzą.
-O kim ty mówisz? Nie rozumie cię. Mów jaśniej.
Zaprzeczasz sam sobie.
-Tak ci się tylko wydaje.
-Czy te istoty cię szukają? – Przez głos Bariassa
przemawiał strach. Ale też zionęła od niego
straszna panika, co podniecało krwiopijców.
-Jeśli się w tej chwili nie uspokoisz, to nawet moja
obecność ci nie pomoże. Twój strach podnieca
wampiry. Działa na nich jak afrodyzjak. Ja się
obronie, ale ciebie już nie będę w stanie.
-Jak mam się uspokoić kiedy dowiedziałem się że
jesteś wampirem lub demonem.
-Nie jestem ani tym ani tym. Jestem człowiekiem.
-Nie dam się oszukać. Na pewno nie jesteś
człowiekiem. Jesteś wampirem.
-Nie mam czasu i zamiaru ci tłumaczyć mojej
prawdziwej natury i jakie przekleństwo się wiąże z
moim życiem. Idziemy. Nie odzywaj się. Staraj się
głęboko oddychać. Jesteśmy już prawie na miejscu.
-Po co ty tu tak naprawdę jesteś? Nie przyszedłeś tu
po to by zabić wampiry prawda?
-Prawda.
-Więc po co tu przybyłeś?
-Kiedy stąd odejdę, odejdą stąd i wampiry.
-Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
-Uspokój się.
-Nie! – Krzyknął głośno Bariass.
-Wybacz. Robię to dla twojego dobra.
Zanim Bariass zorientował się o co chodzi, poczuł na głowie uderzenie rękojeści. Poczuł jak krucyfiks i pochodnia wymykają mu się z rąk. Choć wydawało się to niemożliwe, zrobiło mu się przed oczami jeszcze ciemniej niż przed chwilą. W końcu poczuł jak nogi uginają mu się w kolanach i poczuł jak jakieś ręce obejmują go w pasie. Więcej już nic nie pamiętał.

ROZDZIAŁ VIII
Bariass zaczął powoli odzyskiwać świadomość. Nie wiedział gdzie się znajduje, ale do jego uszów zaczęły dobiegać strzępki rozmów. Widział też rozmazane dwie postacie. Strasznie bolała go głowa.
-...Alias. Nie wiem. . . Szukaj go. . .Jak już ci
mówiłem powinniśmy go zabić...
-Nie. Na to jeszcze nie pora. . . Mam plan. . .
-Wobec niego...
-... Czy ci się to podoba, czy nie ale
odejdziecie. . .
-Ale obiecałeś, że pozwolisz nam tu zostać.
Ildarianie. Obiecałeś.
Bariass odzyskał świadomość już na tyle, że słyszał dokładnie co jest mówione i przez kogo. Rozpoznał tylko głos Podróżnika, który został nazwany Ildarianem.
-Wiem. Ale zmieniłem zdanie z dwóch powodów. Po
pierwsze musicie odnaleźć Aliasa. Gdy go
odnajdziecie skontaktujecie się ze mną. Ja już się
z nim rozprawię. Dlatego musicie odejść. Ale
musicie odejść też dlatego że wampiry jako
zorganizowana grupa jest zbyt niebezpieczna dla
otoczenia. Jesteście uprzywilejowani. Jesteście
jedynymi wampirami, które nie zginą od mego miecza.
-Teraz jesteśmy ci potrzebni, dlatego żyjemy. A
później?
-Będziecie żyć tak długo aż nie złamiecie moich
przepisów.
-Ale są one niezwykle rygorystyczne.
-Albo życie albo śmierć. Wasz wybór. Póki co możecie
szaleć.
-Wiesz że twój żałosny człowieczek się obudził i
przysłuchuje się nam?
-Wiem.
-Zabijmy go.
-Już ci mówiłem, dlaczego nie może zginąć.
-On ci nie pomoże. Będzie cię ścigał. Wiem to. Czuje
to. Będzie cię ścigał tak długo aż nie zginie.
-Tak się nie stanie. Choć będzie mnie ścigał, to nie
będzie wiedział czemu. Ugryź go i zaraź gorączką.
Nie będzie wiedział czy to się wydarzyło naprawdę
czy nie.
-Jak sobie życzysz.
Krwiopijca szedł już w kierunku człowieka ale się zatrzymał i odwrócił w stronę Podróżnika, kiedy ten się odezwał.
-I jeszcze jedno. Zanim go ugryziesz. Musi być
świadom nim ta rozmowa się skończy.
-Oczywiście. A więc słucham.
-Jak już mówiłem znajdźcie Aliasa. Musze odzyskać
ten przeklęty przedmiot. Nie chcecie chyba bym
zginął.
-Nie.
-No właśnie. Powiedz mi czy wiecie coś o
Obserwatorach?
-Nic oprócz tego, że jesteśmy pewni iż oni też nie
wiedzą gdzie jesteś.
-To bardzo dobrze.
-Wiesz, że wampiry póki co nie mogą cię zabić.
Wiesz, że jesteś zbyt cenny. My natomiast
wiemy, że nie możesz zginąć. Wiemy co zrobiłeś, by
stać się prawie tak potężnym jak Matka. Wiemy co
chcesz zrobić. I wiedz, że nie zabijesz Matki. Jest
za silna nawet jak i dla ciebie.
-To się okaże.
-Broni ją zbyt wielu potężnych wampirów.
-Nie zapomnij że moja siła rośnie.
-A ty nie zapomnij, że oprócz Obserwatorów ścigają
cię Apelani. Kiedy cię złapią zostaniesz spętany i
odprowadzony przed oblicze Matki, gdzie po rozmowie
z nią zostaniesz uwięziony.
-Nie boje się.
-Wiem. Przyłącz się do nas, póki jeszcze możesz.
-Do was? Do plugawych istot, które mordują ludzi?
Wampir się zaśmiał. Śmiał się długo a Podróżnik mu nie przerywał. W końcu krwiopijca się odezwał.
-Zapomniałeś już kim jesteś? Zapomniałeś kim byłeś?
Sam jesteś plugawy. Choć nie pijesz krwi tak jak
my, to jesteś podobny w jednej rzeczy do nas. Choć
masz serce, które bije i tłoczy krew w najdalsze
zakątki ciała, to masz je tak samo nie czułe jak
my. Zabijasz wszystkich, którzy staną ci na drodze.
Choć nie boisz się słońca i ludzi, nie oznacza to,
że nie powinieneś i że kiedyś tak nie było.
Powinieneś być jednym z nas.
-Wiesz, że to jest nie możliwe.
-A ty wiesz, że wampiry są kochającymi swoich braci
i siostry istotami. Wybaczylibyśmy ci. My wampiry
wybaczamy w przeciwieństwie do ludzi. Wybaczamy
naprawdę.
-Uważacie się że jesteście lepszymi od ludzi choć
nimi nie jesteście.
-Ludzie z kolei uważają się za lepszych od zwierząt
bo myślą. A czy zwierzęta zabijają dla pieniędzy?
Czy zwierzęta są chciwe?
-Wy wampiry, uważacie ludzi za istoty niewiele
lepsze od zwierząt. A sami siebie uważacie za ósmy
cud świata.
-A nie jesteśmy nim? Nie chorujemy. Nie zazdrościmy.
Nie jesteśmy chciwi. Nie umieramy.
-Nie mam ochoty prowadzić dalej tej rozmowy.
-Czemu? Myślisz że w końcu wyjdzie na to że
zwierzęta, Dzieci Nocy i ludzie są sobie równi?
-Jak śmiesz tak mówić ty plugawo istoto?! Zabraniam
ci się już więcej wypowiadać na ten temat! W innym
wypadku cię zniszczę!
-Jak chcesz. Masz dla mnie jakieś polecenia?
-Zrób to co ci kazałem nim Bariass odzyskał
świadomość i zrób to co ci kazałem zrobić kiedy
odzyskał świadomość. Zrób to teraz.
-Tak jest.
Wampir podszedł do Bariassa, który uświadomił sobie, że zaraz zostanie ugryziony. Zaczął się rzucać na wszystkie strony, co było bezcelowe. Krwiopijca bez najmniejszych problemów zatopił swoje kły w szyi Bariassa, wprowadzając truciznę w obieg. Po chwili wyciągnął kły i zobaczył, że mężczyznę zaczyna trawić gorączka.
-Gotowe. Będzie cierpiał ale nie zginie.
-A więc idę. I jego biorę ze sobą – wskazał Ildarian
palcem na Bariassa.
-Gdzie się udasz?
-Jeszcze nie wiem. Jestem łowcą wampirów i
poszukiwaczem przygód. Ruszam w świat. Jeszcze
usłyszycie o tajemniczym mężczyźnie w kapturze.
-To nie jest zbyt bezpieczne, by podróżować po
świecie.
-Czyżby?
-Apelani są szkoleni przez wiele lat, by cię
schwytać. Nie będzie ci łatwo z nimi walczyć.Poddaj
się póki możesz. Będziesz tropiony przez nich jak
pies. Zawsze będą deptać ci po piętach.
-A więc w końcu czeka mnie prawdziwa rozrywka.
-Jak sobie chcesz.
Podróżnik podszedł do Bariassa i podniósł go z ziemi, po czym zarzucił sobie na plecy i skierował w stronę drzwi. Po czym odezwał się do wampira.
-Każ im się odsunąć od drzwi. Każ im usunąć się w
cień i odejdźcie stąd. W innym wypadku czeka was
kara.
-Wiem.
Krwiopijca wysłał mentalną wiadomość do innych wampirów, a tajemniczy mężczyzna wyszedł przez drzwi.

VIII CZĘŚĆ
Ildarian wszedł do karczmy. Na plecach trzymał nieprzytomnego Bariassa. Ludzie spojrzeli się na nich. Podróżnik nie odwzajemnił ich spojrzenia. Podszedł do baru i odezwał się.
-Ty jesteś właścicielem tej karczmy?
-Tak. W czym mogę służyć?
-Mój towarzysz został ugryziony przez wampira. Na
szczęście w ostatniej chwili go uratowałem.
Odessałem złą krew, ale krąży gorączka, która go
trawi. W końcu go zabije. Potrzebuje leczenia.
Zapłacę za to. I to dużo zapłacę.
Tajemniczy przybysz rzucił garść złotych monet na stół i się odezwał.
-Gdzie możemy porozmawiać?
-Proszę za mną.

A to miał być dopiero początek, który dla jednych miał być początkiem do wielkiej przygody, a dla innych początkiem ucieczki. Ale dla wszystkich był to początek zmian. Zmian, które miał zapoczątkować tajemniczy mężczyzna w płaszczu i z kapturem na głowie. . .

Podpis: 

Ireneusz Kołodziejczyk 25.09.09
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy Miłość z internetu cz. XVI - sex panów Miłość z internetu - czytaj kolejne części
nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz. zabawa pomiędzy dwoma facetami XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez
Sponsorowane: 30Sponsorowane: 25Sponsorowane: 20

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.