http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
170

Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień cz. II

Autor płaci:
210

  Ciąg dalszy historii przypadkowej znajomości dwóch kobiet. Przyjaźń, miłość, kłopoty i wspomnienia a może już czas na marzenia.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W czerwcu nagrodą jest książka
Alex
Pierre Lemaitre
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Tarot i koronkowe serwetki - Kwiecień cz. II

Ciąg dalszy historii przypadkowej znajomości dwóch kobiet. Przyjaźń, miłość, kłopoty i wspomnienia a może już czas na marzenia.

Tarot i koronkowe serwetki - Marzec

Raczej dla kobiet, które wierzą w zmiany na lepsze. W to, że nie wszystko jest takie na jakie wygląda. Opowieść o niespodziewanej przyjaźni i tym co w życiu może się wydarzyć.

Miłość z internetu cz VII- coś podniecającego

A może by sobie tak pomarzyć, mój kochany: piękny dzień, lecz słoneczko jakby za chmurkami. Wiaterek za oknem sprawia, że dreszczyk przechodzi przez moje ciało.

Miłość z internetu cz VIII- pierwsze nasze święta

Przymykam oczka i mam Twój języczek w swoich ustach który się panoszy rozpychając moje policzka, to znowu przesuwa się po moich ząbkach, to znowu walczy z moim języczkiem.

Pół słowa

o uczuciach

Miłość z internetu cz V -opis zdjęć Niki

wakacje. Promienie słońca padają na Twoje jednolicie opalone ciało prawego boku odkrytego i widzę poza Twoim ramieniem wystający sutek cycusia

Szalony

Dawno nic nie pisałem. Chyba najwyższa już pora wrócić.

Recepta

Na wszystko jest lekarstwo. Nie zawsze jednak je bierzemy...

Znikająca miłość

Miłość w czasach niedalekiej przyszłości, a może lekka satyra na obecne społeczeństwo

Krzyż

Traumatycznie. Przeczytaj i spróbuj zrozumieć, co powinno spotkać właśnie Ciebie.

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
332
użytkowników.

Gości:
331
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 56719

56719

KOLONIA

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
09-09-16

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Technologia/Akcja
Rozmiar
17 kb
Czytane
1717
Głosy
12
Ocena
4.38

Zmiany
09-12-21

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: janko Podpis: Czytacz który może coś wymyśli...
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
wygrany konkurs miesięczny
2 wprawka - tym razem w jednym kawałku. Proszę o konstruktywną krytykę. Po korekcie.

Opublikowany w:

Tylko tu

KOLONIA

Nie było żadnego błysku ani hałasu. W zimnej pustce kosmosu, niemal z nikąd, pojawiły się trzy wielkie, ciemne obiekty. Gdyby ktoś był dostatecznie blisko mógłby zauważyć jedynie jak ich masywne kadłuby przesłaniają blask gwiazd. Przy odrobinie szczęścia, w wątłym świetle, dostrzegłby oznaczenia i numery taktyczne wymalowane na grafitowych pancerzach. Nikogo jednak w pobliżu nie było. W tym systemie poza załogami ukrytymi wewnątrz okrętów i tak nikt nie byłby w stanie zrozumieć czy choćby odczytać te oznaczenia. Okręty były tu obce.
Szósta flotylla patrolowa, do której należały okręty, pochodziła z bardzo odległej Federacji Linde. Jej załoga nie chciała tu być, ale po natknięciu się na grupą uderzeniową przeciwnika, na obrzeżach znanej przestrzeni, musieli uciekać. Bezpowrotnie zniszczone nadajniki nie pozwalały na wezwanie pomocy, a ścigający skutecznie blokowali możliwość wykonania skoku w kierunku własnej przestrzeni. Uciekali już długo, cały czas ku obrzeżom galaktyki. Grupa pościgowa podążała niezmiennie ich śladem, jej dowódca, najwyraźniej bardzo ambitny i pomysłowy, wiedział, że zdobycz jest ranna, ale także, że z czasem jego przewaga maleje. Załoga i wszystkie systemy na pokładach pracowały pełną parą, aby odnowić zapasy energii i usunąć uszkodzenia. Krążowniki odzyskiwały powoli przynajmniej część zdolności bojowej a dzięki temu, że wykonywali skoki na granicy możliwości napędu pogoń za każdym razem zostawała w tyle. Komodor Pereme, już w przestrzeni zdecydował, że tym razem przestanie uciekać i zawróci w kierunku rodzimych systemów. Nawet gdyby miało to oznaczać podjecie walki, dłużej nie mógł już czekać. Załoga była na skraju wytrzymałości.
A teraz pozostałości jego małej floty wisiały niczym nieruchome głazy na obrzeżach kolejnego obcego systemu, najwyższy czas wracać do odległego domu.

- Wyszliśmy do normalnej przestrzeni, przewidywany czas przybycia wroga, nie mniej niż 7 godzin. Komodorze mamy też pierwsze wyniku skanu.

Kapitan był wysoki, miał niemal 2 metry wzrostu i tylko jego głowa wystawała znad wysokiego zagłówka fotela z całej załogi mostka. Miał też zwyczaj nie odwracania fotela w czasie składania meldunku. Może nie było to do końca zgodne z przyjętymi formami, ale Pereme wolał żeby jego ludzie zajmowali się pracą a nie pozowaniem.

- Tak, panie Admi?
- Mamy szczęście i coś bardzo dziwnego, sir. Po pierwsze duża planeta z dogodnym punktem libracji, dość blisko nas, ledwie 25 miligodzin od aktualnej pozycji. Ale ta druga sprawa, chyba powinna skłonić nas byśmy przez chwilę zaczekali, nim ruszymy do punktu skoku.
- A cóż to takiego? Nie bardzo mam ochotę na zabawę w zgadywanki, panie Admi.

Kapitan dotknął swojego ekranu, na kranie dowodzenia pojawiła się pulsujące ikona a po jej naciśnięciu, zmieniła się w się barwne wykresy.

- Emisje fal radiowych? Co to jest?
- Pani Hudoew? Panie Libri?
- Jeszcze nie wiemy, komputery analizują, ale jest tego masa, na wszystkich zakresach, zupełnie jakbyśmy wylądowali w środku bazaru… Są tu i dźwięki i wiele przetworzonych danych… nic nie rozpoznajemy. Nie jest to żadna znana forma komunikacji wewnątrz układowej, ani nasza ani wroga. – Hudoew była niska i miała zwyczaj obracania fotela, choćby po to by było widać gdzie jest, komodor tu także nie narzekał, okazywać tego nie można było, ale popatrzeć, czemu nie, a robiła naprawdę spore wrażenie i to nie tylko na tle pięciu pozostałych członków obsady mostka, płci męskiej.

- Jakieś sygnatury napędów?
- Nic, nawet śladów. Nikogo tu nie ma. Nie wykryliśmy też żadnych znanych aktywnych skanerów. – Zameldował Libri, nadal wpatrując się w ekrany analityczne.

- Co to za system?

- Wiemy tylko tyle, co na skanie, numer katalogowy MH-MJ0H 501205502, Panie Inemi?

- Tak jest, sir. - nawigator odwrócił się do przełożonych. - Nic więcej. Już wcześniej poruszaliśmy się w absolutnie nieznanej przestrzeni, w sumie mamy aktualnie więcej informacji o tym systemie, jak i o poprzednich, niż nasz daleki zwiad. Systemy z sektora MJ były obserwowane tylko zdalnie, nikt się tu nigdy nie zapuszczał. Według naszych danych powinno być tu 3 planety a już widzimy 6.

- Nikt nie zauważył takiej emisji radiowej?
- Panie komodorze… jesteśmy niemal 20 megagodzin od najbliższych granic naszego systemu… - I tak niewielka postać Inemi, skurczyła się w swoim fotelu, nie podobało mu się, że musi tłumaczyć tak oczywiste rzeczy przełożonym. - Te emisje mogą być znacznie młodsze… W poprzednim punkcie skoku, niecałe 2 megagodziny stąd, niczego nie wykryliśmy… ale to i tak wielka odległość dla fal radiowych.

- Rozumiem, co z tym punktem skoku?


- Odległość 24,7 miligodzin, masa wyliczona około 18 000% masy zespołu. Praktycznie czysto, światło skoku niemal 98% ekliptyki, sir. Wyrecytował nawet nie zerkając na dane nawigator, najwyraźniej spodobała się zmiana tematu i przestał wciskać się w fotel.

- Czyli damy radę skoczyć we właściwym kierunku?
- Jeszcze obliczamy, ale jestem niemal pewien ze nawet w kierunku Linde - przytaknął z szerokim uśmiechem.
- Panie Libri, jakieś nowe dane z okolicy?
- Nie, sir. Nie mamy nic. Żadnych sygnatur, optyka też nic nie wykryła, ani w pobliżu ani gdziekolwiek w systemie. Z całą pewnością w odległości mniejszej niż 200 miligodzin nie ma żadnej mogącej nam zagrozić jednostki czy instalacji.
- Dobrze, 40% mocy i lecimy do punktu. Żadnych zbędnych emisji. Wykonać.
- Tak jest, sir. - Wysoka sylwetka kapitana pochyliła się nad ekranami, wydając polecenia.

Pereme zamyślił się przez chwilę patrząc na barwne diagramy nasłuchu.

- I chcę wiedzieć, kto tu tak hałasuje.
- Tak, jest. – Admi odpowiedział niemal automatycznie. – Pozostałe jednostki potwierdziły otrzymanie rozkazów. Kapitan Uhwargade, melduje, że na Mantrze naprawiono podajniki dział głównych, mogą już prowadzić ostrzał ze wszystkich dział.

- Komodorze, lecimy w formacji do celu. Nawet przy aktualnej prędkości i przyśpieszeniu dotrzemy do punktu skoku za 6,3 godziny. – Nawigator był z siebie wyraźnie zadowolony.

- Sir, przy takim czasie, nawet, jeśli ci dranie lecą tu z pełną prędkością, a mogliśmy już na poprzednim skoku ich zgubić, nie mają szans ani nas dogonić ani nawet obliczyć gdzie skoczymy!. – Oficerowi uzbrojenia też wyraźnie poprawił się humor.
- Wiem panie Dambees.
- Ja tylko…
- W porządku, rozumiem pana. – wyrazu zadowolenia nie udało komodorowi ukryć, więc Dambees, tylko skinął głową i odwrócił się do swoich ekranów nadal się uśmiechając.

- Komodorze, mamy część analizy emisji fal radiowych.- Na ekranie zamrugała ikona komunikacyjna. A fotel kapitana wykonał pół obrotu.

Pereme spojrzał na podkomendnego, mimo iż miał problem z jednoznacznym odczytaniem wyrazu jego twarzy, jakaś mieszanka zdziwienia, zmartwienia z domieszka zawziętości, to wcale mu się on nie spodobał. Pozostali, widząc zachowanie kapitana, zerkali to na nich obu to na siebie wzajemnie. Tylko fotel Hudoew pozostał w poprzedniej pozycji co sugerowało, że jego właścicielka wpatruje się w ekrany.

Komodor nacisnął ikonę, na ekranie pojawiły się nieco zakłócony obraz przedstawiający postać mówiącą coś w niezrozumiałym języku. Na drugim oknie podobne postaci poruszały się szybko na zielonej płaszczyźnie, na kolejnym prowadziły jakąś zażartą dyskusję. Pereme, przyglądał się temu z kamiennym wyrazem twarzy.

- Do wszystkich jednostek, zwiększyć moc do 80%, nie zmieniać kursu. – rozkazy wydal nadal wpatrując się w kolejne obrazy.
- Tak jest. – Kapitan odwrócił się nie zmieniając wyrazu twarzy.

Na mostku na kilka chwil, zapanowała pełna napięcia cisza, przerwana dopiero przez melodyjny głos Hudoew, która zdążyła już obrócić się na fotelu i wpatrywała się w niego.

- Komodorze?
- Tak – skinął głową - proszę także przekazać to wszystkim załogom.
- Zobaczcie – szybko odwróciła się na swoim stanowisku i za pośrednictwem odpowiednim komend wydała polecenia..

Pozostali pośpiesznie obierali przekaz na swoich ekranach.

- Połącz mnie z flotą.
- Tak jest, sir. – Libri zastukał w swój ekran.

- Mówi komodor Pereme, w systemie w którym aktualnie się znajdujemy wykryliśmy bardzo intensywną komunikację wewnątrz systemową, prowadzoną za pośrednictwem fal radiowych. Nic nie wskazuje na to, że zostaliśmy wykryci lub ktoś nas szuka ale okazuje się, że ten odległy system jest skolonizowany… przez Niebieskich. Za chwilę otrzymacie przekaz wizualny, który udało nam się odebrać i odkodować – Cała załoga się mu przyglądała, a on starał się zachować spokojny głos.
- Przyśpieszamy w kierunku punktu skoku, według zebranych danych nic nie jest nam w stanie w tym przeszkodzić a sam punkt nie jest w jakikolwiek sposób strzeżony. Następny skok wykonamy już w kierunku naszego obszaru. To tyle.

- Sir, to jest dość dziwne. Żadnych jednostek w systemie, otwarty punkt skoku… Oni tak nie działają. – Dambees, wpatrywał się w dane.
- Jest jeszcze coś, mimo iż część transmisji wydaje się być kodowana, złamanie tego jest bardzo proste, a do tego wszystkie one pochodzą praktycznie z jednego miejsca. Z powierzchni drugiej planety – stąd te zakłócenia – dodała Libri przepraszająco.
- Mamy jakieś dane na temat tej planety?
- Tak, na razie bardzo niewiele, jest w opozycji do nas względem lokalnej gwiazdy i dopiero wychodzi z za jej korony. Odległość 792 miligodzin. Ale to na pewno świat typu Niebieskich. Dogodny dla nich zakres temperatur, skład atmosfery i typ geologiczny no i oczywiście z niebieskim niebem.
- Jakieś informacje, co do rozmiarów kolonii?
- Jeszcze niedokładne, ale… to musi być wielka kolonia. Szacunkowo nawet kilka miliardów osobników!
- To niemożliwe! Poza główną konstelacją mają tylko kilkanaście kolonii podobnej wielkości. – Dambees wpatrywał się w dane z coraz większym zdziwieniem. – A przecież nie zostawiliby tak wielkiej kolonii bez obrony! A do tego sami niemal zapędzili nas w ten rejon… Sir.
- Komodorze, mamy wyliczenia skoku. Jesteśmy w stanie skoczyć aż do sektora BD, do Linii Hapma, to tylko 16 megagodzin od systemów granicznych, tam już nie powinno być już żadnych problemów.
- Dziękuję panie Inemi. Wracamy wiec do domu. Pozostaje tylko kwestia tej kolonii. Czy możemy ja zaatakować nie schodząc z kursu?
- Nie, wyrzutnie balistyczne na wszystkich okrętach są zniszczone lub niesprawne. I tak jak mówiłem, nie jestem w stanie namierzyć żadnych instalacji militarnych, sir. Mamy tylko wiele obszarów zamieszkanych na planecie. Ani na orbicie, ani na innych ciałach niebieskich nic godnego pocisku.
- To bez znaczenia, niestety nie możemy pozwolić by tego typu kolonia istniała na naszym zapleczu. Pamiętajcie, że oficjalne, terytorium wroga znajduje się po drugiej stronie przestrzeni Federacji, niemal 60 mega od naszej aktualnej pozycji. Tak wielka kolonia, gdy osiągnie pełne możliwości produkcyjne, będzie stanowiła wielkie zagrożenie i nieważne jest jak się tu znalazła. Musimy ją zniszczyć.
- Ale to kilka miliardów istnień, nawet, jeśli to Niebiescy, sir… - W głosi Inemi pojawiła się nuta przerażenia. – Zameldujmy o niej, przyleci tu flota i zmusi ich do odwrotu.
- Panie poruczniku, zanim wrócimy do domu oni też mogą tu mieć już flotę. A nasze jednostki, jak zapewne pan pamięta, mocno obrywają.
- A co jeśli w odwecie zbombardują którąś z naszych wielkich kolonii albo światów centralnych?
- Już raz to zrobili a i tak musimy się z tym liczyć, tak wielka kolonia na zapleczu może oznaczać tylko przygotowania do czegoś większego.
- Skoro tak, czemu nie jest broniona? – Inemi nie dawał za wygraną.
- Tego nie wiem, możliwe nawet, że toczą tu inną wojnę i wysłali gdzieś flotę.
- Wraz z instalacjami?
- Panie Inemi, znamy nasze zadania, proszę zakończyć tą dyskusję! – Kapitan Admi przywołał swego podwładnego do porządku choć widać było, że nie do końca podoba mu się perspektywa ostrzeliwania bezbronnych istot.
- Będziemy musieli podejść do planety i zniszczyć za pomocą dział wszystko, co zdołamy.
- Możliwe, że nie będzie to konieczne, sir. – Dambees odwrócił się ze swym fotelem.
- Co mam pan na myśli? Mówił pan, że wyrzutnie nie działają.
- Nie musimy zmieniać kursu, możemy wykorzystać tugi holownicze i skierować na planetę 2-3 asteroidy. Prędkość takich „pocisków” będzie niewielka, ale nadrobimy masą a planety przecież nie przesuną. Małe obiekty wykryją z niewielkiej odległości, czyli nawet jeśli przyleci ich flota, niewiele zdziałają.
- Ile panu zajmie przygotowanie holowników i przeprogramowanie ich?
- Nie więcej niż godzinę, razem z wyszukaniem odpowiednich skał.
- Wykonać.

Pereme popatrzył na obsadę mostka, każdy wrócił do swych zadań, znowu zapadła cisza. Załoga trzech okrętów, które niecałą godzinę temu wleciały do tego systemu, liczyła nieco ponad 189 osób, gdy wylatywali z bazy okrętów było 5 a załogi miały 312 członków. Tyle razy w czasie długich lotów nadprzestrzennych, oglądał raporty, że pamiętał twarz, stopień i nazwisko każdego poległego. Teraz wydał rozkaz, który miał kosztować życie kilka miliardów istnień. Może to i wróg, może nie zobaczy nigdy ich twarzy, których zapewne i tak niebyły w stanie rozróżnić, ale był to wielki ciężar. Ciężar służby w tak wielkiej wojnie. Wojnie, która trwała już zbyt długo… Wojnie o wpływy, surowce, odległe światy… Oni byli inni, czasem zastanawiał się, czemu skoro obie rasy żyją w tak różnych warunkach nie są w stanie koegzystować. Ale chyba podświadomie wiedział, że to się nie morze udać. Wojna trwała od bardzo dawna, tak naprawdę chyba od pierwszego spotkania… Dla zwykłych obywateli była odległa i nic nieznacząca. W końcu straty wśród cywili zdarzały się raz na kilkadziesiąt lat i doprowadzały do chwilowej eskalacji działań, potem wszystko cichło. Aż do odkrycia jakiegoś niewiarygodnie bogatego ale z natury bezużytecznego, jako dom dla każdej z ras świata, lub kolejnego bombardowania kolonii. A on właśnie rozpoczął kolejny okres eskalacji… i to prawdo-podobnie na wielką skalę. Ale nie miał wyjścia. Zresztą sami byli sobie winni, gdyby kolonia była broniona uciekałby ze swoimi okrętami czym prędzej, a w takiej sytuacji musiał po prostu zareagować. Przeciwnik popełnił błąd, który trzeba było wykorzystać.

- Sir, obliczenia gotowe. Mam wybrane trzy skały dość duże by wywołać dostateczne zniszczenia i dostatecznie małe by tugi nadały im wymagane przyśpieszenie. Jeśli holowniki wystrzelimy teraz, dotrą do nich w ciągu 2,3 godziny. Więc tuż przed tym jak dotrzemy do punktu skoku.
- Coś nowego w systemie?
- Nic.
- Wystrzelić holowniki – przyszło mu to łatwiej niż się spodziewał.
- Tak jest, sir.

Na spodzie krążownika o dumnej nazwie Pogromca, otworzyły się przestronne wrota hangarowe i w przestrzeń pomknęły trzy podłużne tugi. Ich sześciościenne kadłuby miały prawie 40 metrów długości, a i tak wydawały się maleńkie przy niemal pięćdziesiąt razy dłuższym krążowniku. Silniki manewrowe obróciły ich szerokie, tępe dzioby uzbrojone w odbojniki w odpowiednie kierunki a pomocnicze pchnęły ku przeznaczeniu.

Na pokładzie innego okrętu, odległego o całe wieki świetlne od powoli rozpędzających się tugów, młody porucznik stal przed swym kapitanem z przerażeniem w oczach czekając na jego reakcję. Błękitne oczy jeszcze przez chwile wpatrywały się weń bez wyrazu.
- Nie mamy namiaru?
- Tak jest, wasza wysokość. Zebrane dane z ostatniego skoku były na tyle niedokładne, że mamy w sumie 14 możliwych gwiazd zakładając, że oni nie mają tu map samotnych planet.
- Czyli uciekli nam?
Porucznik, pobladł i tylko przytaknął wykorzystując ten ruch by wbić wzrok w pokład tuż przed noskami swych butów.
- Cóż to było do przewidzenia. Uciekali aż się kurzyło.
- Tak jest, wasza wysokość.- porucznik nieśmiało podniósł głowę.
- Wyznaczyć najbliższy kurs powrotny do bazy. To wszystko!
- Tak jest, wasza wysokość.

Kilka chwil później, 6 smukłych kadłubów obróciło się w przestrzeni i pomknęło w kierunku lokalnej gwiazdy i krążącego wokół niej gorącego gazowego giganta, szukając drogi powrotnej.

Do odległych asteroidów właśnie dotarły holowniki. Dzioby oparły się do skakały a główne silniki zaczęły mozolnie je rozpędzać w kierunku skazanej na zagładę planety.

- Tugi włączyły ciąg główny, dane potwierdzają masy wyliczone, sir. Uderzą w planetę w odstępach około 7 godzin, czyli mniej więcej 1/3 czasu obrotu planety. Niewiele przetrwa na powierzchni – w ostatnich słowach Dambeesa zabrzmiało coś na kształt smutku.
- Panie Inemi, kiedy wylecimy z systemu?
- 0,1 godziny. Wchodzimy już w studnię grawitacyjną.
- Kontynuować podchodzenie. Proszę nas zabrać do domu.
- Tak jest!

Gdyby ktoś, w tym systemie, mógł opowiedzieć o tym zdarzeniu, powiedziałby zapewne, że miało to miejsce 12 grudnia 2012 roku. Dość szczególna data. Nikt jednak nie wiedział, co stało się w pobliżu orbity odległego Jowisza. A niczego nieświadomi mieszańcy Ziemi, trzeciej planet od Słońca, to wcale nie Pluton tylko Wenus skryła się przed przybyszami za licem macierzystej gwiazdy, wiedli swój nieświadomy żywot. Jeszcze przez 18 dni, gdy to pierwszy tug holowniczy wepchnął swój ładunek z prędkością 500 kilometrów na sekundę w atmosferę błękitnej planety. Zgodnie z wyliczeniami wracającego właśnie do swojej rodziny porucznika Dambeesa, drugi uderzył kilka godzin później w już świadomych swej nieuniknionej zagłady niedobitków. Trzeciego uderzenia nie widział już nikt na powierzchni, podobnie jak okrętów, które zbłądziły do tego systemu w sektorze MJ kilkaset godzin wcześniej i sprawiły, że rok 2013 nigdy się nie rozpoczął.

Podpis: 

Czytacz który może coś wymyśli... 14 września 2009
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Tarot i koronkowe serwetki - Marzec Miłość z internetu cz VII- coś podniecającego Miłość z internetu cz VIII- pierwsze nasze święta
Raczej dla kobiet, które wierzą w zmiany na lepsze. W to, że nie wszystko jest takie na jakie wygląda. Opowieść o niespodziewanej przyjaźni i tym co w życiu może się wydarzyć. A może by sobie tak pomarzyć, mój kochany: piękny dzień, lecz słoneczko jakby za chmurkami. Wiaterek za oknem sprawia, że dreszczyk przechodzi przez moje ciało. Przymykam oczka i mam Twój języczek w swoich ustach który się panoszy rozpychając moje policzka, to znowu przesuwa się po moich ząbkach, to znowu walczy z moim języczkiem.
Sponsorowane: 150
Auto płaci: 150
Sponsorowane: 105Sponsorowane: 105

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.