http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
215

Miłość z internetu cz III - wpadka

  Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
W kole stań dziewczyno
Nalo Hopkinson
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Miłość z internetu cz III - wpadka

Kolejne dni czułych słówek. Kolejne marzenia wspólnego życia. Dni wolno płyną i pojawiają się problemy, jak je pokonujemy czytaj w kolejnych częściach

Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz.

XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez

Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw

Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania

Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?

na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy

Róża cz. 1

Detektyw Hank Made otrzymuje od członka podupadającego rodu zlecenie odnalezienia pewnego niezwykle cennego przedmiotu.

Kraina Niekończącej się Bajki /Królestwo Pszczół/

No dobrze, już dobrze, ale to jedyne miejsce w Krainie Niekończącej się Bajki, gdzie, jakby zatrzymał się czas. Nic tu się nie zmienia prawie od zawsze. Pszczoły pochodzą z czasów dinozaurów - naukowcy szacują, że pojawiły się 120 milionów lat temu.

Szalony

Dawno nic nie pisałem. Chyba najwyższa już pora wrócić.

Recepta

Na wszystko jest lekarstwo. Nie zawsze jednak je bierzemy...

Nie :-( Święta!

Obok Johna McClane'a, łysawego gościa bez butów, w brudnych spodniach i podartym podkoszulku, usiadł Czerwony Kapturek... Z "życzeniami". ..

Zapach deszczu.

Takie moje wspomnienia.

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1328
użytkowników.

Gości:
1324
Zalogowanych:
4
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 24641

24641

CHŁOPCZYCA

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
06-04-28

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Inne/-/-
Rozmiar
28 kb
Czytane
930
Głosy
3
Ocena
5.00

Zmiany
06-04-28

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: epsonka Podpis: Eve:)
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Moje opowiadanko jest o psotnej dziewczynie, która jest ciągle wyrzucana ze szkoły za swoje zachowanie, aż w końcu postanawia sie zmienić...

Opublikowany w:

CHŁOPCZYCA

To była czwarta przeprowadzka w tym roku i miałam tego wszystkiego dość. Ciągłe rozpakowywanie i wypakowywanie moich rzeczy. Ciągle inne mieszkanie. Tym razem przynajmniej miałam swój własny pokój i mogłam w nim przesiadywać do woli, pomijając oczywiście zajęcia szkolne, na które chodziłam niechętnie. Byłam raczej bardziej zdolną, niż ambitną uczennicą. Uwielbiałam siedzenie przed komputerem i jazdę na desce. Nie należałam do grzecznych dziewczynek i to właśnie z tego powodu ja i moja mama ciągle się przeprowadzałyśmy. To wszystko było przeze mnie, to ja ciągle broiłam w dotychczasowych szkołach. Zdarzało mi się pobić kogoś z rówieśników, lub przemycić narkotyki, albo włamać się do szkolnego systemu komputerowego i pozmieniać wszystkie dane. Nigdy nie należałam do aniołków, nawet jak byłam dzieckiem to lubiłam psocić. Ale ostatnim razem naprawdę przesadziłam, bo włamałam się do szkoły, chcąc zrobić głupi kawał, a zostałam posądzona o kradzież. Znowu z mamą musiałyśmy uciekać, w drodze do naszego nowego mieszkania nie odezwałyśmy się do siebie nawet słowem, a po przyjeździe mama jak zwykle zaczęła szukać pracy, a ja rozpakowywać manatki. Na szczęście zaczynał się weekend i miałam dużo czasu na ułożenie swoich rzeczy i jako takie umeblowanie pokoju. Tego wieczoru mama przyszła z poszukiwań i oznajmiła, że ma pracę w jakiejś zagranicznej firmie, jako sekretarka. Była bardzo podekscytowana. Zjadłyśmy razem kolację, przy której pierwszy raz od dłuższego czasu normalnie rozmawiałyśmy. To nie były półsłówka, tylko zwykła rozmowa między matką i córką.
- Wiktorio, mam do ciebie prośbę, ta praca jest dla mnie naprawdę ważna i chciałabym trochę dłużej tutaj popracować, dlatego postaraj się nie odstawiać takich numerów, jak w poprzednich szkołach. – powiedziała, a raczej poprosiła o to moja matka.
- Postaram się, ale niczego nie obiecuję. – odrzekłam i poszłam do swojego pokoju.
Weekend spędziłyśmy razem na zwiedzaniu miasteczka i poznawaniu różnych ciekawych miejsc, takich jak muzea, zabytki i oczywiście restauracje, gdzie można coś normalnego zjeść, bo moja mama w ogóle nie potrafiła gotować. Muszę przyznać, że to był jeden z najlepszych dni w moim życiu i nawet się nie spodziewałam, że moja mama poświęci mi tak dużo czasu.
Kiedy nadszedł poniedziałek obie zrobiłyśmy sobie kawę i zaczęłyśmy szykować się do wyjścia. Nie miałam zamiaru grać kogoś innego, więc jak zwykle założyłam czarne bojówki i czarną obcisłą bluzeczkę. Moja mama wręcz przeciwnie, była elegancka i świetnie pomalowana. Podwiozła mnie do szkoły i ruszyła do swojej pracy. Odjeżdżając, zatrzymała się na chwilę i powiedziała:
- Tylko pamiętaj, żeby zachowywać się jak na dziewczynę przystało.
- Ok., to cześć, spotkamy się w domu. – odpowiedziałam i ruszyłam do wejścia.
Już na wejściu zobaczyłam, że każdy mi się dziwnie przygląda. Czułam się trochę dziwnie, ale starałam się tego nie okazywać. Zresztą zawsze się tak czułam, gdy wchodziłam do nowej szkoły. Na początek poszłam do swojej szafki, by wyjąć potrzebne mi książki. Wszystkie dziewczyny były poubierane w zupełnie innym stylu niż ja, każda miała obcisłe spodnie i bluzeczki, jedynie chłopaki nosili bojówki i to też nieliczni. „Co to za dyskryminacja?”- pomyślałam i zamknęłam szafkę. Udałam się na lekcję informatyki i usiadłam przy pierwszym wolnym komputerze. Nagle podszedł do mnie jakiś przystojny brunet i powiedział:
- To miejsce jest moje.
Pamiętając o prośbie mamy, nie powiedziałam nawet słowa, tylko odeszłam w poszukiwaniu czegoś innego, pominę fakt, że miałam ochotę mu porządnie dołożyć, ale się powstrzymałam. Po chwili do klasy wszedł nauczyciel. Zaczął swoją nudną lekcję o zasadach działania worda. Nie mogłam tego słuchać, przecież zasady tego programu znają przedszkolaki, ale nic nie mogłam na to poradzić. Gotowało się we mnie, jednak prośba mamy była silniejsza niż mój temperament. Postanowiłam, że teraz zrobię wszystko, aby było wszystko dobrze. Już przed następną lekcją wiedziałam, że mam w tej szkole prześladowcę. A dowiedziałam się o tym, gdy wychodziłam z klasy i ktoś powiedział:
- Już masz przerąbane w tej szkole…
Gdy się odkręciłam, zobaczyłam znanego mi z informatycznej bruneta.
- Zobaczymy. – odrzekłam i poszłam w swoją stronę.
Następne zajęcia minęły mi bez żadnych niespodzianek. Ale gdy wychodziłam ze szkoły zobaczyłam mojego prześladowcę, który zapytał:
- Deska, czy rolki?
- Co?
- Chcę się z tobą zmierzyć. Wybierasz rolki, czy deskę?
- Wierz mi, że nie chcesz się ze mną mierzyć. – odpowiedziałam i kierowałam się w stronę domu.
- Wiktoria Parker, to twoja czwarta szkoła. W pierwszej się biłaś, w drugiej włamałaś się do szkolnego komputera, w trzeciej były narkotyki i kradzież… coraz lepiej, ciekawe, co w tej wykombinujesz.
- Nic. – odpowiedziałam i odeszłam.
Wróciłam do domu, gdzie czekała już na mnie mama. Podczas obiadu zapytała:
- Jak było dzisiaj w szkole?
- Beznadziejnie. Ta szkoła jest jakaś zacofana. – odpowiedziałam, a po chwili dodałam – a jeśli ci chodzi o to czy coś nabroiłam, to nie martw się, w żadnej szkole nie byłam jeszcze taka grzeczna.
Moja mama nie mogła uwierzyć w to, co jej powiedziałam. Otworzyła szeroko oczy i dziwnie mi się przyglądała. Ja jednak wolałam uniknąć jej pytań i odeszłam od stołu z wymówką, że muszę odrobić lekcje. Weszłam do swojego pokoju i zajrzałam do książek. Z matematyką nie miałam większych problemów, wręcz przeciwnie, była na niższym poziomie niż w poprzednich szkołach. Resztę przedmiotów też odrobiłam bez większych problemów. „Staję się geniuszem” – pomyślałam i zasiadłam do komputera. Nagle usłyszałam dzwonek telefonu i głos mamy, która wołała:
- Wiktorio, to do ciebie!
Zeszłam na dół i wzięłam słuchawkę.
- Tak?
- Cześć, to ja twój prześladowca. Jeśli nie chcesz mieć jutro nieprzyjemności w szkole, to zjaw się zaraz w pobliskim parku. – usłyszałam męski głos w słuchawce.
Nie odpowiedziałam nawet słowem, tylko po prostu rozłączyłam się. Właściwie to nie wiedziałam co robić. Nie chciałam mieć do czynienia z tym typem, ale z drugiej strony nie chciałam mieć nieprzyjemności w szkole, bo następnej przeprowadzki moja mama, by nie zniosła. Doszłam do wniosku, ze lepiej mieć przechlapane u tego cwaniaczka, niż u dyrektora.
- Muszę wyjść, będę za godzinę. – oznajmiłam mamie i ruszyłam w stronę umówionego miejsca. Po 10 minutach byłam na miejscu. Czekała tam na mnie gromadka skatów.
- Czego ty ode mnie chcesz? – zapytałam, podchodząc do bruneta.
- Musisz udowodnić, że jesteś godna nosić taki strój.
- To jest głupie. Co ma piernik do wiatraka? Przestańcie dyskryminować ludzi.
- Nie dyskryminujemy ich. Ale ludzie, którzy jeżdżą na desce lub rolkach mogą nosić takie spodnie. Widziałaś w szkole jakąś dziewczynę, która ubiera się tak jak ty? A może chcesz po prostu zwrócić na siebie uwagę? – odrzekł nieznajomy.
- Ja już ci mówiłam, żebyś nie ryzykował, jeśli chodzi o pojedynek ze mną.
- Chcę się przekonać. Jeżeli ci się uda to damy ci święty spokój.
Co miałam robić? Musiałam się zgodzić, bo inaczej nie daliby mi żyć i prędzej, czy później wyleciałabym z tej szkoły. Okazało się, że mój prześladowca ma na imię Marcin, bo na początku przedstawił mi się. Potem zaczął się pojedynek. Wiedziałam, że wygram, bo wielokrotnie brałam udział w zawodach, a rolek i deski praktycznie nie zdejmowałam z nóg od siódmego roku życia. Marcin pokazywał to co umiał najlepiej, ale ja i tak umiałam lepsze triki. Kiedy nadeszła moja kolej pokazałam co naprawdę potrafi Wiktoria Parker i tak jak przypuszczałam – wygrałam. Na odchodne powiedziałam:
- Mam nadzieję, ze teraz dacie mi święty spokój i przestaniecie się czepiać mojego stroju?
Wróciłam do domu i od razu położyłam się do łóżka. Nie mogłam zasnąć, więc usiadłam przed komputerem i postanowiłam wejść na gg i sobie z kimś porozmawiać. Miałam już zacząć rozmowę z jedną osobą, gdy nagle zgłosił mi się nijaki „Hacker”. Zaczął ze mną rozmawiać i nawet się polubiliśmy. Byłam dla niego wyjątkowo miła, a on dla mnie też. Okazało się, ze mieszkamy w tym samym mieście. Rozmawialiśmy razem około 3 godzin, a potem oboje doszliśmy do wniosku, że czas już skończyć, bo czeka nas szkoła.
Następnego dnia wyruszyłam do mojej nowej budy. Na progu spotkałam Marcina, który ponownie mnie zaczepił.
- Ty to chyba nie możesz beze mnie żyć… - powiedziałam.
Chłopak zignorował mój żart i po prostu zapytał:
- Gdzie się tego nauczyłaś?
- Czego?
- No jazdy na desce.
- Tu i tam. – odpowiedziałam i chciałam odejść, ale ten zatrzymał mnie i powiedział:
- Bardziej tam, niż tu.
- Może.- odrzekłam i poszłam do klasy.
Siedziałam, jak zwykle sama i słuchałam co ma do powiedzenia polonistka. Omawialiśmy właśnie „Romeo i Julię” W. Szekspira. Nagle nauczycielka zapytała mnie:
- A ty Wiktorio, co sądzisz o postępowaniu Romea?
- Tylko głupiec wypija truciznę, przed sprawdzeniem pulsu swojej ukochanej.
- Tak uważasz?
- Tak. – odpowiedziałam i czekałam na reakcję nauczycielki.
- Widzę, że potrafisz wymyślić coś odmiennego od innych. I to mi się podoba. – odrzekła i wróciła do dalszego prowadzenia zajęć.
Na następnej przerwie podeszła do mnie jakaś dziewczyna, wyglądała na kujonkę i panienkę z dobrego domu.
- Powiedz mi, co ty masz do Marcina? – zapytała zamykając mi szafkę przed nosem z wielkim hukiem.
- Co ty pieprzysz?
- Chcę wiedzieć, co cię z nim łączy?
- Wiesz, jeżeli chcesz wiedzieć, to zapytaj jego. – odpowiedziałam i odeszłam.
Wróciłam na zajęcia i byłam wściekła. Nie mogłam uwierzyć, że w tej szkole wplączę się w jakieś sercowe rozgrywki. Siedziałam i jak nigdy uważałam na matematyce.
- Dobrze to teraz zadanie 6, jeśli ktoś je rozwiąże, to dostanie piątkę. – oznajmiła nauczycielka.
Przeczytałam zadanie i doszłam do wniosku, że coś jest ze mną nie tak, bo umiałam je rozwiązać. Zgłosiłam się i rzeczywiście, udało mi się je zrobić. Dostałam piątkę i zadowolona z siebie usiadłam do ławki. Potem miałam jeszcze cztery lekcje, na których nic ciekawego się nie zdarzyło. Po całym dniu siedzenia w szkole, postanowiłam, że wrócę do domu na piechotę. Weszłam do środka i zobaczyłam Marcina, który zawzięcie dyskutował z moją mamą.
- Kolega do ciebie przyszedł. – oznajmiła mama i wyszła.
- Co znowu? – zapytałam.
- Naucz mnie tak jeździć. – wydusił chłopak.
- Trzeba ćwiczyć, dużo ćwiczyć. A w naszym wieku nie ma już na to czasu.
- Rozmawiałaś z Mandy?
- Z kim? – zapytałam, bo nie skojarzyłam o co chodzi. – A tak, masz rację. Pytała się, co nas łączy.
- I co jej powiedziałaś? – pytał dalej Marcin.
- Że uprawialiśmy ostry sex… Żartuje, powiedziałam, żeby zapytała ciebie, jak chce wiedzieć.
- Ona jest wredna. – powiedział nagle.
- Nie z takimi miałam do czynienia w poprzednich szkołach. – odpowiedziałam, a po chwili dodałam – A teraz wracaj do siebie, bo ja mam jeszcze dużo zajęć. I przestań mnie nachodzić.
- Nie masz żadnych zajęć, oprócz lekcji, twoja mama mi powiedziała.
- Słuchaj, my naprawdę jesteśmy za starzy na naukę jazdy na desce. Ty już się niczego nie nauczysz.
- Chcesz się założyć? – zapytał nagle chłopak.
- Ok., o co?
- O to, że jeśli nauczysz mnie trzech trudnych trików w ciągu miesiąca, to przez następny miesiąc będziesz chodziła w sukience, krótkiej sukience.
- Mam tylko jedną. – odrzekłam.
- To sobie kupisz kilka innych, a jedną dostaniesz ode mnie w prezencie. – zaoferował się chłopak.
- No dobrze, a jeśli się nie nauczysz trzech trików w ciągu miesiąca, to co ja z tego będę miała?
- Wtedy przez miesiąc jestem na każde twoje zawołanie bez względu na czas, miejsce i okoliczności, zawsze ci pomogę.
- Niech będzie. – odpowiedziałam i podałam mu rękę. Po chwili dodałam – Zaczynamy od jutra, bo dzisiaj jestem jeszcze z kimś umówiona.
- Randka?
- Nie, spotkanie z internetowym przyjacielem.
- To jutro po lekcjach? – zapytał jakby trochę zmieszany.
- Tak, wezmę deskę i spotkamy się w parku po lekcjach. – odpowiedziałam i pożegnałam gościa.
Tego wieczora spotkałam się z moim internetowym znajomym i znowu długo rozmawialiśmy. Pytał się jakie mam plany na jutro, a ja powiedziałam mu o nauce jazdy na desce. Chciał się spotkać, ale jakoś oboje przez najbliższy miesiąc nie mieliśmy czasu, więc nasze spotkanie odłożyliśmy na jakiś czas. Przesłał mi internetowego buziaka i napisał, że mnie bardzo lubi, oraz, że się czuje tak jakbyśmy się znali od lat. W sumie ja też go bardzo polubiłam i uwielbiałam z nim rozmawiać.
Następnego dnia zostałam wezwana do dyrektora. W gabinecie stała Mandy z głupim uśmieszkiem na twarzy.
- Dzień dobry, czy coś się stało? – zapytałam wchodząc do biura dyrektora.
- Wczoraj wieczorem ktoś kręcił się w pobliżu szkoły i sprawdzał wszystkie zabezpieczenia. Mandy uważa, że tą osobą byłaś ty.
- To dziwne, bo ja całe popołudnie i wieczór spędziłam w domu przed komputerem i jak mniemam to jest fizycznie nie możliwe. – odpowiedziałam najspokojniej w świecie, chociaż w środku się gotowało.
- Masz jakieś alibi? – zapytała wredna brunetka.
- Moja mama może poświadczyć. A zresztą w moim komputerze wyświetla się godzina rozmowy z osobą, z którą wczoraj rozmawiałam i to co minutę, więc jeśli pan ma ochotę się do mnie wybrać i sprawdzić, to nie widzę w tym żadnego problemu.
- Dobrze, powiedzmy, że ci wierzę, ale i tak będę miał na ciebie oko. A teraz wracaj na lekcje.
- Dziękuję i do widzenia. – odpowiedziałam grzecznie i wróciłam do klasy.
Będąc na lekcji miałam ochotę odegrać się na tej wrednej intrygantce, ale jakoś nic nie przychodziło mi do głowy. Postanowiłam więc, że na razie dam jej spokój, ale jeśli bardzo zalezie mi za skórę to zapamięta mnie do końca swojego życia.
Po lekcjach, przed szkołą czekał już na mnie Marcin.
- Słyszałem, co się dzisiaj stało…
- Chodzi ci o wizytę u dyrektora?
- Tak. Powiedziałem, że Mandy jest wredna i nie warto z nią zaczynać.
- Słuchaj ja jej nawet nie chcę znać. Gdyby biedaczka nie była zakochana w tobie po same uszy, to dałaby mi święty spokój. Ale ją po prostu zżera zazdrość, bo ty zamiast interesować się pięknością szkoły, wolisz…deskę.
Przez cały miesiąc codziennie po szkole, uczyłam ambitnego ucznia jazdy na desce. Mandy dała nam święty spokój, ale ja doskonale wiedziałam, że to tylko cisza przed burzą. Wieczorami zaś rozmawiałam z „Hackerem”, który został moim internetowym chłopakiem. Naprawdę się polubiliśmy i nie mogliśmy doczekać się spotkania w realu.
To był dzień, kiedy Marcin miał zdawać egzamin z jazdy na desce. Tego ranka weszłam do szkoły i zobaczyłam jak po szkolnym korytarzy jedzie na desce jakiś chłopak. Nie wychodziło mu to zbyt dobrze. Nagle deskorolka uciekła mu spod nóg i uderzyła w moją rękę. Złapałam się szybko za ranę, tak by pohamować krew, ale nic z tego. Nagle wokół nas zebrał się tłum i dyrektor.
- Ile razy mówiłem, że nie wolno jeździć na desce po szkole. Tomek zgłosisz się do mnie i pewnie doskonale wiesz, że to będzie twoja trzecia naganna.
- Ale to nie on jechał. – odezwałam się, gdy dyrektor miał odchodzić.
- Jeżeli to ty, to najpierw pójdziesz do pielęgniarki, a potem zjawisz się u mnie.
Kiedy postrach szkoły odszedł i tłum także się rozszedł Tomek powiedział:
- Jestem ci winien przeprosiny i podziękowania. Nie wiem jak ci się odwdzięczę. Moja matka by mnie zabiła, gdyby się o tym dowiedziała.
- Spoko, jak chcesz się odwdzięczyć, to bierz deskę i zaprowadź mnie do pielęgniarki.
W drodze do gabinetu spotkaliśmy Marcina, który nie mógł uwierzyć własnym oczom.
- Wiktoria? Tomek? Co się stało?
- Cześć brat, jechałem na desce i ona oberwała. Wzięła winę na siebie…
- Ty mały gnojku, ty wiesz, co może jej grozić za głupie nawet wykroczenie??? Ona jest w gorszej sytuacji niż ty, jeżeli chodzi o stosunki z dyrektorem.
- Marcin, przestań, nic się takiego nie stało.
- Jeżeli ona zostanie usunięta ze szkoły przez ciebie, to będzie z ciebie trup. Nasza matka cię nie pozna. – groził starszy brat.
- Przestań! Za takie coś nie mogą usunąć mnie ze szkoły. Daruj sobie te kazania i zaprowadź mnie do gabinetu pielęgniarki.
- Ok., chodź, a ty kurduplu marsz na lekcje.
- To twój brat, nie powinieneś go tak traktować.
- Same kłopoty z nim. To by była jego trzecia naganna i usunięcie ze szkoły. Tylko dzięki tobie ocalił tyłek.
- Daj już temu spokój. – powiedziałam i weszłam do pielęgniarki. Okazało się, że moja rana nie jest głęboka i wystarczy tylko zwykły opatrunek.
- I jak? – zapytał Marcin, gdy wyszłam z gabinetu.
- Nie martw się, będę żyć. Do wesela się zagoi. – odpowiedziałam i kierowałam się do biura dyrektora. Weszłam do środka i usiadłam naprzeciwko głowy szkoły.
- Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że złamałaś pewne prawo obowiązujące w naszej szkole? - zapytał mężczyzna.
- Tak i bardzo za to przepraszam, to się więcej nie powtórzy. Zrobiłam tylko sobie krzywdę, a nie komuś innemu. Wiem, że to nie wystarczająca dla mnie kara i uważam, że powinnam dostać naganne, albo zostać zawieszona, nawet na miesiąc. To było bardzo niepoprawne z mojej strony. Już przeprosiłam tego chłopaka, a teraz chcę przeprosić pana, panie dyrektorze. – mówiłam z udawanymi łzami w oczach.
Dyrektor nie wiedział, co ma zrobić. Był zmieszany moim zachowaniem, prawdopodobnie spodziewał się czegoś innego z mojej strony, że będę opryskliwa i wielce obrażona, że zwraca mi uwagę odnośnie mojego zachowania. Po chwili milczenia odrzekł:
- Zauważyłem, że bardzo się starasz, jeśli chodzi o oceny. Mogę nawet powiedzieć, ze dorównujesz Mandy w nauce, a to jest najlepsza uczennica w szkole. Nauczyciele się na ciebie nie skarżą, a wręcz przeciwnie, mówią, że masz wyobraźnię. Dlatego następnym razem wykorzystaj ją, jeśli będziesz miała zamiar wziąć deskę do szkoły. Za karę masz jeden dzień zawieszenia, a że to jest twoje pierwsze wykroczenie w tej szkole, to podaruję ci naganę.
- Dziękuję bardzo panie dyrektorze, obiecuję, że to już nigdy się nie powtórzy. – odpowiedziedziałam i ruszyłam do wyjścia. Gdy zamknęłam za sobą drzwi, czekał tam na mnie Marcin.
- I co? Wywalili cię?
- Nie, ale jutro mam cały dzień wolny. Zawiesił mnie.
- Jak ty to zrobiłaś? Może mnie czegoś nauczysz?
- Urok osobisty. – odpowiedziałam i oboje weszliśmy do klasy, gdzie nauczycielka prowadziła lekcję.
- Widzę, ze cały czas dotrzymywałeś towarzystwa Wiktorii, to może teraz rozwiążecie zadania domowe na tablicy. – powiedziała nauczycielka i oboje stanęliśmy pod tablicą.
- Umiesz to, wczoraj ci tłumaczyłam, to to samo tylko inne cyferki. – szepnęłam do chłopaka. Oboje rozwiązaliśmy wszystko bezbłędnie i mogliśmy w spokoju wrócić na swoje miejsca.
- Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, nawet Mandy nie potrafiła do końca rozwiązać tego zadania, a wy… no proszę, oby tak dalej. – odrzekła nauczycielka i wróciła do lekcji.
Na przerwie już cała szkoła gadała na mój temat. Każdy, kto nie widział tego zdarzenia, to dopowiadał sobie różne niestworzone historie, aż śmiać mi się chciało. Mandy chodziła wściekła, ze obeszło się tylko na jednym dniu zawieszenia. Tomek jeszcze raz mi dziękował i przepraszał za wszystko, a Marcin był dziwnie zadowolony. Nie wiedziałam dlaczego, ale w czasie jego egzaminu jazdy na desce dowiedziałam się, bo oczywiście wygrał zakład. Od jutra musiałam chodzić w sukience dzień w dzień, przez cały miesiąc.
- No jestem ciekawy jakie masz nogi? – żartował sobie brunet.
- Zgrabne, cholernie zgrabne. – odpowiedziałam, a po chwili dodałam – Muszę już iść, bo umówiłam się z moim internetowym chłopakiem. To do jutra.
Pojechałam na desce do domu i zasiadłam do komputera. Zaczęłam rozmowę z „Hackerem” i umówiliśmy się, ze spotkamy się jutro w pobliskiej restauracji. Zaprosił mnie na obiad. Nie mogłam się doczekać, kiedy go poznam. Mamy nie było, bo wyjechała gdzieś w interesach na dwa dni. Wiedziałam, ze o tym dniu zawieszenia, nawet się nie dowie, a jeśli chodzi o rękę, to miałam zamiar jej powiedzieć, że wywaliłam się na desce.
Następnego dnia spałam do 10:00, bo miałam dzień totalnego lenistwa. Na spotkanie z „Hackerem” musiałam założyć sukienkę, bo przecież zakład to rzecz święta i trzeba było dotrzymać słowa danego Marcinowi. Ubrałam się w niebieską sukienkę na ramiączka, japonki i biały, sportowy kapelusz. Zrobiłam sobie delikatny makijaż i byłam gotowa do wyjścia. „Hacker” miał już na mnie czekać, gdyż uznał, że mnie pozna. Ja jednak nie byłam tego taka pewna, ale on się po prostu uparł. Wyszłam z domu i kierowałam się do pobliskiej restauracji, tam gdzie byłam umówiona na spotkanie. Weszłam do środka i rozejrzałam się. Nie było tam zbyt dużo osób. Ze znajomych zobaczyłam jedynie Marcina. Pomyślałam sobie jednak, że on nie może być moim internetowym chłopakiem. Przystojniak wstał i podszedł do mnie.
- No, no muszę przyznać, że miałaś rację, co do swoich nóg, są naprawdę zgrabne. Czekasz na kogoś? – zapytał.
- Na znajomego.
- A może na „Hackera”?
Nie wiedziałam, co powiedzieć. W głowie krążyła mi tylko jedna myśl, że to on jest moim internetowym chłopakiem.
- Skąd wiesz?
- Bo to ja nim jestem. Podobałaś mi się od samego początku i nie wiedziałem jak to powiedzieć, więc postanowiłem cię znaleźć w inny sposób.
- I przez cały ten czas kłamałeś?
- Nie, bo nigdy nie pytałaś. Nie mówiłem ci wszystkiego, zresztą ty też mi nigdy nic o sobie nie powiedziałaś. Nie wspomniałaś o swoim ojcu, o tym, dlaczego zostałaś wywalona ze szkoły i wiele innych rzeczy.
- Masz rację, ale nie znałam cię, więc o tym nie mówiłam. – odpowiedziałam.
Miałam ochotę mu dołożyć, ale cały czas się powstrzymywałam.
- To jak zjemy coś, czy będziemy tak stać? – zapytał nagle Marcin.
Wtedy usiadłam razem z nim przy stoliku. Zachowywał się jak dżentelmen, nawet podsunął mi krzesełko, a potem usiadł sam. Zamówiliśmy obiad i zaczęliśmy jeść.
- Kiedy się zorientowałeś, że ja jestem tą Wiktorią? – zapytałam.
- Tego dnia kiedy się założyliśmy. Powiedziałaś, że jesteś umówiona ze swoim internetowym przyjacielem. Ja tez byłem umówiony i gdy jako „Hacker” zapytałem co dzisiaj robiłaś, to opowiedziałaś wszystko o zakładzie.
- Spryciarz, nawet nie dałeś po sobie poznać, że to ty.
- Potrafię być inteligentny. Ale przyznaj spodobałem ci się przez neta?
- No skoro zostałam twoją internetową dziewczyną, to najwidoczniej tak.
- To może zamienimy to na real? – zapytał po chwili namysłu.
- Ja i ty razem? Przecież Mandy dostanie palpitacji serca i będziemy musieli wzywać pogotowie, żeby jej pomogło.
- Jak nie wezwiemy, to się nic nie stanie, przynajmniej da nam spokój. – odrzekł Marcin i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Nagle chłopak wziął mnie za rękę, spoważniał i zapytał:
- To jak? Jest szansa, żebyśmy byli razem? Podobasz mi się i chyba nic na to nie poradzę…
- Nigdy nie pomyślałam, ze ty coś możesz do mnie czuć. Zawsze traktowałeś mnie jak swojego kumpla, ale dlaczego mięlibyśmy nie spróbować, w sumie przez neta nam się dobrze rozmawiało.
- Super. – odpowiedział i cmoknął mnie w usta.
Wróciliśmy do naszego posiłku. W trakcie randki rozmawialiśmy o różnych rzeczach, jak nigdy. Poznałam wtedy innego Marcina niż do tej pory. Był miły, uroczy i wyrozumiała. Najfajniejsze było to, że nie interesowała go moja przeszłość. Wiedział o wszystkim, ale to go w zupełności nie obchodziło. Ważne było to co teraz. Po skończonym posiłku zamówił deser i zapłacił za wszystko. Potem odprowadził mnie do domu. Delikatnie pocałował i poczekał, aż wejdę do środka.
Minęło kilka tygodni, nawet nie miesiąc, bo jeszcze chodziłam w sukienkach. Jedną nawet dostałam od Marcina, ale jakoś nigdy jej nie założyłam, bo nie była zbyt odpowiednia do szkoły. Pewnego dnia usłyszałam dzwonek do drzwi i zobaczyłam Mandy.
- Coś się stało? – zapytałam.
- Chciałam z tobą porozmawiać…
- O czym?
- O stosunkach między nami. Powinnyśmy inaczej się do siebie odnosić. – mówiła Mandy.
- Posłuchaj mnie, ty mnie ani ziębisz, ani grzejesz, jesteś mi zupełnie obojętna i tak jak jest, jest dobrze. Odpowiada mi ten układ. Poza tym nie ufam ci i nie chcę wchodzić z tobą w jakieś zażyłe kontakty. Rozmawiamy służbowo i niczego więcej z twojej strony nie potrzebuję. – odrzekłam i chciałam zamknąć drzwi, ale ta zatrzymała mnie mówiąc:
- Lepiej jest mieć w mojej osobie przyjaciela…
- Ja nie mam przyjaciół i zupełnie ich nie potrzebuję.
Wtedy natrętna dziewczyna odeszła. Nie chciałam mieć w niej wroga, ani przyjaciółki, ponieważ dalej jej nie ufałam. Wiedziałam, że coś knuje i przekonałam się o tym następnego dnia, gdy tylko weszłam z Marcinem do szkoły. Od razu na progu zostałam wezwana do dyrektora na rozmowę. Weszłam do środka i powiedziałam „dzień dobry”.
- Mam niezbity dowód, że włamałaś się wczoraj do szkoły i ukradłaś klucze od Sali informatycznej. – odrzekł pan Parker.
- Wczoraj byłam cały dzień w domu.
- Tak? To obejrzyj sobie film zarejestrowany przez naszą kamerę.
Wtedy zobaczyłam dziewczynę w czarnych bojówkach i w takim samym kapeluszu jak ja, ale jej twarzy nie było widać.
- To nie byłam ja. – odpowiedziałam najspokojniej w świecie.
- Dowody mówią same za siebie. Proszę, więc abyś opuściła szkołę na czas naszego śledztwa, ale uważam, że w tej sprawie nie ma nic więcej do powiedzenia. Zresztą Mandy znalazła u ciebie na tarasie te klucze, a twoja przeszłość mówi sama za siebie.
- Nie zrobiłam tego! Gdybym to była ja to pewnie od razu bym zrobiła pożytek z tych kluczy.
- Poprosiłem, żebyś opuściła ten budynek, jeśli nie chcesz, żebym wezwał ochronę. Acha, nie zdziw się jak zjawi się w twoim domu policja. – odrzekł dyrektor.
Wyszłam z biura Markera i kierowałam się w stronę wyjścia.
- Skarbie co się stało? – zapytał Marcin.
- Podobno włamałam się wczoraj do szkoły i ukradłam klucze z informatycznej. Mają kasetę, ale to nie byłam ja… przecież spędziłam całe popołudnie w domu, przed komputerem.
- To wszystko moja wina, gdybym mógł się z tobą spotkać, to byś miała alibi. – odrzekł chłopak i przytulił mnie.
- Muszę już iść. Nie mogę zostać w szkole, bo mam zakaz. – odpowiedziałam i wyszłam.
Kiedy wróciłam, mama obsypała mnie setką pytań, na które spokojnie odpowiadałam. Doskonale wiedziała, że nie mogłam tego zrobić, bo byłam w domu, zresztą cały wieczór siedziałyśmy i oglądałyśmy razem telewizję.
- Wiesz kto to mógł być? – zapytała po chwili.
- Podejrzewam, ze Mandy. Była u mnie wczoraj, więc mogła coś takiego wykombinować. Zresztą to nie byłam ja… wiem co zrobię!!!
- Co?
- Mogę użyć programu do skanowania i wtedy on rozpozna osobę na kasecie, albo przynajmniej potwierdzi tyle, że to nie byłam ja.
- No to na co czekasz?
- Na policję, bo ma się tutaj zjawić. – odpowiedziałam.
Władze zjawiły się wczesnym popołudniem. Zaczęli zadawać mi pytania, na które spokojnie odpowiadałam. W końcu zaproponowałam im użycie tego programu. Okazało się, że nie dysponują tak skomplikowanymi programami.
- To powinniście zacząć. – odpowiedziałam i położyłam im płytkę ze skanserem. – Program ten nie pokaże kim był sprawdza, chyba, że będziecie mięli jego zdjęcie w pamięci, ale przynajmniej potwierdzi, że to nie byłam ja. Musicie tylko wprowadzić moja zdjęcie, a oto ono.
- Możemy to zrobić tutaj na miejscu, bo mamy kasetę z nagraniem, jeśli ty masz odpowiedni sprzęt. – zaproponował komisarz policji.
Wtedy przeszliśmy do mojego pokoju. Ja aparatem cyfrowym zrobiłam sobie zdjęcie w takiej samej pozie i w tych samych ciuchach. Przeniosłam je do komputera, podłączyłam film i zaczęłam skanowanie. Okazało się, że dziewczyna, która się włamała jest ode mnie o 3 cm wyższa i trochę grubsza.
- Widzicie, to nie ja.
- Żeby znaleźć winnego musielibyśmy przesłuchać całą szkołę. – odrzekł komisarz.
- Albo tylko klasę. – odpowiedziałam i wyłączyłam komputer.
- Możesz nam powiedzieć, kto przyniósł klucze dyrektorowi?
- Mandy. Była nawet u mnie wczoraj po południu. Chciała się ze mną zaprzyjaźnić, ale jej odmówiłam. Poza tym, to była dziewczyna mojego chłopaka. – powiedziałam bez żadnych skrupułów, bo teraz byłam święcie przekonana, że to jej sprawka.
Następnego dnia okazało się, że miałam rację. Teraz to Mandy miała kłopoty, ale jako dziedziczka ogromnej fortuny zapłaciła tylko karę pieniężną i została przeniesiona do innej szkoły. Po tych kilku miesiącach nauczyciele w końcu się do mnie przekonali, podobnie jak moja mama. Ja oczywiście jak widać zmieniłam się i zostałam nawet przewodniczącą samorządu szkolnego. A co ze mną i z Marcinem? Oczywiście, że zostaliśmy razem. Nawet na studiach, bo jakimś cudem dostaliśmy się oboje na psychologię. Po pewnym czasie nawet ze sobą razem zamieszkaliśmy, a co będzie dalej to się okaże, na razie mamy sesję letnią i plany na wspólne wakacje.

Podpis: 

Eve:) wiosna 2005 r.
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Miłość z internetu - czytaj wszystko do XIV cz. Miłość z internetu cz. XIV - możliwości zabaw Miłość z internetu cz. XIII - czy tak może być?
XV cz. Czy coś będzie pomiędzy facetami?. Do czego jeszcze może dojść?. Następne części skrócę ze względu na małą ilość tekstów z powodu nowego roku szkolnego 2011/2012. Praktycznie to nie opowiadanie, nie romans. To skopiowane rozmowy pisane przez Nie wiem co z tego będzie, jeszcze tyle czasu przed nami. Tym czasem pogubiliśmy się, czy to o czym piszemy jest zdrowe. Większość ludzi i to ta, która o miłości myśli prosto i bez entuzjazmu z pewnością w przyszłości spotka na swojej drodze wyzwania na pobliski stoliczek na którym to znajduje się także wazonik z pięknym bukietem, który Nika otrzymała od swojego ukochanego. Znajdują się też tam różne gadżety potrzebne do ich zabawy. Ania przytula mocno do swojego ciała postać Niki, jej buzię trzy
Sponsorowane: 110Sponsorowane: 108Sponsorowane: 107

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2018 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.