http://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
201

Burza

Autor płaci:
5000

  Trzecia przygoda łowcy potworów, Velarda. Legendarna anomalia szykuje się powrotu na stały ląd. Jako pierwszy cel obrała sobie Dremojew. Do miasta nadciągają tajemniczy kapłani Burzy.  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W lutym nagrodą jest książka
Rok 1984
George Orwell
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Burza

Trzecia przygoda łowcy potworów, Velarda. Legendarna anomalia szykuje się powrotu na stały ląd. Jako pierwszy cel obrała sobie Dremojew. Do miasta nadciągają tajemniczy kapłani Burzy.

I choćbym szedł doliną ciemną - rozdzial II

Powieść kryminalno-obyczajowa. W Cieszynie zostają znalezione upozowane zwłoki kobiety, a użyte do scenografii akcesoria wskazują, że nie jest to zwykłe zabójstwo.

Do Kochanka

mój powrót do pisania po jakichś 10 latach.

Starość potrafi być piękna, ale zazwyczaj nie jest

Tak się złożyło - napotkałam ciebie

W ciszy dziecięcego pokoju

" ...czekają cichutko uczepieni poduszek z oczami jak niebo i płytkim oddechem"

PROZA STAROŚCI

Jolu- to niejako odpowiedz na Twój utwór

The bank job

Kolorowe roztańczone ciałka, hektolitry najwyższego sortu brandy, miłe uśmiechy, piękne widoki - dokładnie tego wszystkiego tutaj nie znajdziecie :) Jest za to czterech panów i rutynowa robótka... a co było potem, no cóż...

BERNARD MORAWIECKI cz.II. rozdz.VII i VIII

Wreszcie jest! Pełne 8 stron drugiej części opowieści o Bernardzie Morawiecki, Dentyście z Warszawy, osadzonym w autorskim świecie Horyzontu.

Bestia z Błękitnej Laguny

We Frimtville źle się dzieje. Mieszkańcy znikają w mrokach nocy. Burmistrz przeczuwa, że coś się dzieje. Wzywa do pomocy łowcę potworów.

Zamek Uecchi

Drugie dzieło z serii opowiadań o łowcy potworów - Velardzie. Zamek Uecchi skrywa w sobie pewną mroczną tajemnicę, która nie może opuścić jego murów.

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
785
użytkowników.

Gości:
782
Zalogowanych:
3
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 15

15

Moja mała ojczyzna

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

Data
03-06-01

Typ
O
-opowiadanie
Kategoria
Inne/Przyjaźń/Środowisko
Rozmiar
7 kb
Czytane
8394
Głosy
17
Ocena
3.74

Zmiany
03-06-01

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
W-dla wszystkich

Autor: jegomosc Podpis: jegomosc
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Praca na konkurs "Moja mała ojczyzna". Rzecz o moim mieście czyli Bolesławcu. Zapraszam (do czytania i odwiedzenia)

Opublikowany w:

Moja mała ojczyzna

Siedziałem nad czystą kartką papieru z długopisem w ręce i myślałem...
„Moja mała ojczyzna”? Co to za głupi temat! Nie mogli dać czegoś innego? Co ja mogę napisać o tej dziurze, jaką jest Bolesławiec? Przecież w naszym mieście nie ma nawet żadnego dobrego sklepu. No i nigdy nic się nie dzieje. No ale pracę napisać trzeba. Siedziałem, myślałem aż w końcu dałem za wygraną. „Nic dzisiaj nie napiszę”- rzuciłem i wyszedłem z domu.
Przypomniało mi się, że dzisiaj do babci przyjeżdża jakaś jej koleżanka z córeczką. No i oczywiście mam „pokazać jej miasto”. Co to ja jestem?
Informacja turystyczna? A poza tym to niby co tutaj jest warte pokazania?
Wychodząc z domu zobaczyłem mamę krzątającą się w kuchni więc rzuciłem jej „Wychodzę” i wyszedłem. Mieszkam na przedmieściu, a ode mnie do babci jest jakieś 5 minut drogi. Zaraz po opuszczeniu mojej posesji ujrzałem nasza sąsiadkę, panią Bąk. Nie przepadałem za nią, no ale kultura wymaga ode mnie powiedzenie „dzień dobry” więc to zrobiłem. Ona z szerokim uśmiechem odpowiedziała „pochwalony!”. Chyba zamiast dzień dobry zacznę do niej mówić „pokój!”. Idąc dalej przez osiedle spotkałem jeszcze kilku znajomych ( pana Żuka, panią Kraśnicką, pana Majewskiego i jeszcze co najmniej tuzin innych państwa) i za każdym razem musiałem powtarzać ten rytuał z „dzień dobry”. No cóż... wszyscy się tu znają. Jesteśmy jak jedna wielka rodzina. I jak w rodzinie... nie wszyscy się lubią.
W końcu „przeprawiłem” się do babci. Przed domem ujrzałem coś niecodziennego. Stał tam Lexus na angielskich tablicach. No w sumie fakt, że autko to przyjechało z Anglii potwierdziło mi umieszczenie kierownicy po prawej stronie. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że oni przyjechali aż z Anglii? Jak zwykle dowiaduje się ostatni. Skierowałem swe kroki wprost to drzwi. Nie chciało mi się czekać przy bramce aż ktoś przyjdzie mi otworzy, więc przeskoczyłem furtkę i pobiegłem do drzwi. Nacisnąłem klamkę i... jak zwykle otwarte! A jak bym był szalonym mordercą albo akwizytorem? Ale moja babcia właśnie taka jest. Zapomniałaby własnej głowy (już wiem po kim to mam). Czeka mnie pracowity dzień – pomyślałem i nacisnąłem klamkę...
Już na korytarzu na szyję rzuciła mi się jakaś kompletnie nieznajoma kobieta. Nie mam nic przeciwko takim akcją, kiedy jest to młoda dziewczyna a nie jakaś stara baba. Jak się okazało to właśnie koleżanka babci, która pamięta mnie jak byłem taki (w sumie ma dobra pamięć, bo ja sam tego nie pamiętam) i koniecznie chciała mnie uściskać. Zostałem zaproszony do pokoju i zmuszony do tego żebym usiadł. Nienawidzę takich uroczystości, więc chciałem się jak najszybciej stamtąd wydostać ponosząc przy tym jak najmniejsze obrażenia (czytaj: słuchając jak najmniej głupich uwag na temat tego jak wyrosłem itp.). Po chwili pojawiła się jej córka, z którą to właśnie miałem wyjść. Uznałem, że lepsza okazja się nie trafi i szybko wyszedłem. Znajoma mojej babci (Jak każda matka w takiej sytuacji) poczuła nagły obowiązek wygłoszenia strasznie oklepanego zdania:
- Powierzam ją twojej opiece. Tylko wróćcie przed dziesiątą!
- Mamo! Jestem już prawie dorosła...
Świetnie mówiła po polsku. I miała rację...
Okazało się, że ma na imię Justine (na chrzcie dostała imię Justyna, ale oczywiście musiała przedstawiać się „dżastin”). Jak na obcokrajowca zaskakująco szybko opanowała wymawianie mojego imienia. Powiedziała „cysiek” już po dwunastej próbie (zwykły człowiek potrzebuję dwudziestu prób i dlatego uwielbiam to imię). Powiedziała żebym pokazał jej miasto. Używanie tego zwrotu powinno być zabronione. Bo mogę po prostu powiedzieć „patrz!” i tyle. No, ale nie powiedziałem tego. Mimo wszystko ten dzień zapowiadał się całkiem dobrze.
Tylko od czego zacząć?- myślałem. Doszedłem w końcu do wniosku, że najlepszym miejscem na początek będzie chyba rynek. Nie żeby było tam coś ciekawego, ale można tam spotkać kogoś znajomego. Gdy tylko przybyliśmy na miejsce zauważyłem, że Justine jest mocno podekscytowana. Na moje „co się stało” ona tylko cicho rzuciła „pięknie tu”. Dziwni ci turyści. Dla mnie ani w ratuszu ani w otaczających go kamieniczkach nie było nic pięknego. Przecież to tylko kupa cegieł, którą mijam codziennie wracając ze szkoły. Co w tym pięknego?
Posiedzieliśmy trochę na ławeczce koło ratusza. Prosiła mnie żebym opowiedział jej coś o Bolesławcu. Mimo że nie przepadam za moim miastem co nieco o nim wiem (przeczytałem kiedyś z nudów przewodnik po Bolesławcu). Gdy tylko mówiłem o jakimś nowym miejscu ona żywiołowo wykrzykiwała, że muszę jaj to pokazać. Chciałem się zapytać czy w tej Anglii mieszka na jakiejś wiosce czy coś w tym stylu i niczego nigdy nie widziała. Ale nie chciałem jej urazić. Zaczynała mnie fascynować. Nie wyglądała na kogoś, kogo mogą zainteresować zabytki mojego miasta.
Gdy zaproponowałem, że już pójdziemy ona, ku mojemu przerażeniu zaczęła robić zdjęcia całemu ratuszowi. Coś takiego robią najczęściej (co często widać np. w filmach) japońscy turyści. Jak dla mnie wyglądało to strasznie komicznie, więc złapałem ją za rękę i wyciągnąłem stamtąd. Następnie chciałem wpaść do baru żeby wypić „coś zimnego”, ale pech chciał, że przechodziliśmy akurat koło pomnika Kutuzowa. Justine usiadła na ławce obok żądała żebym opowiedział jej o tym zabytku. Nie widząc innego wyjścia opowiedziałem jej historię o tym jak Napoleon (mi zawsze kojarzy się z alkoholem) po nieudanej kampanii rosyjskiej uciekał tędy do Francji. Wskazałem któryś z domów nieopodal i powiedziałem, że tam właśnie nocował (wiedziałem, że to gdzieś tam). I o, Kutuzowie który ścigał go tędy i właśnie w Bolesławcu umarł. Tym razem wskazałem właściwy budynek. Zaskoczyła mnie pytając:
- Jak zginął? Ktoś go zabił?
- W sumie to... nie wiem. Chyba był chory, albo... ze starości.
Po tej wpadce straciłem w jej oczach wiele jako przewodnik. No ale mi za to nie płacą. Wstaliśmy i poszliśmy dalej. Ja uparcie kierowałem się w stronę baru i gdy byliśmy już blisko spytałem:
- Może się czegoś napijemy?
- Nie jestem jeszcze zmęczona. Chodźmy dalej!
Chciałem jej zwrócić uwagę ze nie pytałem jej czy jest zmęczoną tylko... a zresztą. Poszliśmy dalej. Boże ile można tak chodzić?
Byliśmy zobaczyć wiadukt kolejowy, trzy kościoły, kilka parków oraz, o zgrozo, muzeum ceramiki. W życiu się tak nie wynudziłem (chociaż przy okazji uświadomiłem sobie, że Bolesławiec wcale nie jest tak nudny a ja trochę o nim wiem). Przechodziliśmy właśnie koło jednej z kamienic koło rynku, kiedy ona powiedziała cos zupełnie bez sensu:
- Patrz! Pszczoła!
- Co? Gdzie?
- Spójrz tam! – i wskazała mi palcem dziwny wzór na tynku
pokrywającym jedną z kamienic. Nigdy wcześniej tego nie widziałem a przecież przechodzę tędy chyba codziennie . Jak to możliwe?
W międzyczasie trochę się ściemniło i nieuchronnie zbliżała się godzina powrotu do domu. Pozostały czas postanowiliśmy spędzić na ławeczce opodal ratusza. Wcześniej oczywiście musiałem obiecać, że jutro znów wyjdziemy. W lecie wieczorem ratusz jest pięknie oświetlony. Może to stwierdzić nawet taki niewrażliwy na piękno młotek jak ja. Siedzieliśmy tak, opowiadałem jej co ciekawsze rzeczy o naszym mieście. Jak spędzamy czas, gdzie chodzimy itp. Potem po prostu podziwialiśmy. Oparła się o moje ramie i szepnęła do mnie: Pięknie tu. Moja mała ojczyzna... odpowiedziałem cicho. Jednak kocham to miejsce...


Podpis: 

jegomosc bardzo niedawno;)
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

pokaż oceny

pokaż komentarze

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
I choćbym szedł doliną ciemną - rozdzial II Do Kochanka Starość potrafi być piękna, ale zazwyczaj nie jest
Powieść kryminalno-obyczajowa. W Cieszynie zostają znalezione upozowane zwłoki kobiety, a użyte do scenografii akcesoria wskazują, że nie jest to zwykłe zabójstwo. mój powrót do pisania po jakichś 10 latach. Tak się złożyło - napotkałam ciebie
Sponsorowane: 200
Auto płaci: 300
Sponsorowane: 200
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 200

 

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Powiedz o nas innym  Kontakt z nami  Dodaj do ulubionych  Startuj z opowiadań  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2016 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.