http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
100

Podróż

Autor płaci:
50

  Podróżowanie to jeden z atrybutów współczesności. Czy każdy z nas jest podróżnikiem?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W styczniu nagrodą jest książka
4 pory mroku
Paweł Paliński
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Podróż

Podróżowanie to jeden z atrybutów współczesności. Czy każdy z nas jest podróżnikiem?

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Wróg

Nie zawsze wszystko jest takie, na jakie wygląda...

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

Nowa płeć

Wierszyk satyryczny

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2568
użytkowników.

Gości:
2566
Zalogowanych:
2
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 46601

46601

Miłość Konrada

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
08-07-15

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Inne/Inne/Inne
Rozmiar
9 kb
Czytane
1732
Głosy
7
Ocena
4.79

Zmiany
08-10-13

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
--

Autor: A.S. Podpis: AS
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Lekko i przyjemnie, w odrobinę surrealistycznym klimacie. Zainspirowane zdjęciami Saudka

Opublikowany w:

http://opowiadania1.blox.pl/html

Miłość Konrada

Karzeł Konrad od lat był najbardziej szanowanym mieszkańcem miasteczka. Miał duży dom na wzgórzu i stadninę konną. Od rana do wieczora ciężko pracował. Był rzeźbiarzem. Spod jego małych, niezgrabnych dłoni w błyskawicznym tempie wyślizgiwały się idealnie gładkie i piękne figurki drewnianych kobiet. Zapełniał nimi swój strych, piwnice i stajnie. Choć cieszyły się dużym powodzeniem i z ich sprzedaży uzyskał całkiem pokaźny majątek to jednak w głębi swego serca ciągle odczuwał niepokój. To on skłaniał go ku temu by w kawałkach drewna szukać coraz to nowych twarzy, sylwetek. Z zapałem niestrudzonego poszukiwacza nadawał formę i kształt martwym przedmiotom, a przy odpowiednim oświetleniu i przy niewielkiej pomocy wyobraźni figurki ożywały i wypełniały wnętrze pracowni ruchem i szczebiotem kobiecych głosów, namiętnych i znudzonych, zachęcających i gniewnych.
To jednak nie wystarczało. W szale pracy nie odnajdywał ukojenia, a samotność powoli stawała się nie do zniesienia. Do czasu… Do czasu, gdy na końcu drogi prowadzącej na mały ryneczek miasteczka pojawił się wielki tuman kurzu zwiastujący przybycie gości. Wszyscy mieszkańcy z zaciekawieniem obserwowali ruch na drodze. Sam Konrad wyszedł z pracowni i stanął pod drzewem, wyciągnął z kieszeni marynarki maleńką lunetę, z którą się nie rozstawał i spojrzał przez nią na kłębiących się w dolinie ludzi. Przed dzwonnicą zaparkowały trzy kolorowe autobusy, każdy malowany w dziwne wzory. Od patrzenia na nie, Konrada rozbolała głowa, przymknął oczy i zasępił się. Goście zawsze oznaczali wzmożony ruch w miasteczku. Pewnie będzie proszony na spotkania. Kto wie, po co przyjechali ci dziwni ludzie. Zniecierpliwiony Konrad machnął ręką i schował się w domu. Zaparzył sobie aromatycznej herbaty i zasiadł w fotelu przymierzając się do opasłego tomu, nowo zakupionej powieści.
Gdy na dnie filiżanki pojawiła się mozaika z fusów, gdy zegar wybił piątą po południu, gdy na drzewie zaglądającym w zachodnie okno zawisło słońce, gdy z ręki wysunęła się książka, a Konrad zapadł w drzemkę, śniło mu się, że ktoś wspina się po schodach. W całym domu rozbrzmiewały delikatne, pospieszne kroki. Ktoś obcy. Ta niespodziewana wizyta nie wzbudziła w nim jednak strachu, ani niepokoju a jedynie ufność w nadchodzące dni i nadzieję.
Następnego dnia, zaciekawiony Konrad, założył swój piękny fioletowy kapelusz, dzięki któremu zyskiwał kilka centymetrów, wziął pod pachę laseczkę, dzięki której czuł się bardziej pewnie i ruszył wolnym krokiem do miasteczka. Pogoda była piękna i nawet jakiś ptak zaplątany w przydrożne krzaki udawał, że śpiewa. Im był bliżej miasteczka, tym robiło się głośniej. Gdy znalazł się w cieniu uliczki uderzyła w niego niemal świąteczna atmosfera. Dzieci biegały podekscytowane, świnie o których zapomniał właściciel, samopas używały sobie w stercie śmieci, a rozchichotana młodzież siedząca na murku okalającym ryneczek głośno komentowała nowo przybyłych. Po chwili rozległo się bicie dzwonów, wszyscy zbiegli się koło studni i zasiedli na ustawionych tam uprzednio ławkach. Do Konrada podszedł sklepikarz.
-Nawet pan, panie Konradzie jest ciekawy przedstawienia?
-Witam, nic nie wiem o żadnym przedstawieniu- zmarszczył czoło i podrapał się gałką laseczki za uchem.
-To jest grupa teatralna, nazywają się „Pod Pantoflem” i zgodzili się dać kilka przedstawień.
-Aaaaa…- ledwie zdążył odpowiedzieć Konrad, a zaimprowizowana scena na górce zapełniła się aktorami. Sztuka była bardzo zabawna i ciekawa, wszyscy bawili się wyśmienicie, do czasu gdy w samym środku sceny stanęła kobieta. Wielka i dostojna zaczęła płaczliwie wygłaszać swoją kwestię, a po chwili wszyscy widzowie zalewali się łzami, tylko Konrad na chwilę zapomniał się gdzie jest. Nie mógł oderwać od niej oczu, ani skupić się na tym co mówi. Jak porażony wodził oczami po jej obfitych kształtach.
-Zachwycająca…- wyszeptał.
-Prawda? Taki teatr to coś co było nam potrzebne. Może uda się ich namówić żeby zostali do przyszłego tygodnia. Pewnie mają w repertuarze jeszcze kilka sztuk.
-O tak, powinni zostać, jak najdłużej…
Po przedstawieniu aktorzy zeszli do ludzi i zaczęły się tańce. Konrad długo szukał kobiety która tak go zachwyciła, aż w końcu dostrzegł ją siedząca na brzegu ławy i pijąca piwo. Miała zadartą suknię, pełną falban i koronek. Konrad przypadkiem stanął przy drugim końcu ławy, a że miał głowę akurat sięgającą brzegu stołu, mógł cieszyć się do woli, widokiem rozłożystych ud, rozchylających się zachęcająco. Przełknął ślinę i zaczął wspinaczkę. Gdy znalazł się na stole, zygzakiem między kuflami i talerzami wypełnionymi jedzeniem, dotarł do kobiety. Ukłonił się przed nią wytwornie ignorując zdziwione gęby jej towarzyszy. Jak można było się tego spodziewać, była szczelnie otoczona przez absztyfikantów wszelkiej maści, zarówno z miasteczka, jak i członków trupy teatralnej. Znalazło się również kilku przyjezdnych wielbicieli.
-A cóż to za uroczy człowieczek- zdziwiła się kobieta.
-Pani pozwoli, że się przedstawię, Konrad- kobieta czknęła, dyskretnie zagłuszając to brzdękiem bransoletek, otarła usta z piany piwnej i podała skromnie rączkę z cichym- Izabela, Izabela Niewielka.
-Cóż za piękne nazwisko!- Konrad aż sapnął i nie czekając na nic, podał jej swoje ramię i zaprosił na przechadzkę. Osobliwie wyglądali razem, oddalający się w stronę zachodzącego słońca.
Wszyscy wiedzieli, że to nic innego jak przeznaczenie. Konrad i Izabela zamieszkali razem, a grupa zaczęła budowę teatru. Konrad rzucił rzeźbienie, bo Izabela była zazdrosna o niezliczone ilości drewnianych bab, zamieszkujących do tej pory każdy wolny zakątek domostwa Konrada. Udało się je upchnąć w stajni i zamknąć na kłódkę. Konie poszły na sprzedaż, a Konrad zajął się miłością, tak wielką jak sama Izabela Niewielka, szczelnie wypełniającą całe życie Konrada. Byli szczęśliwi.
Wspólnie spędzali czas, na rozmowach, żartach i pieszczotach. Co noc, przy otwartym oknie, Konrad wspinał się na Izabelę i z rozkoszą nurkował w falbanach jej spódnic, halek i szlafroczków. Gdy triumfalnie odnajdywał zakątek zamieszkiwany przez pulsujące szczęście, wykrzykiwał:
-Izabelo! Powiedz, jaki jestem wielki! Mów kobieto! Mów…- i nim Izabela spełniła jego zachciankę, wykrzywiał twarz w potwornym grymasie, wytrzeszczał oczy, szczękę swoją niewspółmiernie wielką do reszty ciała rozwierał szeroko niczym bramę, poczym padał bez życia na jej piersi i usypiał. Wtedy delikatnie ściągała go z siebie i wymykała się cichcem do ogrodu, gdzie armia jej kochanków dopełniała dzieła zaczętego przez Konrada.
Sielanka trwała aż do zimy, kiedy to, znudzony siedzeniem przy kominku Konrad postanowił odnaleźć zapomniane narzędzia i wyrzeźbić Izabelę.
-Jesteś taka piękna, ze muszę Cię uwiecznić…
Mniej ten pomysł podobał się Izabeli, która teraz budzona o świcie zmuszana była trwać nieporuszona przez wiele godzin. Konrad szczęśliwy jak nigdy dotąd, mógł spędzać czas robiąc to, co dotychczas wypełniało jego życie i dzięki temu złożyć hołd doskonałej Izabeli. To miał być prezent dla niej i ukoronowanie ich miłości. Pieszcząc drewno wydawało mu się, że dotyka nagiego ciała Izabeli. Był przekonany, że ona czuje jego dotyk na swojej skórze, mimo odległości jak ich dzieliła, ale Izabela zajęta była ziewaniem. Zmarznięta i ścierpnięta, wieczorami starała się jak najszybciej uśpić Konrada po to by móc wymknąć się z domu i rozprostować członki przy najbliższych krzakach. Zapał jej kochanków nie malał, a wręcz przeciwnie, wraz z apetytem, który rósł u Izabeli rosła też jej sława, jako wytrawnej kochanki o niespotykanych umiejętnościach. W końcu ta sława dotarła także i do Konrada. Zaślepiony miłością i oszołomiony pracą, dowiedział się wszystkiego dopiero od litościwego aptekarza, który sam, wielokrotnie, w celach naukowych spotykał się potajemnie z Izabelą.
Świat się zawalił. Karzeł zazgrzytał zębami i pognał tak szybko na ile pozwalały mu jego małe wykrzywione nóżki. Akurat Izabela oddawała się poobiedniej przyjemności, gdy odnalazł ją Konrad.
-Ty! – krzyknął do ukochanej, podobnej teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej do drewnianej rzeźby.
-Konradzie!- odkrzyknęła dramatycznie Izabela starająca się własnym ciałem zasłonić stado kochanków, usiłujących uciec przed miotającą razy laseczką Konrada. Stworzona do subtelniejszej roli, po chwili rozpadła się, a gałka potoczyła się prosto pod nogi Izabeli, która runęła wprawiając ziemię w trzęsienie. Konrad zaplątał się w kilometry spódnic Izabeli i legł obok niej.
-O matko!- jęknął, gdy głowa uderzył o kamień i stracił przytomność. Stróżka krwi pociekła po ręce Izabeli, kiedy ta starała się ocucić ukochanego. Bo w gruncie rzeczy bardzo go kochała, a że była z natury istotą nienasyconą, jej liczne romanse były bez znaczenia. Całym swym wielkim sercem należała do tego niepozornego karła.
-Izabelo…- szepnął, gdy odzyskał przytomność- Izabelo, czuję Cię, ale nie widzę…Izabelo!
Jak się okazało stracił wzrok.
Litry łez wylała Izabela nim zrozumiała, że Konrad nie jest przez to bardziej nieszczęśliwy. Wręcz przeciwnie, czując koło siebie jej ciągłą obecność, wybaczył jej wszystkie zdrady, wrócił do rzeźbienia na dobre a ona wykorzystując te chwile, gdy pochłonięty był pracą, wymykała się do ogrodu, na spotkania z kochankami. Wszyscy byli szczęśliwi, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej…

Podpis: 

AS 2005
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Taedium vitae Legenda o Lerharze Smokobójcy Topielec
Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi? Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy? - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad
Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65
Sponsorowane: 50
Auto płaci: 500
Sponsorowane: 16

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.