http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
100

Podróż

Autor płaci:
50

  Podróżowanie to jeden z atrybutów współczesności. Czy każdy z nas jest podróżnikiem?  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W styczniu nagrodą jest książka
4 pory mroku
Paweł Paliński
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Podróż

Podróżowanie to jeden z atrybutów współczesności. Czy każdy z nas jest podróżnikiem?

Taedium vitae

Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi?

Topielec

- Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad

Dwa dni z życia wariata.

Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?

Wróg

Nie zawsze wszystko jest takie, na jakie wygląda...

Miłość wyborna

Wybebeszę to z Ciebie stanowczo, metodycznie...

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Kilka naiwnych słówek o myślach kobiecych

"Błogi spokój, który głupcy mylą z nudą."

Nowa płeć

Wierszyk satyryczny

Tezeusz

Piosenka z audiobooka "Dopalacze poetyckie"

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
1567
użytkowników.

Gości:
1567
Zalogowanych:
0
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 20718

20718

Pył i Dym

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
05-11-29

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Wojna/Militaria/-
Rozmiar
15 kb
Czytane
1470
Głosy
3
Ocena
4.50

Zmiany
11-07-20

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R12-powyżej 12 lat pod nadzorem i za zgodą rodziców lub dorosłych

Autor: Svarthofde5 Podpis: Svarthőfde
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Mój Debiut, proszę o wyrozumiałość. :))

Opublikowany w:

Pył i Dym

Rysiek poprawił hełm, który zsunął mu się na oczy. Bliski wybuch obsypał go grudami ziemi. Obok niego upadła sporych rozmiarów szafka.
- O żesz kurna! Jak by mi to spadło na łeb, to miałbym niezły ból głowy! – pomyślał.
Wybuchy pocisków moździerzowych pokrywały całą ulicę przed nim. Dom, który stał po prawej, nagle stęknął i runął. Trafił w niego jakiś pocisk większego kalibru. Wybuchy zagłuszały serie karabinów maszynowych, ale Rysiek wiedział, że gdy przyjdzie rozkaz, by ruszyć do przodu, to znowu się odezwą. Bliska eksplozja poderwała go w górę i cisnęła o ziemię. Pocisk wybuchł tuż przed barykadą, za którą się ukrywali. Uniósł głowę, którą poprzednio wtulił w ramiona. Ku jego zdziwieniu, wszyscy byli na miejscu. Nikt nawet nie został ranny. Żołnierze byli mocno zszokowani i zdegustowani, ale wciąż cali. Obok niego rozpłaszczył się Staszek Matusiak. Rysiek spojrzał na młodszego od siebie kumpla. W kompanii wołali na niego „Dzidźka”. Ściskał swoją pepeszę i nerwowo rozglądał się wokoło. Dalej za nim na barykadzie, dopiero co zdobytej, rozłożyła się reszta 3. kompanii. Kompanii, która po dwóch dniach walki skurczyła się do rozmiarów plutonu. Za Dzidźką leżał Maciek Walszkiewicz, a jeszcze za nim kapral Micuga, przed godziną starszy szeregowy Micuga. Dalej kulił się Jan Tebiński, z racji niewysokiego gabarytu pionowego, skomponowanego z niezłym gabarytem poziomym zwany „Kulką”. Trzymał rękę na lufie diegietariewa, dbając, by do lufy nie naleciało piachu.
Ostrzał moździerzowy zakończył się gwałtownie i uderzyła ich nagła cisza, z rzadka przerywana dalekimi seriami i odgłosami wybuchów artyleryjskich. Z tyłu podszedł w niskim zgięciu jedyny oficer pozostały w 3. kompanii, podporucznik Łażuk. Nikt nawet nie myślał o tym, by się uśmiechnąć na widok skulonego oficera chyłkiem idącego ku nim. Wyprostowana postawa dobra była na defiladzie, lecz tu, w tym piekielnym mieście, była to prośba o szybką i gwałtowną śmierć. Łażuk dotarł do nich.
- Za 5 minut nasi zaczną walić w koniec ulicy. Szczególnie poprosiłem ich o to, by zajęli się tym przeklętym rzeźnikiem. – Podporucznik miał na myśli sklep rzeźniczy zamieniony w twierdzę. W oknach piwnic były stanowiska kaemów, które już dwa razy zmusiły ich do odwrotu.
- Potem z Katowickiej przyjadą nasze „trzydziestkiczwórki”. – Dodał wskazawszy palcem. - Będziemy je osłaniać. Pomogą nam pokonać tę przeklętą ulicę.
Żołnierze spojrzeli po sobie znacząco. Trzy ostatnie dni zrobiły z tych, którzy przeżyli, weteranów. Teraz było widać na ich twarzach wątpliwości. Łażuk widział to dokładnie. Miał za mało lat i za mało doświadczenia, ale nie było nikogo, kto mógłby go zastąpić. Spojrzał poważnie po twarzach swoich żołnierzy, po czym oddalił się do kamienicy odległej o dwadzieścia metrów, by odebrać ewentualne nowe rozkazy. Rysiek poprawił hełm, który znów zsunął mu się na oczy. Napotkał kpiące spojrzenie kaprala Micugi.
- Ej, ty, Ryszek, nocnik ci zszunie na oczy i rąbnies jakegoś Nemca łbem zamiaszt go zaszczelić.- Zaśmiał się z niego Micuga. Kapral seplenił i mówił niewyraźnie od wczoraj, kiedy to zarobił kolbą w twarz od jakiegoś Niemca, podczas szturmu kolejnego budynku. Wtedy też poległ kapral Pitroszek i Micuga awansował. Staszek Pitroszek nie miał szczęścia; zginął, gdy budynek został już opanowany. Stanął na dachu po tym, jak zastrzelili ostatniego Niemca i dostał kulkę od snajpera w sam środek czoła. A Micuga dostał kolbą na schodach podczas wspinaczki na kolejne piętra. Chrupneło, posypały się zęby. Ktoś zastrzelił Niemca, który palnął kolbą Micugę na schodach i to było wszystko. Myśleli, że Kapral nie wstanie, ale ten podniósł się i chwiejnym krokiem zszedł po schodach na dół poszukać sanitariusza. Wieczorem, podczas odpoczynku po szturmie, w kompanii śmiano się, że Micuga „zarobił już tyle razy w gębę na wiejskich imprezach, że takie puknięcie to go nie rusza”. Sam zainteresowany tylko dziwnie się krzywił, prawdopodobnie próbował się uśmiechać. Inni złośliwcy dodawali, że lepiej, żeby teraz kapral się wzbogacił, „bo z taką mordą to już w ogóle niema szans żeby jakaś panienka na niego spojrzała”.
Rysiek tylko uśmiechnął się słabo, strach zaczął ściskać mu żołądek. Otrzepał jedynie róg wojskowego płaszcza. Chciał powiedzieć coś mocnego, lecz nie zdążył, ponieważ od strony ulicy Katowickiej rozległy się klekot gąsienic i dudnienie czołgowych silników. Potem zaległa cisza. Chyłkiem podbiegł do nich Łażuk.
- Przygotować się! – rzucił krótko. Podnieśli się lekko, sprawdzili broń. Dwóch cekaemistów przycupnęło za nimi, ciągnąc swojego maxima. Dołączył do nich trzeci, targający skrzynki z nabojami. Rysiek go znał. Uśmiechnął się do niego nieznacznie. Ten napotkał jego spojrzenie, również się uśmiechnął i lekko kiwnął głową. Nad głową przeleciał im pierwszy pocisk i wybuchł na środku ulicy. Za nim poszybował następne. Ciężkie pociski kalibru 152 mm padały gęsto na koniec ulicy. Domy waliły się jeden po drugim. Jeden z pocisków trafił bezpośrednio w rzeźnika. Kolejne eksplozje pokrywały ulicę, dym unosił się wysoko. Trwało to jakieś 10 minut po czym w niebo wzbiły się czerwone rakiety sygnalizacyjne. Nim ostatnie pociski zakończyły swój morderczy śpiew, ryknęły czołgowe silniki i pierwszy stalowy potwór wypełz z ulicy Katowickiej.
- Naprzód!! – krzyknął za nimi podporucznik. Podnieśli się i przekroczyli barykadę. Gdy byli po drugiej stronie, druga „trzydziestkaczwórka” wyjechała z Katowickiej i ustawiła się za pierwszą; włazy miała szczelnie pozamykane. Niczym stalowy smok, czołg przetaczał się ulicą Piotrkowską, by nieść śmierć i zniszczenie. Osłaniali czołgi z obu stron ulicy, przemykając pod ścianami budynków. Gdy w końcu dym z przodu nieco się rozwiał, Rysiek spostrzegł, że w miejscu, gdzie stał rzeźnik, jest tylko kupa gruzu.
Ulica Katowicka prowadziła do placu Wiltzera, będącego ich celem. Rysiek pomyślał, że tym razem się uda.
- Artyleria otworzyła nam drogę – myślał. Mylił się.
Prowadzący T-34 wpełzł powoli na plac. Gruz na końcu ulicy opóźniał już i tak powolną jazdę. Na placu panowała cisza. W momencie gdy drugi T-34 wjechał w ślad za pierwszym, plac ożył. Milczące dotąd karabiny maszynowe nagle otworzyły do nich ogień od czoła i z prawej strony. Piechurzy momentalnie padli na ziemię, ale dla niektórych było za późno; padli na ziemię już martwi. Rysiek widział, jak kula przebija stalowy hełm Matusiaka i ten powoli pada na kolana. Gęsta krew wypłynęła spod hełmu i zalała mu twarz. „Dzidźka” padł na bruk i więcej miał już się nie podnieść. Czołgi powoli obróciły wieże w stronę domu towarowego,
z którego prowadzono najzajadlejszy ostrzał. Czołg stojący na przedzie oddał jeden strzał. Pocisk wybuchł przed domem towarowym wyrywając dziurę w jezdni. Chwilę potem maszyna eksplodowała w wielkiej chmurze ognia. Rysiek chowający się w leju spojrzał na lewo; dostrzegł dwóch Niemców w charakterystycznych spadachroniarskich hełmach, załadowujących powtórnie panzerschrecka. Podniósł karabin do strzału, wycelował i strzelił, lecz się spóźnił. Niemcy zdążyli wycelować i odpalić. Rakieta pomknęła w kierunku drugiego T-34 i trafiła go w pochyły bok pancerza na burcie pojazdu. Przez chwilę nic się nie działo, po czym z włazów buchnął płomień. Ze środka zaczęli wyskakiwać czołgiści. Kombinezony na nich płoneły. Wrzeszczeli nieludzko, paląc się żywcem. Smród palonego ciała dusił go; Rysiek strzelił ponownie, ale spadochroniarze zdążyli już zniknąć w pobliskim budynku. Zamiast nich z okna kamienicy wychyliła się lufa MG42 i plunęła na nich ogniem. Rysiek zdążył oddać strzał w stronę okna, jednak natychmiast musiał skulić się w leju, gdyż lufa kaemu skierowała się w jego stronę; nad lejem z gwizdem zaczęły przelatywać pociski. Odwrócił uwagę Niemców na chwilę, która pozwoliła cekaemistom ustawić maxima i otworzyć ogień. Długie serie pokryły okna kamienicy. Rysiek usłyszał krzyk, który przeszedł w pisk. Reszta kompanii chowała się za zniszczonymi czołgami oraz w lejach. Dym z płonących maszyn zasłaniał ich przed wzrokiem nieprzyjaciela od czoła i z prawej. Niemcy jednakże pruli gęstym ogniem w dym, więc każdemu kto podniósłby się groziła zabłąkana kulka. Łażuk szybkim susem wskoczył do leja, w którym znajdował się Rysiek. Za Łażukiem wskoczył telefonista targający na plecach ciężki bęben z kablem telefonicznym. Cekaem dalej walił po oknach po lewej. Podporucznik chwycił Ryśka za ramię.
- Pójdziecie z Tebińskim i Micugą i oczyścicie ten dom po lewej - powiedział i wskazał na kamienicę, w której wcześniej zniknęli spadochroniarze z panzerschreckiem.
- We trzech? – zapytał go, poprawiając hełm, który zsunął mu się znowu na oczy.
- We trzech. – odpowiedział Łażuk, patrząc na niego zimnym wzrokiem. Do leja wskoczyli „Kulka” i Micuga. Miny mieli nietęgie.
- No, to idziemy. – powiedział Tebiński i pierwszy wyskoczył z dziury po pocisku, gnając pędem do najbliższej bramy. Pognali za nim. Słyszeli, jak za nimi Łażuk informuje przez telefon dowództwo batalionu o utracie czołgów i własnej pozycji. Przystanęli w bramie, dysząc ciężko. Usłyszeli ciszę, w chwili gdy serie z maxima urwały się nagle. Widać osbsługa musiała przeładować. Natychmiast usłyszeli suche strzały karabinowe
i dłuższe serie pistoletów maszynowych, którymi Niemcy momentalnie obłożyli Polaków, wykorzystując fakt, iż maxim przestał strzelać po oknach. Do koncertu wystrzałów dołączył wybuch granatu ręcznego, odpowiedziały mu odgłosy strzelających mosinów i serie pepesz, całość zaś zagłuszyła ponownie długa seria z maxima. Przedzierając się przez rozbite pokoje i przedpokoje dotarli do ściany, za którą znajdował się dom, z którego nieprzyjaciel ostrzeliwał Polaków na placu Wiltzera. Ściana była mocna, a oni nie mieli ładunków wybuchowych zdolnych zrobić dziurę w grubym murze. Przez chwilę kręcili się niepewnie po pokoju. Rysiek chciał podejść do okna, jednak w miejscu zatrzymała go dłoń położona na jego ramieniu.
- Zgłupiałeś Rych? Chcesz żeby nasi ci ten głupi łeb odstrzelili? – zapytał go „Kulka”, trzymając jednocześnie go za ramię. Rysiek pokręcił tylko przecząco głową i poprawił hełm, który ponownie zsunął mu się na oczy. Tebiński spojrzał na niego swoimi łagodnymi, brazowymi oczyma chłopa z Kresów i pokręcił głową w geście znaczącym „Boże, co za dzieciak”.
- Chodźcie tutaj! - zawołał ich Micuga. Okno w kuchni wychodziło na niewielkie podwóreczko, którym można było się przedostać do kamienicy obok. Powoli i ostrożnie przeszli przez podwórko i dostali się przez okienko piwniczne do budynku w którym siedzieli Niemcy. „Kulka” utknął co prawda na chwilę w okienku, ale wspólnym wysiłkiem został przepchnięty do środka. O szybkiej ucieczce tym otworem piwnicznym nie było jednak mowy, co jeszcze bardziej determinowało ich, aby załatwić sprawę jak najszybciej. Z piwnicy wyszli po skrzypiących schodach; każdy odgłos przyprawiał ich o skurcz strachu.
- A co będzie jak usłyszeli i już na na czekają? – pomyślał Rysiek. Zaschło mu w gardle. Micuga powoli otworzył drzwi; te ustąpiły ze zgrzytem zardzewiałych zawiasów. Nikt nie czekał, by strzelić im prosto w twarz. Wydostali się na korytarz prowadzący do pokojów. Kapral stanął pod drzwiami, za którymi słychać było głosy mówiące po niemiecku. Przykucnął i zerknął przez dziurkę od klucza. Pokazał im gestem ręki, że w pokoju widzi pięciu żołnierzy. „Kulka” przesunął diegietariewa i wycelował go prosto w drzwi. Micuga gestem nakazał mu zaczekać. Podsunął się do następnych drzwi i przez chwilę słuchał. Dał znak trzema palcami dłoni oznaczający troje ludzi. Następnie przywołał gestem Ryśka, aby ten podszedł. Wskazał na granat i kazał mu wrzucić go do pokoju na sygnał. Stanęli w gotowości. Gdy na zewnątrz serie z maxima znowu ucichły, w pokojach rozległy się odgłosy nagłego ruchu; to nieprzyjaciel rzucił się do okien, by na nowo ostrzeliwać Polaków znajdujących się na placu. Na tę chwilę czekał kapral. Dał gwałtowny sygnał ręką i otworzył drzwi Tebińskiemu, ten zaś wypruł długą serię po pokoju, momentalnie uśmiercając znajdujących się w środku nieprzyjaciół. Jeden z nich, odrzucony pociskami, które poszarpały jego ciało, przeleciał przez okno i wypadł na bruk. Rysiek już od dłuzszej chwili czekał z odbezpieczonym granatem. Teraz na sygnał uchylił nieco drzwi i wrzucił ciężkie jajo do środka. Ze środka dobiegł okrzyk przerażenia, który zagłuszyła eksplozja. Dym buchnął na korytarz. Ktoś wrzeszczał potępieńczo. Rysiek ostrożnie zajrzał do środka. Trzech żołnierzy obsługujących MG42 leżało na podłodze. Jeden wciąż jeszcze żył. Z urwanej powyżej kolana kończyny ciekła krew, wielka dziura w brzuchu ukazywała wnętrzności. Ranny ryczał opętańczo, lecz widać było, że kona. Rysiek zbladł i cofnął się na korytarz, w samą porę, by z kimś się tam zderzyć. Zanim zdążył się zorientować, spadochroniarz potężnie go popchnął i wycelował w niego broń. Nie zdążył strzelić. Potężnym ciosem kolby „Kulka” trafił Niemca prosto w twarz, a ten wydał z siebie okrzyk bólu. Tebiński poprawił i uciszył go na zawsze. Wytarł kolbę z krwi i resztek mózgu o mundur leżacego. Spojrzał na Ryśka, uśmiechnął się nieznacznie i podał mu rękę. Z pokoju obok Micuga wydarł się przez okno :
- Budynek cysty! - odpowiedział mu seria skierowana prosto w okno.
- Nie scelać do kurwy nędzy! – wydarł się znowu, leżąc pod oknem, tak na wszelki wypadek.
- To wy Micuga? Dobra robota! - usłyszeli głos Łażuka.
W tym momencie w kamienicę uderzył ciężki pocisk artyleryjski. Dom zatrząsł się w posadach, powoli jęknął, po czym połowa frontu domu zawaliła się z wielkim hukiem na plac.
Rysiek ocknął się po chwili. Krztusząc się i kaszląc podniósł się z podłogi. Nic nie widział. Wszędzie pełno było pełno pyłu. Coś się za nim poruszyło; obrócił się niemal po omacku i zobaczył niewyraźny zarys „Kulki” nieporadnie gramolącego się z podłogi. Cały był pokryty pyłem. Wyglądał, jakby wpadł w worek z mąką. Rysiek spojrzał na własne ręce - one też były białe. Zdał sobie sprawę z tego, że on również był cały biały od pyłu. Pomógł podnieść się Tebińskiemu. W głowie mu huczało i prawie nic nie słyszał. Zataczając się, przeszli do pokoju obok. Na podłodze leżał przygnieciony wielką szafą kapral. Jęczał cicho. Pomogli mu wydostać się spod szafy oraz futer i płaszczy, które się z niej wysypały. Micugi również nie ominęło bielenie z sufitu i ścian. Straszliwy kontrast z bielą jego twarzy stanowiła jasnoczerwona krew, która wypływał z jego ust. Kapral miał trudności z oddychaniem. Z trudem wydostali się ze zrujnowanej kamienicy. Strzelanina chwilowo ucichła. Kiedy dotarli do leja, dwóch sanitaruszy położyło Micugę na noszach i pomknęli z nim na tyły. Rysiek nie widział nigdzie Łażuka.
- Gdzie jest porucznik? - zapytał telefonistę. Ten ponuro wskazał na lej obok. Podporucznik Łażuk leżał tam na plecach w kałuży krwi. Kiedy pochylili się nad nim, ten tylko na nich spojrzał.
- Za 10 mniut zacznie się ostrzał – wycharczał ciężko. – Tebiński, przejmiecie dowodzenie. Musicie zdobyć resztę placu. Musicie... - nie dokończył, zabrakło mu tchu. Skonał z westchnieniem. „Kulka” spojrzał na niego i nic nie mówiąc pokiwał tylko głową ze zrozumieniem.
Rysiek usiadł ciężko na dnie leja. Tebiński przysiadł się do niego; spojrzał przed siebie na pozycje niemieckie, które płonęły i zasnuwały się dymem. Potem zerknął na Ryśka i na siebie. Rysiek poprawił hełm który zsunął mu się na oczy. Tebiński ni to do siebie ni to do reszty świata mruknął:
- Jesteśmy pył, pójdziemy w dym.

Podpis: 

Svarthőfde 29.11.2005
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Taedium vitae Topielec Dwa dni z życia wariata.
Bo czymże jest życie, jeśli nie przygodą na krawędzi? - Tak ślachetnej pani tośmy jeszcze we wsi nigdy nie mieli. Ach, szkoda będzie trochę, jak ją zeżrą. Krótkie i lekkie opowiadanie z serii Wampirojad Rozważania o normalności? Co to jest normalność a co nienormalność?
Sponsorowane: 65
Auto płaci: 65
Sponsorowane: 16Sponsorowane: 11
Auto płaci: 100

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2019 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.