http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
355

Miłość z internetu - czytaj części od I do XII

  Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W listopadzie nagrodą jest książka
Nawiedziny
antologia
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu - czytaj części od I do XII

Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez długie miesiące mające na celu poznanie się. Realne kopie, nawet z błędami. Opisy różnych marzeń związanych ze wspólnym życiem. On student systematycznie przekazuje jej pr

Artefakt 2 Operacja Ateitis

Borys Dragulic powraca w drugiej część cyklu. Dwie pierwsze i dwie zupełnie nowe już w 2018 roku ukażą się jako książka wydawnictwa DJ Studio!

Miłość z internetu cz III - wpadka

Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach

Miłość z internetu cz VIII- pierwsze nasze święta

Przymykam oczka i mam Twój języczek w swoich ustach który się panoszy rozpychając moje policzka, to znowu przesuwa się po moich ząbkach, to znowu walczy z moim języczkiem.

Glupia Sztuka Akt I

Uwaga! Tego tekstu nie należy traktować poważnie.

Flow

Lato w śródziemnomorskim kraju.

Awaria na planecie Zarg

Krótkie opowiadanie w kategorii fan fiction, które zostało zainspirowane światem gry komputerowej o nazwie Diggers oraz Diggers 2: Extractors.

Miłość z internetu cz I - historia prawdziwa

Trudna miłość. Miłość wymagająca cierpienia związanego z brakiem bliskości drugiego partnera. Prawdziwe opowiadanie o miłości po przez internet

Władcy wydobycia, rozdział 7

Przygody mechanika i obieżyświata Rolfa Kunerskiego w zniszczonym i zdewastowanym świecie. Postapokaliptyczny klimat obejmujący takie miejsca jak Polska, Niemcy czy Białoruś.

Władcy Kosmosu

Humorystyczne opowiadanie, którego bohater doznaje niezwykłych halucynacji.

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
903
użytkowników.

Gości:
901
Zalogowanych:
2
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 46635

46635

Kres wędrówki

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
08-07-16

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Fantasy/Fantastyka/Religia
Rozmiar
13 kb
Czytane
2644
Głosy
26
Ocena
4.44

Zmiany
15-08-14

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Kern Podpis: RL
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
wygrany konkurs miesięczny
Jak jeden kamień zmienia świat... Co prawda niewiele ale kamień tez jest mały. Pierwsze opowiadanie Cyklu Tajemnic.

Opublikowany w:

jeszcze nigdzie

Kres wędrówki

Kres wędrówki



I będziesz mi posłuszny a ja cię wyratuję
Z wszelakich problemów i wszelakich zagrożeń.
Ale służba u mnie jest trudna i nie każdy
Może mi służyć.
Ci jednak których wybiorę dostaną nagrodę.
TKW 2,1-12




Gdy słońce nieśmiało wychyliło się zza górskiej grani pierwsze promienie leciutko oświetliły grube chmury. Podstarzały orzeł leniwie szybował wysoko nad górami. Przyglądał się wspaniałemu wschodowi słońca. Czerwone, różowe i żółte refleksy upodabniały krajobraz do baśniowego, magicznego świata. Po chwili jednak cała tarcza słoneczna wyłoniła się zalewając wszystko czystym białym światłem. Róż i czerwień zniknęły. Orzeł szybko rozejrzał się po bezkresnym błękicie. Przestworza były puste. Był sam.
Od wielu dni wzlatuje tu tuż przed świtem i obserwuje. Czasami widzi nikłe, niesłychanie dalekie czarne punkciki. Inne orły, albatrosy lub sokoły. Jednak równie często ma przestrzeń tylko dla siebie. Uwielbiał to uczucie. Ten ogrom. Lekką bryzę, ciepłe promienie słońca miał zawsze. Wystarczyło tylko przebić się przez chmury i lecieć, lecieć aż zacznie brakować tchu. Lecz te niezwykłe uczucie swobody i nieograniczoności miewał tylko o tej porze dnia.
Nagle orzeł zaczął pikować. Coraz szybciej, coraz ostrzej. W końcu spadał prawie pionowo z zabójczą prędkością. Wbił się w górne warstwy chmur jak kamień rzucony do wody. Opór wilgotnych kłębów znacznie go spowolnił. Wreszcie wyleciał poniżej kolosalnego cumulusa. Przez chwilę kołował nad dolinkami i górskimi szczytami. Każdy krąg sprowadzał go coraz niżej. Mała dolinka, wcześniej nie widoczna ukazała się w całej okazałości. Na samym środku krzątał się samotny wędrowiec. Orzeł wylądował obok niego na zwalonym pieńku. Człowiek zwijał właśnie skórzany śpiwór i wkładał go do plecaka. Reszta była już spakowana, ognisko starannie wygaszone a resztki wczorajszej kolacji ułożone na trawie, tak jakby wędrowiec specjalnie je tak ułożył.
-Aaaa... dobrze znowu cię widzieć, przyjacielu. – Rzekł i zrzucił kaptur. Był już w słusznym wieku, choć dobrze się trzymał. Wyjął z plecaka kawałek suszonego mięsa i rzucił go prosto w rozwarty dziób.
-Nie musisz dziękować. I tak wiem, że wolisz świeże. Co u ciebie słychać. ..... mówisz, że mało ostatnio widujesz orlic!! W twoim wieku?! No wiesz co..... Tak, skoro tak mówisz. – Przez chwilę starzec milczał. Skończył się pakować i zaczął chodzić dookoła ptaka. Jego twarz przybrał poważny wyraz. W końcu zatrzymał się i zapytał – Kiedy? ....Co?! I mówisz mi to dopiero teraz? .... Jak to blisko?! Przecież to po drugiej stronie gór.... A tak, a widzisz gdzieś tutaj skrzydła? – Krzyknął i podniósł ręce do góry. Ptak patrzył prosto przed siebie, skulił łebek i czekał. Gdy mężczyzna skończył biadolić, podniósł się dumnie i prawie z pogardą rozłożył szeroko skrzydła. Potem niezgrabnie poczłapał i wreszcie ociężale uniósł się z ziemi. Towarzyszył temu śmiech wędrowca. Orzeł nabrał szybkości i zniknął za drzewami.
Starzec jeszcze chwilę się śmiał, po czym mina mu nieco zrzedła. Zarzucił plecak na ramię i raźnym krokiem ruszył w górę zbocza.

Miał szczęście. Nie spodziewał się tego, lecz było mu to bardzo na rękę. Z drugiej strony jednak przywoływało wspomnienia. Wspomnienia szczęśliwe, które niestety miały tragiczny finał.
Pod wieczór spotkał niemłodą już niewiastę. Zbierała chrust i gdy go zauważyła natychmiast zaproponowała gościnę. Oboje bardzo się zdziwili gdy spojrzeli na siebie. Przez chwile stali jak skamieniali. Ona uczyniła pierwszy ruch. Następnie padli sobie w objęcia i od tamtego momentu rozmowa zeszła na stare i nowe koleje ich losu. Oboje byli już w wieku kiedy tych pierwszych było dużo więcej niż drugich. Było już dobrze po zachodzie gdy wędrowiec podniósł się z drewnianej ławy i oznajmił, że idzie spać.
-Teraz? Przecież zostało jeszcze tyle do powiedzenia! Przecież nie musisz się spieszyć. Mamy tak mało życia przed sobą, że nie musimy się już nigdzie spieszyć.
-Wezwał mnie Ten, Który Wzywa. Mam mało czasu. Muszę się wyspać.
-Znowu to samo!! Zawsze jest coś, co trzeba zrobić. Zawsze jest coś nam przeszkadza. Właśnie dlatego zrezygnowałam z cywilizacji i zamieszkałam na tym odludziu!!! Dlatego to wszystko się wydarzyło!
-Uspokój się, kobieto! Obiecuje, że wrócę! To przecież blisko. Załatwię to szybko i pojutrze będę z powrotem.
-Akurat. Zawsze tak było. Zresztą to niebezpieczne....
-Właściwie to nie. Mam tylko rzucić kamieniem.
-Jak to kamieniem? O co chodzi?
-No.... nie wiem dokładnie. Ale wiesz jak jest?
-Tak! Jasna cholera, że wiem! Idziesz tam i jak moment będzie odpowiedni to będziesz wiedziała co robić. Dobra idź!!! Ale jak mi się tu nie pokażesz za trzy dni to cię odszukam i uduszę!! Obiecuję!
-Dobrze, już dobrze. O co ci właściwie chodzi?
-Cholera! Już raz cię straciłam i nie chce po raz wtóry!
-Co...? A o.... – Nie zdążył dokończyć bo kobieta gwałtownie pocałowała go w usta. Przywarli do siebie. Ich usta szybko się uspokoiły i teraz delikatnie, powoli błądziły po sobie nawzajem. Ramiona mężczyzny oplotły wątłą postać kobiety.

Było zimno i wilgotno. Ciężkie opary mgły spływały z gór pokrywając las lepkimi, mokrymi pasmami. Orzeł siedział na wysuniętym głazie, zawieszonym tuż nad przepaścią. Nic nie robił. Czekał. Czekał i obserwował okolice. Wreszcie chudy wilk wyłonił się zza darniny i przycupnął obok ptaka. Ciężko dyszał. Wskazał głową w dół i cicho warknął. Orzeł nawet na niego nie spojrzał. Przez chwilę stali obok siebie. Niespodziewanie orzeł rozłożył skrzydła i runął w dół przepaści. Nabrał prędkości i majestatycznie wzbił się w przestworza. Wilk przyglądał się temu z niewyraźnym grymasem. Wydał z siebie chrapliwy pomruk i zawył. Zawył tak, jak robił to w młodości gdy całe stada jeleni uciekały przed tym odgłosem. Wilk przez chwilę spokojnie siedział na krawędzi i spoglądał w dół. Wreszcie zobaczył samotną postać .... a za nią mały wóz.

Polsun wygodnie rozsiadł się na koźle. Otulił się szczelniej płaszczem i łyknął z niewielkiej manierki. Uśmiechnął się. Mimo paskudnej pogody humor go nie opuszczał. Zawsze po wyjeździe ze swojej rodzimej mieściny i co tu ukrywać po ucieczce od swojej kochającej żony odczuwał radość z życia. Uwielbiał powolne podróże swoim wozem, zażarte bitwy o ceną kapusty, marchwi i innych płodów ziemi zakupionych w rodzimej dolince oraz małe karczmy z ich dziwnym klimatem Przede wszystkim uwielbiał jednak uczucie wolności i możliwości wpływu na swój los. W swojej niewielkiej ojczyźnie gdzie ludzie są raczej przywiązani do swojej ziemi uchodził za dziwaka. Z drugiej strony wszyscy chętnie sprzedawali mu swoje towary po dość niskich cenach. W końcu każdy potrzebował dobra, których nie można było wytworzyć na miejscu. Kupiec był niezbędny i wszyscy byli radzi, że to nie oni nim są. Polsun rozejrzał się. Świat tonął we mgle. Ledwo widział swojego parobka idącego jedynie kilkadziesiąt kroków przed wozem. Cóż lato ostatnio jakoś się obijało. Mgła doskonale tłumiła wszelkie dźwięki więc podróżowali w ciszy. Nagle ową ciszę rozdarł przenikliwy skowyt. Długi, wibrujący i niesłychanie bliski. Wilk. Nie wilki. Całe stado żądnych krwi potworów. Potworów, które tylko czekają żeby dopaść ich we śnie i bestialsko wymordować. Tak .... te tchórze właśnie na to czekają. Nie zaatakują w dzień, o nie! Będą się skradać, tropić i czekać na dobra okazję. Polsun postanowił je przechytrzyć. Tak jest, w końcu to jego rasa rządzi światem. Nie do się przechytrzyć pieprzonym sukinsynom.....
-Karb!! Karb, gdzie do ciężkiej cholery jesteś?!
-Tu panie. –Parobek wyszedł z mgły. Polsun drgnął. Wielkie lśniące kły i okrutne paszcze stanęły mu przez chwilę przed oczami. Szybko się opanował by pomocnik niczego się nie domyślił.
-A jesteś. Przyspieszymy! Chce zdążyć na prom. Tan wieczorny. Stwierdziłem, że tak będzie lepiej. Mniej kosztów, szybsza podróż.
-Ale to jeszcze kawał drogi!
-To się pospiesz tracimy tylko czas! I bez dyskusji, zrozumiano?
-Tak, panie. – Odparł zrezygnowany młodzieniec.
Polsun był dumny z siebie. Tak sprawnie to załatwił. I jak mądrze wymyślił alibi. Zresztą jakie alibi, przecież tak jest naprawdę dużo szybciej. Przecież zawsze chciał tak zrobić. Tylko ten parobek mu się ociągał. Niech więc teraz trochę pobiegnie. Kupiec popędził muły i dopił trunek z manierki.

Korab był wściekły i naprawdę krańcowo wycieńczony. Ten zidiociały dusigrosz popędzał go przez cały dzień. Teraz ledwo trzymali się na nogach. Na szczęście zdążyli na prom. Ledwo bo ledwo ale zdążyli. Prom był mały i załadowanie na niego całego towaru, zwierzęta i ich samych zajęło dużo czasu. I oczywiście pracy, jego pracy. Jeśli ten przebiegły liczykrupa myśli, że go nie przejrzałem to jest jeszcze głupszy niż myślałem. Wszyscy wiedzą, że boi się nawet małych piesków. A wilki darzy nie tyle obrzydzeniem co wręcz wstrętem podszytym sporą dozą paniki. Wreszcie udało mu się wszystko odpowiednio ułożyć. Zmęczony osunął się na pokład. Sekundę później na prom wbiegł gibki nieznajomy z małym plecakiem. Uśmiechał się od ucha do ucha. Pewnie kolejny tchórzliwy, zapijaczony łazęga.

Wędrowiec skradał się w stronę ogniska. To gdzieś tu. Rozejrzał się. Otaczały go niskie zarośla. Nieco z prawej dochodziły do ciemnego lasu. Z kolei z lewej opierały się o małą mulista rzeczkę. Jakieś dwieście kroków przed nim mała karawana rozbiła się z obozem. Kupcy i parobkowie musieli byś bardzo zmęczeni bo na straży stał jedynie jeden młodzian. No właściwie to ostro przysypiał. Wreszcie zobaczył. Od lasu ostrożnie oderwał się kształt. Następnie drugi i trzeci. Skradali się bardzo cicho i szybko zbliżali się do karawany. Nagle błysnęły ostrza sztyletów. Starzec już wiedział co ma zrobić. Pobiegł na przełaj rozgniatając krzaki. Nie dbał o hałas. Kamień miał już przygotowany. Jego głośny bieg zaalarmował zarówno ofiary jak i napastników. Ci ostatni zamarli w bezruchu. Podróżnik z całej siły rzucił kamieniem. Pocisk trafił jednego z zabójców w stopę. Ciężki kamień pogruchotał delikatne kości palców.
-Kurwa, mać! Kurwaaaa!!- Zawoła trafiony.
-Co się drzesz? – Próbował go uciszyć jego kompan.
-Coś jebnęło mnie w palec. – Odpowiedział nieszczęśnik i rozpłakał się.
-Stać! Kto idzie? - Zawołał stróż.
-To napad!! – Krzyknął wyrwany ze snu kupiec.
-Do broniiiiii.....-Zawył jeden z parobków.
-Pozarzynajmy skurwieli. – Zimo powiedział bandyta i ruszył do ataku. Przebiła go strzała. Oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Z niedowierzaniem spojrzał na rękę. Szkarłat szybko barwił koszulę.
-Nieźle Kahi.
Drugi pocisk wbił się w gardło zabójcy z rozgniecioną nogą. Łucznik płynnym ruchem wyciągnął następną strzałę. Spokojnie przymierzył się do strzału. I wypuścił cięciwę. Ostry grot przeszył bark trzeciego zbójcy. Nieszczęśnik zwalił się jak kłoda, głucho uderzając o mokrą ziemię.
-Ale skurczybyk jest dobry.
-Choć raz zarobił na swoja wypłatę.
-Wystarczy. Jak dla mnie to mogę mu płacić, ale niech nas nikt nie atakuje.....
-A tam jest jeszcze jeden. Chciał nas zajść z boku. Wykończ go. – Wędrowiec spostrzegł, że to o nim mowa. Przeklął w duchu swoje szczęście. I rzucił się do ucieczki.
-Już się robi. – Spokojnie odpowiedział łucznik. Lekko się obrócił i wypuścił ostatni pocisk. Podróżnik poczuł tępy ból w boku. Świat mu się zamglił i padł na zarośla. W obozie wiwatowano, płakano, grożono i śmiano się. W końcu jeden z okrutniejszych kupców stwierdził, że należałoby sprawdzić czy napastnicy naprawdę nie żyją. I dobić w razie konieczności. Wędrowiec usłyszał to i stracił przytomność.

Obudził go warkot. Otworzył oczy i zobaczył przed sobą paskudna gębę wilka. Zwierze spojrzało na człowieka i w ciszy odeszło. Mężczyzna westchnął i znowu stracił przytomność.

Orzeł pozwolił się nieść prądom powietrza. Na zachodzie zbierała się burza. Musiał ją jakoś ominąć. Tylko, że on chciał lecieć na zachód! Po widnokręgu przeleciała błękitna błyskawica. Orzeł z niechęcią zmienił kierunek i odleciał na północ.

To był pierwszy słoneczny dzień od tygodnia. Straszliwe burze i zawieruchy znacznie zmieniły mu trasę. W końcu postanowił odpocząć i trochę się wygrzać. Znalazł wysokie drzewo. Wylądował na nim. Przez chwile podskakiwał chcąc zrzucić z siebie resztki wilgoci.
Nagle zobaczył coś co wprawiło go w najszczersze zdumienie.
Niżej na osłonecznionym stoku leżała para ludzi. Kobieta opierała głowę na udach mężczyzny. Oczy miała zamknięte. Jej towarzysz gładził ja po włosach. Chociaż również miał zamknięte oczy przez cały czas coś opowiadał. Leżąca z rzadka potakiwała, chciwie słuchając. Orzeł zobaczył jego twarz. To był .... Wędrowiec. Dłoń obieżyświata zawędrowała w dół na szyje kobiety. Po chwili palce znużyły się pod bluzkę. Kobieta lekko zmieniła pozycję robiąc mu więcej miejsca. Podróżnik tylko się uśmiechnął i gorąco ja pocałował. Poczuł obejmujące go ramiona. Spletli się w miłosnym uścisku.....
Ptak zeskoczył z drzewa i poszybował w dal. Usłyszał odległy stłumiony głos „OD TEGO CZŁOWIEKA JUŻ NIC NIE BĘDZIEMY OCZEKIWAĆ” . Orzeł przekrzywił łebkiem. Tyle to sam wiem. Pomyślał i wzbił się w przestworza. Wysoko poza zasięg wzroku najbystrzejszych oczu. Leciał i leciał aż brakło mu tchu. Spojrzał na ziemię pod sobą. Uwielbiał ten widok...

Podpis: 

RL lato 2006
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Artefakt 2 Operacja Ateitis Miłość z internetu cz III - wpadka Miłość z internetu cz VIII- pierwsze nasze święta
Borys Dragulic powraca w drugiej część cyklu. Dwie pierwsze i dwie zupełnie nowe już w 2018 roku ukażą się jako książka wydawnictwa DJ Studio! Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach Przymykam oczka i mam Twój języczek w swoich ustach który się panoszy rozpychając moje policzka, to znowu przesuwa się po moich ząbkach, to znowu walczy z moim języczkiem.
Sponsorowane: 352
Auto płaci: 500
Sponsorowane: 326Sponsorowane: 303

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2017 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.