http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
50

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Autor płaci:
500

  Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

We wrześniu nagrodą jest książka
Terapia
Sebastian Fitzek
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Legenda o Lerharze Smokobójcy

Jego świat legł w gruzach kiedy został obłożony uciążliwą klątwą. Jednak czy to może być, że klątwa kryje w sobie coś więcej niż złośliwość czarownicy?

Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy

nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz.

Miłość z internetu cz. XVI - sex panów

zabawa pomiędzy dwoma facetami

Miłość z internetu - czytaj kolejne części

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Marzyciele

Opowiadanko fantasy, które dzieje się w tym samym świecie co "Klęska czarnego władcy", ale poza tym nie ma z nim nic wspólnego. Uwaga, dość długie i nudne! Coś o szansie spełnienia marzeń przez dwóch, wprost sobie przeciwnych, marzycieli.

Świt Nowej Ery

Pewien podróżnik w czasie przybył do roku 2010... Kogo szuka i czy uda mu się wykonać zadanie? Moja wprawka w SF - swego rodzaju.

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1562
użytkowników.

Gości:
1561
Zalogowanych:
1
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 3821

3821

Para Noja III: "Cień Wsi"

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
03-12-14

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Inne/-/-
Rozmiar
7 kb
Czytane
6156
Głosy
21
Ocena
4.60

Zmiany
03-12-14

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: Creep Podpis: Creep
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
wygrany konkurs miesięczny
Kolejna absurdalna opowiastka z cyklu "Para Noja". Na wsi pojawili się tajemniczy przybysze. Przybysze jakby nie z tej bajki...

Opublikowany w:

Para Noja III: "Cień Wsi"

Stali przed odrapanymi drzwiami. Wiatr, który smagał ich twarze, przynosił niezbyt przyjemne zapachy.
- Nienawidzę tego. Nienawidzę wsi - jęknął Pierwszy.
- To tylko zadanie. Za pięć minut nas tu nie będzie - Drugi ponownie zapukał do drzwi.
- Tu śmierdzi. Śmierdzi kurą. Niedobrze mi. Mam skurcze!
- Wytrzymasz - odparł sucho Drugi.
Wtem Pierwszy pochylił się gwałtownie, targany niekontrolowanymi spazmami. Złapał się za brzuch i zwymiotował na drewniane schody.
- Nie mów, że nie ostrzegałem - rzekł płaczliwie.
Drugi zdębiał. Jego ciętą ripostę uprzedziła zmurszała staruszka, która wreszcie doczłapała do drzwi.
- Słucham panów?
- Dzień dobry. Przyszliśmy do pani kota - rzekł Drugi urzędowym tonem, starając się zasłonić staruszce nieprzyjemny widok.
- Kota? - Pochyliła się do przodu. Zapewne nie dosłyszała.
- Tak, kota. Jesteśmy z Sanepidu. Istnieje ryzyko wirusa.
- Olaboga! Czy to groźne?
Drugi wzdrygnął się w myślach. Wioskowych zawsze łatwo było przekonać, wystarczyło powołać się na znaną instytucję. Byle nie na rząd.
- Możemy wejść? - Zapytał ze zniecierpliwieniem w głosie.
- Oczywiście, proszę, panowie wejdą - nerwowym gestem zaprosiła ich do środka. Weszli do niedużej sieni. Panował tu ogólny chaos i bałagan, tu i ówdzie leżały butelki po owocowym winie.
- Likwidować od razu, czy poczekać, aż się stara obróci? - Zapytał półgłosem Pierwszy.
- Nie likwidować. Najpierw dokonamy rozpoznania. Wiemy, że kot jest gdzieś w budynku. Czujnik nie kłamie.
- Ale ja...
- Żadnego ale. Schowaj tę armatę! - Szepnął Drugi widząc, że jego towarzysz wyjął już z kabury potężnych rozmiarów pistolet z tłumikiem.
I wtedy się zaczęło.
- Może herba... - Staruszka nie zdążyła dokończyć pytania. Zafascynował ją przedmiot, który ni z tego, ni z owego wykwitł w dłoni Pierwszego. Zastygła w przerażeniu.
- O, cholera - szepnął pod nosem Drugi.
Pierwszy, nie namyślając się zbyt długo, podniósł pistolet i wycelował w kobietę. Mała, czerwona kropka zatańczyła nerwowo po jej powyciąganym swetrze. Pierwszy nacisnął spust.
Nie trafił. Kula z suchym trzaskiem przebiła dwie ściany i utkwiła w kredensie.
Babcia wrzasnęła przenikliwie i rzuciła w oponenta pierwszym przedmiotem, jaki nawinął się jej pod rękę. Traf chciał, iż był to świeżo oskubany kurczak. Staruszka była przygłucha i najprawdopodobniej w pół ślepa, jednak ten jeden rzut w jej życiu udał się doskonale: Pierwszy legł na ziemi, trafiony w głowę kurczakiem, a pistolet poszybował w głąb korytarza. Staruszka wrzasnęła jeszcze głośniej i rzuciła się do ucieczki.
Drugi westchnął cicho. Powoli wycelował.
- Za lepszy świat - szepnął i nacisnął spust.
Towarzyszyło temu ciche bzyknięcie.
- Niezły strzał - skomentował Pierwszy, gramoląc się na nogi.
- Wiedziałem, że mogę na tobie polegać.
- Zdarza się najlepszym.
- Już gorszego początku akcji być nie mogło - rzekł Drugi, oglądając z podziwem lufę. Idealna precyzja wystrzału.
- Narzekasz - krzyknął Pierwszy, szukając swojego pistoletu w korytarzu. - Patrz, jeszcze nie otwarta - pojawił się w drzwiach z butelką w ręce.
- Odłóż. Mamy ważniejsze rzeczy do roboty. Trzeba znaleźć tego kota.
- Jesteś pewien, że tu jest?
- To cacko kosztowało mnie zbyt wiele - odparł Drugi, po raz kolejny rzuciwszy okiem na małe, czarne pudełko, wszyte w rękaw marynarki.
- Wiesz, moim zdaniem nie można zbytnio polegać na czymś, co nazywa się Podręcznym Wykrywaczem Kotów, a ponadto...
- Cicho bądź.
- ...a ponadto działa na ruskie baterie - dokończył Pierwszy z emfazą w głosie. - Mam jednak pewien wspaniały pomysł.
- Jaki?
- A może by tak?... - Pierwszy zawiesił głos i wyjął z kieszeni małą, galaretowatą kulkę.
- Nie.
- Dlaczego?
- I tak mamy mały budżet. Lewa Dropsa tylko w ostateczności.
- Jakbyś nie zauważył, to jest właśnie ostateczność! Za cholerę nie znajdziemy tego kota w tym syfie. A jak spalę chatę, to się po prostu uwędzi.
Drugi nie raczył odpowiedzieć. Spacerował po salonie ze wzrokiem wbitym w czujnik. Co kilka kroków przystawał i rozglądał się uważnie. Nasłuchiwał. Wreszcie podszedł do sterty ubrań leżącej w kącie i drgnął nieznacznie.
- Co jest?
- Brzęczy.
- Wiesz... On ZAWSZE brzęczy.
- Brzęczy głośniej.
Gestem uciszył towarzysza. Pierwszy podszedł bliżej, tym razem wyciągnął dwa pistolety. Teraz i on mógł usłyszeć ciche brzęczenie aparatu.
- Myślisz, że tam?...
- Kto wie.
Wtem spomiędzy ubrań coś wyskoczyło.
- Wal! - Energiczny krzyk Drugiego przeszył przestrzeń. Po chwili spokojna, wiejska cisza ustąpiła miejsca kanonadzie. Pierwszy ładował pocisk za pociskiem w niewyraźny, ciemny kształt. Cel osiągał średnio co ósmy z nich, ale nie liczyła się ilość, lecz jakość. Kule dum-dum czyniły dużo szkody. Dużo szkody. Bardzo dużo szkody.
Gdy wszystko ucichło, a dym opadł, ich oczom ukazały się resztki bliżej niezidentyfikowanego zwierzęcia futerkowego.
- O w mordę, to fretka.
- Co ty nie powiesz - syknął Drugi.
- Przyjmują reklamacje? - Zapytał Pierwszy z autentyczną troską w głosie.
- Moją przyjmą. A póki co, wyjmuj Lewę Dropsa. Mam tego dość.
- O tak! - Pierwszemu nie trzeba było tego dwa razy powtarzać.
Wyszli przed budynek. Pierwszy przez kilka sekund ważył w dłoni małą kulkę.
- Ładna chata była - powiedział i rzucił.
Przez kilka sekund nic się nie działo. Potem dom pokrył się gęstą pajęczyną ogniście czerwonych nitek i stanął w płomieniach.
- Trzeba będzie powoli się ewakuować, wioskowi przybiegną lada moment.
- Racja. Ale nawet teraz nie mam pewności...
- Proponuję zamartwiać się po drodze - rzucił Pierwszy, wskazując na żwirową drogę. Dostrzegli sylwetki kilku biegnących ludzi.
- Mordercy! Podpalacze! - Dobiegły ich nienawistne krzyki.
- Chyba nie będziemy im wszystkiego wyjaśniać.
- Chyba nie będziemy im niczego wyjaśniać. Składam wniosek o strategiczny odwrót.
- Wniosek jednogłośnie przyjęty.
Nie zdążyli się obrócić, gdy w glebę tuż przy ich stopach wbiły się masywne, zardzewiałe widły. Ktoś widocznie bardzo się niecierpliwił, a co gorsza, nieźle rzucał.
Pobiegli w stronę stodoły. Krzyki stawały się wyraźniejsze, żądna krwi wataha była coraz bliżej.
Na domiar złego, ścieżka między zabudowaniami okazała się być ślepym zaułkiem.
- Może być ciekawie. Jak tam twój teleporter? - Zapytał zdyszany Pierwszy.
- Ładuje się. Jeszcze minuta.
- Obawiam się, że minuta to za dużo.
W tej samej chwili usłyszeli głośne brzęczenie i suchy trzask wideł, które wbiły się w drewnianą ścianę tuż obok nich.
- Tam są!
Pierwszy i Drugi spojrzeli po sobie, zdziwieni. Bliżej niezidentyfikowany agresor całkiem niechcący oddał im przysługę.
- Niezły rzut - zauważył Pierwszy, nie mogąc oderwać wzroku od przyszpilonego do ściany czarnego kota.
- Jeden problem z głowy.
- Dranie! Zapłacicie za to! Ręce do góry!
Dwaj odziani w czarne marynarki mężczyźni posłusznie wykonali rozkaz. Sekundy mijały bardzo wolno. Nie chcieli dyskutować, nie miało to najmniejszego sensu. Swego czasu podjęli podobne próby podczas całkiem analogicznych akcji i zawsze kończyło się to niekontrolowanymi i, niestety, agresywnymi ruchami ze strony przeciwnej.
Tak się składało, że prawda była dla większości ludzi nie do pojęcia.
Kto by chciał słuchać historii o przybyszach z szóstego wymiaru, którzy starają się dopomóc światu w odzyskaniu gwałtownie zachwianej równowagi.
Któż by zrozumiał, że ów czarny kot w piątym wymiarze egzystował w postaci neurotycznego, nieuchwytnego mordercy, mającego na swym koncie już czterdzieści osiem ofiar, głównie dzieci i młodych kobiet.
Gwoli ścisłości - już nie egzystował.
Misja została wypełniona.
- Nie ruszać się!
- Długo jeszcze? - Zapytał cicho Pierwszy.
- Już.
I zniknęli.

Podpis: 

Creep grudzień 2003
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - cz. XVII trzy zabawy Miłość z internetu cz. XVI - sex panów Miłość z internetu - czytaj kolejne części
nie czytaj jeżeli zabawy erotyczne cię nie interesują. Z pewnością nigdy tego wszystkiego nie doznasz. zabawa pomiędzy dwoma facetami XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez
Sponsorowane: 30Sponsorowane: 25Sponsorowane: 20

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.