http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
51

Bajka

Autor płaci:
4

  Po wielu latach postanowiłem wrócić tu. Mam mieszane uczucia, bo w dzisiejszych czasach nikt nie czyta długich opowiadań. No ale warto spróbować.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Podpalaczka
Stephen King
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Bajka

Po wielu latach postanowiłem wrócić tu. Mam mieszane uczucia, bo w dzisiejszych czasach nikt nie czyta długich opowiadań. No ale warto spróbować.

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy

nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz.

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Miłość z internetu - czytaj kolejne części

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Boska J. - (W cztery strony świata)

Powieść jest nie tylko opowieścią o niespełnionej i tragicznej miłości dwóch kobiet, ale podróżą filozoficzną; próbą zrozumienia, umiejscowienia się w świecie i sprostania uczuciom, które nie dają za wygraną, mimo upływającego czasu.

Nie :-( Święta!

Obok Johna McClane'a, łysawego gościa bez butów, w brudnych spodniach i podartym podkoszulku, usiadł Czerwony Kapturek... Z "życzeniami". ..

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1862
użytkowników.

Gości:
1861
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 52485

52485

Mapa

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
09-03-28

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantastyka/Komedia/-
Rozmiar
11 kb
Czytane
2288
Głosy
3
Ocena
4.67

Zmiany
09-03-28

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
--

Autor: mamut Podpis: P.Wójcik
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Ludzie odeszli z Ziemi, pozostały tylko roboty. Jak sobie radzą pozbawione ludzkiego nadzoru? O tym właśnie jest ta humorystyczna opowiastka.

Opublikowany w:

Mapa

Mapa



Słońce zachodziło, wydłużając cienie nad Starym Złomowiskiem i rzucając krwawe poblaski na okolicę. Martwe wzgórza poszarpanego metalu i plastiku zaczęły naraz przybierać coraz bardziej niepokojącą aurę. Nawet pojedyncze drzewa rosnące tu i ówdzie (jakim cudem - bliżej nie wiadomo) poczynały wyglądać jakby... jakby do ich wizerunku dodano swego rodzaju sugestii straszności... Tak, tak to można najlepiej ująć.
D8b, gąsienicowy robot naprawczy, chwilowo bezrobotny, przez ostatniego nadzorcę zwany też Ciapą, a czasem... także Ciapą, tylko bez głoski "a" w środku... wspiął się na hałdę poszarpanego złomu, leniwie dłubiąc tu i ówdzie długimi manipulatorami. Jego kompan, nieco mniejszy Vx1, ale także gąsienicowy i również naprawczy, wsadził kanciastą głowę przez dziurę do wnętrza przerdzewiałej jakby niedużej cysterny i przeskanował jej wnętrze szerokopasmową wiązką radarową.
Następnie chwilę się szarpał, żeby tą głowę wyjąć i już był pewien, że zaraz będzie wołał towarzysza na pomoc, gdy mu się to udało. Niemal się zresztą przewrócił, gdy jego głowa wyskoczyła jak korek z butelki. Udało mu się jednak utrzymać równowagę i zniechęcony spojrzał ku koledze bezrobotnemu, potem spojrzał - z jeszcze większym zniechęceniem - ku stojącemu w oddali elektrycznemu wózkowi, załadowanemu plonem ich dzisiejszych poszukiwań.
Kilka baterii, w tym jedna nuklearna, fragmenty sztucznych zespołów neuronowych, sprawiające wrażenie sprawnego ramię z elastycznego metalu, jakieś odpady radioaktywne... i właściwie tyle. Aha - i zepsuty karabin elektromagnetyczny, który znaleźli pod wiekowym, trzypłytowym wydaniem informatora "Skąd się biorą małe robociki".
Jednym słowem na nic specjalnie sensacyjnego nie trafili.
- Chodźmy już stąd - rzucił Vx1. - Niedługo słońce sobie zajdzie.
- Jeszcze tylko ta górka - odparł D8b. Wyrzucił coś za siebie, co przeleciało z furkotem nad głową Vx1.
- Znaleźliśmy jedną baterię atomową. Nie jest źle. Daj sobie spokój.
- A gdzie ci się tak spieszy?
- Wózek jest zasadniczo na baterie słoneczne. Znaczy jak słońce zajdzie, będziemy go zasadniczo pchać. A mi się nie chce. Strzyka mi ostatnio w łożyskach kulkowych.
- Wózek ma akumulatory.
- Tylko że sam wyżłopałeś z nich większość elektrolitu. Poza tym mówią, że po nocy tu... straszy. Że nie wszystek ten złom nie jest tak martwy jak być powinien. Coś takiego mówią.
D8b znów coś odrzucił, tym razem na bok.
- To pewnie jakiś nadprzewodnikowy mózg elektronowy ze szczątkowymi funkcjami. W nocy spada temperatura, pewnie w jego przypadku wystarczająco, żeby doszło do nadprzewodnictwa i móżdżek przypomina sobie, że kiedyś działał - oznajmił, a następnie zamarł na chwilę, pozwalając sobie na moment podziwu wobec samego siebie i własnej mądrości.
- Wszystko fajnie. O ile ten mózg nie siedzi w jakimś buldożerze i przy tym nie ma morderczych skłonności.
- A dlaczego miałby mieć?
- Bo na przykład mogą mu się nie podobać takie gąsienicowe formy sztucznego życia, jak ty, drogi przyjacielu - stwierdził Vx1. Stwierdził też, że coś oświetla mu wizjery z lewej strony.
Na chwilę przeraził się, że namierza go jakaś wiązka laserowa jakiegoś starego systemu bojowego (grzebanie w śmieciach nie było zajęciem tak bezpiecznym, jak się mogło zdawać), ale szybko oprzytomniał. To było tylko odbite światło. Od czegoś naprawdę błyszczącego.
Obrócił się w tamtą stronę i popełzł na gąsienicach ku tajemniczemu blaskowi. Z hałdy skorodowanego żelastwa przebijał metalowy połysk czegoś... co najwyraźniej nie było skorodowane.
Jakimś cudem.
Bo na tej planecie wszystko korodowało. Prędzej lub później. Te wszystkie zanieczyszczenia pozostawione przez ludzi, a unoszące się z uporem w atmosferze, spadające z kwaśnymi deszczami miały tu wcale nie małe znaczenie.
A może to błyszczące coś było tu od niedawna?
Ale jakby było od niedawna, wtedy z pewnością znajdowałoby się gdzieś na skraju Starego Złomowiska. Próbował chwilę się nad tym zastanawiać, ale jego termostat zaprotestował, gdy temperatura w okolicy głowy zaczęła się podnosić.
Gąsienicowy robot dotarł do źródła odbitego świata. Coś było wciśnięte między coś, co wyglądało na skrzyżowanie agregatu chłodniczego... z czymś innym w każdym razie... i między coś jakby kaloryfer z własnym napędem. Znajdowało się też dość wysoko, wobec czego Vx1 podniósł nieco na teleskopowym wysięgniku swój tułów i dopiero potem sięgnął po to coś błyszczące oboma chwytakami.
Chyba jakieś pudełko. Nieco pogięte i porysowane, wykonane z jakiegoś tworzywa sztucznego. Do tego z pewnością coś w nim było. Bo jakby było puste, z pewnością by nie zagrzechotało, gdy wyciągnął po nie swoje chwytaki i ostrożnie je zacisnął.
Szarpnął następnie raz, ostrożnie, żeby przypadkiem coś na niego nie spadało. Pamiętał niejakiego Javiera6, który zrzucił na siebie pół tony żelastwa. Trzeba było wyciągarki, żeby wyciągnąć jego głowę (bardzo spłaszczoną) z wnętrza korpusu, gdzie została wbita siłą uderzenia. Zresztą w ogóle po tym wypadku był dwa razy niższy i tyleż razy szerszy niż poprzednio. I ogólnie nie był już taki sam.
Plastikowe pudełko - niegdyś pewnie całe błyszczące, teraz tylko na jednej z krawędzi - pozwoliło się wyciągnąć, ale tylko trochę. Robot próbował je odblokować, kręcąc nim i delikatnie szarpiąc, lecz bezskutecznie. Wobec tego szarpnął mocniej... a potem ośmielony tym drobiazgiem, że góra żelastwa nie zamierzała się na niego zwalić, zaparł się i zaczął ciągnąć.
Coś trzasnęło. Coś chrupnęło. Nawet brzęknęło.
I nagle opór zniknął.
A Vx1 nagle wywinął orła i padł do tyłu z głuchym rumorem. Pudełko otworzyło się, a cała jego zawartość wysypała się wokół. Nie było tego wiele, ale i tak zadziwiało różnorodnością. Szklana kulka, jakaś organiczna (niegdyś) substancja na plastikowym patyczku, kostka do gry, jakaś książeczka, która częściowo rozpadła się na proch, coś co wyglądało na zabytkowy dysk danych, mały model robota i równie mały model archaicznego pojazdu. Chyba do przewozu dużej ilości ładunków. Ponadto była tam plastikowa tubka, która otworzyła się przy upadku. Wypadło z niej coś zwiniętego w rulon i w zadziwiająco dobrym stanie.
- Hej - zawołał D8b, zjeżdżając z góry złomu, którą penetrował dotąd. - Znalazłeś coś ciekawego?
- Ależ zbytek zainteresowania, drogi towarzyszu. Oczywiście, że nic mi się nie stało.
- To widzę. Co tam masz?
Vx1 zaczął się zbierać do pionu, co w wypadku robotów gąsienicowych rzadko było proste. Tymczasem D8b dotarł do niego, ale najwyraźniej doszedł do wniosku, że kamrat sam sobie poradzi, bo tylko pochylił się nad rozsypanymi drobiazgami. Przebierał chwilę w nich, ale już widział, że są to rzeczy, które mogły zainteresować tylko tych, którzy wyznawali kult Tych Którzy Odeszli w Dal Kosmosu, a potem sięgnął po rulonik, który wypadł z tubki.
Rozwinął go w chwytakach ostrożnie przed wizjerami. Chwilę gapił się, a następnie znieruchomiał całkowicie.
Vx1 pozbierał w końcu na gąsienice i podjechał to towarzysza, który od jakiejś minuty nie wykonał najdrobniejszego ruchu. Zajrzał w rozwiniętą kartkę, wyciągając głowę na wysięgniku.
Też znieruchomiał.
- Jesteśmy bogaci - powiedział chwilę później. - Będziemy mieć elektrolitów do woli!
- I oleju do smarowania.
- I to nie byle jakiego, ale czystego, silikonowego.
- Wreszcie też porządnie się naładujemy.
- Przeczyścimy się.
- Wymienimy wejścia informatyczne.
- I znajdziemy sobie po ślicznej robotce. Takiej z funkcją automatycznego ssania.
- A po co nam dziewczyny?
- Nie wiem. Ale jak masz kasę to musisz mieć też robopartnerkę.
- Ale co my będziemy z nimi robić?
- Na pewno coś wymyślimy. Choć chciałbym wiedzieć, czemu funkcją ssania jest tak ważna.
- Ja tam nie wiem. I nie możemy zapomnieć o jakichś wielkich pojazdach.
- A tak. Pojazdy są ważne. Duże i błyszczące. Muszą też dużo palić. To należy do dobrego tonu. Tak słyszałem.
- Ja też... Ja cię nie mogę... Niech mnie korozja trzaśnie, prawdziwą mapę do skarbu znaleźliśmy...
Znowu zatopili spojrzenia rozmarzonych wizjerów w rozpostartej kartce papieru. Była bardzo stara i chyba tylko dzięki szczelnemu zamknięciu w tubce z napisem "aspiryna" zawdzięczała to, że jeszcze stanowi jednolitą całość.
Tak gapili się, gapili... a następnie do sieci neuronowych będących ich umysłami zaczęło coś docierać. Mogło to świadczyć jak wiele cech człowieczych posiadały te metalowe istoty, stworzone przecież na Jego, Człowieka, wzór. Lecz czy to dobrze?
Ostatecznie było to przecież coś, co wyglądało na mapę do skarbu. A skoro mieli w sobie coś z człowieka, poniższa kwestia po prostu musiał się pojawić:
- Zaraz, drogi przyjacielu. Ale to przecież ja znalazłem. Wydaje mi się w związku z tym, że to moje.
- Ale to ja cię tu przyprowadziłem. No nie?
- Ale ja zauważyłem jak się błyszczy!
- Gdybym nie chciał jeszcze tu spędzić trochę czasu, nigdy byś tego nie znalazł!
- Ty byś w ogóle tego nie znalazł!
- Tak uważasz?!
- Tak uważam, ty metalowa konserwo!
- Mapa jest moja! Ty zdechły elektronie!
- Ty neutronie spąsowiały! Oddawaj!
- Zostaw to, zardzewiaku! To moje!
- Nieprawda! Ja to znalazłem, ty kupo bezużytecznych scalaków!
- A kto cię tu przyprowadził! Dawaj to, zbitku perwersyjnych neuronów niewiadomego pochodzenia!
- Ja mam perwersyjne neurony?! Ale przynajmniej jakieś mam! Bo ty masz najwyżej symulację neurona. Jednego!
- Ty zwoju rozprostowany!
- Ty proceduro wsteczna!
- Graf zero jesteś!
Chwila ciszy.
- Co?
- Schemat blokowy procedury pustej, jeśli to pojęcie nie jest za trudne dla twoich zwichrowanych neuronów!
- Ty... ludzki wytworze zapyziały!
Następnie nie wiadomo było kto kogo pierwszy zdzielił, ani nawet czym to zrobił. Tak to bywa właśnie w takich wypadkach. Czasem nawet przez to wybuchają wojny (choć zwykle przez dużo głupsze rzeczy). W każdym razie nie upłynęło dużo czasu, a dwa gąsienicowe roboty okładały się czym popadnie na tym wiekowym złomowisku, czyniąc przy tym wiele rumoru. Słońca było coraz mniej i lada chwila mogło pobudzić się do sztucznego życia to, co tu rzekomo straszyło, lecz ta świadomość jakoś uleciała z umysłów D8b i Vx1.
Bili się aż skry leciały. Dosłownie.
Tymczasem przedmiot ich sporu, szarpany podmuchami wiatru, spoczął majestatycznie na ziemi. Była pokryta bardzo nieforemnymi rysunkami i udającymi pismo bazgrołami, które nawet zachowały całkiem sporo z oryginalnych kolorów. Szczególnie rzucał się w oczy wielki czerwony krzyż w kółku z wyjątkowo koślawym podpisem: "skarb piratów".
Tak pisały dzieci niemal mitycznych stwórców pierwszych robotów, ludzkie dzieci. Rysunki też nie wyglądały na rysunki kogoś, kto - będąc człowiekiem - ma jednocześnie więcej, niż pięć może sześć lat. Szczególnie jeśli chodzi o wielkie drzewo i śmieszny domek z płotkiem obok.
Ale tego obydwa gąsienicowe roboty nie wiedziały najwyraźniej.
Słońce zaszło, a one toczyły swój spór. Choć jakby z coraz mniejszym przekonaniem, co szło w parze z coraz słabszym zaangażowaniem.
Może po prostu tracili siły?

Podpis: 

P.Wójcik marzec 2007
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Legenda o Lerharze Smokobójcy Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy Miłość z internetu cz. XVI - sex panów
Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy? nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz. zabawa pomiędzy dwoma facetami
Sponsorowane: 50
Auto płaci: 500
Sponsorowane: 30Sponsorowane: 25

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.