http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
100

Podróż

Autor płaci:
50

  Podróżowanie to jeden z atrybutów współczesności. Czy każdy z nas jest podróżnikiem?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W styczniu nagrodą jest książka
4 pory mroku
Paweł Paliński
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Podróż

Podróżowanie to jeden z atrybutów współczesności. Czy każdy z nas jest podróżnikiem?

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Wróg

Nie zawsze wszystko jest takie, na jakie wygląda...

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

Nowa płeć

Wierszyk satyryczny

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1155
użytkowników.

Gości:
1155
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 44844

44844

Bibliotekarka

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
08-04-14

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Duchy/Inne/Inne
Rozmiar
21 kb
Czytane
1875
Głosy
9
Ocena
4.78

Zmiany
08-04-14

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: A.S. Podpis: AS
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Zapraszam do przeczytania

Opublikowany w:

http://opowiadania1.blox.pl/html

Bibliotekarka

Wydawało się, że korytarz nie ma końca. To tutaj mam pracować? Pomyślała bliska płaczu Karolina.
-Przyzwyczai się pani. Praca jest naprawdę przyjemna, czytelnicy niekłopotliwi, w większości wiedzą po co przychodzą. Gdyby nie to, że pani poprzedniczka umarła tak nagle…- W tym miejscu pani dyrektor westchnęła teatralnie- nie bylibyśmy zmuszeni szukać nikogo z zewnątrz. Ale pani wygląda na tak sympatyczną osobę. No, proszę, jesteśmy na miejscu.
Stanęły przed niepozornymi drzwiami. Z szeregu innych wyróżniała je tylko niewyraźna tabliczka, z wyblakłym napisem: biblioteka. Kiedy w zamku zachrobotał klucz, dziewczyna wstrzymała oddech. Nie podobało się jej tutaj. Gdyby nie to, że nagle została bez dachu nad głową, nigdy nie zdecydowałaby się na tę pracę. Na nieszczęście, tylko ta placówka odpowiedziała na jej ofertę. Mimo, że została tak mile przyjęta, to miejsce wywoływało w niej dreszcze. Wielki gmach w samym środku zaniedbanego parku straszył dziurami w dachu, monumentalnymi kolumnami, wyszczerbionymi schodami i ślepymi oknami w jednym skrzydle. Połowa budynku była zupełnie martwa.
-To pani królestwo- powiedziała przemiła pani dyrektor zapalając światło. Karolina zamarła.
-Ale jak…- Strach i niedowierzanie odebrały jej mowę.
-Tak jak świętej pamięci pani Krysia. Na drabince. Widzi pani? Tu są maleńkie kółeczka, a po te książki, o tam, na najwyższej półce, to już nikt nie przychodzi nie ma co sobie nimi zawracać głowy. Zresztą niczym nie będzie pani musiała się martwić. Tutaj jest grzałka, herbatka, pani biurko, tutaj katalog. Niestety właściciel nie zgodził się na komputer. Jest zwolennikiem tradycyjnych metod. Ale jest telefon. Nie ma potrzeby fatygować się na górę za każdym razem, gdy czegoś będzie pani potrzebowała, wystarczy zadzwonić. No to chyba wszystko. Mam nadzieję, że się pani szybko tu zadomowi. Nam wszystkim jest tutaj bardzo dobrze… Czas na mnie, miłego dnia.
Karolina patrzyła jak niziutka, pogodna staruszka w malinowym sweterku i perłach na szyi, znika w odmętach korytarza bez końca. Zrozpaczona stanęła na baczność w drzwiach, ledwie dotykając czubkami swoich butów zielonego linoleum rozciągniętego na podłodze piwnicznego korytarza. Bała się odwrócić. Jeśli tylko spojrzy raz jeszcze na to pomieszczenie wielkości hangaru, wypełnione chaotycznie półkami zarzuconymi po brzegi tajemniczymi książkami w dawno zapomnianych językach, wybuchnie płaczem i ucieknie.

-Panienka tu do pracy?- Skrzeczący głos niemal przyprawił Karolinę o zawał. Gwałtownie odwróciła się, ale na poziomie spojrzenia nie natknęła się na żadną ludzką postać.
-Tutaj, jestem koło regału…- Coś zaszeleściło i błysnęło w kącie. Dopiero kiedy Karolina podeszła, z cienia wyłoniła się leżąca ludzka postać.
-O mój Boże! Co się panu stało? Może pan wstać?
-Chyba skręciłem nogę, może mi panienka pomóc?
-Oczywiście, proszę podać mi rękę- Niespodziewanie, zamiast oprzeć się na ramieniu Karoliny, ręka wychylająca się z cienia znalazła oparcie na jej udzie.
-Co pan wyprawia!
-Oj, panienko, boli mnie strasznie, sama się obsunęła.
-Zadzwonię po pomoc.
Na biurku pomiędzy lampką, toną papierów, zepsutym budzikiem i paroma innymi bezwartościowymi rzeczami stał telefon. Karolina zatrzymała się na chwilkę, gdy zobaczyła zamiast klawiatury, tarczę, jak na starych telefonach, ale bez cyfr. Niezrażona kolejnym dziwactwem podniosła słuchawkę.
-Nie działa…- powiedziała rozczarowana ciszą bijącą ze słuchawki.
-Tu nic nie działa…-zaskrzeczał mężczyzna i zaśmiał się chrapliwie.
-Pobiegnę po pomoc.
-Oj, nieładnie nie słuchać pani dyrektor, nieładnie, przecież mówiła, żeby nie zawracać jej głowy.
-Nic takiego nie mówiła- Dziewczyna tupnęła ze złością.
-Ona nigdy wprost nie powie. Ta harpia przeklęta- Mężczyzna zastękał i zaszurał. Po chwili stanął o własnych siłach, tuż przy biurku, cały i zdrowy.
Był odrażający. Łysą czaszkę pokrywał gdzie niegdzie siwy mech, a pomarszczona i pokryta plamami sino biała twarz, mogłaby należeć do mumii.
-Śliczna panienko, a jak ci na imię, bo nie dosłyszałem jak ta jędza do ciebie mówiła?- Staruch był tak niski, że musiał stanąć na palcach, żeby się jej bliżej przyjrzeć. Karolina odchyliła się, wbijając sobie boleśnie róg biurka w pośladek.
-Nie mów, sam zgadnę, takie śliczne panienki mają na imię…-Z kieszeni zniszczonej marynarki wyjął wielkie okulary. Dziwnie wykrzywiając bezzębne usta, założył je sobie na nos i pożółkłym, połamanym paznokciem wycelował w pierś dziewczyny.
-Masz na imię Alicja, prawda?
-Nie- odpowiedziała i uciekła za biurko. Odgrodzona wielkim, zagraconym blatem, poczuła się odrobinę pewniej.
-A pan kim jest?
-Jaaaa? Ta zołza ci nie powiedziała? Jestem Baltazar. Pilnuje porządku w tym burdelu. No proszę, nie uprzedziła panienki… no ale skoro już się przedstawiłem, to chyba czas na mnie. Popilnowałem tych papierzysk, nie lubią być same- Zachichotał na odchodne, a potem zniknął w czarnej plamie, w której przed paroma chwilami leżał udając chorego. Karolina przetarła oczy, a następnie przekręciła lampkę w ten sposób, żeby móc sprawdzić czy w kącie nie kryje się jeszcze jedna równie nieprzyjemna niespodzianka. Na szczęście był tam tylko pająk. Najzwyczajniejszy w świecie pająk snujący sieć między nogami regałów.
-Niezbyt fortunny początek-powiedziała do siebie starając się wyrównać oddech. Marzyła o cichej pracy, a nie o jakimś koszmarnym składowisku śmieci pomiędzy, którymi nie wiadomo co się kryje.

Potworny brzdęk wyrwał ją z rozmyślań. Chwilę zajęło jej zlokalizowanie źródła tego potwornego dźwięku.
-No pięknie, telefon działa tylko w jedną stronę…biblioteka słucham?
-136 786 946
-Słucham?
-Co z tobą dziewczyno! 136 786 946
-Przepraszam, ale nie bardzo rozumiem.
-Co za idiotka, zapisz sobie! 136 786 946- I nic więcej Karolina nie usłyszała. Ledwie zdążyła zapisać na skrawku papieru te cyfry, gdy w drzwiach stanęła kolejna dziwna osoba. Miała na sobie płaszcz w lamparcie cętki, wielki kapelusz i strasznie dymiącego papierosa w upierścienionej dłoni.
-Długo mam czekać?
-Pani sobie życzy?- Młodziutka bibliotekarka bezradnie rozłożyła ręce.
-A życzę sobie, życzę, gdzie teczka?
-Jaka teczka?- Karolina coraz mniej pewnie się czuła. Bezwolnie poddawała się torturze lustrowania ostrym jak brzytwa spojrzeniem przez antypatyczną kobietę.
-Ze mnie czy z siebie teraz robisz idiotkę? Masz tu zapisane, czarne na białym- kobieta postukała zagiętym palcem w skrawek papieru zapisany tajemniczymi cyframi przez dziewczynę.
-Proszę pani ja dopiero zaczęłam pracę…- Na nic zdała się obrona. Zniecierpliwiony lamparci płaszcz sam zanurzył się w labiryncie regałów. Po chwili przy akompaniamencie huku zrzucanych książek, teczek i szelestu dokumentów rozległ się okrzyk- Bez łaski, mam!- I już stała przed biurkiem ze zszarzałą, opasłą teczką pod pachą.
-Że też takie niezdary tu zatrudniają- Strzepnęła popiół z dopalającego się papierosa na telefon i wyszła.

-Jeszcze trochę i się przyzwyczaję. No nie, już gadam do siebie…- Karolina usiadła na brzegu krzesła i raz jeszcze omiotła wzrokiem całe pomieszczenie. W otoczeniu tych wszystkich regałów jej biurko wyglądało jak mała wysepka. Kurczowo trzymała się myśli, że tylko w tym miejscu jest bezpieczna. Gdy już opanowała drżenie dłoni postanowiła zacząć działać. Wszystkie papiery ułożyła w schludną kupkę, telefon zsunęła do jednego rogu biurka, lampkę do drugiego. Pozbierała wszystkie długopisy i wrzuciła je do szuflady. Po chwili wahania do szafki zawędrowała grzałka i kubek. Nie miała ochoty na przerwę śniadaniową. Kiedy już mogła dojrzeć kolor blatu okazało się, że pod tym całym śmietnikiem leżała dość pokaźnych rozmiarów latarka. Co lepsze, działała jak nowa. To wystarczyło, by móc w każdej chwili zawędrować między półki. Jeszcze chwilkę Karolina walczyła sama ze sobą, ale na widok uporządkowanego biurka nabrała chęci na więcej.
-Choćbym miała tkwić tu do końca mojego życia! Zapanuję nad tym bałaganem!- Ośmielona swoją postawą, poprawiła spódnicę i weszła w pierwszą alejkę.

Im bardziej oddalała się od biurka, tym mniej pewna siebie była. Mając na uwadze to, żeby mieć widok na osamotnioną plamę światła w samym środku tego składowiska, nie skręcała. Szła prosto, przytłoczona wysokością regałów. Wszędzie to samo. Na każdej półce, rzucone byle jak, leżały papierzyska. Wzięła do ręki pierwszą z brzegu teczkę i otworzyła na pierwszej stronie. Zaskoczyło ją zdjęcie, przypięte zardzewiałym spinaczem do wewnętrznej strony okładki. Przedstawiało mężczyznę, młodego, przystojnego dżentelmena.
-Tak mógłby wyglądać mój dziadek- westchnęła.
-Niech pani nie przesadza, daleko mi do dziadka- Czyjaś silna, wypielęgnowana dłoń sięgnęła zza ramienia Karoliny i wyjęła z jej dłoni teczkę.
-W swojej młodości- dokończyła zmieszana odwracając się do mężczyzny ze zdjęcia-Nie słyszałam jak pan tu wchodził.
-Nic dziwnego, przy tak głośno grającym radiu…- w tym momencie do uszu Karoliny dotarła muzyka przypominająca tę, którą słuchała ze zniszczonych płyt u babci.
-przepraszam, musiało się samo włączyć.
-nic nie szkodzi, ja tylko przyszedłem po tę teczkę.
-Wypożyczyć?
-Nie, odebrać
-Ale to własność biblioteki, ja nie mogę...
-Widać że jest pani tu nowa. Ale ma pani takie piękne bystre oczy, wierzę że szybko zrozumie pani zwyczaje panujące w tym miejscu. Taka urocza dama, nie powinna mieć z tym najmniejszego kłopotu. Pani pozwoli, że się przedstawię, Damian- Ukłonił się szarmancko uchylają przy tym kapelusz. Karolina dygnęła mimo, że po chwili wydało się jej to śmieszne. W milczeniu czekała, aż powie coś jeszcze, miał hipnotyzujący głos i zniewalający uśmiech. Był taki inny od wszystkich mężczyzn jakich poznała do tej pory .
-Czy pani słabo się czuje?
-Nie, nie…tylko tak tu duszno…-To wszystko wyglądało coraz bardziej nierealnie, Karolinie zdawało się, że znalazła się we śnie.
-Proszę, niech pani usiądzie.
-Może to wrażenia, ten kurz unoszący się w powietrzu, a może…- Nogi się pod nią ugięły, ale on był szybszy. Nie wiadomo skąd podsunął krzesło.
-Magia, po prostu magia…-powtarzała oszołomiona.
-To nie magia, to życie, które w pani pulsuje...-Nie zrozumiała, ale stwierdziła ,że to nie ważne, on tak pięknie mówił.
-Lepiej?
-O tak, dziękuję, to chwilowe… napiję się herbaty i będę jak nowo narodzona.
-To ja już nie zajmuję czasu. Miło mi było panią poznać. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy- dodał po namyśle i wyszedł. Przy biurku odwrócił się raz jeszcze i posłał jej najpiękniejszy uśmiech na świecie.

Gdy zawroty głowy ustały, nie pozostał po nim najmniejszy ślad. Karolina jak pijana, z uśmiechem na ustach kręciła się w miejscu, nie bardzo wiedząc co teraz ze sobą zrobić, w końcu podeszła do katalogu. Przez chwile bawiła się szufladkami, otwierając je na chybił trafił, aż w końcu jedną upuściła. Huk brutalnie sprowadził ją na ziemię.
-No nie, ale ze mnie niezdara- Ukucnęła i zaczęła zbierać rozsypane karty, następnie położyła je na biurku i zaczęła układać. Im dłużej starała się je uporządkować, tym bardziej się dziwiła. To co widziała w niczym nie przypominało opisów bibliograficznych. Owszem były hasła, nazwiska, zupełnie jej nieznane, jedne brzmiące znajomo, inne w językach, o których nie miała pojęcia, że istnieją. Obok nich cyfry. Gigantyczne sygnatury i daty. Od, do. To wszystko, bez ilości stron, bez wydawnictwa… Nic co znała i czego uczyła się na studiach.

-Proszę pani!, Proszę pani…-Dziecięcy głosik, postawił ją na nogi. Przez chwile zwątpiła we własne zdrowie psychiczne.
-Dziecko, skąd tu dziecko?- Nie zastanawiając się dłużej, zanurzyła się w cień regałów.
-Gdzie jesteś?- krzyknęła głośno, łudząc się, że nie słychać w jej głosie narastającej paniki. Oczami wyobraźni widziała różową sukienkę wystającą spod przewróconego regału oraz wielką kałużę krwi. Według niej, w bibliotece takiej jak ta, nie było miejsca dla dzieci. Za dużo ciężkich przedmiotów, za dużo prowizorki. Półki wyglądały jak nadwerężone sieci pajęcze. Wszystko mogło runąć, w każdej chwili. Zmiażdżyć, przygnieść, okaleczyć na całe życie.
-Gdzie jesteś kochanie?
Karolina stanęła w ciemnym korytarzu tworzonym przez regały, zapomniała latarki, a teraz nie bardzo wiedziała, w którą iść stronę.
-Tutaj jestem proszę pani.
Malutka dziewczynka z kucykami, pociągnęła ją za spódnicę.
-Co ty tutaj robisz kochanie?
-Przyszłam po moją książeczkę, ale nie mogę jej dosięgnąć.
-Ale tutaj, nie ma książeczek dla dzieci, jestem tego pewna- Mała popatrzyła na Karolinę marszcząc czoło.
-Oczywiście, że są. Nie mogłoby mnie tu być, gdyby było inaczej. O proszę, tutaj, na czwartej półce od góry, ta wystająca czerwona okładka.
Bibliotekarka sięgnęła po wskazaną książkę, choć zaintrygowana nie zdążyła zajrzeć do środka, bo dziewczynka ją złapała i radośnie podziękowała.
-Pani jeszcze nic nie wie, prawda?
-O czym mówisz słoneczko?
-Pani nic nie wie, bo pani jest tak cudownie ciepła, czy mogę się do pani przytulić?- Karolina zawahała się przez chwilę, po czym uklęknęła gotowa uściskać tę dziwną dziewczynkę, ale ktoś znowu wszedł do biblioteki.
-Amelia!
Echo wprawiło w drżenie wątpliwą konstrukcję regałów. Papier zaszeleścił, a mała znikła rzucając książkę na podłogę. Leżała otwarta na ostatniej stronie. Dziwnie to wyglądało. Kartka w kratkę z dziecięcym rysunkiem. Wklejona, jakby w pośpiechu przy pomocy zwykłego plastra. Na rysunku, coś co wyglądało na dziewczynkę kąpiącą się w jeziorze i trzymającą za rękę kobietę. Karolina uśmiechnęła się, położyła książkę na miejsce i zaczęła się zastanawiać, jak najprościej wybrnąć z tego zakątka labiryntu. Nie było to łatwe, bo znikąd żadnej wskazówki, każdy kąt wyglądał identycznie. Westchnęła i sugerując się nikłymi przebłyskami ruszyła przed siebie. Przy pierwszym zakręcie usłyszała ponowne niecierpliwe nawoływanie.
-Nie widziała pani małej dziewczynki w sukience w groszki?
-Przed chwilą, była w tym miejscu, to pani córka?
-Jest taka niesforna- Kobieta zignorowała pytanie.- miała na mnie poczekać przed wejściem do biblioteki. Mam nadzieje, że nie sprawiła pani kłopotu.
-Ależ nie, jest bardzo grzeczna. Chciała tylko obejrzeć książeczkę. Lubi czytać?
-Tak jak każdy tutaj, gdzie też ona się podziewa, Amelia!!!
-Może się rozdzielimy, to łatwiej będzie ją znaleźć.
-Nie ma takiej potrzeby, sama się znajdzie.
-A jak coś się jej stanie?
-O to proszę się nie martwić. Wszystko co najgorsze już się jej przytrafiło. Mieć taka matkę jak ja. Tragedia.
-Niech pani tak nie mówi, jest pani na pewno cudowną matką, a Amelia mądrą i dobrze wychowaną dziewczynką. Jestem Karolina, dzisiaj zaczęłam pracę. Często przychodzi pani do tej biblioteki?
-Ach, tak, jest pani nową bibliotekarką. Teresa, miło mi. Ja tutaj jestem prawie zawsze.
Kobieta wydała się być sympatyczną, toteż Karolina zaproponowała jej herbatę. Miała już dosyć chodzenia między zakurzonymi półkami.
-Zawsze? Ta biblioteka nie jest zbyt interesująca, wręcz przeciwnie.
-Ale my nie mamy wyboru, tylko tutaj jest to czego potrzebujemy- Kobieta spuściła głowę i westchnęła. W milczeniu czekały, aż woda się zagotuje.
-Jak to się stało, że pani tutaj pracuje?
-Sama nie wiem, wypożyczyłam książkę z biblioteki, takiej zwykłej, osiedlowej i spomiędzy kart wypadła kartka z ogłoszeniem. Była bardzo zniszczona, więc pomyślałam, że już dawno ogłoszenie jest nieaktualne, ale treść była tak zachęcająca.
-Co dokładnie było tam napisane?
-Już nie pamiętam, ale coś w stylu, potrzebna od zaraz osoba cierpliwa i spokojna. Oferujemy stałą, satysfakcjonującą pracę w niezwykłym otoczeniu.
-I to wystarczyło, że pani tu przyszła?
-Miałam akurat gorszy okres w moim życiu, a musiałam na siebie zarobić.
-Depresja?
Karolina na chwilę znieruchomiała i potarła ręką czoło. Z większą uwagą spojrzała na Teresę.
-Tak, skąd pani wie?- odpowiedziała po namyśle.
-Myślałaś o śmierci?
Coś zaskrzypiało koło katalogu, szara myszka najspokojniej w świeci przeszła koło nogi Teresy i znikła między deskami podłogi. Wspomnienia wróciły, wraz z nimi poczucie bezsilności. Ciągła walka wysysa życie. Brakuje na nią sił. Ile razy jeszcze Karolina, będzie musiała wstać? Teraz jest dobrze, ale na jak długo? Ta czerń potrafi tak przyciągać, odgradza od świata, od słońca, radości. Paraliżuje. Czy można z tym walczyć?
-Jesteś nam potrzebna, a my tobie. Gdybyś nie myślała o śmierci, nie byłoby cię tutaj- Kobieta patrzyła na Karolinę, tak jakby była przezroczysta.
-Tereso, o czym ty mówisz?
-O tym, że my nie żyjemy.

Powietrze zafalowało, albo tylko tak się zdawało Karolinie, ten nieznośny kurz, oszałamiał jak narkotyk, wywoływał halucynacje, a może to przez kolejną godzinę spędzoną przy sztucznym świetle. Powinna wyjść, chociaż na chwilę, odetchnąć, upewnić się, że świat na górze nadal istnieje, a tu na dole, wszystko się jej tylko zdawało.

Ale słowa dziwnej kobiety dotarły wreszcie do świadomości Karoliny, wtedy poderwała się gotowa uciec. Potrącona szklanka przewróciła się i herbata wylała się na spódnicę Teresy. Ta jednak pozostała sucha, chociaż na podłodze powstała kałuża.

Biblioteka jednak nie okazała się snem, mimo tego, że całe to miejsce, że ci ludzie wszyscy byli tak nieprawdopodobni, to jednak Karolina tu była. Obok niej Teresa, mimo wszystko wyglądająca jak żywa, bez najmniejszej oznaki bycia martwą, co najwyżej mogłaby zostać wymyślona, powołana do życia, przez skołowany umysł Karoliny, przez jej wybujałą wyobraźnię, karmiącą się przez wiele lat, książkową fikcją.

-Ty, Baltazar, Damian…?
-Wszyscy.
-A Amelia?
-Też… te wszystkie teczki, papiery, to nasze życia. Gdy jest nam smutno, pocieszamy się nimi. Tylko one nam zostały. I ktoś kto o nie będzie dbał. Widzisz? Karolino, jesteś nam bardzo potrzebna. Tu gdzie jesteśmy jest tak zimno. Amelia ciągle marznie.
-To jakiś absurd, zwariowałaś.
-Mi też jest przykro, jesteś taka młoda- Kobieta wstała i wyszła. Na krześle zostawiła brązową teczkę. Wyglądała porządniej od innych. Oznaczona numerem, oprawiona w płótno zawierała plik zszytych kartek. Karolina zaczęła je przeglądać. Na każdej stronie rysunek malowany węglem. Najpierw staranne portrety rodzinne, potem coraz bardziej chaotyczne i rozmazane rysunki. Im bardziej się w nie wpatrywała, tym większą stanowiły dla niej zagadkę. Dopiero, gdy natrafiła na ostatnią stronę, zrozumiała. To co wcześniej widziała w książeczce Amelii, nie było wcale radosną kąpielą w jeziorze, a dramatycznym samobójczym aktem. Tym okrutniejszym, że utopiła się nie tylko kobieta, ale matka z córką.

Karolina zamknęła teczkę i odłożyła ją na biurku. Wytarła starannie dłonie w chusteczkę, wzięła torebkę i wyszła na korytarz. Była zmęczona i miała dość. Chciała jak najszybciej wrócić do domu.
Mijała kolejne drzwi, przy każdych przyspieszała, ale korytarz ciągnął się bez końca. Zaczęła płakać. W końcu stanęła przed schodami. Odetchnęła z ulgą.
-Karolino- Za nią stanął Damian. Wyglądał na bardzo zmartwionego- a więc nas opuszczasz- stwierdził kiwając głową- nie dziwię się, kto by chciał przebywać z takimi nieszczęśnikami jak my.
Nie mogła oderwać oczu od jego smutnej twarzy. Był taki przystojny. I taki nierzeczywisty.
-Czy można zakochać się w duchu?- gdy usłyszała swoją myśl wypowiedzianą na głos, zawstydziła się.
-Ja zakochałem się w cudnie żywej istocie- odpowiedział bez cienia uśmiechu- Karolino, to co ci oferujemy, to nic, cień tego, co czeka cię w prawdziwym życiu. Jesteśmy samobójcami wertującymi karty swoich istnień po to, by żałować przez wieczność. To nasz kara. Jedyną ulgą jest obecność kogoś takiego jak ty. Nawet nie wiesz jak bardzo cię potrzebujemy.
Karolina miała ochotę podejść do Damiana i oprzeć swoją głowę na jego ramieniu. To co ją powstrzymywało to lęk, że przytulając głowę do jego piersi, nie usłyszy bicia serca. Tego by nie zniosła. I jeszcze czegoś. Na schodach zobaczyła światło. Nie bladej żarówki, a słońca. Gdzieś z oddali dobiegł ją śpiew ptaka, gwar ulicy, życia. Spojrzała w górę schodów.
-Proszę- Maleńka dłoń musnęła rękę Karoliny.
-Nie! - Krzyknęła i odsunęła się. Przed nią stała Amelia, za nią Damian i Teresa, następnie kobieta w płaszczu i Baltazar, a za nimi... twarze, puste, szare twarze. Milczący tłum duchów, ludzi którzy chorowali na smutek. Bezradnych poszukiwaczy ciepła.
-Nie poradzisz sobie na zewnątrz- Po schodach schodziła pani dyrektor. Spokojnym, aksamitnym głosem odezwała się tylko do Karoliny, jakby nie było tych wszystkich duchów w koło, jakby ich nie wiedziała- Regały nie wytrzymają ciężaru jeszcze jednego istnienia.
-Jeśli będę w stanie, zrobię wszystko by nie było następnych.

Mała dziewczynka wspinała się na palce i próbowała sięgnąć książkę z najwyższej półki. Kiedy jej się to udało podeszła do biurka i uśmiechnęła się do bibliotekarki. Popołudniowe słońce rozlewało się na podłodze, a otwarte okna wpuszczały do pomieszczenia dźwięki ulicy. Szczekanie psa, śmiechy dzieci, śpiew ptaków i szum samochodów.

Karolina pożegnała ostatniego czytelnika, założyła płaszcz i wyszła zamykając za sobą drzwi. Jeszcze tylko spojrzała na czerwoną tabliczkę z napisem: biblioteka dziecięca, uśmiechnęła się do swoich myśli i zaczęła iść.

Podpis: 

AS 2007-09-07
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Taedium vitae Legenda o Lerharze Smokobójcy Topielec
Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi? Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy? - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad
Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65
Sponsorowane: 50
Auto płaci: 500
Sponsorowane: 16

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.